Komentarze użytkownika zfiesz, strona 413
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
-
ale strych po dziadku mogłem odziedziczyć, prawda?:-)
-
aviomarin, pamiętaj;-)
-
rzeczywiście nie wyglądają na zadowolonych;-)
-
uprzejmie dziękuję za zaproszenie (na obiad również;-), plusy i komentarze. i cóż... zapraszam częściej. bardzo się cieszę, że się podoba:-)
p.s. a mi jest w ogóle najmilej! o!:-p
-
w temacie avatarka... chciałbym tylko zauważyć, że gdyby ivon go na bok przewróciła, wyglądalibyśmy jak rodzeństwo:-P
-
a dziękuję, dziękuję:-) to jedna z moich pierwszych relacji, więc nie oceniam jej najwyżej, ale cieszę się, że się podobała:-)
"zmysłowych" opisów nie mogłem sobie podarować, bo... no bo to nie są jakieś tam lekkie i eteryczne zapaszki. to coś co cię prześladuje i osacza! nieodłączna część miasta...
-
prawdziwna, prawdziwna!:-) tylko niewyraźna lekko, ale to zabytkowe zdjęcie. dzięki za wykopki;-)
-
byłem lekko zdziwiony, kiedy w przesympatycznym hostelu w san antonio de areco, przesympatyczna właścicielka poczęstowała mnie przy śniadaniu swoją mate. ot tak... jak gdyby nigdy nic... masz i pij... po pierwszym łyku spytałem tylko, czy można to-to słodzić;-)
-
estupidA i chyba estas a nie eres;-) nieważne...
a skąd je wziąłem? ze strychu;-)
-
ale strych po dziadku mogłem odziedziczyć, prawda?:-)
-
aviomarin, pamiętaj;-)
-
rzeczywiście nie wyglądają na zadowolonych;-)
-
uprzejmie dziękuję za zaproszenie (na obiad również;-), plusy i komentarze. i cóż... zapraszam częściej. bardzo się cieszę, że się podoba:-)
p.s. a mi jest w ogóle najmilej! o!:-p -
w temacie avatarka... chciałbym tylko zauważyć, że gdyby ivon go na bok przewróciła, wyglądalibyśmy jak rodzeństwo:-P
-
a dziękuję, dziękuję:-) to jedna z moich pierwszych relacji, więc nie oceniam jej najwyżej, ale cieszę się, że się podobała:-)
"zmysłowych" opisów nie mogłem sobie podarować, bo... no bo to nie są jakieś tam lekkie i eteryczne zapaszki. to coś co cię prześladuje i osacza! nieodłączna część miasta... -
prawdziwna, prawdziwna!:-) tylko niewyraźna lekko, ale to zabytkowe zdjęcie. dzięki za wykopki;-)
-
byłem lekko zdziwiony, kiedy w przesympatycznym hostelu w san antonio de areco, przesympatyczna właścicielka poczęstowała mnie przy śniadaniu swoją mate. ot tak... jak gdyby nigdy nic... masz i pij... po pierwszym łyku spytałem tylko, czy można to-to słodzić;-)
-
estupidA i chyba estas a nie eres;-) nieważne...
a skąd je wziąłem? ze strychu;-)
a poważniej, w ciągu... nie pamiętam... dwóch-trzech dni w montevideo, mieliśmy trzy miłe polskie akcenty...
najpierw zaczepił nas jakiś dziadek, który trochę po polsku trochę po hiszpańsku coś do nas mówił, ale że to trochę było tak zmiksowane, zrozumieliśmy tylko, że mieszka tu od dziesięcioleci i kocha polskę...
druga była starsza pani siedząca obok nas w kafejce, która od razu rozpoznała (!!!) polski, po czym przywitała się z nami łamanym "dzień dobry" i zaczęła snuć historyjki o swoich polskich znajomych z kościoła polskiego gdzieś na przedmieściach miasta.
ostatnia była przesympatyczna i na pierwszy rzut oka bardzo zamożna para w średnim wieku... siedzieliśmy sobie w takiej miłej (i horrendalnie drogiej) knajpce niedaleko portu, zajadając się krwistymi stekami z cielęcinki, a ci nas podsłuchiwali. jawnie! w pewnym momencie nie wytrzymali i spytali, czy przypadkiem nie jesteśmy z... danii;-) gdy już doszliśmy do geograficznego porządku, okazało się, że ulubionym i wychwalanym pod niebiosa pisarzem tej pary, był nie kto inny ale ryszard kapuściński...
a dziadka niestety w urugwaju nie mam:-( a gazetki? ot, wystawka taka dla turystów z europy;-)