Ładuję...

kolumber.pl


Dookoła Jeziora Drawsko



Szlakiem zwiniętych torów

Namówiłem swoje dziewczyny na wycieczkę rowerową. Z resztą nie musiałem długo namawiać, zawsze chętnie się decydują. Ale to tylko połowa sukcesu, bo została przede mną cała logistyka i zawsze pojawiające się te same pytania: - a gdzie będziemy spać? a ile mamy do przejechania? a czy będzie pod górkę? Nauczony doświadczeniem, wziąłem pod uwagę wszystkie oczekiwania i życzenia - zaplanowałem trasę. Miało być rodzinne pedałowanie, bez bicia rekordów, z odpowiednim zapasem czasu na postoje, drobne i większe przekąski, podziwianie krajobrazów, fauny i flory... Zarezerwowałem również noclegi. Po mojej wpadce lingwistycznej podczas wyprawy namiotowej na Rugię, która jest mi do tej pory wypominana, wolałem zaoszczędzić kolejnych powodów do nabijania się z moich zdolności językowych. Tamtym razem przez telefon "kein platz" brzmiało dla mnie identycznie jak "ein platz". Podczas tego wyjazdu obyło się bez nieporozumień i zostaliśmy zakwaterowani bez niespodzianek ;)

Naszą przygodę rozpoczęliśmy w Połczynie Zdroju. Zostawiliśmy samochód w pobliżu parku zdrojowego, załadowaliśmy rowery i wyruszyliśmy. Najpierw było kilka nieśpiesznych kółek po parku zdrojowym, a później krótki ale ostry podjazd na właściwy szlak - szlak zwiniętych torów. Prowadzi on po nasypie kolejowym z Połczyna Zdrój do Złocieńca. W całości ma nawierzchnię asfaltową, a jego profil jest bardzo łagodny. Mogliśmy się skupić na podziwianiu krajobrazów Szwajcari Połczyńskiej.