Komentarze użytkownika zfiesz, strona 464
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
wracaj wracaj! za kilka dni powinna pojawić się kolejna relacja. a później kolejna... ;-)
-
od wieków nic w tej kwestii się nie zmieniło...
-
dzięki za przypomnienie dino:-D przeczytałem, zaplusiłem foty, a podróży zapomniałem:-)
-
do usług!:-)
-
no chyba właśnie, pod koniec roku, będziemy się starali o warunkowe;-)
-
ostatnie dane będą pewnie niższe ze względu na gwałtowny wzrost piractwa. tylko jak tu, cholera, inaczej płynąć?
-
siedzę! wciąż siedzę! od 05.05.2005 :-)
-
león?
-
"(...) Widziała tylko raz trzęsienie ziemi, w tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku, kiedy Meksyk obiegła wieść
o niesłychanym wydarzeniu: pewien chłop w stanie Michoacan, orząc pole, zobaczył, że z dziury w ziemi wydobywa się dym i w niedługim czasie ziemia urodziła tam wulkan dziecko, plujący odłamkami skał, lawą, iskrami. Jego blask oglądać można było każdej nocy z bardzo daleka. Zjawisko narodzin wulkanu, o skróconej nazwie Paricutin (rzeczywista nazwa miejsca w języku Indian Tarasków jest niewymawialna: Paranguaricutiro), było zabawne, zdumiewające, tak ekstrawaganckie, ze można je było zaakceptować. W kraju, gdzie wulkan wyrasta z niczego z dnia na dzień, wszystko może się zdarzyć... (...)"
[Carlos Fuentes, "Lata z Laura Diaz", Warszawa 2001, s. 431-432]
-
nie mam już urlopu:-(
-
wracaj wracaj! za kilka dni powinna pojawić się kolejna relacja. a później kolejna... ;-)
-
od wieków nic w tej kwestii się nie zmieniło...
-
dzięki za przypomnienie dino:-D przeczytałem, zaplusiłem foty, a podróży zapomniałem:-)
-
do usług!:-)
-
no chyba właśnie, pod koniec roku, będziemy się starali o warunkowe;-)
-
ostatnie dane będą pewnie niższe ze względu na gwałtowny wzrost piractwa. tylko jak tu, cholera, inaczej płynąć?
-
siedzę! wciąż siedzę! od 05.05.2005 :-)
-
león?
-
"(...) Widziała tylko raz trzęsienie ziemi, w tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku, kiedy Meksyk obiegła wieść
o niesłychanym wydarzeniu: pewien chłop w stanie Michoacan, orząc pole, zobaczył, że z dziury w ziemi wydobywa się dym i w niedługim czasie ziemia urodziła tam wulkan dziecko, plujący odłamkami skał, lawą, iskrami. Jego blask oglądać można było każdej nocy z bardzo daleka. Zjawisko narodzin wulkanu, o skróconej nazwie Paricutin (rzeczywista nazwa miejsca w języku Indian Tarasków jest niewymawialna: Paranguaricutiro), było zabawne, zdumiewające, tak ekstrawaganckie, ze można je było zaakceptować. W kraju, gdzie wulkan wyrasta z niczego z dnia na dzień, wszystko może się zdarzyć... (...)"
[Carlos Fuentes, "Lata z Laura Diaz", Warszawa 2001, s. 431-432] -
nie mam już urlopu:-(