Ładuję...

kolumber.pl


Rozpoczęła się piąta godzina lotu gdy z letargu wyrwało mnie nagłe uczucie duszności i można rzec gorąca. Nieco zdziwiona i zaciekawiona jednocześnie wyjrzałam przez szybę, choć z racji później godziny nie dało się dostrzec nic poza całkowitą ciemnością rozświetlaną przez światła pozycyjne samolotu. Tymczasem załoga przekazuje informację, że rozpoczyna podejście do lądowania, wszyscy mają wrócić na swoje miejsca i zapiąć pasy. Spoglądam w okno ponownie i usilnie staram się wypatrzeć na horyzoncie jakiś szczegół ale wciąż bezskutecznie. Więc, przepraszam bardzo, ale gdzie szanowna załoga zamierza lądować? Po chwili wszystko się wyjaśnia gdyż, w końcu można dostrzec jakieś światła, ale bynajmniej nie są to widoczne gdzieś w oddali tzw. „światła wyspy”. Bardzo wyraźnie można rozpoznać latarnie wzdłuż ulicy, przejeżdżające samochody... Nagły wstrząs oznaczający zetknięcie się kół samolotu z płytą lotniska sygnalizuje, że już jesteśmy na miejscu – wszystko to trochę zaskakujące, gdyż przebiegło niezwykle szybko.

Port lotniczy na portugalskiej wyspie Madera jest niemalże przyczepiony do jednej ze skalnych ścian i podczas podchodzenia do lądowania można odnieść wrażenie, że wyłania się praktycznie z oceanu. W rzeczywistości pas startowy jest oparty na konstrukcji złożonej z 180 wielkich, betonowych filarów, z czego część pasa (ok. 200 metrów) jest położona nad wodą poza „obrysem” wyspy. Jeszcze nie tak dawno, pod koniec ubiegłego wieku, płyta lotniska na Maderze była jednym z najkrótszych lądowisk przeznaczonych dla samolotów pasażerskich w Europie (przynależność Madery do Europy jest tutaj traktowana umownie), jednak w 2000 roku zapadła decyzja o jego przedłużeniu, co pozwoliło zwiększyć bezpieczeństwo lotniska.

Po wyjściu z samolotu, okazuje się, że na zewnątrz panuje bardzo przyjemna pogoda i choć stanowi miłą odmianę od zimnej i deszczowej jesieni w Polsce, to jednak pierwsze wrażenie brzmi: „trochę duszno”. Niemniej jednak aklimatyzujemy się błyskawicznie i po odebraniu bagaży udajemy się w stronę hotelu.
Celem jest miejscowość Caniço de Baixo oddalona od lotniska o jakieś 8 kilometrów. Stolica wyspy – Funchal – znajduje się nieco dalej, w odległości ok. 20 kilometrów od portu lotniczego, który, nawiasem mówiąc, zlokalizowany jest w niewielkiej miejscowości Santa Catarina. Trasę pokonujemy autostradą Via Rapida w ciągu około 15 minut. Jedziemy autobusem, którego kierowca całkiem nieźle się rozpędził (w końcu to jedyny “hajłej” na wyspie), momentami mamy wrażenie jakby kilka milimetrów dzieliło nas od kolizji, ale jak pokażą kolejne dni pobytu, taki żywiołowy styl jazdy jest na wyspie powszechny. Nie chodzi o to, że pełno tutaj tzw. „piratów drogowych”, bynajmniej. Tutejsi kierowcy, przyzwyczajeni do mniej lub bardziej wąskich, niemal zawsze krętych i bez przerwy opadających lub wznoszących się ulic i uliczek, są bardzo pewni tego co robią na drodze i naprawdę są w tym dobrzy. Ukształtowanie terenu i kręte górskie drogi nie pozostawiają miejsca na jakąkolwiek pomyłkę. Można by rzecz, że w grze zostają tylko najlepsi.

Już od pierwszych chwil zdumiewa nas istniejąca na wyspie sieć nowoczesnych i odważnie zaprojektowanych dróg, tuneli i mostów. Za każdym razem gdy poruszaliśmy się po bardziej stromych fragmentach dróg nie mogłam wyjść z podziwu dla ludzi, którzy zdołali stworzyć te drogi w tak trudnym, górzystym terenie, gdzie jedynym miejscowym materiałem budowlanym jest bazalt.

Po tej krótkiej choć emocjonującej podróży docieramy późnym wieczorem do hotelu Roca Mar, w którym dane nam będzie spędzić kolejne 14 nocy. Hotel okazuje się przyjemny, zaś największą jego zaletą jest ciekawe położenie na klifie, co zapewnia nam ładny widok na ocean. Nasza baza wypadowa - Caniço de Baixo - to niewielka miejscowość znajdująca się na południu wyspy, około 12 kilometrów od Funchal. Dzięki kameralnej atmosferze, z czasem miejscowość ta stała się ulubionym kierunkiem podróży turystów - głównie z Niemiec (a jakże by inaczej ;).

Podczas pierwszego śniadania w hotelowej restauracji (ba, nawet kilku pierwszych sekund) szybko zdążyliśmy się przekonać o dużej ilości obywateli zza zachodniej granicy. Nastawienie na niemiecką część turystów potwierdzają kelnerzy, którzy uparcie próbują rozmawiać z nami po niemiecku. Niektórzy po zorientowaniu się, że preferujemy angielski, szybko się przełączają, ale niestety część pracowników szła w zaparte do samego końca i starała się przekonać nas do niemieckiego. Nie daliśmy się. Wojna trwała całe 2 tygodnie, więc większość naszych dialogów z obsługą hotelu odbywała się więc w języku „deutchlish”. My: „four zero six” - oni: „vier null sechs” - i tak w kółko...
Staraliśmy się jednak mniej skupiać na niemiecko-angielskich dialogach, a bardziej na bufecie i odpowiednim posiłku. Mieliśmy przeczucie, że duża ilość energii przyda się nam już pierwszego dnia…
  • Tęcza nad Canico de Baixo
  • Widok na wyspy Desertas
  • Statek wycieczkowy na Atlantyku
  • Atlantyk
  • Widok na wyspy Desertas
Mimo, że Madera ma zaledwie 57 kilometrów długości i 22 kilometry szerokości to jej wulkaniczne pochodzenie i górzysty charakter sprawia, że piechurzy nie mogą narzekać na nudę. Wyspa jest wierzchołkiem podwodnej góry, której część wystająca ponad powierzchnię stromo schodzi do oceanu. W najwyższym punkcie posiada 1861 metrów (Pico Ruivo), zaś pod powierzchnią pozostaje jeszcze ponad 4000 metrów.

Ukształtowanie wyspy ciekawie podsumował poznany kilka dni później lokalny przewodnik, rodowity Maderyjczyk, który stwierdził, że jedynym płaskim miejscem na wyspie jest lotnisko. Nie jest to oczywiście do końca prawdą, gdyż na wyspie można znaleźć boiska i pola golfowe, ale jego słowa dobrze oddają to, jak wyspa de facto wygląda.

Madera to świetne miejsce dla osób, które zamiast wygrzewania się na plaży wolą aktywnie spędzić urlop. Nie da się jednak ukryć, że znaczne różnice w poziomie i duża ilość wzniesień sprawia, że dotarcie gdziekolwiek na piechotę nie należy do trywialnych. Pewnie dlatego podczas naszych codziennych spacerów mijaliśmy niewiele osób zwiedzających wyspę na własnych nogach.

Dodatkowym utrudnieniem był często brak chodnika czy choćby czegoś, co można nazwać poboczem. Niejednokrotnie zmuszeni byliśmy do wędrowania środkiem wąskiej ulicy. Na takiej drodze z trudem wymijają się dwa samochody, więc niektóre odcinki są tylko pozornie bezpieczne. Jak jednak szybko zdążyliśmy się przekonać tutaj się po prostu tak chodzi. Zresztą piesi są na wyspie traktowani wyjątkowo. Gdy podejmujemy próbę przejścia przez ulicę to bez znaczenia czy robimy to w towarzystwie „zebry” czy też nie, ku naszemu zaskoczeniu wszyscy kierowcy zatrzymują się bez wahania. Nie to co u nas, gdzie na widok pieszego przy lub na zebrze kierowcy reagują przeważnie nerwowym chichotem i zdecydowanym wdepnięciem „gazu”.

Chcąc udać się zaledwie do marketu zlokalizowanego w pobliskiej miejscowości Caniço (górne, stare miasto), oddalonej od Caniço de Baixo (dolne miasto) zaledwie kilka kilometrów, ale położonej w połowie stromego wzgórza, musieliśmy przyzwoicie się namęczyć. Takie spacery potrafią wywołać negatywne odczucia co do posiadanej kondycji – zwłaszcza jeśli jest się przyzwyczajonym do spędzania na co dzień czasu na raczej płaskim terenie (nie mówiąc już o „przetracaniu” go za biurkiem). Mieszkańcy muszą być z pewnością bardziej do tego przyzwyczajeni. W końcu jakby nie patrzeć w jedną stronę zawsze mają pod górkę.
  • Canico
  • Canico
  • Canico
Podczas pierwszych spacerów i zaznajamiania się z miejscową fauną i florą szybko przekonaliśmy się, że określanie Madery „rajskim ogrodem pływającym po wodach oceanu” nie jest jedynie chwytem marketingowym. Potwierdzają to nieustannie i wszędzie kwitnące rośliny. Wszystko dzięki żyznej wulkanicznej ziemi i łagodnemu subtropikalnemu klimatowi wyspy, który powoduje bujny wzrost roślin. Co krok mijamy różnokolorowe hibiskusy, pomarańczowe strelicje zwane też rajskim ptakiem, będące zresztą symbolem Madery, jak również zielone kwiaty bananowca, czyli po prostu banany.

Już pierwszego dnia mamy też okazję poznać niezliczoną ilość kotów i małych jaszczurek. Jaszczurki w ekspresowym tempie schodzą z drogi i chowają się między wszechobecnymi na wyspie kamieniami, zaś koty podchodzą i łaszą się do nas. Po upływie kilku dni każdy kot mieszkający w Caniço de Baixo ma już nadane przez nas imię. Na szczęście nie są tak do końca bezdomne, bo każdy jest codziennie dokarmiany przez miejscowych. Zamiast polowania mogą więc wygrzewać się na słońcu przy szumie fal. A szumowi temu towarzyszą zawsze odgłosy kamieni, które poruszane przez fale staczają się po stromym brzegu.

Wulkaniczne pochodzenie wyspy sprawia, że plaże na Maderze składają się prawie wyłącznie z czarnych kamieni. Najlepiej oddają to słowa wspomnianego już wcześniej znajomego przewodnika, który wytłumaczył nam, że „plaży na Maderze jest sporo tylko średnica piasku trochę jest większa niż w innych miejscach”. Kolor kolorem, ale średnica „piasku” jest dosyć mało „plażowa”. Dlatego też niektórzy mieszkańcy Madery i przyjezdni udają się promami na oddaloną o 70 kilometrów, drugą co do wielkości wyspę archipelagu – Porto Santo, która oferuje dziewięciokilometrową plażę z łagodnym zejściem do morza.

Nie oznacza to jednak, że kąpiel na Maderze jest niemożliwa - trzeba tylko nastawić się na spacerowanie po piasku o wspomnianej nietypowej średnicy. Podczas wędrówki z Caniço de Baixo do Punta Garajau odkryliśmy przypadkiem całkiem przyjemną plażę Cristo Rio Beach stanowiącą część Rezerwatu Morskiego. Punta Garajau to punkt widokowy na klifowym przylądku, gdzie umieszczono posąg Cristo Rei przedstawiający postać Chrystusa podobną do tej, która dominuje w Brazylii nad Rio de Janeiro. Jest to świetne miejsce do podziwiania panoramy Funchal – stolicy wyspy.
Aby dotrzeć na plażę Cristo Rio Beach z punktu widokowego można zjechać kolejką albo zejść około 2 kilometry krętą drogą (my wybieramy oczywiście ten drugi sposób). Plaża jest typowa dla Madery, więc siedzenie na kamieniach raczej komfortowe nie jest nie wspominając o chodzeniu boso (ała!). Mimo to nie daję za wygraną i docieram do brzegu, aby zrealizować swoje postanowienie wykąpania się w Atlantyku.
  • Plaża w Canico de Baixo
  • Atlantyk
  • Plaża w Canico de Baixo
  • Plaża w Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Ruiny w Canico de Baixo
  • Banany Canico de Baixo
  • Plaża Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Mieszkaniec Canico de Baixo
  • Widok na pomnik Cristo Rei
  • Widok z punktu Cristo Rei
  • Pomnik Cristo Rei
  • Widok z punktu Cristo Rei
  • Pomnik Cristo Rei
  • Cristo Rei
  • Cristo Rei
  • Cristo Rei
  • Cristo Rei
  • Cristo Rei
  • Cristo Rei
Po zwiedzeniu okolic Caniço de Baixo wyruszamy na podbój stolicy wyspy. Funchal to największy port, ośrodek turystyczny i kulturalny wyspy. Miasto położone jest na południowym wybrzeżu Madery, w zatoce otoczonej zielonymi wzgórzami. Mieszka w nim prawie połowa ze  wszystkich 250 tys. mieszkańców Madery.

Kierowca autobusu w ekspresowym tempie dociera do miasta i zatrzymuje się przy nadbrzeżnej promenadzie Avenida do Mar.

Spacer po stolicy rozpoczynamy od głównej ulicy, Avenida Arriaga. Naprzeciwko budynku Banco de Portugal znajduje się pomnik portugalskiego żeglarza Joao Gonçalves Zarco, który w 1418 roku odkrył wyspę. Zarco należał do portugalskiej szlachty żydowskiego pochodzenia i służył na dworze księcia Henryka Żeglarza. W 1421 Zarco założył miasto Funchal. Nazwa stolicy pochodzi od kopru (po portugalsku ‘funcho’), który w znacznej ilości występował wówczas na tym obszarze.

Funchal nazywane często "małą Lizboną" utrzymane jest w południowym stylu.  Spacerujemy po wąskich uliczkach miasta, podziwiamy zabudowania utrzymane w spójnej, szaro-białej kolorystyce oraz zieleń, która znajduje się na każdym kroku. Największe wrażenie robią jednak chodniki – praktycznie wszystkie wyłożone szarymi i białymi płytkami ułożonymi w fantazyjne wzory. To ponownie skłania mnie do refleksji na temat ilości pracy, jaką włożono w stworzenie miasta o tak niezwykłym charakterze. Wąskimi uliczkami dochodzimy do Praça do Municipio, głównego skweru Funchal, gdzie z szaro-białego placu podziwiamy budynek ratusza utrzymany oczywiście w podobnej kolorystyce. Oczywiście ta spójność jest lekko zachwiana w nowszych dzielnicach gdzie wybudowane zostały hotele i nowoczesne osiedla, ale nie zmienia to faktu, że „monochromatyczne” elementy nadają stolicy ciekawego charakteru.

Jedną z większych atrakcji stolicy jest targ miejski Mercado dos Lavradores położony w centrum Sona Velha (Starego Miasta). Wokół targu skupia się życie wielu mieszkańców. Przed wejściem do dwupoziomowego budynku kobiety ubrane w tradycyjne maderskie stroje stoją z ogromnymi koszami pełnymi kwiatów. Kwiaciarki w pasiastych spódnicach, czerwonych kamizelkach i ciemnogranatowych czapeczkach wspaniale komponują się z orchideami, strelicjami, storczykami.
Targ Mercado dos Lavradores to centrum handlu egzotycznymi owocami, warzywami, rybami, kwiatami oraz wyrobami z wikliny. W środku jest raczej tłoczno i gwarno, ale trzeba przyznać, że to wspaniałe miejsce na zakupy. Duże wrażenie robi ogrom świeżych i oryginalnych produktów takich jak krzyżówki różnych owoców np. marakuja + ananas, marakuja + brzoskwinia itp. Jeden ze sprzedawców częstuje mnie marakują, więc nie odmawiam sobie tej przyjemności.
Na niższym poziomie znajduje się targ rybny, na którym można zakupić ośmiornice, krewetki, kraby, małże oraz rozmaite ryby, w tym espadę (inaczej pałasz atlantycki). Ów osobnik nie jest rybą zbyt urodziwą - wyglądem przypomina węgorza, ma do 1,5 m długości,  jest czarna, bez łusek i posiada ogromne, wyłupiaste oczy, ale... jest niezwykle smaczna, delikatna i soczysta :). Ten lokalny przysmak, który często gościł w naszym menu podczas pobytu na wyspie, żyje na głębokości 800-1000 metrów, a występuje tylko w okolicach Madery i w Japonii.
  • Panorama wyspy
  • Panorama wyspy
  • Targ w Funchal
  • Funchal
  • Funchal
  • Funchal
  • Pomnik Zarco w Funchal
  • Targ w Funchal
  • Targ w Funchal
  • Espada na targu w Funchal
  • Targ w Funchal
  • Ośmiornica na targu w Funchal
  • Ratusz w Funchal
Przy okazji zwiedzania Funchal odwiedzamy skład win św. Franciszka - Adegas de São Francisco (dawniej budynki te należały do zakonu Franciszkanów). Główny cel to poznanie cieszącego się światową sławą wina o nazwie madera. Po zapoznaniu się z winiarnią i metodami produkcji popularnego trunku wstępujemy na poczęstunek do zlokalizowanego przy wejściu sklepu The Old Blandy Wine Shop. Lokal ma nastrojowe wnętrze, drewniane ściany wypełnione są szeregami butelek na półkach, zaś na podłodze stoją ogromne beczki, przy których można zasiąść i skosztować wybranego trunku. Sprzedawczyni podaje nam na spróbowanie kilka kieliszków wypełnionych różnymi rodzajami madery. Wino o miodowo-karmelowej barwie okazuje się naprawdę smaczne - słodkie, mocne, wyraziste.

Na etykietach madery widnieją zawsze informacje dotyczące jej odmiany i jakości. Istnieją cztery podstawowe odmiany tego wina: Sercial (o barwie jasnozłotej, wytrawne), Vredelho (o barwie bursztynowej, półwytrwane), Boal (jasnobrązowe wino deserowe) oraz Malvasia (najardziej słodkie i aromatyczne, o wyrazistym smaku i zapachu).
Trunki dzielone są także według jakości czyli okresu zbiorów. Wino oznaczone jako Finest posiada minimum trzy lata, wino pięcioletnie oznaczone są napisem Reserve, dziesięcioletnie to Special Reserve, piętnastoletnie to Extra Reserve. Naturalnie im wino było dłużej przechowywane, tym jest lepsze i droższe.
Zachęceni wybornym smakiem kupujemy butelkę 10-letniego półsłodkiego (to smakowało nam najbardziej) wina madera. Uszczupla to nasz budżet o 30 EUR (w 2009 roku), ale na specjalną okazję będzie jak znalazł.

Wino marki madera można zakupić na wyspie w wielu miejscach, a gdyby ktoś zostawił zakupy na ostatnią chwilę to na lotnisku będzie miał jeszcze ku temu sposobność (przy czym należy pamiętać, że marża też jest „lotniskowa”). Ogólnie na Maderze nietrudno o degustację jak i zakup różnych trunków (głownie win i likierów). Alkohol okazuje się także najlepszą pamiątką lub prezentem z pobytu na wyspie jeśli kogoś nie przekonują popularne tutaj ręcznie robione koszyki lub koronki.

Powstanie wina o tak oryginalnym smaku jest dziełem przypadku. W średniowieczu marynarze zabierali wino z Madery na długie wyprawy, ponieważ uprzyjemniało im podróż i uważane było za skuteczny środek przeciwko szkorbutowi. Portugalscy żeglarze z czasem doszli do wniosku, że wino, które zostawało po zakończeniu wyprawy smakowało jeszcze lepiej. W ten sposób odkryto, że pod wpływem wysokiej temperatury madera zyskuje na aromacie i wartości. Od tego czasu producenci wina zaczęli składować maderę w beczkach na gorących od słońca poddaszach swoich domów. Dzisiaj proces ten polega na trzymaniu wina (po uprzedniej fermentacji i wzmocnieniu) w dębowych beczkach w temperaturze powyżej 40°C przez kilka miesięcy.

Zwiedzanie najważniejszych miejsc w Funchal kończymy spokojnym spacerem wzdłuż mariny. Przy porcie stoją jachty, łodzie i olbrzymie statki wycieczkowe. Można usiąść przy deptaku ciągnącym się wzdłuż Avenida do Mar i obserwować życie miasta albo odwiedzić jedną z licznie występujących w tym miejscu restauracji i barów z przysmakami pochodzącymi prosto z oceanu.
  • Winiarnia w Funchal
  • Winiarnia w Funchal
  • Port w Funchal
  • Plaża w Funchal
Degustację wina mamy już za sobą, więc teraz pora skosztować miejscowych dań. W tym celu udajemy się na kolację do restauracji A Seta, która specjalizuje się w regionalnej kuchni. Miejsce zlokalizowane jest na górskim zboczu w połowie drogi z Funchal do miejscowości Monte. Jest to przytulna tawerna o rustykalnym, przytulnym wystroju, w którym dominują drewniane meble w tym charakterystyczne długie stoły, przy których wspólnie biesiadują goście restauracji.

Na początek uczty kelnerzy stawiają na stołach ciepłe pieczywo czosnkowe "bolo do caco". Okrągły, chrupiący chlebek (z mąki i ziemniaków, pieczony na drewnie) przekrojony jest na kilka części i podawany w towarzystwie miseczek, w których znajduje się masło z pietruszką i czosnkiem. Niby prosta, ale przepyszna przystawka zwłaszcza, gdy chlebek (zgodnie ze wskazówkami obsługi) spożywa się ciepły.

Następnie na haczykach znajdujących się nad stołami kelnerzy zawieszają specjalne długie szpikulce z espetadą – nasze danie główne. Espetada to kawałki wołowiny, które naciera sie czosnkiem oraz ziołami a następnie nadziewa na aromatyczny patyk z drewna laurowego lub dziko rosnącego wawrzynu. Tak przygotowane wołowe szaszłyki tradycyjnie piecze się nad rozżarzonym drewnem. Po tym jak to oryginalne danie główne zawisło nad naszym stołem kelnerzy zaczynają rozkładać na talerzach gości pieczone ziemniaki z przyprawami oraz sałatki.

Kawałki wołowiny z podwieszonych nad stołem długich szpikulców należy delikatnie ściągać widelcem na swój talerz. Czynność ta stanowi niemałe wyzwanie, a jednocześnie jest dość zabawna, gdyż trzeba uważać, aby spadający z góry kawałek mięsa nie odbił się od talerza i nie wpadł na którąś z osób siedzących nieopodal. Dreszczyk emocji i radość, gdy upragniony kawałek mięsa szczęśliwie spada we właściwe miejsce sprawia, że trudno nie docenić smaku espetady, która jest naprawdę przepyszna – soczysta, wyrazista, odpowiednio doprawiona i podpieczona! Posiłek miło nas zaskoczył, ponieważ kuchnia maderska mimo, że jest uznawana za zdrową i naturalną to jednak unika stosowania wielu przypraw. Ja preferuję dania pikantne, a za mięsem ogólnie nie przepadam, ale espetada bardzo mi smakowała. Oczywiście na każdym stole znajduje się pod dostatkiem madery, ale tym razem wytrawnej. Na sam koniec uczty otrzymujemy jeszcze typową portugalską „małą czarną” oraz deser.

W trakcie posiłku rozmawiamy z innymi gośćmi tawerny, gdyż restauracja jest wypełniona po brzegi. Dodatkowo wieczór urozmaica występ lokalnej śpiewaczki (krążyła plotka że to najlepsza albo jedna z najlepszych artystek na wyspie), która donośnym głosem prezentuje kilka portugalskich pieśni w stylu fado w towarzystwie trzech panów wtórujących jej na instrumentach. Nazwa „fado” pochodzi od słowa „los”, zaś w skrócie jest to melodyjna opowieść (często improwizowana) o nieszczęśliwej miłości.
Po występie śpiewaczki na środek sali wychodzi zespół folklorystyczny złożony z kilku muzyków, tancerek i tancerzy w różnym przedziale wiekowym. Przy pełnych energii i optymizmu dźwiękach wykonują typowy taniec ludowy zwany Ponta do Sol. Nawiązuje on do ciężkiej pracy niewolników, którzy byli przetrzymywani w miejscowości o tej nazwie na samym początku kolonizacji wyspy. Tancerze i tancerki obracają się w kręgu z pochylonymi głowami, wykonują drobne kroki, co wygląda trochę tak, jakby związano im stopy, a gesty ich rąk kojarzą się z wykonywaniem fizycznej pracy. Taniec jest specyficzny, ale muzyka mi się podoba i pasuje do klimatu tego miejsca.

Mimo, że oboje z mężem nie przepadamy za imprezami w tym stylu, to sympatyczny i optymistyczny nastrój jaki zapanował w tym miejscu bardzo nam się spodobał. Było nam tym bardziej miło, że była to rocznica naszego ślubu, a ja poczułam się tak, jakby cała sala świętowała ten dzień razem z nami.
  • Espetada w restauracji A Seta
  • Restauracja A Seta
  • Tańce w restauracji A Seta
  • Tańce w restauracji A Seta
  • Tańce w restauracji A Seta
Kolejne dni pobytu decydujemy się przeznaczyć na zwiedzenie kolejno zachodniej, wschodniej i centralnej części wyspy. Wiemy, że każda z nich może się pochwalić wieloma różnymi atrakcjami i charakteryzuje się odmiennym krajobrazem, więc pragniemy przekonać się, który rejon zrobi na nas największe wrażenie.

I tak pewnego poranka wyruszamy z miejscowości Caniço de Baixo na zachód wyspy. Towarzyszy nam wspomniany już wcześniej przewodnik, rodowity Maderyjczyk - bardzo szczupły, bardzo opalony i bardzo zabawny pan w średnim wieku. Szybko odkrywamy, że ma on w zwyczaju dzielić się swoimi odczuciami na temat wyspy nie szczędząc rozmaitych, pozytywnych przymiotników. Jak sam przyznaje, uwielbia to miejsce, a my nie mamy wątpliwości, że lubi również swój zawód. Zapytany o „Wyspy kanaryjskie” jest niemal oburzony, gdyż twierdzi, że nie ma tutaj czego porównywać. Twierdzi, że na „kanarach” był i owszem są ładne, ale zdecydowanie nie tak piękne jak jego ukochana wyspa. Na Maderze możemy w zasadzie znaleźć wszystko (no może poza plażami), co na “Kanarach” (góry, plaże, wulkany i zieleń)  jest “rozrzucone” pomiędzy różnymi wyspami.

Pierwszym przystankiem na naszej drodze jest „piękny, bardzo ładny” (a jakże by inaczej) klif Cabo Girão o wysokości 580m. To podobno najwyższy klif w Europie (nie licząc fiordów Norwegii) chociaż spotkałam się z różnymi opiniami na ten temat. Tak samo umowne jest przypisywanie Madery do Europy (głównie przez to, że jest to portugalska wyspa), bo tak w zasadzie Madera podobnie jak “Kanary” jest wyspą afrykańską. Nie zmienia to faktu, że widok ze skały prawie pionowo spadającej w dół do oceanu jest imponujący. Zerkając w dół urwiska można dostrzec u stóp klifu niewielki obszar ziemi uprawnej zwany Fajãs. Wcześniej można się było dostać do niego tylko łodzią, ale w 2003 została zainstalowana kolejka linowa ułatwiająca rolnikom łatwiejszy dostęp do uprawy.

Podczas przejazdu podziwiamy górskie krajobrazy. Większość domów położonych jest na stromych zboczach, często w dość niedużej odległości od siebie tak więc sąsiad z domu powyżej ma widok na sam dach położonego poniżej budynku.
Pozytywna jest panująca na wyspie spójność budownictwa – większość domów ma białe ściany, dachy wyłożone pomarańczową dachówką oraz drewniane, zielone okiennice. Dzięki temu mimo bardzo dużego zagęszczenia budynków krajobraz sprawia wrażenie w miarę uporządkowanego. Przy domach znajdują się tzw. tarasy, które na stromych stokach pozwalają mieszkańcom posiadać pola uprawne.

Kolejnym przystankiem jest typowa rybacka wioska Ribeira Brava na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy. Nazwa miejscowości (Dzika rzeka) nawiązuje do rzeki przez nią przepływającej, której wody, podczas mocnego deszczu w górach, z impetem spływają w dół do morza.
Dwa miesiące po naszej wizycie Dzika rzeka ukazała mieszkańcom swoje prawdziwe oblicze. W wyniku nawałnicy, która rozpoczęła się w lutym 2010 roku, zginęło 45 osób. Powodzie i lawiny ziemne uszkodziły1/5 całej sieci drogowej na wyspie i zniszczyły 500 pojazdów. Najbardziej ucierpiało południowe wybrzeże wyspy - stolica Madery oraz pobliskie Ribeira Brava.

Spacer po mieście rozpoczynamy wzdłuż promenady, gdzie znajdują się liczne restauracje, bary i sklepy z pamiątkami, następnie mijamy kościół św. Benedykta (São Bento) wybudowany w stylu charakterystycznym dla tego rodzaju budowli na wyspie, a na koniec z deptaka ciągnącego się wzdłuż wybrzeża schodzimy na piaszczystą, czarną plażę z drewnianymi kładkami i słomianymi parasolami.

Naszą wycieczkę kontynuujemy przez jedyny na Maderze płaskowyż Paul da Serra. Na wysokości 1400 m n.p.m. nagle otwiera się przed nami porośnięta trawą równina, o zupełnie innym charakterze niż to wszystko co widzieliśmy dotychczas na wyspie. Wrzosowisko obejmujące powierzchnię około stu kilometrów kwadratowych stanowi odpoczynek od górzystego terenu Madery.

Zatrzymujemy się na chwilę, aby móc podziwiać znajdujące się wokół zielone doliny i góry, a następnie wyruszamy w kierunku nadmorskiego miasteczka Madalena do Mar. Dogodne położenie tej miejscowości i jej klimat sprawia, ze znajduje się tutaj największa plantacja bananów na wyspie. Droga wiodąca przez położone na zboczach gór pola bananowców prowadzi nas do Porto Moniz. Atrakcją miejscowości są naturalnie uformowane baseny skalne. Dzięki morskim falom, które z impetem przelewają się przez zapory skalne, woda w basenach ulega naturalnej wymianie. Ocean jest tego dnia zbyt wzburzony, więc kąpać się nie można, ale mamy czas na krótki spacer wzdłuż wybrzeża i podziwianie mnóstwa sterczących z morza ostrych skał wulkanicznych. W Porto Moniz znajduje się też jedyne na Maderze lądowisko dla helikopterów.

Po dotarciu na północ wyspy odwiedzamy malownicze miasteczko São Vincente, w którym wybieramy się na obiad do restauracji Quebra Mar zlokalizowanej w okrągłym budynku z dużymi oknami i wspaniałym widokiem na morze. Lokal wyglądający z pozoru zwyczajnie okazuje się być dość oryginalnym miejscem. Podczas oczekiwania na posiłek zauważamy, że nasz stolik zmienił delikatnie swoje położenie, a widok stał się ładniejszy. Podłoga restauracji powoli, prawie niezauważalnie obraca się wokół własnej osi, co sprawia, że każdy z gości siedzących przy stole ma możliwość rozkoszowania się widokiem na ocean, więc nikt nie jest poszkodowany.
Na obiad oczywiście, a jakże by inaczej - espada. Posiłek standardowo okazuje się jak na mój gust za mało doprawiony, ale i tak jest smaczny zwłaszcza, że na stole stoi madera.

Po obiedzie wyruszamy zwiedzić znajdujące się w São Vincente Groty Świętego Wincentego (Grutas de Sao Vicente) - podziemne tunele, którymi płynęła lawa w czasie kształtowania się wyspy. Spacerując wąskimi korytarzami podziwiamy podziemne jeziora z krystalicznie czystą wodą oraz ciekawie uformowane ściany i sufity. Na zakończenie w multimedialnym Centrum Wulkanicznym (Centro do Vulcanismo) oglądamy film o procesach wulkanicznych, które doprowadziły do powstania Madery.
  • klif Cabo Girão
  • rybacka wioska Ribeira Brava
  • rybacka wioska Ribeira Brava
  • płaskowyż Paul da Serra
  • płaskowyż Paul da Serra
  • płaskowyż Paul da Serra
  • Porto Moniz
  • Porto Moniz
  • Groty Świętego Wincentego w São Vincente
  • Groty Świętego Wincentego w São Vincente
  • Zachodnia Madera
  • Zachodnia Madera
  • Zachodnia Madera
  • Porto Moniz
  • Pa310145
  • Porto Moniz
  • Porto Moniz
  • klif Cabo Girão
Zwiedzanie wschodniej części wyspy rozpoczynamy od wizyty w Ogrodzie Botanicznym Jardim Botanico zlokalizowanym w Funchal. Największe wrażenie robi centralna część ogrodu utrzymana w stylu francuskim, w której kwiaty ułożone w rozmaite wzory tworzą kolorowe dywany. Z tej części ogrodu można podziwiać widok na panoramę stolicy. W ogrodzie spotykamy m.in. orchidee, kamelie, opuncje figowe i oczywiście strelicje królewskie (zwane też rajskim ptakiem) - symbol Madery. Dodatkową atrakcję stanowi niewielka ptaszarnia - Jardim dos Loiros (ogród ptaków tropikalnych), którą zamieszkują przede wszystkim rozmaitej wielkości papugi. Nie mogłam się napatrzeć na przytulone do siebie papużki nierozłączki.

Najważniejszym punktem naszego programu był wjazd na szczyt Pico de Arieiro (trzeci co do wielkości na Maderze) znajdujący się na wysokość 1818 m n.p.m. Podczas podróży na górę doświadcza się dużych zmian w różnicy wysokości - startujemy z poziomu morza, wznosimy się wysoko, po czym ponownie zjeżdżamy w dół. Wraz ze zmianą wysokości zmienia się pogoda i klimat. Im wyżej, tym jest chłodniej, bardziej wietrznie, częściej pada deszcz, czasami występuje też gęsta mgła zasłaniająca wierzchołki gór. W ciągu kilkudziesięciominutowego wjazdu na szczyt  temperatura otoczenia spadła z około 25 do 5 stopni. Na szczęście po wjechaniu na szczyt Pico de Arieiro mimo chłodu i silnego wiatru niebo było przejrzyste i mogliśmy podziwiać panoramę okolicznych gór w całej okazałości. Gdy wysiedliśmy z autobusu, poczułam orzeźwiający chłód i zobaczyłam wystające z chmur wierzchołki szczytów, płynące obłoki, piękne formacje górskie i doliny, od razu poprawiło mi się samopoczucie.

Na szczycie Pico de Arieiro nie tak dawno znajdowało się schronisko, ale zostało zamknięte w poczet stworzenia w tym miejscu stacji radarowej NATO.
Z parkingu i dużej platformy widokowej można podziwiać okoliczne szczyty lub rozpocząć wycieczkę górską, zwieńczoną zdobyciem najwyższego z nich - Pico Ruivo (1862 m m.p.m.). Wyprawę w góry mieliśmy jednak zaplanowaną na inny dzień, więc ruszyliśmy dalej na północ wyspy w kierunku miejscowości Santana.

Po drodze zatrzymujemy się jeszcze we wsi Ribeiro Frio (nazwa oznacza „zimna rzeka”), która słynie z hodowli pstrąga tęczowego. Spacerujemy po wąskich ścieżkach znajdujących się wokół zbiorników, w których pływają ryby podzielone według swojej wielkości. Ribeiro Frio jest popularnym miejscem startowym dla wielu pieszych wycieczek, więc po obejrzeniu farmy wyruszamy na krótki spacer wzdłuż levad, czyli kanałów nawadniających.
Na wyspie składającej się niemal wyłącznie ze wzgórz każdy dom stoi na jakimś stoku. Na wzniesieniach mieszkańcy utworzyli więc tarasy, aby móc uprawiać ziemię i hodować bydło. Aby doprowadzić do swoich upraw wodę górzysty teren Madery utkany został złożoną siecią levad. Dzięki nim w każdy zakątek wyspy dostarczana jest woda z gór. Levady powstały w czasach pierwszych portugalskich kolonizatorów. Ich budowę rozpoczęli w XV wieku sprowadzeni z Afryki niewolnicy, którzy ręcznie wykuwali kanały w bazalcie. System levad zbierających wodę ze źródeł wysoko w górach liczy dziś 2500 km. Do dziś nie straciły podstawowego znaczenia. Wzdłuż kanałów zbudowano chodniczki służące ich utrzymaniu, które umożliwiają pracę opiekunom levad, którzy dbają o przepustowość strug i naprawianie szkód. Dzisiaj dróżki te służą również wędrowcom. Wzdłuż kanałów powstało wiele tras trekkingowych oraz spacerowych o zróżnicowanej trudności.
Nasz spacer biegnie jedną z najstarszych levad, która nie jest już używana. Po drodze mijamy wiele drzew laurowych, oglądamy paprocie, mchy, porosty i wsłuchujemy się w świergot ptaków. Spacer zaprowadza nas do punktu widokowego Balcões.

Następnie kierujemy się dalej na północ wyspy do miejscowości Santana. Po drodze delektujemy się widokiem na położoną poniżej miejscowość Porto da Cruz i panoramę Penha d'Aguia - Orlej Skały wznoszącą się nad wioską Faial. Orla Skała to wysoka, płaska bryła skalna, która wyrasta z morza na wysokość 590 metrów.

Do miejscowości Santana przybywamy natomiast w celu zobaczenia niewielkiego skansenu tradycyjnych dla lokalnej kultury zabudowań mieszkalnych. Skansen okazuje się mniejszy niż się spodziewaliśmy, gdyż składa się raptem z trzech domków. Oglądamy z bliska trójkątne, białe chatki z sięgającymi do ziemi dachami z belek w kształcie litery „A” pokrytymi strzechą. Pomalowane w kontrastujących kolorach budynki ciekawie prezentują się w otoczeniu zielonego, przyozdobionego kwiatami, skromnego podwórka. W środku jednego z domków spotykamy starszą panią sprzedającą wyroby z wikliny, koronki i inne typowe maderskie pamiątki.

Z Santany wyruszamy na wschodni kraniec wyspy czyli przylądek Ponta de São Lourenço (Św. Wawrzyńca) stanowiący rezerwat przyrody. Ten klifowy, niepowtarzalny krajobraz z niebywałymi formami skalnymi to moim zdaniem jeden z ładniejszych punktów widokowych na wyspie.

Z półwyspu kierujemy się na południe i docieramy w okolice Machico - pierwszej stolicy Madery i drugiego najbardziej zaludnionego miasteczka na wyspie. Miejsce to znane jest też z drugiej na Maderze sztucznie przygotowanej, piaszczystej plaży (pierwsza znajduje się w miejscowości Calheta), na którą piasek został specjalnie przywieziony z Maroka.
  • Ogród Botaniczny w Funchal
  • Ogród Botaniczny w Funchal
  • Widok ze szczytu Pico de Arieiro
  • Widok ze szczytu Pico de Arieiro
  • Widok ze szczytu Pico de Arieiro
  • Widok ze szczytu Pico de Arieiro
  • Levada
  • Levada
  • Widok z punktu widokowego Balcões
  • Widok z punktu widokowego Balcões
  • Wschodnia Madera
  • Wschodnia Madera
  • Wschodnia Madera
  • Santana
  • przylądek Ponta de São Lourenço
  • Widok ze szczytu Pico de Arieiro
  • Machico
  • Machico
  • Wschodnia Madera
  • Machico
  • Machico
  • Ogród Botaniczny w Funchal
  • Ogród Botaniczny w Funchal
  • Ogród Botaniczny w Funchal
  • Ogród Botaniczny w Funchal
  • Widok ze szczytu Pico de Arieiro
  • przylądek Ponta de São Lourenço
  • Ribeiro Frio
  • Widok z punktu widokowego Balcões
  • przylądek Ponta de São Lourenço
  • przylądek Ponta de São Lourenço
  • przylądek Ponta de São Lourenço
  • przylądek Ponta de São Lourenço
Zwiedzanie centralnej części wyspy rozpoczynamy od dotarcia do stolicy. W Funchal kupujemy bilety na przejazd kolejką linową do miejscowości Monte położonej 500 metrów wyżej. Z okien kabiny obserwujemy panoramę miasta – port, wąskie uliczki, pomarańczowe dachy zabudowań i okoliczne doliny.

Po kilku minutach docieramy na wzgórze Monte, na którym znajduje się Ogród Tropikalny (Monte Palace Tropical Garden). Ponieważ na górze wita nas ulewa zwiedzanie rozpoczynamy od dwóch muzeów. W jednym oglądamy afrykańskie rzeźby, zaś w drugim wystawę minerałów z różnych części świata. Gdy deszcz odrobinę ustaje wyruszamy na spacer po ogrodach kierując się wzdłuż wysokiego muru, którym otoczony jest ogród. Mur ozdabiają biało-niebieskie azulejos ułożone we wzory, z których można odczytać historię Portugalii i przypatrzeć się dawnym krajobrazom Madery.

Założone w XVIII wieku pałacowe ogrody Monte zachwycają nie tylko bogactwem zebranych z całego świata egzotycznych roślin. José Manuel Rodrigues Berardo - właściciel ogrodu  - zauroczony kulturą Chin i Japonii ozdobił ogród licznymi motywami w stylu orientalnym. Przy wejściu do ogrodu mijamy duży, stary zegar oraz armię pomalowanych na kolorowo chińczyków, znaczy posągów. Co chwila z gęstej zieleni wyłaniają się kolejne niespodzianki - różnej wielkości budowle w stylu japońskim, kamienne i brązowe posągi, latarnie, niewielkie fontanny. Spacerujemy po wąskich, ozdobionych kafelkami chodnikach, przechodzimy przez pomalowane na czerwono, ozdobne mostki. Ważną funkcję dekoracyjną odgrywa również wszechobecna woda w postaci mniejszych i większych wodospadów oraz strumyczków, do których wpuszczone zostały ryby.
Mimo pogody, która tego dnia była wyjątkowo mało życzliwa to właśnie ogród w Monte podobał nam się najbardziej spośród tych, które udało nam się odwiedzić podczas pobytu na wyspie.

W Monte oglądamy również białą fasadę dziewiętnastowiecznego kościoła Nossa Senhora do Monte. Do świątyni z dwoma bliźniaczymi wieżami prowadzą 74 szerokie schody. Ten kościół to szczególne miejsce dla mieszkańców Funchal. Przechowuje się tu bowiem figurkę Madonny z Monte, patronki Madery. W środku znajduje się również grobowiec Karola I Habsburga, ostatniego monarchy Austro-Węgier, który zmarł na Maderze w 1922 r.
U stóp kościoła dostrzegamy niecodzienny widok – na jezdni stoi kilkanaście dużych wiklinowo-drewnianych sań, a obok nich mężczyźni w białych koszulach i słomianych kapeluszach zapraszają do zajęcia miejsc. Takimi dwuosobowymi saniami zwanymi toboganem można zjechać ze wzgórza Monte na sam dół prosto do Funchal. Sanie wyplatane z wikliny na drewnianych płozach nie jadą wydzielonym torem, lecz po wyślizganym asfalcie zwykłymi wąskimi uliczkami. Mężczyźni popychają sanie lub hamują butami wyposażonymi w specjalne podeszwy. Ten nietypowy środek transportu to bynajmniej nie jest wymysł mający uatrakcyjnić pobyt turystom, ale dawny tradycyjny środek lokomocji stosowany w Funchal przez kupców, którzy w ten sposób mogli szybko dostać się do portu, gdy przypływały do niego statki z towarem.

Spod kościoła kierujemy się pieszo w dół wzgórza i docieramy do małego, sympatycznego rynku w Monte. W jesiennej scenerii jego stare zabudowania wyglądają niezwykle ładnie i tajemniczo. Z tego miejsca wyruszamy dalej w głąb wyspy w celu odwiedzenia ustronnej wioski zwanej Doliną Zakonnic (Curral das Freiras). Z punktu widokowego Eira do Serrado znajdującego się na wysokości 1095 metrów rozciąga się widok na położoną w dolinie wioskę i otaczającą ją góry.
Pierwotna nazwa doliny to Curral da Serra (górska zagroda). Na przełomie XV i XVI w. Madera była częstym celem wypraw francuskich piratów. Zakonnice z klasztoru Santa Clara w Funchal uciekające przed piratami znalazły schronienie właśnie na dnie głębokiej doliny Curral da Serra, która zapewniła im idealne schronienie - zwłaszcza, że jest to jedno z niewielu miejsc na wyspie, którego nie można zobaczyć od morza. Od tamtej pory miejsce jest znane pod nazwą „Curral das Freiras“ - „Dolina zakonnic“.

Życie mieszkańców doliny opiera się na rolnictwie oraz gastronomii. Miejsce słynie z produktów wytwarzanych z miejscowych jadalnych kasztanów - przede wszystkim likierów, ale również wypieków i zup. Podcząwszy od 1980 roku  obchodzi się tutaj 1 listopada festiwal kasztanów ("Festa da Castanha").

Wszystkich tych specjałów można skosztować w miejscowych lokalach, co niezwłocznie i my czynimy. Na głównym skwerze miasteczka Curral das Freiras zostajemy zaproszeni do niewielkiego sklepu na degustację lokalnych specjalności, a są nimi likier kasztanowy (castanha) oraz wypieki z kasztanów. Próbujemy również likierów o smaku cytryny, aloesu oraz marakui, z których ten ostatni smakował mi najbardziej.

Po rozgrzewającej degustacji kierujemy się do niewielkiej rybackiej wioski Camara do Lobos – około 7 kilometrów od centrum Funchal. W tej miejscowości mieszkał odkrywca Madery. Kapitan Zarco nazwał ją prawdopodobnie Camara de Lobos (focza kryjówka), od wielkich stad tych zwierząt, które przed ludźmi chroniły się tutaj pod skalnymi urwiskami. Najsłynniejszym gościem i wielbicielem Camary de Lobos był Winston Churchill (brytyjski polityk, mówca, strateg, pisarz i historyk, laureat literackiej Nagrody Nobla), który przebywał tu w połowie XX wieku. Oczarowany miejscowym krajobrazem i znakomitym winem, uwiecznił miasto i jego okolice na wielu swoich obrazach, czym zyskał serce obywateli. Malarska twórczość brytyjskiego premiera ukazuje wioskę w formie, jaka już niestety przeminęła, bardziej kameralnej, o specyficznym rybackim klimacie.

Wioska jest głównym ośrodkiem rybołówstwa czarnych, głębinowych ryb espada - tradycyjnego przysmaku na Maderze. Słynie też z produkcji produkcji wina, gdyż znajduje się tutaj większość winnic oraz trunku o nazwie poncha, powstałego na bazie rumu z trzciny cukrowej, miodu i soku z cytryny. Poncha jest mocna, słodka i smaczna, a co ciekawe znana jest jako „lek na wszelkie dolegliwości”. Spragnieni degustacji mają więc w Camara do Lobos możliwość odwiedzenia kolejnej winiarni. W pomieszczeniu wypełnionymi drewnianymi beczkami czekają na gości trzy beczki z kranikami, z których odwiedzający do niewielkich kieliszków mogą nalać sobie wybranego rodzaju madery.

Podobno największymi problemami na wyspie są bezrobocie oraz używki takie jak papierosy i alkohol. Trudno się dziwić, bo wielu miejsc pracy tutaj nie ma, a liczne degustacje i łatwy dostęp do wyśmienitych trunków z pewnością mają niemały wpływ na taki stan rzeczy.
  • Panorama Funchal
  • Panorama Funchal
  • Panorama Funchal
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Rynek w Monte
  • Rynek w Monte
  • Dolina Zakonnic
  • Dolina Zakonnic
  • Dolina Zakonnic
  • Dolina Zakonnic
  • Nieopodal Doliny Zakonnic
  • Nieopodal Doliny Zakonnic
  • Winiarnia nieopodal Doliny Zakonnic
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Ogród w Monte
  • Monte
  • Kościół w Monte
  • Monte
  • Monte
  • Monte
Ostatnie dni pobytu spędzamy na spacerach, wędrówkach, trekkingu i delektowaniu się roślinnością oraz krajobrazami.

Odwiedzamy trzeci popularny ogród Madery -  Quinta do Palheiro Ferreiro. W tym celu docieramy do centrum Funchal, aby tam przesiąść się w odpowiedni autobus. Zaskakujący jest porządek panujący na przystankach - nikomu się nie spieszy, żadnych oznak niecierpliwości, kolejne osoby spokojnie zajmują kolejne miejsca w kolejce biegnącej wzdłuż krawężnika. Być może wpływ na to ma zgoła odmienny sposób podróżowania komunikacją miejską niż to ma miejsce chociażby w Polsce. Autobusy jeżdżą tutaj raczej rzadko (choć zależy od linii), a przystanki zwłaszcza poza stolicą to często tylko tabliczka przymocowana do słupa przy drodze, przy której rzadko można znaleźć skrawek chodnika. Do autobusu nie wpychamy się kto pierwszy ten lepszy, ale wchodzimy po kolei tylko jednym wejściem obok kierowcy, gdyż każda osoba po przekroczeniu progu autobusu zobowiązana jest zbliżyć swój bilet do automatycznego kontrolera. Elegancko ubrani w garnitury kierowcy mkną przez kolejne zaułki, a jeśli nadarzy się okazja do rozmowy z kolegą albo z pasażerem to chętnie z tego korzystają.

Trzeba przyznać, że punktualność w pojawianiu się na przystankach autobusowych to podstawa jeśli chce się w ten sposób zwiedzać wyspę. Alternatywnych połączeń tutaj nie ma, więc długość naszej wycieczki jest ograniczona godzinami znajdującymi się na rozkładzie (który w dodatku jest mało intuicyjny). Po dotarciu na miejsce od razu weryfikujemy na przystanku godzinę powrotu i rozpoczynamy spacer po ogrodzie.

Miejsce to jest często określane Blandy’s Garden, gdyż od 1885 roku jest w posiadaniu rodziny o tym nazwisku. Ogród może się poszczycić wieloma wspaniałymi roślinami egzotycznymi, ogólnie całość prezentuje się ciekawie. Rozmaitych kwiatów jest tutaj zdecydowanie więcej niż w poprzednich dwóch odwiedzonych przez nas ogrodach, więc jest to miejsce idealne dla miłośników roślin. Oczywiście ogród ten podobnie jak inne podobne miejsca na Maderze najlepiej odwiedzać późną wiosną, gdy wszystko kwitnie i pachnie w całej okazałości. Najbardziej oryginalną częścią ogrodu wydał mi się Ogród Dam z krzewami poprzycinanymi w fantazyjne kształty (na przykład pawice wysiadujące jaja lub też jaja w kieliszkach). Spacer kończymy wędrówką ścieżką o nazwie Camellia Avenue, która prowadzi do punktu widokowego, z którego widać położone poniżej Funchal.
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • C50d 200Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Pb030045Quinta do Palheiro Ferreiro
  • Quinta do Palheiro Ferreiro
Nasz cel zdobycia na Pico Ruivo - położonego na wysokości 1862 m najwyższego szczytu Madery i trzeciej najwyższej góry Portugalii wyznaczamy sobie na jeden z ostatnich dni pobytu na wyspie. Już na samym wstępie wybór ten wydaje się być jednak nie najszczęśliwszy. Kierowca vana transportującego nas z Caniço de Baixo ku centrum wyspy nie kryje obaw związanych z pogodą, która średnio dzisiaj dopisuje. Na koniec wyraża swój podziw dla osób, które tego dnia zdecydowały się na uczestnictwo w trekkingu, po czym życzy wszystkim powodzenia i odjeżdża. Trochę to kiepsko rokuje.

Uzbrajamy się w grubsze ubranie i niezbędne akcesoria. Na grzbiety zarzucamy kurtki przeciwdeszczowe, a w plecaki wkładamy latarki i ruszamy. Szlakiem prowadzącym przez trzy najwyższe szczyty Madery idziemy zdobyć najwyższy z nich. Nasza trasa o nazwie „Tres Picos” prowadzi przez trzy góry Madery - Pico do Arieiro, Pico das Torres (drugi najwyższy szczyt na Maderze położony jest mi wysokości 1851 metrów) i Pico Ruivo.
Kierowca miał rację. Warunki panujące na szlaku trochę nas zniechęcają. Słońce tego dnia wyraźnie nie ma ochoty towarzyszyć nam w podróży, czego nie można niestety powiedzieć o wietrze, który zwłaszcza na otwartych przestrzeniach jest bardzo dokuczliwy. Góry zakryte są unoszącymi się nisko chmurami, więc powoli żegnamy się z nadzieją zobaczenia czegokolwiek ze szczytu Pico Ruivo. Po drodze widoki również są raczej monotonne, gdyż cały czas otaczają nas chmury, a pod nami nie widać nic poza bielą. Można by rzec, że przez całą drogę bujaliśmy w obłokach. Ruch na szlaku jest znikomy. Mijamy  tylko jedną grupę miłośników górskich wędrówek, którzy tempo marszu i uśmiech na twarzy wskazuje, że muszą być bardziej przyzwyczajeni do takich niesprzyjających warunków pogodowych.
Pokonujemy kolejne wzniesienia i ścieżki, jak również kilka tuneli. Dobrze, że mamy latarki, bo w środku jest ciemno, bardzo mokro, a ściany są wąskie i chropowate. Szlak prowadzi niekiedy bardzo wąskimi ścieżkami wzdłuż których poprowadzone są linki sprawiające, że przepaść znajdująca się poniżej wydaje się odrobinę mniej groźna. Sama trasa nie jest specjalnie trudna, większość pokonuje się ścieżkami wyłożonymi kawałkami bazaltu, czasami zdarzają się ostrzejsze podejścia. Zdecydowanie największym utrudnieniem jest tego dnia pogoda.
Po kilku godzinach takiej wędrówki docieramy do zlokalizowanego pod szczytem schroniska, a następnie pokonujemy ostatni odcinek trasy, aby wejść na sam wierzchołek najwyższego wzniesienia. Zmęczenie spacerem przy mało sprzyjającej pogodzie robi swoje, więc wejście na sam szczyt po zboczu wyłożonym kamiennymi schodami jest trudniejsze niż mogło by się zdawać.
Sam szczyt to 3 platformy, na największej centralnej znajduje się kamienny monument, przy którym odpoczywamy i robimy pamiątkowe zdjęcia. Na szczycie wieje silny wiatr, kropi deszcz, a widoczność jest mocno ograniczona. Ale jest przynajmniej satysfakcja z wejścia na szczyt.

Po zejściu ze szczytu z powrotem udajemy się do schroniska, aby się nieco ogrzać. W środku spotykamy kilkanaście ogrzewających się osób i jednego bardzo towarzyskiego kota. Miejsca wolnego brak, więc kupujemy tylko pamiątkową pocztówkę z Pico Ruivo i prosimy o pieczątkę na dowód znalezienia się na dachu Madery.
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • Na szczycie Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • Pb060047W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • W drodze na szczyt Pico Ruivo
  • Na szczycie Pico Ruivo
Na wyspie składającej się niemal wyłącznie ze wzgórz każdy dom stoi na jakimś stoku. Na wzniesieniach mieszkańcy utworzyli więc tarasy, aby móc uprawiać trzcinę cukrową, bananowce, kwiaty, zboże i hodować bydło. Aby doprowadzić do swoich upraw wodę górzysty teren Madery utkany został złożoną siecią kanałów nawadniających – levad. Dzięki nim w każdy zakątek wyspy dostarczana jest woda z gór. Levady powstały w czasach pierwszych portugalskich kolonizatorów. Ich budowę rozpoczęli w XV wieku sprowadzeni z Afryki niewolnicy, którzy ręcznie wykuwali kanały w bazalcie. System levad zbierających wodę ze źródeł wysoko w górach liczy dziś 2500 km. Do dziś nie straciły podstawowego znaczenia. Wzdłuż kanałów zbudowano chodniczki służące ich utrzymaniu, które umożliwiają pracę opiekunom levad, którzy dbają o przepustowość strug i naprawianie szkód. Dzisiaj dróżki te służą również turystom. Wzdłuż kanałów powstało wiele szlaków o zróżnicowanej trudności. Na sam koniec pobytu wybieramy się na wycieczkę jedną z takich tras.

Wędrówka prowadzi wzdłuż wąskich kanalików które wiją się wśród wzgórz porośniętych soczystą zielenią. Idziemy uważnie gęsiego i wsłuchujemy się w szum źródlanej wody, która spokojnie płynie w kanałach. Nie jest stromo, bo levady mają stałe nachylenie, ale wędrówka i tak dostarcza niezapomnianych wrażeń. Spacer po wąskich ścieżkach wymaga ostrożności. Przy bardziej wąskich odcinkach momentami serce zaczyna mocniej bić. Co pewien czas mijamy małe wodospady i jeziorka.
Po drodze można spotkać różne znane zioła na przykład miętę lub oregano, ale najwięcej rośnie tu wawrzynu. Levadas prowadzą przez całe zagajniki Laurissilva - drzew laurowych, które wpisano w 1999 r. wpisano je na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Odgrywają ważną rolę w gospodarce, gdyż dzięki bezustannej kondensacji pary wodnej stanowią jedno ze źródeł słodkiej wody na wyspie.
W miejscu lasów laurowych został utworzony w 1982 r. Park Naturalny Madery, który obejmuje aż dwie trzecie wyspy.
Dawniej takie zielone, gęste, podzwrotnikowe lasy pokrywały całą wyspę. Dlatego żeglarze, którzy po raz pierwszy zobaczyli Maderę nazwali ją Ilha da Madeira czyli Wyspa Drewna.
  • Wędrówka wzdłuż levad
  • Wędrówka wzdłuż levad
  • Wędrówka wzdłuż levad
  • Wędrówka wzdłuż levad
  • Wędrówka wzdłuż levad
  • Wędrówka wzdłuż levad
Madera to wyspa wiecznej wiosny i rajski ogród wypełniony mnóstwem kwiatów, który fascynuje unikalną roślinnością i ciepłym, łagodnym klimatem.
Ten wspaniały skrawek lądu zagubiony wśród oceanu u północnych wybrzeży Afryki potrafi być także niebezpieczny, o czym w 2010 roku wielu jej mieszkańców mogło się niestety przekonać, gdy wyspa została nawiedzona przez powodzie i lawiny błotne. Jej skaliste czarne wybrzeże i atlantyckie fale, które z grzmotem rozbijają się o przybrzeżne skały nie zachęcają do kąpieli w oceanie. Natomiast osobom, które szukają obcowania z naturą w czasie górskich eskapad, Madera chętnie odsłania swoje piękno.

Widoki zapierają dech w piersiach. Szczyty gór owiane mgłą i porośnięte gęstym lasem, oplecione wstążkami niezmiernie wąskich dróg, surowe, skaliste klify gwałtownie opadające do oceanu, usytuowane na stromych zboczach tarasowe pola uprawne. To niesamowite, że na tak stosunkowo niewielkiej wyspie znajduje się tyle zapierających dech w piersiach krajobrazów. Nie sposób zaznać jej niepowtarzalnego, tajemniczego klimatu w ciągu jednego czy też kilku dni. Maderą najlepiej delektować się powoli. Nie tylko widoki, ale również lokalne specjały kulinarne potrafią przyprawić o prawdziwy zawrót głowy.

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. fata (24.12.2014 14:05) 0 + -
    Pięknie tam być dzięki Twej relacji z podróży.
    Ale uwaga: z klifami, najwyższymi w Europie jest dość trudna sprawa, bo kilka krajów rości sobie pretensje do posiadania najwyższego. Przy czym pojęcie klif raz odnosi się do ciągu ściany w całości stromizny (czyli wysokość ściany opadającej do morza) a raz do wysokości od tafli wody aż do wierzchołka najbliższego szczytu z którego ściana opada. W drugim przypadku dochodzi najczęściej do "naciągania" całości wysokości i stąd takie różne dane.

    Notabene, mało kto wie, że Brytyjczycy mają też najwyższe klify w Europie.
    Tyle że to nie tak popularne miejsce jak Lofoty czy Madera lecz zapomniane przez ludzi i Boga miejsce na północnym Atlantyku a dokładniej unikalna i dzika grupa wysp zwana St. Kilda, gdzie klif dochodzi do wysokości 580m. Ale i tam nie jest jednoznaczne ile ma sam klif a ile całość.
    Pozdrawiam
  2. aagawka
    aagawka (08.11.2012 10:22) +1 + -
    Przeglądając Twoje zdjęcia wróciły wspomnienia z Madery (czerwiec br). Pięknie! Pozdrawiam
  3. neiven
    neiven (14.11.2011 11:42) +1 + -
    A ja jak już wspominałam chciałabym kiedyś zobaczyć Kauai ;)
  4. lmichorowski
    lmichorowski (13.11.2011 17:01) +1 + -
    Piękne miejsce. Widoki przypominają często hawajską wyspę Kauai. Chciałbym kiedyś zobaczyć Maderę na własne oczy. Pozdrawiam.
  5. neiven
    neiven (28.03.2011 10:51) 0 + -
    * Mam nadzieję, że dzięki temu zachowa ona jak najdłużej swoją naturalność... :)
  6. neiven
    neiven (28.03.2011 10:50) 0 + -
    @milanello80 - Madera faktycznie ostatnio jest wyjątkowo na topie, ale na szczęście nie wszystkim odpowiada taka wyspa praktycznie pozbawiona typowych plaż. Mam nadzieję, że dzięki temu zachowa jak najdłużej zachowa ona swoją naturalność...
  7. milanello80
    milanello80 (27.03.2011 16:37) +1 + -
    Coś ostatnio Madera na topie. Bynajmniej przy tym nie nudzi. Podobnie jak Twoja relacja. Widoki na dzikie klify przepiękne. Może to i dobrze, że Madera nie posiada pięknych plaż, dzięki temu dłużej zachowa swój urok. Tłumy wiecznie pijanych Angoli dalej będą preferować swoje Majorki i Ibizy, mając w nieświadomości dzikie oblicze Madery
  8. wojtass83
    wojtass83 (27.03.2011 11:33) +1 + -
    Kolejna moja wizyta na Maderze ale warto było widoki ze szczytów zapierają dech w piersiach są rewelacyjne.
    Zwiedziliście bardzo dużo fajnych miejsc na wyspie pozazdrościć takiej wspaniałej wyprawy.Pozdrawiam
  9. czerwony_arbuz
    czerwony_arbuz (23.03.2011 23:15) +2 + -
    Zdjęcia, jak zwykle piękne! Plus za pokazanie nowych zakątków Madery, jak również tych, które były już prezentowane na Kolumberze, ale w trochę inny sposób.
  10. neiven
    neiven (23.03.2011 22:13) +2 + -
    Dzięki Dziewczyny (Agnieszko i Aniu)! :)
    Madera jest naprawdę niesamowicie fotogeniczna i jest wiele miejsc, gdzie można zrobić niebywałe zdjęcia.
  11. asta_77
    asta_77 (23.03.2011 22:06) +1 + -
    Jak wróciłam z pracy, zaraz tu dotarłam, ale faktycznie słabo strona chodziła ;(
    Wieczorkiem już coraz lepiej i na raty udało mi sie wszystko obejrzeć - piękne zdjęcia - nie zawiodłam się ;) Pozdrawiam i czekam na kolejne
  12. neiven
    neiven (23.03.2011 21:57) +1 + -
    @czarmir1 - Dzięki! W takim razie czekam na Twoją relację :)
    @s.wawelski - Smoku, Nie przesadzaj ;P Ale dziękuję i tak... ;)
    @marinik - Ja również! :)
    @asta_77 - Mam Aniu podobny problem z czytaniem relacji w pracy - zwłaszcza takich jak Twoje, gdzie jest zawsze dużo do oglądania i czytania :) Niestety trzeba jakoś zarabiać jeśli chce się mieć za co podróżować...
    @city_hopper - To prawda, niestety kolumber dzisiaj strajkuje...
  13. city_hopper
    city_hopper (23.03.2011 20:00) +2 + -
    Niestety, program działa dziś tak, że nie byłem w stanie otworzyć ani jednej fotki ... : :-( Pzdr
  14. asta_77
    asta_77 (23.03.2011 14:18) +2 + -
    Mając w pamięci Twoje piekne zdjęcia z poprzednich podróży, wyczekiwałam, kiedy znowu cos umieścisz - no i wreszcie jest - juz widzę, że się nie zawiodę - zabralabym się od razu do oglądania i czytania, ale w pracy jestem - nie wypada - wrocę wieczorkiem ;) Pozdrawiam
  15. marinik
    marinik (23.03.2011 10:10) +2 + -
    Swietna relacje, mnostwo cennych informacji, piekne fotki - dziekuje :))))))
  16. s.wawelski
    s.wawelski (23.03.2011 5:08) +3 + -
    Chyba wiecej jest w Twojej podrozy szczegółów niż w LP :-)
  17. czarmir1
    czarmir1 (22.03.2011 23:35) +3 + -
    Wyczerpujące opisy i bardzo ładne zdjęcia sprawiły, że byłem przed chwilą na pięknej wycieczce.
    Madera jest już na mojej liście najbliższych podróży, a Twoja relacja potwierdza, że to jest bardzo dobry wybór.
    Pozdrawiam :-)
  18. czarmir1
    czarmir1 (22.03.2011 22:00) +1 + -
    Już mi się podoba - "M jak Madera".
    Tyle dobroci do czytania i oglądania, ale wrócę tu za małą chwilkę :-)
neiven

neiven

Marta
Punkty: 33325