Otrzymane komentarze dla użytkownika zfiesz, strona 334
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
eeee... to ja teraz muszę zjeść obiad, zanim się wezmę za mój przepis;-)
-
to chyba nie miałam z takimi przyjemności, lub może zwyczajnie nie wiedziałam, że je jem. Zresztą wielu subtelności meksykańskiej kuchni nie potrafię odtworzyć.
A co sądzisz o czekoladzie z chili?
-
oryginalnego przepisu już dawno nie pamiętam, zresztą u mnie z przepisami jest jak u Ciebie z przewodnikami ;-)
zazwyczaj fajitasy robię tak:
kawał wołowiny (np polędwica, karkówka) kroję w bardzo cienki, dość długie paski; przyprawiam duuużą ilością mielonych nasion kolendry + chili + kmin + sól + odrobinę oliwy (+ ewentualne kaprysy dnia); to wrzucam na mocno rozgrzaną patelnię grillową. Im krócej się smażą, tym są bardziej soczyste - nawet 2-3 minuty wystarczą.
Fajitasy lądują na stole w miseczce, obok świeżego guacamole, startego żółtego sera i którejś wersji papki fasolowej (oryginalnie serwowane mieliśmy z pure z zasmażanej czarnej fasoli, ale mam poważne problemy z odtworzeniem przepisu), no i tych kompletnie niemeksykańskich cacyków.
Do tego koniecznie wino z hiszpańskojęzycznego regionu :-)
A potem każdy zawija sobie porcje wyżej wymienionych składników w kukurydziane tortille (wielokrotnie próbowałam je zrobić samodzielnie, ale w końcu poddałam się).
Posiłek z serii szybkich do przygotowania, długich do jedzenia :-)
-
kukurydziane tortille to podstawa!:-) jak skończę sprzątać, wrzucę mój przepis na enchilady. ty dawaj swój na fajitas:-)
a guacamole nie lubię. zresztą, jak i ogólnie avocado:-p zielone masło! fuj!:-)
-
ale mi chodziło o to, że są gatunki chili, które w ogóle nie są ostre. takie poblano, chilaca czy ancho są zupełnie łagodne. w przeciwieństwie do, na przykład, guero, habanero, czy już zupełnie ekstremalnych de arbol i costeno.
co się zaś tyczy jedzenia ostrości, nie lubię gdy coś jest tylko ostre. jakoś mnie to nie kręci. za to lubię gdy ostrości towarzyszą inne (siłą rzeczy raczej intensywne) smaki.
-
ja się nie szczypię z konwenansami - mój ulubiony zestaw to fajitasy z cacykami (jakkolwiek to się pisze), ale obowiązkowo z kukurydzianymi tortillami i guacamole....
oj Zwieszu - taka wczesna pora, a ja się głodna robię!
-
tylko że jeśli jej nie dozuję odpowiednio to ze smaku wędzonki nici! Najgorsze, że ostrość papryczek się wzmacnia podczas gotowania i ciężko wyczuć ile trzeba dać. Ale żeby nie było - lubię takie kulinarne wyzwania :-)
-
ale w baroku nosili śmieszne peruki!:-) wolę meksyk;-)
-
z footprinta mam tylko kolumbię i nikaraguę, które kupiłem kiedyś na jakiejś wyprzedaży. w sumie tylko przejrzałem i nie maiłem okazji wykorzystać w plenerze, więc nie oceniam. choć wyglądają porządnie:-)
jeśli chodzi o transport... po macoszemu czy nie... o ile problemem nie jest raczej znalezienie w sieci informacji o połączeniach międzynarodowych czy pomiędzy dużymi miastami albo znanymi atrakcjami, o tyle takie np info o tym jak dostać się z mbour do joal-fadiout ciężko znaleźć gdziekolwiek. i po tym właśnie poznaję dobry przewodnik:-)
i tak... meksyk potrafi nauczyć innego pojęcia czasu i luźniejszego spojrzenia na świat. między innymi za to kocham ten kraj!:-) (o kuchni nawet nie wspominam!:-)
-
wydaje mi się, że jeszcze w baroku podejście do śmierci było bardzo podobne - właśnie nie tylko oswajanie się, ale nawet i "puszczanie oka" . A nasza współczesna kultura nie wiedzieć czemu ubzdurała sobie, że ludzie są wyłącznie zdrowi i piękni...
-
eeee... to ja teraz muszę zjeść obiad, zanim się wezmę za mój przepis;-)
-
to chyba nie miałam z takimi przyjemności, lub może zwyczajnie nie wiedziałam, że je jem. Zresztą wielu subtelności meksykańskiej kuchni nie potrafię odtworzyć.
A co sądzisz o czekoladzie z chili?
-
oryginalnego przepisu już dawno nie pamiętam, zresztą u mnie z przepisami jest jak u Ciebie z przewodnikami ;-)
zazwyczaj fajitasy robię tak:
kawał wołowiny (np polędwica, karkówka) kroję w bardzo cienki, dość długie paski; przyprawiam duuużą ilością mielonych nasion kolendry + chili + kmin + sól + odrobinę oliwy (+ ewentualne kaprysy dnia); to wrzucam na mocno rozgrzaną patelnię grillową. Im krócej się smażą, tym są bardziej soczyste - nawet 2-3 minuty wystarczą.
Fajitasy lądują na stole w miseczce, obok świeżego guacamole, startego żółtego sera i którejś wersji papki fasolowej (oryginalnie serwowane mieliśmy z pure z zasmażanej czarnej fasoli, ale mam poważne problemy z odtworzeniem przepisu), no i tych kompletnie niemeksykańskich cacyków.
Do tego koniecznie wino z hiszpańskojęzycznego regionu :-)
A potem każdy zawija sobie porcje wyżej wymienionych składników w kukurydziane tortille (wielokrotnie próbowałam je zrobić samodzielnie, ale w końcu poddałam się).
Posiłek z serii szybkich do przygotowania, długich do jedzenia :-) -
kukurydziane tortille to podstawa!:-) jak skończę sprzątać, wrzucę mój przepis na enchilady. ty dawaj swój na fajitas:-)
a guacamole nie lubię. zresztą, jak i ogólnie avocado:-p zielone masło! fuj!:-) -
ale mi chodziło o to, że są gatunki chili, które w ogóle nie są ostre. takie poblano, chilaca czy ancho są zupełnie łagodne. w przeciwieństwie do, na przykład, guero, habanero, czy już zupełnie ekstremalnych de arbol i costeno.
co się zaś tyczy jedzenia ostrości, nie lubię gdy coś jest tylko ostre. jakoś mnie to nie kręci. za to lubię gdy ostrości towarzyszą inne (siłą rzeczy raczej intensywne) smaki. -
ja się nie szczypię z konwenansami - mój ulubiony zestaw to fajitasy z cacykami (jakkolwiek to się pisze), ale obowiązkowo z kukurydzianymi tortillami i guacamole....
oj Zwieszu - taka wczesna pora, a ja się głodna robię! -
tylko że jeśli jej nie dozuję odpowiednio to ze smaku wędzonki nici! Najgorsze, że ostrość papryczek się wzmacnia podczas gotowania i ciężko wyczuć ile trzeba dać. Ale żeby nie było - lubię takie kulinarne wyzwania :-)
-
ale w baroku nosili śmieszne peruki!:-) wolę meksyk;-)
-
z footprinta mam tylko kolumbię i nikaraguę, które kupiłem kiedyś na jakiejś wyprzedaży. w sumie tylko przejrzałem i nie maiłem okazji wykorzystać w plenerze, więc nie oceniam. choć wyglądają porządnie:-)
jeśli chodzi o transport... po macoszemu czy nie... o ile problemem nie jest raczej znalezienie w sieci informacji o połączeniach międzynarodowych czy pomiędzy dużymi miastami albo znanymi atrakcjami, o tyle takie np info o tym jak dostać się z mbour do joal-fadiout ciężko znaleźć gdziekolwiek. i po tym właśnie poznaję dobry przewodnik:-)
i tak... meksyk potrafi nauczyć innego pojęcia czasu i luźniejszego spojrzenia na świat. między innymi za to kocham ten kraj!:-) (o kuchni nawet nie wspominam!:-) -
wydaje mi się, że jeszcze w baroku podejście do śmierci było bardzo podobne - właśnie nie tylko oswajanie się, ale nawet i "puszczanie oka" . A nasza współczesna kultura nie wiedzieć czemu ubzdurała sobie, że ludzie są wyłącznie zdrowi i piękni...