Ładuję...

kolumber.pl


San Cristobal 2010-01-20

 Wstaliśmy o świcie by podziwiać oświetloną promieniami słońca wyspę skałę - Kickers Rock. Opłynęliśmy ją kilka razy pstrykając różne ujęcia. Filtr polaryzacyjny podkreślił wygląd dodając niebu głębi błękitu i niwelując część refleksów światła od powierzchni morza. Wspaniały widok. Gnieżdżą się tutaj ptaki morskie, m.in. fregaty i albatrosy.

Następnie, po śniadaniu podpłynęliśmy do wysepki Lobos.

 To kolejne królestwo lwów morskich, iguan i fregat. Znów przechodzi się blisko nich niemal ocierając się. Wyglądają tak przyjaźnie. Przewodnik uprzedza, że młode mają zęby jak igiełki i baaardzo boli. Lepiej nie zaczepiać. Na drzewku siedzi kilka fregat. Robię zdjęcia prawie dotykając obiektywem dzioba...

San Cristobal

 Na wyspie mieszka około 6500 mieszkańców. Jest duży port. Tutaj nasza załoga ma port macierzysty. Na pokład trafiają świeże zapasy, m.in. kolejna ogromna kiść bananów do jedzenia. Świetny pomysł, kto ma ochotę odłamuje sobie po owocu, a wszystkie w międzyczasie jeszcze dojrzewają.

 Płyniemy na ląd, aby odwiedzić Centro de Interpretacion, czyli stałą wystawę o Galapagos. Możemy poznać historię tworzenia się lądów na Ziemi, co to są płyty kontynentalne oraz dowiedzieć się czegoś o zjawisku wulkanów. Stąd bierze się geneza powstania wysp. Z wydobywającej się magmy tworzyły się podwodne góry, aż ich szczyty wyrosły ponad powierzchnię oceanu i dały miejsce do istnienia życiu. Jak ono przywędrowało na wyspy też istnieje kilka teorii. Galapagos opływają trzy prądy morskie. Jest możliwe, że niektóre zwierzęta mogły w ten sposób tu trafić z kontynentu. Dotarcie do archipelagu przy dryfowaniu z prądem zajmuje od 10 do 14 dni. Tak dotarli odkrywcy wysp, wyprawa misyjna do państw Ameryki Południowej zorganizowana przez biskupa Panamy. Statek napotkał strefę bez wiatrów i mógł tylko dryfować w oczekiwaniu na jakiś powiew.

 Po obejrzeniu ekspozycji z Chrisem wspięliśmy się jedną ze ścieżek na dwa punkty widokowe skąd rozciągał się wspaniały widok na zatokę po drugiej stronie San Cristobal i można było obserwować fregaty.

 Po południu było ostatnie snoorkowanie przy brzegu wysepki oglądanej wcześnie rano. I muszę przyznać, że było to bardzo owocne pływanie. Nakręciłem aparacikiem żółwia, który pożywiał się wodorostami, a potem na chwilę wypłynął zaczerpnąć powietrza. Znów miałem bliskie spotkanie z sea lionem, a potem nakręciłem jak inny wspaniale pływa. Potem była wielka ławica dużych ryb i kolejny sting ray. Wspaniałe podsumowanie wodnej części wyprawy.