Ajax Loader Ładuję ...

Wszystko już było czyli u źródeł cywilizacji. W połowie świata



Obraz świata. 2015-12-26

16 listopada 2015 - poniedziałek - dzień dziewiąty

        Rankiem, dość rześkim, ale przecież to listopad, wyruszamy na zwiedzanie perły w koronie Imperium Perskiego, położonego na pustyni, stanowiącego ogromną oazę, Isfahanu. Pierwsze skojarzenia? Perfumy, które wieki temu podarowano mi na urodziny o pięknym, dość ciężkim, bardzo orientalnym zapachu. Avicenna czyli legendarny lekarz Tadżyk, który właśnie tu  ( wg autora powieści Medicus, prowadził działalność nie tylko medyczną, ale używając współczesnej nomenklatury był kierownikiem kliniki w której kształcił adeptów, wcale nietrudnej jego zdaniem sztuki, jaką była medycyna. 

       Nasz hotel mieści się przy ulicy Hafeza, kilka kroków od najważniejszych i najpiękniejszych budynków stolicy safawidzkiego państwa. Dzisiaj zobaczymy wizytówkę Isfahanu Plac Imama Homeiniego wraz z meczetami, pałacem i Wielkim Bazarem.

       Trudno dziwić się Persom, że Isfahan uważali za połowę świata, a współcześni uznają je za prawdziwy klejnot Persji, kiedy zobaczy się jego stare miasto. Budowle okalające jeden z największych placów świata mogą stanowić wzorzec islamskiej architektury.

         Wchodzimy na wielki plac, na środku którego  umieszczono fontannę. W strugach wody załamują się promienie słońca. Mimo wczesnej pory, jest niewiele po 9, na placu kręci się sporo osób, głównie Irańczyków. Pojawiają się szkolne wycieczki, jedną z nich stanowią dziewczynki w wieku ok. 10 lat. Wszystkie na głowach mają takie same twarzowe kapturki dokładnie zakrywające włosy. Na widok obcokrajowców chichoczą i przekrzykując się pozdrawiają nas angielskim "hellow". Od tej pory zyskują miano "helołów", tak "ochrzci" je koleżanka z grupy, Magda. Rzeczywiście są one w porównaniu do wcześniej spotykanych uczennic wyraźnie bardziej aktywne w zwracaniu na siebie uwagi. Przez plac przejeżdżają dorożki pełne uśmiechniętych turystów i uczennic zwiedzających w ten sposób dawną stolicę Iranu. 

 Swą wielkość zawdzięcza Isfahan, prowincjonalne miasteczko na pustyni, dwóm wladcom z dynastii Safawidów, piątemu szachowi z tej dynastii Abbasowi I i jego prawnukowi, siódmemu safanidzkiemu władcy Abbasowi II.

Abbas I był synem szacha Mohammada  Chodabande i gruzińskiej księżniczki. Władzę przejął w wyniku zamachu stanu, którego dokonał jako 17 latek,  detronizując własnego ojca.  Działał w myśl zasady „Cel uświęca środki”, a cel miał wielki. Chciał uczynić Persję mocarstwem.  Dowódcę gwardii pałacowej, który udzielił mu wsparcia w uwięzieniu ojca, w rok po objęciu władzy kazał zamordować. Wkrótce opanował anarchię i wyparł po krwawej wojnie Uzbeków z Choremu.  Przeniósł stolicę do Isfahanu dokąd zaprosił Roberta Shirleya powierzając mu reorganizację i reformę armii. Niebawem na czele nowej armii pokonał Turcję Osmańską odzyskując zabrane przez nią terytoria.  Obawiając się kolejnej wojny wysyłał swych dyplomatów na europejskie dwory do Italii, Anglii i Hiszpanii zabiegając o sojusze wojskowe przeciwko Osmanom. Cieniem na jego bardzo rozsądnej polityce, tolerancji religijnej i wspieraniu handlu, artystów malarzy i architektów, kładzie się wyjątkowe okrucieństwo, również w stosunku do własnej rodziny. W czasie buntu w Gruzji wymordował ponad 50 tys. jej obywateli, a kolejne 100 tys. deportował. Własnego syna, obawiając się, że może postąpić z nim tak jak on z własnym ojcem kazał zabić, na swego następcę wyznaczając wnuka. Liczną rodzinę uwięził co prawda w pałacach, ale bardzo pilnie strzeżonych. Uchroniło go to przed zamachami z ich strony, ale spowodowało, że książęta nię byli przygotowani do rządzenia, stali się natomiast ofiarami intryg haremu. Dlatego też jego następca, wnuk, Safi był marnym władcą, alkoholikiem uwikłanym w haremowe spory. Dopiero jego syn, Abbas II okazał się godnym następcą pradziadka. Co prawda długotrwały pokój z Turcją zapewnił mu, niezamierzeni, ojciec, przegrywając z Osmanami wojnę w której utracił znaczące dla Persji ziemie, ale rządził mądrze utrwalając znaczenie Persji w ówczesnym świecie.

Plac obecnie zwany imieniem Imama Homeiniego początkowo służył jako boisko do gry w polo. Prawie 90 arów powierzchni (159 m x 512 m) stanowi miejsce spotkań mieszkańców i jest obowiązkowym punktem programu każdej wycieczki. Pochodzi z przełomu 15 i 16 wieku kiedy to Persją rządzili Safawidzi i pierwotnie nazywany był Naqsz-e Dżahan co oznacza "Obraz świata" lub "Wzór świata". Tę nazwę nadał mu jeden z francuskich podróżników goszczący na dworze Abbasa Wielkiego. Już sama nazwa sugeruje, że znajdujące się przy nim obiekty stanowią wyznacznik piękna. Wszystkie gmachy otaczające ten jeden z największych placów świata zostały wymyślone przez ówczesnego monarchę Abbasa I. Sprowadził on do Persji najlepszych rzemieślników z całego świata, ale i tak na każdym kroku widać, że prym wiodły islamskie wzorce piękna. 

Zwiedzanie rozpoczynamy od meczetu Szejha Lotfollaha. Wybudowany w latach dwudziestych 17 wieku nosi nazwę od imienia teologa szyickiego, libańskiego znawcy islamu, który na zaproszenie szacha objął kuratelą szkołę koraniczną i meczet szacha. Meczet nie ma minaretów, ani dziedzińca. Od strony placu widoczna jest jego kopuła wyłożona kremowymi płytkami, na których ułożono turkusowe kafelki tworzące płatki kwiatów między którymi dostrzec można jasne prawie białe płytki przywodzące na myśl skrzydła frunących w różne strony świata, gołębi. A wszystko połączone ze sobą jasnymi tworzącymi labirynt splecionych w girlandy wąskimi niemal barwy śmietany, płytkami. Kopuła odcina się delikatnymi barwami od portalu, który aż kipi wzorami, geometrycznymi układankami, arabeskami w turkusowo - niebieskiej tonacji i tylko gdzieniegdzie wzrok napotyka jasne, niemal białe kafelki, pozwalając oczom na chwilę odpoczynku. Meczet od początku służył jako prywatne miejsce modlitwy mieszkańcom znajdującego się po przeciwnej stronie pałacu Ali Qapu. Być może tylko harem miał do niego dostęp, bo wejściowe drzwi wychodzące na plac przez długi czas były zamknięte. Pałac Ali Qapu zaś miał podziemne przejście do meczetu. Planując centrum Isfahanu szach dokładnie wiedział jakie budynki będą go otaczały. Fasada meczetu Szejha Lotfollaha jest wpasowana w linię placu podobnie jak i następne budynki. Nie było jednak możliwe, aby przy tak zaprojektowanej bryle, sala modlitwy znajdowała się w kierunku wschodnim, dlatego też, aby się do niej dostać trzeba przejść ukośnym korytarzem. A wewnątrz to już tylko wielkie ACH! i OCH! dla zdolności i kunsztu siedemnastowiecznych mistrzów dekorujących salę. Przepiękny mihrab i mimbar w kolorach granatowym i żółtym obramowane wersami z Koranu i tysiące pajęczyn oplatających większe wzory. Maleńkie płytki tworzą mozaiki na których girlandy kwiatów, splecione gałązki, bukiety w wazonach zaświadczają o mistrzostwie projektantów i dowodzą wielkiego talentu budowniczych. 

Szkoda, że program napięty, bo nie widzimy, jesteśmy zbyt wcześnie, gry świateł, które sprawiają, że meczet ten zaliczany jest do najpiękniejszych na świecie. Wyraz swego zachwytu nim dał sam Robert Byron w swoich dziennikach podróży do Persji i Afganistanu. Jeden z członków założycieli Brytyjskiego Stowarzyszenia Ochrony Zabytków uznał Meczet Szejha Lotfollaha za najwspanialszy zabytek jaki widział, wspanialszy niż Wersal czy Schönnbrun, a nawet Pałac Dożów w Wenecji. 

Przechodzimy wzdłuż bazaru łączącego ważne budowle państwa Safawidów do kolejnego meczetu będącego wizytówką nie tylko Isfahanu, ale całej Persji.

           Meczet Szacha (Masjid-e Shah)  zwany był wcześniej Wielkim Meczetem Królewskim. Bogactwo wzorów ułożonych z niebieskich kafelków, wspaniałe mozaiki i doskonałe proporcje świątyni są najlepszym pomnikiem epoki Safawidów, świadczą o wyobraźni szacha Abbasa I oraz o zdolnościach jego rzemieślników poczynając od architekta, a na budowlańcach i dekoratorach kończąc. Meczet budowano przez 18 lat, kończąc go w 1629 roku, ostatnim roku panowania szacha. Wykończenie portalu wejściowego zajęło 4 lata. Od samego początku meczet pomyślany był jako miejsce modłów dla ogółu, ale miał być również ozdobą placu. Portal wykonany z białego marmuru z Ardestan zdobią wspaniałe mozaiki oparte na wzorach geometrycznych, motywach kwiatowych i wykaligrafowanych najbardziej elegancką z czcionek arabskich, czcionką kuficką, wersach z Koranu. Każda część meczetu jest wybitnym dziełem, ale doskonale współgra z pozostałymi stanowiąc niedoścignioną jedność. Pozostawia niezapomniane wrażenie. Ponieważ plac wytyczono znacznie wcześniej, meczet nie stoi w osi placu, ale lekko skręca w stronę Mekki. Krótki, ukośny korytarz łączy plac i wewnętrzny dziedziniec z basenem do rytualnych ablucji z czterema monumentalnymi ejwanami. Każdy z nich prowadzi do sklepionego prezbiterium. W ścianach dziedzińca znajdują się eleganckie ganki, otoczone malowanymi kafelkami w kolorach ciemnoniebieskim i żółtym. Jaką znajomością matematyki, a przede wszystkim geometrii musieli wykazać się dekoratorzy wnętrz projektując fantastyczne wykończenia mihrabów, a zwłaszcza ich sklepień w kształcie małych pieczar wypełnionych krótkimi stalaktytami do złudzenia przypominającymi plastry miodu. Każdy panel posiada własną skomplikowaną konstrukcję, ale doskonale współgra z pozostałymi. Na dziedzińcu z jednej ze ścian ogromnego ejwanu spoglądają surowo z wielkich portretów dwaj ajatollahowie, poprzedni Homeini i obecny duchowy przywódca, poprzedni prezydent Iranu, Chamenei. 

Stojąc na tym dziedzińcu odnoszę wrażenie, że gdzieś już to widziałam. W realu. Przymykam oczy i pod powiekami mam obraz majolikowych kopuł przykrywających minarety w Samarkandzie, którą odwiedziłam prawie 30 lat temu.

       Pierwszym odwiedzanym przez nas pałacem z których słynie Isfahan jest pałac Ali Qapu. W rozumieniu europejskim nie jest właściwie pałacem, a 6 piętrowym  zdobiony łukami, filarami i wewnętrzymi malowidłami pawilonem, który tak naprawdę jest monumentalną bramą. Zbudowana na planie prostokąta w ostatnich latach 16 wieku budowla o wysokości 48 metrów miała rzucać na kolana gości z zachodniej Europy w uznaniu potęgi państwa perskiego i rządzących nią Safawidów. Przez kolejne pokoje ozdobione malowidłami na ścianach i sufitach uznawanych za jedne z najpiękniejszych na świecie wąskimi schodami wchodzimy na taras podtrzymywany przez 18 filarów i równie bogato zdobiony malowidłami. Z tego miejsca rozciąga się widok na plac Imama Homeiniego, na bazar i oba meczety. Tu też widać 4 filary na których opierała się organizacja Persji. Wysunięcie tarasu nad pierzeję placu jednoznacznie pokazuje, że najważniejsza była władza świecka sprawowana przez szacha, po prawej stronie meczet szacha - religia to drugi filar państwowości, naprzeciw medresa - to uznanie roli nauki i oświaty i wreszcie bazar rozciągający się po lewej stronie placu wskazywał jak dużą wagę przywiązywano do gospodarki i roli pieniądza. Na tarasie przyjmowano gości, zagraniczni ambasadorowie z zachodniej Europy razem z miejscową arystokracją cieszyli oczy widokiem "Połowy świata" kibicując grającym w polo i biorącym udział w wyścigach konnych.

Przez ulicę pełną perskich, a jakże dywanów, z których każdy zasługuje na inwestycję, i  niewielkich sklepików będących równocześnie warsztatami w których prawdziwi artyści wytwarzają pamiątki, mijając kantor wymiany walut, przechodzimy obok Muzeum Historii Naturalnej prezentującej część kolekcji związanej z dinozaurami przed wejściem, do pałacu Chehel Sotun. Pokaźnych rozmiarów pawilon umieszczono w parku na końcu szerokiej alei, której znaczną część stanowi długi basen z fontannami i pięknymi rzeźbami wśród starych drzew i kwitnących roślin. Zbudowany w pierwszej połowie 17 wieku za panowania szacha Abbasa II miał służyć relaksowi, choć był oficjalnym pałacem w którym gościła sama królowa Wiktoria. Spacery parkowymi alejkami w cieniu drzew i szum wody przelewającej się w fontannach zapewniały wypoczynek. Pałac przyjęło nazywać się pałacem 40 kolumn, choć budynek okala 20, ale ich odbicia w wodzie sprawiają, że można doliczyć się kolumn. Sama nazwa pałacu w tłumaczeniu z perskiego oznacza "więcej niż 12 kolumn". Przy basenie 4 kamienne rzeźby, wg miejscowej przewodniczki dwie przedstawiają strażników, a pozostałe dwie to szach Abbas I i Abbas II (Abbas I był pradziadkiem Abbasa II). Wewnątrz ogromnych rozmiarów sala tronowa zajmująca w zasadzie cały dół pawilonu, a na jej ścianach malowidła będące nie tylko pochwałą potęgi Safawidów, ale i doskonałym studium obyczajów tamtej epoki. Sceny z życia dworskiego przeplatają się ze scenami bitewnymi. Na 5 obrazach, 4 z nich pochodżą z epoki Safawidów, 2 chwalą potęgę Abbasów, Abbas II wita króla Indii, a królewskiemu powitaniu towarzyszą śpiewy i tańce. Abbas I zaś ukazany jest w czasie krwawej bitwy z Turkami. Pałacyk ukończono w 1647 roku, ale obecny stan pochodzi z roku 1706, kiedy odbudowano go po pożarze. W 18 wieku Chechel Sotun zniszczyli Afgańczycy, którzy, jako bardziej ortodoksyjni wyznawcy islamu, zamalowali malowidła białą farbą. 

Nieopodal Chehel Sotun znajduje się pałacyk Hasht Behesht. Pałac Ósmego Nieba lub Ośmiu Nieb został ukończony w 1669 roku i stanowi część prywatnych apartamentów królewskich. Zaprojektowany tak, aby każde spojrzenie sprawiało przyjemność, jak to w niebie ma być, dominującym elementem wystroju są ośmiokąty. Zbudowany na planie ośmiokąta foremnego na którym wzniesiono 4 ejwany (przedsionki w formie wnęki w której umieszcono wejście prowadzące na dziedziniec) w górnej części wyjątkowo pięknego stropu ma świetlik - latarnię przywiezioną najprawdopodobniej z Włoch. Podobnie jak w pałacu Chehel Sotun i tutaj dach wspiera się na drewnianych filarach, a wnętrza ozdobiono mozaikami i sufitami, którym nadano  przestrzenne formy wycinając w nich różne kształty.Malowidła wyjątkowy urok zawdzięczają dodatkowi sproszkowanego złota. Ważnym elementem wystroju jest fontanna nazywana perłową, bo dostarczana do niej woda  pełna była pereł. Ten efekt perlistości wody uzyskano montując w dnie 40 maleńkich dysz wypuszczających mocno napowietrzoną wodę. Pałac szczyci się wyrafinowanymi freskami, choć zachowuje urok prywatnego domu. Zewnętrzna, wschodnia fasada słynie z mozaik w stylu naturalistycznym przedstawiających pawie i anioły wśród drzew. Pałacyk otacza "Ogród słowików". Wszystko tchnie spokojem, żałuję, że to listopad i nie mogę posiedzieć na ławce w parku.

 Szach Abbas I w 17 wieku wysyła delegacje do Krakowa, Londynu, Rzymu. W prezencie posłańcy wiozą ówczesnym monarchom i przedstawicielom znacznych rodów kobierce. Największa ich kolekcja znajdowała się w Pałacu pod Blachą. Szach Reza Pahlavi zwrócił się z prośbą o powrót tych kobiercow do Iranu i 7 przepięknych dywanów wróciło do Persji w latach 70- tych. 

Resztę dnia, jest wczesne popołudnie spędzamy na Placu Imama Homeiniego.  Znajdujemy miejsce na bazarze w którym można napić się kawy, co nie jest takie proste, bo Persowie to nie kawosze. Na tablicy w kilkunastu językach, pisane przez gości mini-bistro, pochwała podawanej tu kawy. Rzeczywiście kawa jest aromatyczna i bardzo smaczna. 

W drodze powrotnej, nieopodal hotelu znajdujemy warsztat w którym średniego wieku Irańczyk maluje dzbanek. Gestem zaprasza nas do środka. Wchodzimy i naszym oczom ukazują się sterty talerzy, góra kubeczków i dzbanków różnej wielkości, które nasz gospodarz ozdabia nanosząc cienkim pędzelkiem kropki farby na metalowy dzbanek z nadaną wcześniej groszkową fakturą. Na nasze zachwyty nad mistrzostwem wykonania, mężczyzna pokazuje artykuł z gazety. Jest to sprawozdanie z konkursu dla twórców w którym uczestniczył, a jego prace zostały bardzo wysoko ocenione i nagrodzone I lub II miejscem, ach ta pamięć.