Ajax Loader Ładuję ...

pólnoc kraju - cz. 2 - okolice Bahir Dar

Rano wyruszamy z Bahir Dar do polozonych ok. 30 km na poludniowy-wschod od miasta wodospadow na Niebieskim Nilu, znajdujacych sie kolo miasteczka Tissisat. Po drodze robimy kilka krotkich postojow, obserwujac toczace sie tutaj wiejskie zycie. Przed jedna z chat przygladamy sie na przyklad, jak wykonuje sie typowy chleb etiopski - indzera (injera). Sa to wlasciwie pieczone na blasze cienkie i szare podplomyki, o srednicy ok. 50 cm. Wypieka sie ja z teffu (zboze bedace podstawowa roslina uprawna w Etiopii).  Ciasto powstaje z maki zmieszanej z woda, która odstawia sie najpierw na pare dni aby sfermentowala.
Indzera jest podawana do wszystkich potraw w Etiopii, spozywa sie ja np. z drobnymi kawalkami miesa, ktore chwyta sie reka poprzez oderwane kawalki tej wlasnie indzery i nastepnie taka w rozne sosy i inne dodatki (w Etiopii nie uzywa sie na ogol sztuccow).
Sama indzera ma bardzo kwaskowaty smak i musze przyznac, ze nie przypadla mi do gustu.

Okolo godz. 10 docieramy do parkingu w okolicy wodospadow i stad udajemy sie poprzez stary kamienny most portugalski na okolo kilometrowa wedrowke czy tez raczej spacer w kierunku punktu widokowego na przeciwko wodospadow. Po drodze mijamy mala wioske, ktorej mieszkancy trudnia sie najwyrazniej produkcja pamiatek. W kazdym razie przed prawie kazda chata wisza jakies tkaniny i wyroby tekstylne, niektore kobiety tkaja, a prawie kazdy chce nam cos sprzedac. Ale po minieciu tych kilku chat panuje znowu spokoj i znowu moge delektowac sie tym idyllicznym krajobrazem, wypelnionym swieza zielenia.
Ostatni raz padalo tutaj przed ponad miesiacem, wiec wodospady na Niebieskim Nilu nie obfituja w zbyt duza ilosc wody. A dochodzi do tego jeszcze fakt, ze czesc wody z koryta rzeki odgaleziono niedawno tuz przed wodospadami i wykorzystuje sie to sztuczne boczne ramie rzeki do napedzania turbin w nowej elektrowni wodnej.  Dopiero poza wodospadami wprowadza sie ta wode znowu do Niebieskiego Nilu. Ale mimo wszystko wodospady wygladaja bardzo ciekawie. Sa to drugie pod wzgledem wielkosci wodospady w Afryce (po wodospadach Wiktorii oczywiscie).

Po spedzeniu czasu nad wodospadami wracamy do Bahir Dar i jemy dobry obiad w przyjemnej restauracji. Po poludniu udajemy sie do przystani nad jeziorem Tana (najwyzej polozone jezioro w Afryce - 1830 m npm - i jednoczesnie najwieksze w Etiopii - 3000 km kw.) i przesiadany sie na maly stateczek, ktorym plyniemy okolo godzine do polwyspu Zeghe. Na polwyspie tym jak rowniez na okolo 20 wyspach na jeziorze znajduja sie liczne klasztory etiopskiego kosciola ortodoksyjnego. Niektore z nich pochodza juz z XIV w.
Po doplynieciu do polwyspu idziemy ok. 15 minut przez rzadki las, po czym docieramy do klasztoru Ura Kidane Mehret z XVI wieku. Juz przed klasztorem oczekuja nas wzdluz sciezki liczne stragany z wszelakiego rodzaju pamiatkami - przede wszystkim dewocjonalia, krzyze etiopskie w najrozniejszych rozmiarach, kopie malowidel klasztorych itp. Sam kosciol klasztorny i otaczajace go bydynki sa bardzo niepozorne - okragle chaty z drewna, slomy i gliny. Nigdy bym nie pomyslal, jakie skarby sztuki kryja sie w srodku. Jak w wiekszosci kosciolow w srodku znajduje sie jakby drugi, kwadratowy budynek, ktory wypelnia prawie cale pomieszczenie i w ktorym sa przechowywane najwieksze swietosci kosciola (np. kopie 10 przykazan). Ta czesc jest dostepna tylko dla kaplanow. Sciany tej kwadratowej budowli pokryte sa calkowicie malowidlami przedstawiajacymi najrozniejsze sceny biblijne i roznych swietych. Powstaly one pomiedzy XVI i XIX wiekiem. Malowidla te sa wykonane na tkaninach, ktore nastepnie przyklejanio na drewniane sciany. Wyglada to na prawde wspaniale, zdjecia oddaja tylko w malej czesci panujaca tutaj atmosfere.
Po zwiedzeniu tego klasztory wracamy znowu do stateczku i plyniemy przy promieniach pomalu juz zachodzacego slonca do przystani w Bahir Dar.

W Bahir Dar nocujemy w hotelu polozonym przy jednej z glownych drog. Nastepnego poranka, w sobote ok. godz. 4.30 rano budzi mnie dochodzacy z ulicy glosny i rytmiczny odglos bebnow oraz monotonne spiewy. Wstaje, wygladam z okna i widze idaca cala szerokoscia ulicy procesje ludzi ubranych na bialo lub majacych biale narzuty - koce czy plachty.
Okolo 3 godz. pozniej, podczas sniadania w hotelu powtarza sie ta ceremonia, tylko ze ludzie ida w przeciwna strone. Jak sie okazuje jest to normalna procesja wiernych udajacych sie na msze do kosciola. Dzisiaj rano odbywala sie w pobliskim kosciele msza dla studentow i mlodziezy, a msze w Etiopii trwaja po kilka godzin, wiec zaczynaja sie juz tak wczesnie rano.  Stadt tez te popularne w calym kraju dlugie kije, ktorych uzywaja pielgrzymi i ktore stoja tez w kosciolach. Sluza one wiernym do podpierania sie pod ramieniem, aby podczas tych dlugich i wczesnych nabozenstw nie przewrocic sie ze zmeczenia.