Ładuję...

kolumber.pl


Drzewo 2010-01-23

 Pierwszy dzień wycieczek w las. Pobudka o 5.30.

Spałem jak zabity. Nawet nie wyobrażacie jak słychać puszczę. Cykady, świerszcze, żaby, nocne ptaki. Wszystko tuż za siatką okna, bo w domku nie ma szyb. Cały rok panują podobne, bardzo ciepłe warunki i nie ma potrzeby izolować się. Ma się wrażenie jakby spało się w namiocie. Słyszałem już anegdotę o naszych Rodakach, którzy przyjechawszy do takiej wioski byli wściekli, że nie ma szyb w oknach... Podobno nawet w najbiedniejszym miasteczku na końcu świata są w domach szyby... No cóż...

O 6.00 śniadanie (skąd oni wzięli takie wspaniałe sery?).

Płyniemy na drugą stronę jeziora, dalej 30 minut marszu. Idzie nas szóstka: dwie Amerykanki: Katherine - przyjechała sama, Sandy - mąż Pitt został w domku, nie lubi aż tak przyrody, Chris, Mariano - przewodnik Añangu, mówi po hiszpańsku i kichwa, troszkę po angielsku, Miguel - przyrodnik i ja. W gumiakach. Na szczęście znalazły się właściwe rozmiary. Jak coś gryzie to do kolana. Gumowy but zatem stanowi dobrą ochronę. Mariano rzuca garść uwag. Uważać na śliskie korzenie, nie dotykać celowo niczego po drodze (na gałązkach mogą czaić się różne świnstwa), nasmarować się repelentem od moskitów. Mamy 30 minut marszu. Idziemy sprawnie, żeby dojść jak najszybciej i rozpocząć obserwację budzącego się życia.

 Jeśli ktoś oglądał ostatni film James'a Camerona "Avatar" to zrozumie co teraz napiszę. Platforma widokowa, do której przyszliśmy jest zawieszona na drzewie. Na DRZEWIE! 40 metrów nad ziemią zbudowano taras, do którego wspinamy się po schodach stalowej konstrukcji. Ta klatka schodowa stoi obok DRZEWA. DRZEWO według szacunków może mieć nawet 400 lat. To jeden z amazońskich gigantów. Trudno określić wiek drzew tak jak np. w Europie. Po ścięciu normalnie pień ma słoje związane z przyrostem rocznym. W Amazonii warunki wzrostu są przez cały rok... zatem drzewa mogą wcale nie mieć słojów i cała metoda określania wieku zawodzi.

 Wspieliśmy się z Chrisem pierwsi. Przecierałem drogę rwąc swieże pajęczyny. Z góry wspaniały widok. Wspaniały! Roslinność rośnie piętrami jak nas uczono na lekcjach przyrody. Grubość tej zielonej warstwy ma w przypadku dziwiczej dżungli około 40 metrów. Drzewa mogą być chudsze, grubsze, ale rzadko mają większą wysokość maksymalną. Bogactwo odcieni zieleni, żółci, brązów, rożnorodność kształtów liści. Obłęd.

 Weszli na górę wszyscy. Rozstawiamy statywy i szykujemy sprzęt. Miguel przyniósł wielką lunetę, też na statywie. Wraz z Mariano wyszukują ciekawe obiekty, blokując pozycję okularu. No i jest dużo obiektów: sępik, tukany, papugi, małpy. Niestety daleko. Zrobiłem tukana, ale nie wiem jak wyjdzie w powiększeniu. Mariano przyniósł kanapki, wodę, owoce, nawet ekwadorskie cukierki owocowe. Ciekawe, małe owoce mango po usunięciu końcówki, którą owoc był przytwierdzony do gałązki po prostu się wydusza i pije sok. Miąższ jest do wyrzucenia.

 Na platformie spędziliśmy około dwóch godzin. Większy upał to mniejsza aktywność zwierząt. Wracamy dłuższą trasą. Teraz Mariano ma czas, aby opowiedzieć nam o ciekawostkach z lasu. To jego teren. Dla ludzi puszczy las jest jak ogromny sklep. Są w nim leki, pożywienie, materiał do budowy konstrukcji, włókna, barwniki. Już wiemy jaką roślinę użyć w przypadku gorączki, jaką na bole reumatyczne, a co jak ugryzie wąż. Jedna z roślin po kilku minutach od ścięcia barwi się na niebiesko. I jest jeszcze drzewo ze śmiesznie sterczącymi na boki białymi kulkami. To jest od chorób mentalnych. Jak Indianin ma problem to podchodzi do drzewa, staje tyłem, mocno kopie pień i ucieka jak najdalej pozostawiając troski za sobą. Może ten sposób wykorzystać po powrocie na bambusach rosnących w biurowcu...??

Wsiadamy do czółna, dopływamy do pomostu. Małżeństwo Argentyńczyków właśnie wchodzi do wody żeby popływać...

 Obiad z deserem i sjesta. Chris przysypia na łóżku, a ja wybieram... hamak na werandzie domku. Błogi odpoczynek. Słychać tylko ptaki szalejące niedaleko na kilku drzewach. Czarne z żółtymi plamami na skrzydłach i ogonie. Wielkości naszej sójki. Mają gniazda w postaci wiszących worków jak w Polsce remizy.

Żeby nie tracić czasu, po chwili odpoczynku idziemy ze sprzętem do ogrodu. Rosną śliczne kwiaty, są też i helikonie, o których marzyłem.

 Po 17.00 wyruszamy na popołudniowy rejs wokół jeziora. Najpierw pozuje nam jastrząb. Co podpłyniemy to odlatuje, ale cały czas wzdłuż strumienia. Podążamy za nim. Są też inne ptaki, np. Stinky turkey. Taki kurczak z czubkiem na głowie. Robią mnóstwo hałasu. Są ciekawe, bo podobnie jak u ssaków krowa, mają kilka żołądków, w których trawią pokarm. Wydziela się przy tym przykry zapach przez co ich mięso jest mniej atrakcyjne dla drapieżników. I dłużej żyją :)

 W jednej części jeziora obserwujemy dwie wydry. Nie jest ich dużo w Amazonii. Bawią się z nami w ciuciubabkę pojawiając się co chwilę coraz z innej strony. Trzaskamy zdjęcia. Wygladają jak wodne psy.
Potem jest okazja obfotografowaą małpy. Szczególnie jedna wdzięcznie pozuje zajadając części palmy.

 Zapada zmrok, a my dalej płyniemy wzdłuż jednego ze strumieni oglądać nocne małpy. Miguel ma silna latarkę i oświetla pień wielkiego drzewa. Wychodzą trzy, cała rodzina.

 W drodze powrotnej uprawiamy fotografię nocną. Wcześniej kupiliśmy z Chrisem specjalne nakładki na lampę błyskową zwiększające zasięg błysku. Pstrykamy żabki. Na gałęzi nad wodą siedzi nieporuszenie zimorodek (kingfisher). Widzieliśmy wcześniej innego. Mają barwę niebieską z czerwonym ogonem lub żółto-zielono-czerwoną. Brakuje turkusu jak dla tych europejskich. No i rarytas wieczoru. Światło reflektora omiata brzeg, a w dali, lub całkiem blisko połyskują bursztynowe punkciki - oczy kajmanów. Żyje ich całe mrowie w jeziorze. Na kąpiel nikt mnie nie namówi...Zdjęcia wyszły niezłe.