Otrzymane komentarze dla użytkownika zfiesz, strona 335
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
-
jak mam ranigast pod ręką, mogę jeść każde ostre wynalazki (oprócz gwoździ i żyletek;-)
ale chili to nie tylko ostrości! to też cała gama różnych innych smaków! od słodkości po wędzonkę...
-
wciskam ją do wszelakich sosów i marynat, czasem też ciast - wprost uwielbiam zapach limonki!
Moja Druga Połowa niestety nie znosi świeżej kolendry, a ta z limonką się świetnie komponuje.
-
Ja mam wyjątkowo wrażliwe podniebienie na ostrość chili (o dziwo na pieprz już nie)
-
Zgadza się - przewodniki transport traktują zwykle po macoszemu. Od jakiegoś czasu stawiamy na Footprint (chyba nie ma Polskiego wydania). A kurczowo trzymać się przewodnika to zwyczajnie nie potrafię :-) Kuchnia to mój ulubiony rozdział, historii nie lubię, ale jest kluczowa do zrozumienia kultury i nie wyobrażam sobie pomijania tego rozdziału.
Co do moich wspomnień z Meksyku to raczej na Kolumberze się nie znajdą - wiele lat temu byłam na dość dziwnym 10-dniowym wyjeździe. Mi Amor był na delegacji, więc poranki miał zajęte jakimiś szkoleniami... Prawdziwego Meksyku nie było wiele, ale dzięki temu wyjazdowi wiem, że mam alergię na pseudo-folklorystyczne występy, że obowiązkowo trzeba przejechać się lokalnym transportem i jeść to co "tambylcy". Wzbogaciła się nasza kuchnia, zakrzywiło pojęcie czasu, zdystansowały niektóre problemy... i złapaliśmy bakcyla na dalekie podróże (zabawny był brak zrozumienia w pracy, że wolę wyskoczyć do Patagonii niż kupić nowa plazmę ;-)
Wiem też, że do Meksyku wrócę! A Twoje podróże tylko to mogą przyspieszyć :-)
-
to jak już zupełnie skończysz, podziel się swoimi meksykańskimi wspomnieniami:-)
co do przewodników... kwestia jest dość dziwna. na swoim przykładzie: w zasadzie bez przewodnka nie ruszam się gdzieś, gdzie jeszcze nie byłem. z najprostszej przyczyny: nie wiem co jest na miejscu!:-) ale nigdy nie traktuję przewodników jako absolutnej wyroczni i nie podróżuję ich śladem - linijka po linijce - jak zdarza się to wielu (nie raz zdarzało mi się spotkać ludzi, którzy dosłownie dawali się prowadzić książce za rękę. dla mnie to trochę chore. wskazówki i sugestie owszem, ale nie zastępstwo rozumu! gdzie tu spontaniczność? i jaka różnica między wycieczką zorganizowaną?). zabawne, bo jeśli chodzi o lekturę przewodników, najbardziej zawsze przykładam się to wstępów: kultura, historia, kuchnia (!!!), zwyczaje... czyli fragmentów często przez innych pomijanych (to też znane z obserwacji). no i nie da się ukryć, że info o transporcie jest zazwyczaj nieocenione (nawet jeśli nie zawsze w stu procentach aktualne)
szkoda tylko, że przewodniki "psują" pewne miejsca. ale to w sumie chyba wina nie autorów czy wydawców, ale osób za miejsca odpowiedzialnych?
a na marginesie... najbardziej lubie rough guide'y!:-) (chyba od niedawna pwn wydaje je po polsku?)
i jeszcze jedno! coś co mnie bawi do łez! właśnie w kontekście polskich przewodników. spotkałem wielu "podróżników", którzy zamiast naszego pascala, który (to moje osobiste zdanie oczywiście) trzyma dobry poziom, zaopatrują się w kilka razy droższe LP, bo "są lepsze". szkoda że niewielu z nich zerka w stopkę:-) bo nagle okazuje się, że ten kiepski pascal to nic innego jak tłumaczenie rewelacyjnego przewodnika zagranicznego:-)
-
już prawie skończyłam więc plus się należy :-) czyta się świetnie, ale moje oczy buntują się już na ciągłe gapienie w monitor.
A spostrzeżenia dotyczące lokali z Lonely Planeta są aktualne wszędzie na świecie! Zdecydowanie trzeba unikać hoteli, które się już tam pojawiły (kiepski stosunek ceny do jakości), a i sam ww przewodnik też traktujemy jako rozwiązanie ostateczne...
No i teksty, w stylu "ten hotel jest beznadziejny, a poza tym w ogóle nie istnieje"... Zwieszu - to nie tylko wspaniały opis Meksyku, ale i podróżowania w ogóle!
¡Muchas Gracias, Hombre!
-
jeszcze z Twoim Meksykiem nie skończyłam :-)
-
fakt, że sporo wstawek już nie działa, ale od czego jest YouTube i inne tp. ;-)
szkoda, że zamknąłeś tamtą piwniczkę :) a może tylko gdzieś zawieruszyłeś klucz od niej?
-
na szczęście na kurz nie jestem uczulona :-)
-
jak mam ranigast pod ręką, mogę jeść każde ostre wynalazki (oprócz gwoździ i żyletek;-)
ale chili to nie tylko ostrości! to też cała gama różnych innych smaków! od słodkości po wędzonkę... -
wciskam ją do wszelakich sosów i marynat, czasem też ciast - wprost uwielbiam zapach limonki!
Moja Druga Połowa niestety nie znosi świeżej kolendry, a ta z limonką się świetnie komponuje. -
Ja mam wyjątkowo wrażliwe podniebienie na ostrość chili (o dziwo na pieprz już nie)
-
Zgadza się - przewodniki transport traktują zwykle po macoszemu. Od jakiegoś czasu stawiamy na Footprint (chyba nie ma Polskiego wydania). A kurczowo trzymać się przewodnika to zwyczajnie nie potrafię :-) Kuchnia to mój ulubiony rozdział, historii nie lubię, ale jest kluczowa do zrozumienia kultury i nie wyobrażam sobie pomijania tego rozdziału.
Co do moich wspomnień z Meksyku to raczej na Kolumberze się nie znajdą - wiele lat temu byłam na dość dziwnym 10-dniowym wyjeździe. Mi Amor był na delegacji, więc poranki miał zajęte jakimiś szkoleniami... Prawdziwego Meksyku nie było wiele, ale dzięki temu wyjazdowi wiem, że mam alergię na pseudo-folklorystyczne występy, że obowiązkowo trzeba przejechać się lokalnym transportem i jeść to co "tambylcy". Wzbogaciła się nasza kuchnia, zakrzywiło pojęcie czasu, zdystansowały niektóre problemy... i złapaliśmy bakcyla na dalekie podróże (zabawny był brak zrozumienia w pracy, że wolę wyskoczyć do Patagonii niż kupić nowa plazmę ;-)
Wiem też, że do Meksyku wrócę! A Twoje podróże tylko to mogą przyspieszyć :-) -
to jak już zupełnie skończysz, podziel się swoimi meksykańskimi wspomnieniami:-)
co do przewodników... kwestia jest dość dziwna. na swoim przykładzie: w zasadzie bez przewodnka nie ruszam się gdzieś, gdzie jeszcze nie byłem. z najprostszej przyczyny: nie wiem co jest na miejscu!:-) ale nigdy nie traktuję przewodników jako absolutnej wyroczni i nie podróżuję ich śladem - linijka po linijce - jak zdarza się to wielu (nie raz zdarzało mi się spotkać ludzi, którzy dosłownie dawali się prowadzić książce za rękę. dla mnie to trochę chore. wskazówki i sugestie owszem, ale nie zastępstwo rozumu! gdzie tu spontaniczność? i jaka różnica między wycieczką zorganizowaną?). zabawne, bo jeśli chodzi o lekturę przewodników, najbardziej zawsze przykładam się to wstępów: kultura, historia, kuchnia (!!!), zwyczaje... czyli fragmentów często przez innych pomijanych (to też znane z obserwacji). no i nie da się ukryć, że info o transporcie jest zazwyczaj nieocenione (nawet jeśli nie zawsze w stu procentach aktualne)
szkoda tylko, że przewodniki "psują" pewne miejsca. ale to w sumie chyba wina nie autorów czy wydawców, ale osób za miejsca odpowiedzialnych?
a na marginesie... najbardziej lubie rough guide'y!:-) (chyba od niedawna pwn wydaje je po polsku?)
i jeszcze jedno! coś co mnie bawi do łez! właśnie w kontekście polskich przewodników. spotkałem wielu "podróżników", którzy zamiast naszego pascala, który (to moje osobiste zdanie oczywiście) trzyma dobry poziom, zaopatrują się w kilka razy droższe LP, bo "są lepsze". szkoda że niewielu z nich zerka w stopkę:-) bo nagle okazuje się, że ten kiepski pascal to nic innego jak tłumaczenie rewelacyjnego przewodnika zagranicznego:-) -
już prawie skończyłam więc plus się należy :-) czyta się świetnie, ale moje oczy buntują się już na ciągłe gapienie w monitor.
A spostrzeżenia dotyczące lokali z Lonely Planeta są aktualne wszędzie na świecie! Zdecydowanie trzeba unikać hoteli, które się już tam pojawiły (kiepski stosunek ceny do jakości), a i sam ww przewodnik też traktujemy jako rozwiązanie ostateczne...
No i teksty, w stylu "ten hotel jest beznadziejny, a poza tym w ogóle nie istnieje"... Zwieszu - to nie tylko wspaniały opis Meksyku, ale i podróżowania w ogóle!
¡Muchas Gracias, Hombre! -
jeszcze z Twoim Meksykiem nie skończyłam :-)
-
fakt, że sporo wstawek już nie działa, ale od czego jest YouTube i inne tp. ;-)
szkoda, że zamknąłeś tamtą piwniczkę :) a może tylko gdzieś zawieruszyłeś klucz od niej? -
na szczęście na kurz nie jestem uczulona :-)
z kolendrą zaś uważam. generalnie nie przepadam za jakąkolwiek zieleniną (pitruszka i koper wywołują u mnie wręcz odruch wymiotny!). ale meksykańskie... czy raczej pseudo-meksykańskie w moim wydaniu... potrawy, bez kolendry często nie mogą się obejść,więc... musiałem polubić:-)