Ładuję...

kolumber.pl


Jest wieczór - wreszcie możemy wsiąść do pociągu.Najpierw odbieramy bagaże z przechowalni i z plecakami na grzbiecie przeciskamy się w tłoku, jaki panuje na stacji.Wsiadamy do naszego wagonu ( kupiliśmy miejsca sypialne w drugiej klasie). Na razie jeszcze leżanki nie są rozłożone. Wyjmujemy zaopatrzenie mające na celu skrócenie trudów podróży. Na stoliku pojawia się więc butelka rumu, cola i jakiś sok. Pociąg rusza - my też :)  Dodatkowo przeglądamy na laptopie dotychczasowe zdjęcia ( a uzbierało się już tego sporo).Po 3 godzinach jesteśmy  zmęczeni i prosimy opiekuna wagonu o rozłożenie naszych miejsc. Dookoła wszyscy już śpią, z wyjątkiem dziewczyny na górnym łóżku na przeciw nas. Ona wprawdzie już leży, ale jak zaczęła rozmowę przez telefon zanim pociąg jeszcze ruszył z Bangkoku, tak ciągle rozmawia i przestać nie zamierza :) Po naszej porcji rumu zupełnie nam jednak jej paplanina nie przeszkadza. Bardzo szybko zasypiamy na naszych łóżkach.Budzimy się wczesnym świtem. Pociąg już zbliża się do Nong Khai - przejścia granicznego z Laosem. Z Laosu można do Nong Khai przyjechać pociągiem, który dumnie nosi tablicę "international train", chociaż trasa liczy sobie zaledwie kilkanaście kilometrów.  Jednak w odwrotną stronę ( a tego właśnie ppotrzebujemy) nie da się. Bierzemy tuk tuka. Nasz kierowca niedaleko przed granicą skręca do biura pośrednika wizowego. 

  • W pociągu do Nong Khai
  • Nong Khai
  • Nong Khai
W biurze za wizę liczą sobie niemal 3 razy więcej ( oficjalnie kosztuje 30 USD), za to zrobią fotki potrzebne do wizy, wypełnią dokumenty, przeeskortują przez tajski punkt graniczny i dalej autobusem po moście przyjaźni, aż do punktu granicznego po stronie laotańskiej. Tam dopiero promesy zamienia się na wizy. Biuro również zorganizuje transport do centrum Vientiane ( kilkanaście kilometrów).Na granicy Marek widzi kolejkę, wolimy więc załatwić wizy przez pośrednika. Zbijamy cenę do 100 USD za dwie. Nie mamy gotówki, a kartą płacić nie można. Ostatnio cały czas korzystalismy z karty Marka. Daję więc mu swoją i wysyłam tuktukiem do najbliższego ATM-u. Najbliższy ATM nie działał, więc Marek pojechał do centrum. Tam okazało się, że pomylił numer powtórzył to samo po raz drugi....i karta przepadła. Natychmiast porozumiał się z bankiem. Tam odpowiadają, że co najmniej za 2 dni odzyskamy kartę.My potrzebujemy dzisiaj!...a jest  sobota. Bank wzywa specjalny team, który zajmuje się atm-ami. Czekamy ok 7 godzin, ale kartę odzyskujemy! Tym razem Marek ma już poprawny kod. Wkłada kartę do bankomatu w obecności pracownika banku, wstukuje kod i....karta przepadła ponownie!!!!!!!! Nikt nam nie powiedział, że  powinniśmy zadzwonić najpierw do mojego banku i poprosić o "wyzerowanie". Tym razem tajski bank odmawia współpracy i zostajemy wyłącznie z jedną kartą. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam do banku i poprosiłam o wydanie duplikatu. Jednak okazało się, że za nic w świecie nie wyślą karty za granicę...nawet do polskiej placówki dyplomatycznej. Banku nie interesuje, czy klient właśnie został bez grosza przy duszy, że zaraz będzie zdychał z głodu...takie mają wytyczne i już. Jakże inne było podejście banku z Australii.

Wieczorem znaleźliśmy się w Vientiane. Nastroje trochę minorowe postanawiamy rozjaśnić za pomocą beer Lao - chyba najlepszego piwa w rejonie Indochin.Następnego dnia szukamy jakiegoś środka transportu. Znajdujemy wypożyczalnię motocykli blisko centrum. Prowadzona jest przez Francuza. Niestety największe motory, jakie tu znajdujemy, to 250-tki crossowe, nieprzygotowane do trasy ( nie miały sakw , czy nawet bagażnika.) W dodatku paskudnie drogo ( ponad 60 USD na dzień). Na 250-tce raczej we dwójkę nie pojedziemy, więc szukamy dalej.  Nie jest łatwo, gdyż poprzez internet natychmiast na pierwszych stronach pozycjonują się wypożyczalnie samochodów,  niemal zawsze nie mające żadnych aut w Laosie.

 Wreszcie znaleźlismy. Jest wypożyczalnia nad samym Mekongiem na południowych obrzeżach miasta. Mają tam Hondę Transalp 400. Motor nie jest tytanem, ale powinien się nadać. Niestety nie ma sakw. Jest natomiast tylna półka na przyczepienie skrzyni bagażowej. Skrzyni też nie mamy, ale za pomocą gum bagażowych do półki przyczepiamy całą masę plecaków i toreb. Reszta  po ostrej selekcji zostaje w grzecznościowej przechowalni w naszej wypożyczalni motocykli.Ruszamy najpierw na najbliższą stację benzynową, bo bak niemal całkowicie wysuszony.Gwarantowano nam , że przejedziemy 5 km, więc lepiej, byśmy żadnej stacji nie przepuścili. Wkrótce pojawia się nasze zbawienie.Tankujemy po korek i od teraz tak naprawdę zaczyna się nasza przygoda z Laosem.  Musimy przejechać przez centrum Vientiane , ale o tej porze nie jest to wielkim problemem, tym bardziej, że stolica i jednocześnie największe miasto kraju liczy sobie troszkę poniżej 300 tys. mieszkańcow. Po drodze mamy trochę świateł i zawalidróg, ale 30 minut pozwala nam na wydostanie się na przedmieścia.

Do Luang Prabang mamy ponad 500km, ale dzisiaj jedziemy tylko do Vang Vieng - około 200 km i w miarę płasko. Powinniśmy być na miejscu w miarę wcześnie, ale....jest już maj, a to znaczy ,że monsun jeśli jeszcze się nie zaczął, to jest już blisko. Niebo jest całkowicie zasłonięte chmurami nie mającymi żadnej rzeźby. Ich grubość możemy ocenić tylko na podstawie porównania godziny, do ilości światła. Nie jest to łatwe, bo ludzki mózg szybko zaczyna się przyzwyczajać i kompensuje mniejszą ilość światła...nie mniej wydaje nam się, że o tej porze nie powinno być jeszcze aż tak ciemno, jak jest. Niby mamy do przebycia niecałe 200 km, ale jesli sie rozpada... Na razie jednak mamy szczescie. 100km za nami, 120, 140...oj!!!! Robi się naprawdę ciemno i spadają już bardzo drobne kropelki deszczu. Parę kilometrów wcześniej minęliśmy coś w rodzaju wiaty. Chcielibyśmy jechać dalej- może będzie następna, ale kropi coraz mocniej i postanawiamy zawrócić. Zaczyna już padać całkiem serio. Warstwa kurzu i wysuszonego błota na resztkach asfaltowej (pewnie 30 lat temu) nawierzchni robi się podobna do lodowiska. Jedziemy więc 20-30 km/h, a deszcz pada coraz mocniej. Nieźle już przemoczeni docieramy do wiaty...i w tym samym momencie niebo pokazuje nam jak bardzo było dla nas łaskawe. W przeciągu następnych 20 minut musiało spaść co najmniej 50 mm deszczu. My czekamy nie wiedząc, czy będzie to pół godziny, godzina, czy też może doba. Na szczęście po godzinie deszcz przybiera formę kapuśniaka i decydujemy się jechać. Niestety po tak śliskiej drodze szybka jazda nie wchodzi zupełnie w grę. Mamy szczęście, bo deszcz ustępuje zupełnie. Zbliżamy się już do Vang Vieng. Zostało nam jeszcze z 15 km i wtedy.... naszym oczom ukazuje się najwspanialszy zachód słońca, jaki kiedykolwiek mieliśmy okazję oglądać. Niestety w tym szczęściu jest też beczka dziegciu. W miejscu, w którym jesteśmy, widok taki sobie, zasłonięty przez drzewa i domy. Tam, gdzie byłoby super zostało nam jakieś 15-20 minut, ale w tym czasie będzie już po ptokach :)

Jesteśmy w Vang Vieng - najbardziej rozrywkowym miejscu w Laosie. Marek mówi,że  zawsze "pęka  w szwach", ale nigdy nie był tutaj poza sezonem. Teraz wydaje się w miarę sennie. Po ulicach przechadza się trochę młodzieży, lecz zachowują się spokojnie. Nie mamy żadnego problemu w znalezieniu niezłego noclegu za ok.8 dol. W pokoju zrzucamy nasze bambetle i idziemy coś zjeść. Restauracji tutaj bez liku. W martwym sezonie turysta jest tu faktycznie na wagę złota. Podoba mi się pomysł biesiadowania przy bardzo niskich stolikach w pozycji półleżącej. Po dniu spędzonym na motocyklowym siodełku to naprawdę wielka ulga.W Vang Vieng chcemy tylko przespać ( zostaniemy tu dłużej w drodze powrotnej) i jeszcze przed świtem wyruszyć w dalszą drogę do Luang Prabang.

  • Ranek nad Mekongiem
  • Kawa po laotańsku
  • Wypożyczalnia motorów
  • Zaśpiewajmy:
  • Brak kufra i sakw zmusza nas do improwizacji
  • Efekt improwizacji
  • Nam Khong
  • ...i znowy śpiewamy:
  • Mokną też krowy
  • Drwale też mokną
  • ...ale jednak krowy bardziej
  • Zachód słońca nad Vang Vieng
  • Zachód słońca nad Vang Vieng
Budzimy się przed 6.00 rano...jest dziwnie ciemno i głośno. Marek wygląda przez okno i zaczyna kląć jak przysłowiowy szewc. Leje!...i to naprawdę leje. To psuje trochę nasze plany. Po raz pierwszy w czasie naszej podróży mamy pewną presję czasową. Limitują nas dawno już wykupione bilety na lot z Kuala Lumpur do Teheranu.  Tymczasem postanawiamy przygotować się do podróży i gdy tylko przestanie padać, to natychmiast ruszymy.  Tymczasem dostajemy małe śniadanko.Mija 8.00 a na zewnątrz dalej ciemno i baaaaardzo mokro. Idziemy w "miasto" poszukać jakichś peleryn. Tak na skuterkach jeżdżą miejscowi, więc może i my? Tyle tylko że miejscowi zwykle jadą kilka - kilkanaście kilometrów, a nas czeka ponad 300 przez bardzo wysokie góry i po fatalnej drodze. Godzina 10.00 ...zrobiło się jakby troszkę jaśniej i pada tylko lekki kapuśniaczek. Postanawiamy ruszyć. Ostatecznie nasza Honda nadaje się na takie warunki. Jedziemy wolno, gdyż powyżej 40 km/h peleryny zwiewa nam przez głowy, a droga rozmoczona przez deszcz śliska jest potwornie. Po jakichś 40 km deszcz w końcu ustępuje, ale aura dalej sprawia wrażenie, jakby za chwilę potop miał powrócić. Mamy jednak szczęście i do końca dnia spadło na nas tylko kilka kropel. Widoki dookoła wspaniałe. Współczuję Markowi, że nie bardzo ma jak je kontemplować. Całą jego koncentrację pochłania obserwacja mokrej drogi. Około godziny 6-stej dojeżdżamy do Luang. Pogoda po północnej stronie gór jest bez zarzutu. Niebo troszkę tylko przymglone bardzo wysoką  i cieńką chmurą. Jest również cieplutko - fajna odmiana po górskiej zimnicy. Miasto pomimo niskiego sezonu pełne jest turystów. My wynajmujemy bardzo miły pokój z balkonem i dostępem do wi-fi w maleńkim hostelu nad samym Mekongiem, na który mamy piękny widok z okien. 27dol/noc nie jest może najtańszą opcją, jak na tą część świata, ale pamiętać trzeba, że Luangprabang jest o wiele droższe, niż wszystkie inne miejscowości Laosu. Wieczorem pierwszy spacer  i pierwsze wrażenia. Luang jest starą stolicą kraju i w swojej funkcji pod wieloma względami przypomina Kraków, chociaż na szczęście nigdy tu nie wybudowano żadnego przemysłu. Ten region świata zwykle kojarzy mi się z wielkim niechlujstwem wokół domostw, z kulejącym, a najczęściej nie istniejącym systemem wywózki śmieci i kanalizacją. Luang jest jednak zupełnie inne - przynajmniej w granicach starego miasta. Schludne, zadbane i ...śliczne! Starą, drewnianą architekturą Laosu można być po prostu oczarowanym. Kuchnia też jest tutaj znakomita. Francuskie wpływy są w tej materii ciągle widoczne.
  • Widok
  • Chmury
  • Widok na pożegnanie
  • Wysoko w górach
  • Wysoko w górach
  • Wysoko w górach
  • Wysoko w górach
  • Wysoko w górach
  • Wysoko w górach
  • Wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • W wiosce wysoko w górach
  • Opat
  • Poważne rozmowy
  • Przy granicy z Birmą
  • Kolacja po górskim odcinku
  • Na nocnym targu
  • Na nocnym targu
  • Na nocnym targu
  • Na nocnym targu

Dziś od rana ganiamy po mieście. Niestety byliśmy zbyt zmęczeni, by wstać na poranne zbieranie danin przez mnichów z tak licznych tutaj klasztorów. Jednak w czasie naszej podróży widziałam to wielokrotnie, a zmęczenie swoje prawa ma :)

 Po południu jedziemy do położonych około 20 km od Luang wodospadów Quang xi - największych w tym kraju. Miejsce przeurocze. Wodospady prócz głównego uskoku tworzą serie kaskad, z których kilka udostępnionych jest do kąpieli. 

Gdy wyjeżdżamy z parkingu w drodze powrotnej mamy mały wypadek. Marek odruchowo usiłował jechać lewą stroną, a z naprzeciwka jechał Laotańczyk na skuterku. Marek tym bardziej ucieka do lewej, a on ( jadąc nam naprzeciw) do prawej, czyli w tą samą stronę...no i zdarzyło sie nieuchronne. Na szczęście obyło się bez ofiar i 100 dolarów wręczone Laotańczykowi rozwiązało sprawę naprawienia szkód ( przy zwrocie naszego motocykla musieliśmy dopłacić jeszcze 20 dol, za naprawę naszego). Niemiła to przygoda...Laos był jednak na naszej trasie pierwszym krajem z ruchem prawostronnym. Niestety -prowadząc nie mozna sobie pozwolic nawet na najmniejszą chwilę nieuwagi.Wieczorem chodzimy po nocnym targu, urządzonym na głównej ulicy miasta, próbujemy róznych bardziej i mniej egzotycznych potraw.Następnego dnia od rana wyruszamy poza Luang - do jaskiń Pak Ou. Po drodze odwiedzamy parę wiosek - pierwsza znana z wyrobu szali i chust jedwabnych. Jesteśmy jedynymi turystami, wiec to ułatwia negocjacje...kupuję kilka ślicznych szali.Jedziemy dalej. Po drodzy widzimy, że ktoś w wodach Mekongu szoruje słonia. Z uwagi na porę mokrą, rzeki mają barwę żółto-brunatną, gdyż niosą dużo wody, która wyrywa z ziemi drobiny ilów. Szkoda! ...w porze suchej dopływy Mekongu mają ponoć piękną, modrą barwę. Tymczasem zajeżdżamy do następnej wioski. Ta znana jest z wyrobów mocnych trunków. Towar przed kupnem można spróbować...na każdym ze stoisk :) Oczywiście również kupujemy.W końcu docieramy do wioski przy grotach. By się do nich dostać, musimy przepłynąć rzekę...a to do tanich nie należy. Dalej jedziemy w zasadzie w nieznane. Nie mamy mapy na tyle dokładnej, by mogła dać nam jakiekolwiek wskazówki jaki kierunek najlepiej obrać. Jedziemy przed siebie przez góry i wzdłuż wypełnionych wezbranymi rzekami dolin. Rozkoszujemy się wschodnimi , dalekimi "przedmurzami' Himalajów, włócząc się beztrosko bez sprecyzowanego celu.Wieczorem ponownie lądujemy na targu i degustacji miejscowych specjałów kulinarnych. Wieczór kończymy wcześnie  - jutro wyruszamy w drogę powrotną.
  • Marsz mnichów
  • Marsz mnichów
  • Marsz mnichów
  • Marsz mnichów
  • Marsz mnichów
  • Pranie w Mekongu
  • W klasztorze Wat Mai
  • Klasztor Wat Mai
  • W klasztorze Wat Mai
  • W klasztorze Wat Mai
  • W klasztorze Wat Mai
  • Kompleks pałacu królewskiego
  • Kompleks pałacu królewskiego
  • Kompleks pałacu królewskiego
  • Pranie
  • Sprzątanie
  • Wat Xieng Thong
  • Wat Xieng Thong
  • Wat Xieng Thong
  • Wat Xieng Thong
  • Wat Xieng Thong
  • Wat Xieng Thong
  • Po prawej stronie rzeki
  • Spacer
  • Mieszkańcy prawej strony.
  • Dzieciaki z Pragi...w Luang :)
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Wodospady Quang Xi
  • Mnisi nie tylko się modlą
  • Mnisi nie tylko się modlą
  • W klasztorze
  • W klasztorze
  • Usługi dla ludnosci
  • Wat Wisunalat
  • Wat Wisunalat
  • Wat Wisunalat
  • Wat Wisunalat
  • Widok ze świątyni Wat Chum Si
  • Widok ze świątyni Wat Chum Si
  • Wat Chum Si
  • Widok ze świątyni Wat Chum Si
  • Widok ze świątyni Wat Chum Si
  • Widok ze świątyni Wat Chum Si
  • Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Widok z Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Wat Phonphao
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Nocny Targ w Luang
  • Bulwar nad Mekongiem
  • Taka roslinka rośnie tam na wodzie
  • Zapomniane symbole
  • Swiątynia niedaleko Luang
  • Wioska tkaczy nad Mekongiem
  • Wioska tkaczy nad Mekongiem
  • Wioska tkaczy nad Mekongiem
  • Wodospad w górach
  • Relaks dla słonia
  • Relaks dla slonia
  • Zamiast wózka
  • Jaskinia Pak Ou
  • Jaskinia Pak Ou
  • Jaskinia Pak Ou
  • Jaskinia Pak Ou
  • Widok z niższej jaskini
  • Jaskinia Pak Ou
  • Jaskinia Pak Ou
  • Przy ujściu rzeki Nam Ou
  • Akrobatka
  • Akrobatka
  • Kwiatek nad Mekongiem
  • Spotkania mniej przyjemne
  • Przełom Mekongu
  • Przełom Mekongu
  • Budzik
  • Przełom Mekongu
  • Przełom Mekongu
  • Przełom Mekongu
  • Rzeka Nam Ou
  • Dziewczynka z "Pragi"
  • Na prawym brzegu
  • Widok na Luang z prawego brzegu
  • Na prawym brzegu
  • Na prawym brzegu
  • Na prawym brzegu
  • Na prawym brzegu
  • Na prawym brzegu
Jest rano - niewiele po 8.00. Szybko pożeramy śniadanie i ruszamy w drogę. Tym razem mamy szczęście. Pogoda w miarę przyzwoita, a czasem nawet widać słońce. Po około 170 km zatrzymujemy się w miejscu, skąd widok jest wręcz boski.  Jest troszkę po południu. Niebo pokryte chmurami, ale często wychodzi przez nie słońce...gdyby tak się utrzymało do późnego popołudnia, to możemy mieć tu boskie warunki świetlne. Postanawiamy warować.Siedzimy , popijając od czasu do czasu Beer Lao, aż wreszcie nadchodzi wieczór...niestety bez wymarzonego światła. Teraz czeka nas 130km w jazdy po ciemku, w tumanach pylu i bez gogli. Szybki w kaskach mamy niemilosiernie porysowane. Marek jeszcze w Vientiane usiłował kupić jasne gogle, lub też zwykłe okulary z białymi szkłami...niestety nie było to dostępne. Jazda noca , bez osłony oczu ani od pyłu, ani od owadów jest zwykłym szaleństwem...ale nie mamy wielkiego wyboru.Po bez mała 5 godzinach docieramy wreszcie do Vang Vieng. Tam relaksujemy sie zimnym piwem i wspaniałą kolacją.
  • W drodze w górach.
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Wioska niedaleko parkingu
  • Wioska niedaleko parkingu
  • Wioska niedaleko parkingu
  • Na ananasowym polu
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach
  • Na parkingu w górach

Nazajutrz mamy piękny dzień i cały dla siebie. Zamierzamy zwiedzić tylko najbliższą okolicę. Vang Vieng najbardziej znane jest nie z powodu tego, co się tutaj znajduje, ale raczej jak spędza się tutaj czas. Otóż gwoździem programu pobytu  jest spływ piękną, czystą , ale przede wszystkim cieplutką górską rzeką na napompowanej dętce ( chyba od traktora ,albo dużej ciężarówki. Mikrobus zabiera chętnych kilkanaście kilometrów w górę rzeki. Tam dostają oni swoje jednostki pływajace, kładą się na nich ( najczęściej ze sporym zapasem piwa i spokojnie spływają w dół. Widoki po drodze przepiękne! Płynie się skrajem doliny. Po prawej stronie niemal prosto z wody na wysokość 700-800 metrów wyrastają wapienne skały, z drugiej zaś niewiele widać poza głębokim, porośniętym bambusowymi gajami korytem rzeki. Gdyby jednak wyjrzeć, to zobaczylibyśmy szeroką na 1-2 km dolinę ograniczoną od tej strony górami wysokimi na 400-500m. Dla większości uczestników zabawa jest szampanska...do tego stopnia,że w zamroczeniu alkoholowym topi się tu zwykle jedna osoba tygodniowo. Nie chcę brzmieć tutaj nazbyt ortodoksyjnie i pisać o tym, że alkohol nad wodą to piekielna mieszanka. Jeśli pije sie przez cały dzień 1-2 butelki piwa, lub tyle samo kieliszków wina, to specjalnie nie zwiększa to zagrożenia. Jednak, gdy ktoś upaja się sporą ilością trunków, a następnie układa na nie nazbyt stabilnej dętce, po czym w najlepszym razie zasypia, ale często zwyczajnie traci przytomność, to jakby calkowicie zgadzał się z tym, że nie pożyje już zbyt długo. Tyle o rozrywkach miasteczka :) Warto jednak również objeździć najbliższą okolicę. Tuż obok znajduje się rozległa, niemal zupełnie płaska dolina, z każdej strony zamknięta zębami krasowych gór. Jest tu też kilka wiosek Hmongów - największego plemienia zamieszkującego Górny Laos, ale również przygraniczne okolice Wietnamu, Chin, Birmy , a nawet róg najbardziej na wschód wysunietych Indii. Ludzie Ci są zwykle bardzo uśmiechnięci na widok turystów ( pomimo turystycznego tłoku w samym Vang Vieng niewielu przybyszów dociera do wiosek, z uwagi na bardzo absorbujące wlewanie w siebie zdumiewających ilości napojów alkoholowych). By dolinę objechać ( w sumie to ponad 30-40 km) trzeba w kilku miejscach przejeżdżać  płytszymi i głębszymi brodami.

Ta okolica po prostu zdumiewa nas niewiarygodną wprost ilością motyli i zróżnicowania ich gatunków. Marek mówi,że to z pewnością zjawisko sezonowe, gdyż był tu parę razy, ale tego nie doświadczył. 

Ponad to w górach, dostępnych do zwiedzania jest parę jaskiń ( koniecznie wyłącznie z przewodnikiem, gdyż tworzą prawdziwy labirynt. Dodatkową atrakcją jaskiń jest to, że mieszkają w nich zdecydowanie największe na świecie pająki. Wprawdzie księgi rekordów Guinessa wogóle o nich nie wspominają ( nie wiem dlaczego), to jednak jesli chodzi o zasięg odnóży biją one na głowę gatunki w Ksiedze wyszczególnione i osiągają ponad 30 cm. Pająki te sam odwłok mają bardzo mały ( wyglądaja jak supersterydowa wersja  niegroźnego i niewielkiego pająka zwanego  daddy long legs.

Pająki są strasznie płochliwe i chociaż bardzo łatwo je wypatrzyć po intensywnie odbijających najmniejsze nawet ilości światła ślepiach, zwykle udaje się je obserwować nie dłużej, niż ułamek sekundy. Gdy tylko widzą światło latarki natychmiast uciekaja.

Nasz dzien powoli zbliża się do końca. Została nam tylko kolacja i spanie. Rano wracamy do Vientiane. 

 

 

  • Autoportret-)
  • Droga
  • Droga
  • Dzieciaki
  • Dzieciaki
  • Droga
  • Pomoc
  • Przez rzekę
  • Na brzegu
  • Z liściem na głowie-)
  • Urządzenie do tkania
  • Tkaczka
  • Młodzieniec
  • Laotańska wioska
  • W drodze
  • Droga
  • Krowy
  • Pani z parasolem
  • Kozy
  • Cmentarz
  • Motyl
  • Motyle
  • Motyl
  • Motyl
  • Motyl
  • Motyle
  • Motyle
  • Motyle
  • Motyle
  • Motyle
  • Motyl  w locie
  • Motyle
  • Motyl
  • W krainie motyli
  • W krainie motyli
  • Wśród motyli
  • Wśród motyli
  • Motyle
  • Motyle
  • Motyle
  • Chłopiec
  • Kobieta
  • Chłopczyk
  • Most
  • Most
  • W drodze
  • Mnich
  • Droga
  • Poranek
  • Rzeka
  • Łódka
  • Most
  • Most
  • Rzeka
  • Rzeka
  • Mostek
  • Niedaleko Vang Vieng
  • Jaskinie
  • Ścieżka prowadząca do jaskiń

Bez żadnych przygod i na szczęście na sucho docieramy do stolicy kraju. Oddajemy motocykl, wcześniej rezerwując sobie pokój w małym hoteliku w pobliżu Mekongu.W mieście kupujemy bilet na powrotny pociąg do Bangkoku. Następnego dnia około południa busik zabiera nas spod hotelu i wiezie, na oddaloną  o jakies 10 km od miasta malenką stację kolejową. Ta stacja jest jednocześnie laotanskim posterunkiem granicznym, tak więc gdy wchodzimy na peron jesteśmy już formalnie poza Laosem, ale jeszcze nie w Tajlandii. Czekamy ze 2 godziny i dopiero wtedy na peron wtacza się kilkuwagonowy pociąg z dumnymi tablicami na wagonach "International Train Vientiane - Nong Khai" ...czyli trasa licząca sobie może ze 12-14 km :) Po drodze przejeżdżamy mostem nad Mekongiem i już jesteśmy w Tajlandii. Dla mnie to pożegnanie z tą rzeka. Z całą pewnością zachowam dobre wspomnienia o jej okolicach. W Nong Khai przesiadka na pociąg do BKK. Odjeżdżamy przed wieczorem. Tym razem zasypiamy znacznie szybciej, niż w drodze do Laosu. Marek budzi się wczesnym rankiem i mowi, że coś mu nie gra.Nie wiemy, gdzie jesteśmy, gdyż wszystkie informacje na spotykanych po drodze tablicach zapisane są w języku tajskim. Wreszcie jest pierwsza tablica z literami łacińskimi. Okazuje się , że nasz pociąg jest opóźniony o co najmniej 2-3 godziny. Na razie to nic wielkiego. Planowy przyjazd około godziny 7.00 rano przełożył się na 9.00-10.00. Nasz samolot z BKK do KUL odlatuje po drugiej,  na lotnisku musimy być najdalej o 12:30...spoko! Jednak pamietajmy , że opóźnienie pociągu może się zmniejszyć, lub zwiększyć, a że zwykle zmniejszenie jest niczym więcej, jak czczą teorią, więc narażeni jesteśmy na niezłe zdenerwowanie. Do tego jeszcze mamy problem z tym, że czym później, tym większe korki na ulicach i tym dłużej zajmie nam dojazd z centrum, na lotnisko Suvarnabhumi. Opóźnienie wyraźnie się zwiększa, a my stajemy się nerwowi. Nie możemy dzisiaj nie wylecieć, gdyż wtedy nie zdążymy odebrać irańskiej wizy i tym samym nie wylecimy z KUL do Teheranu. Marek zaczyna studiować mapę i zastanawia się jakie mamy opcje. Może by tak wysiąść przed Bangkokiem i złapać taksówkę do lotniska. Rzecz jednak w tym,że nasz pociąg jest teoretycznie pośpieszny i w zasadzie powinien zatrzymać się po drodze jeszcze tylko jeden raz - naprawdę bardzo daleko od miasta.Po drodze jest kilka stacji, ale tam pociąg się nie zatrzymuje. Opóźnienie cały czas wzrasta i już wiemy z całą pewnością, że nie zdążymy dojechać tak, jak planowaliśmy do stacji centralnej, a następnie na lotnisko. Marek zawiadamia o tym konduktora. Pokazuje na mapie stację już na terenie samego Bangkoku ( stacja Doi Muang, przy starym lotnisku) Gdybyśmy mogli tu wysiąść zaoszczędzilibyśmy co najmniej godzinę, gdyż  Doi Muang z Suvarnabhumi łączy jedna z autostrad oplatających Bangkok. Konduktor łączy się z kierownikiem pociągu, chwilę rozmawiają i ...załatwione! Pociąg się dla nas zatrzyma. Wreszcie około 12.00 zatrzymujemy się w Doi Muang. To mała stacja, więc zaraz siedzimy w taksówce i ruszamy z kopyta. Mamy do przejechania ponad 40 km. Jednak jesteśmy na obrzeżach miasta i bezpośrednio przy systemie autostrad. Docieramy kilka minut przed czasem. Szybka odprawa bagażowa, potem celna i z wielką ulgą siadamy w lotniskowej knajpie przy piwku  zimnym, niemniej paskudnie drogim...ale co tam! Naprawde nam ulżyło :) Godzinę później siedzimy już w samolocie AirAsia, ktory dwie godziny później wyląduje w Kuala lumpur...ale to już w innym odcinku :)

 

Zdjęcia moje i Marka oraz z jego wczesniejszych podróży do Laosu. 

  • Motocyklistka
  • Nekropolia
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Cmentarz
  • Młody mnich
  • Świątynia
  • Oltarzyk
  • Świątynia
  • Cmentarz
  • Fontanna
  • Pomnik Sisavanga Vonga
  • Świątynia
  • Haw Phra Keo
  • Haw Phra Keo
  • Haw Phra Keo
  • Haw Phra Keo
  • Haw Phra Keo
  • Haw Phra Keo
  • Haw Phra Keo
  • Świątynia Si Saket
  • Świątynia Si Saket
  • Świątynia Si Saket
  • Świątynia Si Saket
  • Świątynia Si Saket
  • Świątynia Si Saket
  • Kościół katolicki w Vientaine
  • Kościół katolicki w Vientaine
  • Kościół katolicki w Vientaine
  • Kościół katolicki w Vientaine
  • Kościół katolicki w Vientaine
  • Kościół katolicki w Vientaine
  • That Luang
  • That Luang
  • That Luang
  • Pomnik Bohaterów
  • Połów ryb na Mekongu
  • Marsz mnichów w Vientiane
  • Marsz mnichów w Vientiane
  • Palenie śmieci w klasztorze
  • Pałac Prezydencki
  • Piesek
  • Mnich
  • W świątyni
  • Na ulicy
  • Mnich
  • Mnich
  • Nad Mekongiem można polecieć balonem
  • Zachód słońca nad Mekongiem
  • Zachód słońca nad Mekongiem
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Skąd się biorą dzieci?
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Młode Laotanki
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Na nocnym targu w Vientiane
  • Zakład fryzjerski
  • Kulinarna uczta-)
  • Pociąg miedzynarodowy do Tajlandii

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. focus36 (19.03.2015 11:49) +1 + -
    Piekne zdjęcia. Ciekawie się przegladalo , tym bardziej ze Laos mam w dalekich planach, ale chciałbym go zdobyc od wietnamskiej strony.
  2. avill (03.08.2014 16:45) +1 + -
    Bardzo mi się podoba ta podróż, fantastyczne foty. Jestem pełna uznania za podróżowanie na motorze, nie odważyłabym się.
  3. freemarti (18.07.2014 18:31) +1 + -
    Wspaniała , odważna i pełna niespodzianek a do tego piękne zdjęcia :)
    Pozdrawiam:)
  4. freemarti (17.07.2014 19:11) +1 + -
    Drżenie kończyn ..... wspaniałe opisy i teraz zdj,ęcia :)
  5. snickers1958 (03.07.2014 20:17) +1 + -
    ...melduję Irenko, że zakończyłem czytanie opisówki, napięcie rosło we mnie i czułem wzrost adrenaliny przy "powrót do Bangkoku". Wszystko dobre co dobrze się kończy. Jeszcze raz dziękuję za niesamowite wrażenia. Irenko, przypominam - pomyśl o wystawieniu podróży "Ludzie moich podróży". Nie tylko ja oczekuję na tę reminiscencję...pozdrawiam serdecznie i cieplutko...
  6. iwonka55h (02.07.2014 19:47) +2 + -
    wreszcie, po długiej przerwie i naprawie komputera dobrnęłam do końca podróży.
    Z wielką przyjemnością poznałam kolejny etap Twojej podroży, piękna relacja, ciekawie opisana.
    Tradycyjnie czekam na cdn.
  7. snickers1958 (02.07.2014 15:50) +2 + -
    ...Jolu, w zupełności zgadzam się z Twoją obserwacją a zarazem sugestią dla Hooltayki. Musimy to podpowiedzieć Irence bo może nie doczyta naszych komentarzy. Jeśli Irenka zdecyduje się na taką tematykę, choćby nawet w Kolumberze to i tak będzie to prezentacja osobowości całego świata z najwyższej półki. Pozdrawiam Jolu....
  8. jolrop (01.07.2014 15:56) +4 + -
    Tak Sławku:) Irena ma niebywałą intuicję i umie złapać ten szczególny moment kiedy fotografowana osoba mimo, że świadoma obserwacji chowa się we własnych myślach i nie ucieka do pozowania. Stąd też jej fotografie są nie tylko autentyczne, ale i poruszające. I myślę, że byłoby dobrze gdyby zechciała zdjęcia dzieci i mnichów, oczywiście po jakiejś selekcji wysłać do redakcji zajmujących się tematyką poświęconą ludziom.
  9. snickers1958 (01.07.2014 14:30) +2 + -
    ..prawda Jolu, że dzieci, postaci są wspaniałe a raczej przewspaniałe?...takimi fotografiami Irenki jestem poruszony do głębi...
  10. jolrop (30.06.2014 19:42) +3 + -
    Na razie przeczytałam tekst i obejrzałam połowę zdjęć. Wspaniały przewodnik zawierający mnóstwo praktycznych informacji dla tych, którzy zechcą samodzielnie zobaczyć Laos. Nie sądziłam, że można jeszcze znaleźć takie atrakcje jak te opisane czyli spływ na dętce czy spotkania z spider - monstrum. Zdjęcia jak zawsze piękne, a okładka podróży nadzwyczaj trafnie dobrana. Gratuluję i pozdrawiam gorąco:)
  11. jolrop (30.06.2014 16:26) +4 + -
    Czytam i oglądam, na razie pierwsze spostrzeżenie: te zdjęcia z rozdziału
    "Przez góry do Luang Prabang" nadają się na wystawę poświęconą dzieciom. Wspaniale ujęłaś postacie i wywolałaś emocje, a o to przecież chodzi.
  12. snickers1958 (30.06.2014 15:03) +3 + -
    ... i jaki wniosek Piotrze?... by zrobić fajne zdjęcia trzeba kupić mały dodatek, czyli motor...ale uwierz mi, mam motor ale nawet nie pomyślałem, że może coś lepiej wyjść w kadrze...Irenka po prostu wykorzystała motocyklistę , ot cała tajemnica fajnych fotografii, pozdrawiam...
  13. pt.janicki (29.06.2014 20:51) +3 + -
    ...fajne zdjęcia robi się przy użyciu motocykla ...:-)...
  14. snickers1958 (26.06.2014 11:22) +3 + -
    ...i jakby tym pociągiem do Tajlandii, dotarłem do końca podróży po Laosie motocyklem. Nie powiem, że jak zwykle bo tak jest ale bardzo miłe widoczki i doznania. Irenka obyś dalej trzymała taki klimat . Wielkie dzięki za bycie tam gdzie rzeczywistość być nie pozwala....wielki plusik za relację, do której niestety muszę jeszcze powrócić...
  15. pt.janicki (05.06.2014 19:33) +2 + -
    ...chyba znowu dziś nie pogadamy ... :-( ...
  16. pt.janicki (05.06.2014 10:11) +2 + -
    ...dzisiaj otwarcie dziewięciu zdjęć, o których informacje dostałem na skrzynkę zajęło Kolumberowi 55 minut! Pewnie czyta i analizuje relacje z wydarzeń Dnia Wolności ... :-( ...
  17. pt.janicki (04.06.2014 20:05) +2 + -
    ...chyba Kolumber dzisiejszy Dzień Wolności traktuje jako wolny od pracy ... :-) ...
  18. archer46 (01.06.2014 22:05) +2 + -
    fajnie było zwiedzić z Wami motocyklowo Laos;pzd
  19. pt.janicki (31.05.2014 9:30) +2 + -
    ...póki co, oglądam podróż z doskoku!...
  20. treize (30.05.2014 21:14) +2 + -
    Z zapartym tchem przeczytałam o tej Waszej motocyklowej wyprawie.Pełen podziw z mojej strony:)
    Zabieram się za oglądanie zdjęć.

  21. gość (30.05.2014 9:50) +1 + -
    Ja od motorow trzymam sie z daleka, wiec tym bardziej mi zaimponowalas!
  22. czarmir1 (29.05.2014 17:37) +2 + -
    Wróciłem, przeczytałem, obejrzałem i jestem pod wrażeniem, bo to kolejna wspaniała relacja z Waszej wielkiej przygody. Czy zazdroszczę? Jak najbardziej tak! I chętnie kiedyś podążę Waszymi śladami :-).
  23. turysta1310 (27.05.2014 8:35) +3 + -
    Irenko, wiele miejsc odwiedziliśmy wspólnie, piękne wspomnienia.
  24. irena2005n (27.05.2014 5:53) +2 + -
    super....też będę tutaj wracać....
  25. rodos13 (27.05.2014 0:22) +3 + -
    Jestem pod wielkim wrażeniem :)
  26. lmichorowski (26.05.2014 17:10) +4 + -
    Świetna relacja i fotki, ale do tego już nas przyzwyczaiłaś... Pozdrawiam.
  27. przedpole (26.05.2014 7:02) +4 + -
    Przypominają mi się tajsko - khmerskie klimaty. Pozdrawiam
  28. afra_88 (25.05.2014 12:01) +4 + -
    Magiczna podróż! Miło było zwiedzić Laos z Wami:) Pozdrawiam gorąco:)
  29. iwonka55h (25.05.2014 7:45) +3 + -
    Irenko, zaplusiłam i wrócę...
  30. czarmir1 (24.05.2014 23:42) +6 + -
    I ja chetnie wszystko obejrze, ale dopiero po powrocie do domku. Tymczasem serdecznie i goraco Cie pozdrawiam :-)
  31. voyager747 (24.05.2014 21:21) +5 + -
    sporo zdjęć, fajnie, będę sobie oglądał

hooltayka

Irena
Punkty: 281856