Ładuję...

kolumber.pl


Nie tylko na rowerach...

Kolejny punkt naszej wyprawy to Czaplinek. Najprościej tam się można dostać krajową "20". My na rowerach takiej możliwości nie braliśmy pod uwagę. Zrobiłem rozeznanie i drogi gruntowe rozmiekły do tego stopnia, że można się było zapaść na nich po ośki. Musiałem opracować inną trasę. Zamiast Jezioro Drawsko objeżdżać od południa, wybrałem drogę na północy jeziora. Może się nawet lepiej stało, bo mieliśmy okazję zwiedzić najpiękniejsze zakątki Drawieńskiego Parku Krajobrazowego, drogi były zupełnie puste i na obiad też znalazło się miejsce. Ale co najważniejsze - tego dnia nie padało :)

Od początku mieliśmy w planach jednodniowy spływ Drawą. Powoli traciliśmy nadzieję, że nam się uda, bo kajaki w deszczu to średnia przyjemność. Na szczęście trafił się dzień z lepszymi prognozami. Wybraliśmy odcinek z Rzepowa do Złocieńca. Ten fragment Drawy ma takie zalety, że na odcinku do Jeziora Krosino rzeka jest bardzo dzika, pełna powalonych rzek i z wartkim nurtem, natomiast dalej leniwie się rozlewa i powoli płynie pomiędzy bujną roślinnością. Po ostatnich ulewach poziom wody był wyższy o dobre 80 cm w porównaniu do poprzednich lat. Miało to oczywiście swoje skutki - nurt był jeszcze bardziej wartki, co na początkowym odcinku odbiło się kilkoma zabawnymi sytuacjami, zanim opanowaliśmy kajaki. Za to na nizinnym odcinku spływ był bardzo przyjemny, a roślinność wodna nie hamowała kajaków.

Kolejne dni nad Jeziorem Drawskim to spoglądanie na przemian w niebo i na aplikacje z radarami pogodowymi. Jako punkty orientacyjne mieliśmy okoliczne knajpki i parasole, gdzie można przeczekać oberwanie chmury. Raz zaryzykowałem objazd Jeziora Komorze. Przeliczyłem się  - ścieżki były błotniste, potrzebowałem sporo więcej czasu i ulewa złapała mnie w najdalszym punkcie wycieczki. Na szczęście tak szybko jak się pojawiały burze, tak samo niespodziewanie szybko wychodziło słońce. Zanim wróciłem do pensjonatu byłem już zupełnie suchy.