Ajax Loader Ładuję ...

Wszystko już było czyli u źródeł cywilizacji. W połowie świata



Czas na refleksje. 2016-01-24

Iran to był dobry wybór. Wspaniały program, pierwszy raz realizowana trasa z fantastycznym pilotem, gwiazdą biura z ogromną wiedzą o Persji i wyjątkową wrażliwością na potrzeby uczestników. Tę podróż uważam za podróż mojego życia, chociaż nie zamierzam reszty życia spędzić w kapciach przed telewizorem. Słowo o grupie. Pierwszy raz byłam na wycieczce, na której wszyscy wszystkim byli zainteresowani. Tubylcy też się sprawdzili, pomocni i mili sprawili, że podróż po Iranie była bardzo udana. Wzbudzalismy ich zainteresowanie, inicjowali kontakt prosząc o wspólne zdjęcie. Ich ubiór nieco mnie zaskoczył. Nie widziałam, ani jednej osoby, której pasowałyby do ubioru buty. Bez względu na ubranie, mniej lub bardziej kolorowe płaszczyki i jeansy lub długie czarne czadory, wszyscy noszą obuwie sportowe typu adidasy. Zupełnie niepasujące do całości. Zakryte włosy kobiet to bajka. Piękne fryzury, wymyślne koki i efektowne upięcia ledwie przykryte są chusteczką zaczynającą się w połowie głowy. Jeśli dodać do tego bardzo mocny makijaż, to mamy obraz Iranki, która tam nie wzbudza sensacji, a i na europejskich ulicach świetnie odnalazłaby się.O plasterkach na nosach pisałam wcześniej.Wyobrażenie o obywatelach tej islamskiej republiki ukształtowane przez media jest całkowicie błędne. Nie spotkałam rozhisteryzowanych ludzi wykrzykujących imię ajatollaha i w imię Allaha grożących dżihadem, ani starszych kobiet ślepo wypełniających nakazy policji obyczajowej. Nawet tej osławionej policji nigdzie nie widziałam. Zdarzyła się jedna sytuacja, ale czy ją dobrze zinterpretowałam? Otóż ostatniego wieczoru w Isfahanie czekając na Anię, która jeszcze chciała coś dokupić, usiadłam na ławce nieopodal wejścia na bazar. Na trawniku przede mna, za niewysokim krzewem siedzały 3 młode najwyżej 20 letnie dziewczyny w towarzystwie chłopaka, wyglądającego na ich rówieśnika. Może byli kolegami ze szkoły? Jedna z nich miała chustkę zawiązana tak, że pół głowy było widoczne. Jedli coś, rozmawiali i śmiali się. Podeszły 2 kobiety, w słusznym wieku, ale nie staruszki i chwilę porozmawiały z grupką. Początkowo wyglądało to tak, jakby się dosiadły do piknikującej na trawie młodzieży. Po chwili wstały, a dziewczyna dość energicznie poprawiła chustkę, kierując ją w stronę czoła. Koleżanka pomagała jej ukryć włosy pod chustkę.

Napływ turystów zmienia Irańczyków. Na bazarze byłyśmy zaczepiane i kierowane do sklepów, nie tak namolnie jak w Turcji, ale wielokrotnie. Cena też była ruchoma, sprzedawcy nie byli ani zdziwieni, ani oburzeni propozycjami negocjacji cen. 

Zaskoczyły mnie czyste ulice i wspaniałe jedzenie, chlebki naan podawane jeszcze ciepłe, duży wybór warzyw i świetnie przyrządzone ryby i mięsa. No i wspaniała herbata. Jeśli dodać dobrej klasy hotele to naprawdę trudno nie być zadowolonym. I trzeba tam wrócić, bo trasa nie obejmowała wschodniego Iranu, który musi być co najmniej tak samo interesujący jak ta część, którą widziałam. Gdy dotyka mnie "irański syndrom" przykrywam stół obrusem z nadrukiem Persepolis, obowiązkowo wykończony frędzelkami i spoglądam na miniaturę czytającego poezje (Hafeza?) młodzieńca.