Ładuję...

kolumber.pl


Urodziny w Paryżu-część I.



Wielka włóczęga. 2019-12-08

29 kwietnia 2017 roku

         Wyjazd do Paryża na czas weekendu majowego jest pomysłem mojego męża. To prezent dla mnie na okrągłe urodziny. Początkowo zastanawiam się nad tą wycieczką, bo jest to wyjazd autokarem, a ja od dawna nie podróżuję na tak długich trasach inaczej niż samolotem. Przekonuje mnie to, że w programie jest Wersal, którego nie zawierają programy realizowane samolotem i nocleg po drodze do Paryża. 

Wyjazd z Warszawy o 4.15 rano nie odbywa się bezproblemowo. Okazuje się, że 3 uczestników wycieczki nie zabrało żadnego dokumentu. Tak niektórzy rozumieją strefę Schengen. Czekamy więc na gapowiczów, na szczęście nie trwa to dłużej niż kwadrans. Wyruszamy więc z opóźnieniem co biorąc godzinę zbiórki nie nastraja dobrze. Do Poznania przyjeżdżamy za wcześnie i około 2 godzin czekamy na autokar ze Szczecina. Wreszcie ok. 11 rozpoczynamy wielką wędrówkę do Paryża. Od tej pory podróż przebiega sprawnie i bezproblemowo. Przejeżdżamy przez Niemcy, za oknami zainteresowanie wzbudzają wiatraki, widać, że Niemcy poważnie traktują alternatywne dla tradycyjnych źródła energii i dbają o czystość powietrza. Wieczorem dojeżdżamy do małego miasteczka w którym trwa festyn. Na ulicach mnóstwo ludzi, wszystkie miejsca przy stolikach wystawionych w ogródkach są zajęte, w powietrzu mieszają się zapach grilowanych kiełbasek i piwa. Przed nami nocleg w drodze do Paryża, miasta świateł, miasta, które tak pięknie grało w wielu filmach z których "O północy w Paryżu" jest moim ulubionym, ale i " Nietykalni" i "Ronin" znalazły stałe miejsce w mojej filmotece. Nie sposób nie wspomnieć o francuskich powieściach, Alexandra Dumasa czytanych w szkole podstawowej z wypiekami na twarzy historii o szlachetnych muszkieterach dzielnie walczących z knowaniami podstępnego kardynała Riechelieu,  Emila Zoli "Kuchennych schodach" czytanych ukradkiem pod ławką na nudnych lekcjach języka polskiego w liceum, najlepsza powieść historyczna jaką czytałam autorstwa Mauricea Drona "Królowie przeklęci" czy niedawno czytany "Niebieski rower" Regine Deforges. Co prawda jeden z polskich ministrów ogłosił całkiem niedawno, że to my, Polacy nauczyliśmy jeść Francuzów widelcem, ale nie zmienia to mojego myślenia o szeroko rozumianej francuskiej kulturze. To na co mam największy apetyt poza oryginalnymi croissantami i zupą cebulową, to muzea paryskie i paryskie ulice.