Otrzymane komentarze dla użytkownika zfiesz, strona 463

Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz

  1. 2_koty
    2_koty (16.12.2009 23:05)
    ja sądzę, że boczne drzwi są do mieszkań na parterze, a środkowe do tych na piętrze
  2. 2_koty
    2_koty (16.12.2009 22:55)
    przecież jest! :-)
  3. 2_koty
    2_koty (16.12.2009 22:47)
    koty się podpisują wszystkimi ośmioma łapami!
  4. 2_koty
    2_koty (16.12.2009 22:31)
    takie "chaszczowate" parki są teraz w modzie - tanie w utrzymaniu, a i człowiek czuje się jakby z miasta się ruszył - może uda się to uchronić przed developerami.
    a co do budownictwa to nie prawda, że budowało się trwale - większość ludzi używała tego co miała pod ręką - drewna, polnych kamieni, ziemi, skór itd - po tym ślad dawno zniknął. To co zostało, to zwykle wysokiej jakości obiekty za ciężką kasę, więc nam się teraz zdaje, że kiedyś budowali lepiej.
  5. rebel.girl
    rebel.girl (16.12.2009 17:58)
    to zdjęcie poprawia mi humor!! ;)))

    choć jak pomyśleć o tej blasze...
    ;)
  6. lmichorowski
    lmichorowski (16.12.2009 15:18)
    Znakomite!!!
  7. lmichorowski
    lmichorowski (16.12.2009 8:35)
    Wczoraj uciekły mi jeszcze dwa wątki. Piszesz, że "jakkolwiek rock, czy pop są gatunkami, że tak to ujmę, ogólnoświatowymi, w wydaniu meksykańskim mają swoją specyfikę wyróżniającą je spośród reszty". To niewątpliwie prawda, ale przypuszczam, że podobnie jest i z jazzem. Przecież specyfika "narodowa" występuje i ma wyraz w utworach i interpretacjach muzyków jazzowych takich jak choćby Zbigniew Namysłowski, Andrzej Jagodziński, Leszek Możdżer (Polska), Boris Gammer (Izrael), Richard Galliano, Martial Solal (Francja), Wagif Mustafa-Zadeh (Azerbejdżan), Anatolij Gierasimow, Oleg Kiriejew, Igor Butman, Arkadij Szilkloper (Rosja) czy nawet Toru Okoshi (Japonia). Nie sądzę, by muzycy meksykańscy stanowili tu wyjątek, zwłaszcza, że najsilniej związek z własnymi muzycznymi korzeniami widać właśnie u Latynosów. Można odnaleźć go nawet w jazzowych interpretacjach klasyki (polecam choćby arię na strunie G z 3 suity D-dur J.S.Bacha w interpretacji gitarzysty Oscara Castro-Nevesa, czy mazurek a-moll F. Chopina zagrany przez Arturo Sandovala).
    Bywa (i to chyba częściej), że jazzmani z innego obszaru kulturowego sięgają do muzyki latynoskiej. Przykładów jest tu na pęczki (Stan Getz, Bob Brookmayer, Wes Montgomery, Toots Thielemans, Ryuichi Sakamoto i inni).

    I jeszcze jedno - zgadzam się z Tobą, że skoro z wymienionego "towarzystwa" nie znałeś jedynie Rubalcaby, to jesteś niezły - zwłaszcza, że jak piszesz - jazz to nie jest Twoja bajka. Pozdrawiam.
  8. lmichorowski
    lmichorowski (16.12.2009 0:06)
    Oczywiście, były to tylko przykłady. Latynosów w jazzie jest znacznie więcej. Marcos Valle, Luis Henrique, Tito Puente, Laurindo Almeida, Chick Corea, Al Di Meola, Tony Martinez, Oscar Castro-Neves, Lisa Ono, Gal Costa, Cassio Duarte, Chico Barque, Eliane Elias, Gilson Peranzzetta, Milton Nascimento, Paulinho da Costa, Ricardo Silveira, Teo Lima, Gilberto Gil, Nico Assumparo, Joe Lovano, Ignacio Berroa, David Sanchez... i wielu, wielu innych. Na pewno większość tych nazwisk jest Ci znana.
    Gonzalo Rubalcaba, to znakomity pianista jazzowy. Urodzony w 1963 r. w Hawanie. Na początku lat 90-tych wyjechał z Kuby i po kilku latach pobytu w Dominikanie osiedlił się na Florydzie (w Fort Lauderdale). Jest laureatem nagrody Grammy (2002). Nagrał ponad 20 płyt (moja ulubiona to "Nocturne" z 2001 roku nagrana wspólnie z basistą Charlie Hadenem). W Polsce koncertował chyba 2-krotnie: w 1989 roku i później (o ile pamiętam w końcu lat 90-tych) na festiwalu Jazz Jamboree w Warszawie.
  9. aysha_5
    aysha_5 (15.12.2009 23:03)
    ale cuda !!!
  10. aysha_5
    aysha_5 (15.12.2009 23:00)
    ale bydlaki !!!