Ładuję...

kolumber.pl


Dzień 4, pożegnanie z Trapani 2010-05-07

No i to już ostatni dzień w Trapani. Spokojnie zbieramy się do wyjazdu, ja po odprowadzeniu Jagusi i Maćka na autobus powłóczę się spokojnie po mieście. Mam czas do drugiej, potem biorę plecak i jadę na lotnisko. Pogoda jest piękna, jak wczoraj o tej porze, miejmy nadzieję, że się nie popsuje (jak wczoraj).

DOBRZE MI TU!!! Już chcę tu wrócić! Ale póki co, łażę sobie...

Kupuję doskonały sycylijski chleb, i wreszcie wymarzone cyferki z numerem domu na kafelkach! Łażę po starym mieście tam i z powrotem. Zaglądam do hali gdzie słyszę głośne wołanie - szkoda, że nie da się tego nagrać - tu sprzedaje się ryby i owoce morza. Pstrykam, pstrykam, pstrykam. Widzę przed katedrą konfetti w powietrzu - to sycylijski ślub. Kręcę się zaułkami, zaglądam na podwórka i podwórza.

Chciałabym tu zostać, tu być...

Ale za pół godziny odjeżdża mój autobus na lotnisko. Mogę nim nie odjechać?... Nie? No to ja tu wrócę...