Ładuję...

kolumber.pl


Z Quito na północ - Otavalo 2010-01-27

 Ekwador zamieszkuje kilka większych plemion indiańskich. Miasto Quito założyły dwa z nich: Quitus i Cara. Na chwilę przyszli Inkowie, ale po ponad trzydziestu latach zostali pokonani przez hiszpańskich konkwistadorów. Inkowie nie zdołali wybudować okazałych budowli. W wielu miejscach prowadzi się wykopaliska archeologiczne i bada historię. W drodze do Otavalo na chwile zatrzymaliśmy się na wzgórzu, z którego widać było rozległą dolinę i pobliskie wzgórza - wulkany. Dwa z nich tworzą taką szczerbinkę, która dla ówczesnych obserwatorów stanowiła punkt charakterystyczny dla pomiarów astronomicznych. To już wtedy, wieki przed ekspedycja francuska, wyznaczono Równik, linię na kuli ziemskiej, na której cień w południe dla określonych dni w roku znika. Miejsce nosi nazwę... i są tam przedinkaskie piramidy, dowód na to, że inne rozwinięte cywilizacje istniały na tym terenie.

 Kolejne miejsce na trasie wycieczki to punkt przekroczenia Równika. Nie to najbardziej znane w pobliżu Quito, które odwiedziliśmy przejazdem dwa dni później. Ale także tutaj jest ślad wspomnianej francuskiej wyprawy badawczej, która w 17... roku wyznaczyła równoleżnik zerowy. Kilkaset metrów dalej jest miejsce, które wyznaczyli Indianie obserwując położenie Słońca względem szczerbiny na horyzoncie. I co byście powiedzieli? Który z pomiarów jest dokładniejszy? Mam dowód - zrobiłem zdjęcia ekranu mojego GPSa w obu.

 Przejeżdżając przez wioski i miasteczka zwracamy uwagę na ubiór ludzi, zwłaszcza kobiet. Jedne noszą meloniki, grube kolorowe spódnice i białe bluzki z haftami nawiązującymi kolorem do spódnicy. Małe dzieci noszą z przodu. To Cayambi.

 Drugie mają dwie spódnice. Jedną jakby halkę, jasną, pod spodem, którą widać przez długie rozcięcie w zewnętrznej grubej. I niespotykane nakrycie głowy - dwie ułożone chusty, tworzące płaski naleśnik... Mamy noszą dzieci z tyłu, za sobą, na plecach. To Otavalo.

 Indianie Otavalo są niesamowici. Z opowieści Waltera wiemy, że potrafią przygotować dużo wyrobów rękodzieła, spakować się większą grupa (rodzinnie) i wyjechać razem do innego kraju, aby wszystko sprzedać, zwiedzić i powrócić do ojczyzny. Co ciekawe, są traktowani przez rządy wielu krajów w sposób wyjątkowy i łatwo dostają wizy. Nieznana jest sympatia Otavalo z Japonią. Bardzo lubią tam jeździć i również (pomimo dużej odrębności i zachowania własnej tożsamości kulturowej) wyjątkowo dużo istnieje mieszanych małżeństw i tam i w Ekwadorze. Japonki przyjeżdżają tu, aby wyjść za mąż i zostać, uczyć się hiszpańskiego.

 Rynek i targ w Otavalo słynie z mnogości wyrobów. Spędziliśmy na nim godzinę robiąc zakupy pamiątek dla rodziny. Bez problemu wszyscy Indianie mówią po hiszpańsku, a negocjacje cen to przyjemność w porównaniu z moim doświadczeniem z Egiptu i Tunezji.

 Mieliśmy jechać obejrzeć rzeźby w San Antonio de Ibarra, ale wybraliśmy odwiedziny indiańskiej rodziny grającej i produkującej instrumenty muzyczne występujące w Peru, Ekwadorze, Kolumbii i Boliwii. Jeden z członków rodziny przy nas wziął do ręki osiem rurek bambusowych i jeden gotowy, nastrojony instrument. Potem odpowiednio skracając kolejne i dmuchając w nie stroił dźwięki nowej fletni Pana. Nie minęło 10 minut jak nowy instrument był gotowy i został od razu przetestowany na kawałku utworu typu El Condor... Zespół nazywa się Ñanda Mañachi i daje koncerty po całym świecie. Tak, z tej maleńkiej wioski. Chris nabył ich płytę folkową i zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z filigranową Indianką Otavalo.

 Potem, na pół godziny wpadliśmy rozejrzeć się po miasteczku Cotocachi, które słynie z wyrobów skórzanych. Nie jedna pani zakupiłaby piękną torebkę i do tego w komplecie pasek, rękawiczki, buty, płaszcz... a może i bieliznę...

 Tuż przed powrotem Walter zawiózł nas do rezerwatu nad jeziorem Cuicocha. Jezioro jest pięknie położone w kraterze wulkanu, któremu wyrosły jeszcze trzy stożki jak trzy wyspy. Woda jest wynikiem zjawisk glacjalnych, czyli z lodowca. Jest głębokie, tam gdzie się udało zmierzyć ma około 180 metrów i nie ma ryb, ponieważ wulkan pod wodą "puszcza bąble". Cudny krajobraz uwieczniliśmy na kilkudziesięciu różnych ujęciach