Ładuję...

kolumber.pl


Pożegnanie z dżunglą... 2010-01-25

 Zgodnie z ustaleniami Mariano o 4.30 puka do drzwi domków budząc turystów na śniadanie. Szybkie mycie. Zostawiamy część bagażu na werandzie, która popłynie innym czółnem, a my idziemy jeść. Sandy podarowuje Chrisowi książkę Jamesa Patersona - „The Quickie”. Sama ją skończyła, a przed nią jej mąż. To ciekawa para. Podróżują po świecie razem (byli nawet w Polsce, w Krakowie i Warszawie) tylko z bagażem podręcznym. Teksańczyk wymusił na żonie oszczędne pakowanie :) Podziwiamy jak potrafią jechać na dwa, trzy tygodnie z małymi walizeczkami i plecakami mając wszystkie rzeczy zawsze przy sobie. Przynajmniej nigdzie bagaż nie zaginie na lotnisku.

Po posiłku udajemy się na przystań. Żegna nas szef Felix. !Bien viaje!

 Jeszcze wśród ciemności płyniemy w dół strumienia. Po ulewie poziom wody jest wyższy i łatwiej nawigować.

 Potem łódź motorowa, ponad dwie godziny po Napo do Coca, lotnisko i wracamy do Quito. Czy ja już pisałem, że najładniesze stewardesy mają linie VIP?

 

 Zaraz po przyjeździe do hotelu w Quito widzimy się z panią Haliną. Mamy umówioną wycieczkę po stolicy, aby poznać ją trochę bliżej. Szybki prysznic, zmieniamy ubranie i wsiadamy do wynajętego busika. Na najbliższym skrzyżowaniu mamy kraksę z mknącą jak szalona karetką pogotowania. Źle się zaczyna. Jest policja. Pomimo tego, że karetka jechała na sygnale to jednak zachodzą okoliczności uchylające wineę naszego kierowcy. Ale policja zatrzymuje mu prawo jazdy i musi pojechać na komisariat do złożenia zeznań. My przesiadamy się do taksówki.

 Pierwsze miejsce to wzgórze Panecillo. Pomnik Matki Bożej Skrzydlatej wybudowany około dwadzieścia lat temu widać z daleka. Patronka miasta czuwa nad nim. Zjeżdżamy w dół do miasta aby rozpocząć spacer po starej części kolonialnej. Wysłuchujemy z zainteresowaniem historii o założeniu miasta, podbojach hiszpańskich, pierwszych kościołach w czterech rogach rynku. Oglądamy je wewnątrz. Duże wrażenie robi La Compania – kościół Jezuitów. Spłonęło jego wnętrze na skutek zwarcia instalacji. Zniszczone zostały wspaniałe złocenia. Teraz jest już prawie zakończona renowacja. Świeżo złocone sklepienia, ołtarze lśnią przepychem. Ciekawostka: wszystkie kościoły mają zamiast kamiennych posadzek parkiety. Przyjemnie stąpa się po drewnie.

 Kolejne kościoły. Docieramy na Plaza Grande, albo inaczej Plaza de Independencia. Dużo ludzi odpoczywa na ławeczkach. Oglądamy fragment Pałacu Prezydenckiego przechodząc przez pilnujących wartowników. Następnie ogladamy Pałac Arcybiskupi, którego dużą część dzierżawi od Kościoła państwo i urząd miasta. Wspaniale zagospodarowano pomieszczenia i placyki w budynkach. Ciekawa anegdota dotyczy jednego niedoszłego duchownego, który wykradał się z seminarium żeby używać nocnego życia w mieście – Hasta la vuelve, Señor... Teraz to nazwa luksusowej restauracji.

 Pełni wrażeń wracamy do hotelu. Miasto już nam się podoba. Wiemy więcej o jego historii. Będziemy mieli okazję poznać okolicę dzielnicy Mariscal, gdzie jest hotel Cayman. Od jutra zaczynamy nasze wycieczki po okolicach Quito.

 Myślimy tylko o jedzeniu. Po dniu pełnym wrażeń w końcu żołądek wziął górę nad mózgiem. Już dwie przecznice dalej wchodzimy do restauracji. Tej samej gdzie już jedliśmy wcześniej empanadas i ceviche.