Otrzymane komentarze dla użytkownika zfiesz, strona 465
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
i tylko jeden komentarz?:-D skąd mam wiedzieć co jeszcze wam się spodobało?:-)
-
ciiiii!:-)
-
aż tak źle nie było;-)
-
ta wersja zdarzeń również jest dopuszczalna, aczkolwiek dałbym sobie rękę uciąć, że coś grało:-)
-
może być! tudzież inny antek (antonio:-)
-
ło masz! myślałem, że większość linków jest już nieaktualna:-) podróż ma już z rok pewnie! ale cieszę się, że coś można z niej jeszcze "wysłuchać".
lila... tu akurat się mylisz. iguana to jak najbardziej tradycyjny kawałek z veracruz. oczywiście w wykonaniu lili jest bardzo freestyle'owo zaaranżowany. tzn, w wersji koncertowej. wersja studyjna jest zdecydowanie bardziej tradycyjna. o stylach muzycznych znad zatoki meksykańskiej było gdzieś w komentarzach.
lhasa jest fajna... miła dla ucha... ale trochę za bardzo uduchowiona i taka trochę new age'owa. ale skojarzeniem z mercedes trochę mnie zaskoczyłeś. może to dlatego, że dla mnie królowa muzyki argentyńskiej jest jedyna i niepowtarzalna?:-) ciekawe... będę musiał się wsłuchać w lhasę pod tym kątem. dzięki za cynk;-)
julieta... jest fajna w autobusie:-)
cumbia... no niezaprzeczalnym faktem jest, że jej korzenie tkwią w kolumbii! dziś jednak gatunek ten (tradycyjny skądinąd) bardzo się skomercjalizował i właściwie w każdym kraju regionu znajdziesz jego lokalne odmiany, lub wariacje na temat, które poza rytmem, niejako definiującym cumbię, z oryginałem mają niewiele wspólnego. tak jak reggaeton ma bardzo niewiele wspólnego z reggae:-) ale w przypadku celso spodobała mi się idea połączenia gatunków wydawałoby się zupełnie sobie obcych. i, moim zdaniem, z tego połączenia wyszła bardzo ciekawa jakość.
cafe tacuba... qrcze... trochę osobista porażka:-) dla mnie to mistrzowie!:-) ale... rzecz gustu.
poza tym strasznie się cieszę, że udało ci się przez tę "podróż" przebrnąć! to nie lada wyczyn:-) cała przyjemność po mojej stronie:-)
-
z takimi petycjami to nie do mnie (choć egoistycznie popieram:-)
ja mogę tylko podziękować za zainteresowanie i plusy:-)
-
może lekko przesadził z jaskrawością,ale ogólnie wpisuje się w klimat dzielnicy:-)
-
my też!:-)
-
patrząc na angielskie budownictwo mieszkaniowe, owe dwieście lat podzieliłbym tak przez... dwadzieścia:-)
ale fakt... kiedyś budowało się trochę inaczej. i przede wszystkim z naturalnego kamienia!
-
i tylko jeden komentarz?:-D skąd mam wiedzieć co jeszcze wam się spodobało?:-)
-
ciiiii!:-)
-
aż tak źle nie było;-)
-
ta wersja zdarzeń również jest dopuszczalna, aczkolwiek dałbym sobie rękę uciąć, że coś grało:-)
-
może być! tudzież inny antek (antonio:-)
-
ło masz! myślałem, że większość linków jest już nieaktualna:-) podróż ma już z rok pewnie! ale cieszę się, że coś można z niej jeszcze "wysłuchać".
lila... tu akurat się mylisz. iguana to jak najbardziej tradycyjny kawałek z veracruz. oczywiście w wykonaniu lili jest bardzo freestyle'owo zaaranżowany. tzn, w wersji koncertowej. wersja studyjna jest zdecydowanie bardziej tradycyjna. o stylach muzycznych znad zatoki meksykańskiej było gdzieś w komentarzach.
lhasa jest fajna... miła dla ucha... ale trochę za bardzo uduchowiona i taka trochę new age'owa. ale skojarzeniem z mercedes trochę mnie zaskoczyłeś. może to dlatego, że dla mnie królowa muzyki argentyńskiej jest jedyna i niepowtarzalna?:-) ciekawe... będę musiał się wsłuchać w lhasę pod tym kątem. dzięki za cynk;-)
julieta... jest fajna w autobusie:-)
cumbia... no niezaprzeczalnym faktem jest, że jej korzenie tkwią w kolumbii! dziś jednak gatunek ten (tradycyjny skądinąd) bardzo się skomercjalizował i właściwie w każdym kraju regionu znajdziesz jego lokalne odmiany, lub wariacje na temat, które poza rytmem, niejako definiującym cumbię, z oryginałem mają niewiele wspólnego. tak jak reggaeton ma bardzo niewiele wspólnego z reggae:-) ale w przypadku celso spodobała mi się idea połączenia gatunków wydawałoby się zupełnie sobie obcych. i, moim zdaniem, z tego połączenia wyszła bardzo ciekawa jakość.
cafe tacuba... qrcze... trochę osobista porażka:-) dla mnie to mistrzowie!:-) ale... rzecz gustu.
poza tym strasznie się cieszę, że udało ci się przez tę "podróż" przebrnąć! to nie lada wyczyn:-) cała przyjemność po mojej stronie:-) -
z takimi petycjami to nie do mnie (choć egoistycznie popieram:-)
ja mogę tylko podziękować za zainteresowanie i plusy:-) -
może lekko przesadził z jaskrawością,ale ogólnie wpisuje się w klimat dzielnicy:-)
-
my też!:-)
-
patrząc na angielskie budownictwo mieszkaniowe, owe dwieście lat podzieliłbym tak przez... dwadzieścia:-)
ale fakt... kiedyś budowało się trochę inaczej. i przede wszystkim z naturalnego kamienia!