Ładuję...

kolumber.pl


Dzień 3 - Obuda znaczy dobrze zjeść:) 2010-02-28

I jesteśmy tutaj, przy tym stole ze świecą, kelnerzy uwijają się, brak tylko do szczęścia węgierskiej muzyki... Ze zdjęć przed wejściem wynika, że bywa, ale pewnie wieczorem...

Szczęście w zenicie... Wczorajsze jedzonko na Starym Mieście było koniecznością, ratowaniem się przed "umarciem z głodu", a zupa rybna i lecso w kokilkach były namiastką. Dziś powtórka z rozrywki, ale - lokal piękny, stylowy, świeca na stoliku, nastrój, przed restauracją stoi stary drewniany wóz, obsługa przesympatyczna, a jedzenie ... słów brak!

Na naszą kieszeń była do wyboru, zupa rybna, gulasz, lecso. Po zastanowieniu wybrałam zupę rybną, bo w Polsce nie ma szans, Alka wybrała lecso. Do tego piwo. Chciałoby się po kieliszku wina, ale - to już ponad stan.

Zupę podano mi w czerwonym garnuszku, z chochelką. Ilość - nakarmiłoby się pewnie rodzinę. Ale nie ze mną takie numery, nabrałam wszystko, co do kropelki! Zupa prawdziwa, nie kawałki ryby w wywarze, czuć że faktycznie to nie tylko bulion, ale tak jak należy, prócz kawałków (wielu) jest w niej wiele ryby... Do tego w kubeczku czerwona papryczka do samodzielnego doprawienia. Alka zajada swoje lecso, obie pożeramy też doskonały chleb - oj, chleb to oni tu mają dobry.

No i żeby szczęście było zupełne, jest tu legalne i prawdziwe wifi, na hasło, działa jak burza, nie trzeba szukać sygnału po sklepach! No to piszę... 

Najedzone, rozgrzane, pokrzepione piwem, zaspokojone możliwością przekazania wiadomości przez WIFI zaczynamy zbierać się do dalszej drogi...

Przed nami spacerek z Obudy przez podzamcze do mostu (tylko jeszcze nie wiem którego), a potem ... co nam przyjdzie do głowy...

Życie jest piękne! Obuda to jest to!