Ładuję...

kolumber.pl


Bihać 2017-09-28

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na kolację przed Bihaćem, w restauracji nad Uną, przerobionej oczywiście z młyna. Zamówiliśmy grillowaną jagnięcinę, którą podano nam z cienkim, pieczonym chlebkiem, plackiem ziemniaczanym i sałatką. Na deser skosztowaliśmy bośniackich przysmaków, obfitujących w miód i orzechy. Do tego koniecznie parzona, malutka kawa podana w mosiężnych naczyniach. Przysiadł się do nas właściciel, zaciekawiony naszą obecnością. Młyn należał do jego dziadka, który do tej pory tutaj mieszka. Rozmowa była bardzo ciekawa, ale gospodarz poradził nam zwiedzić jeszcze jedną okoliczną atrakcję – zamek Sokolačka kula. Podobnie jak poprzednio mieliśmy kłopot trafić na miejsce, ale mieszkańcy okazali się bardzo życzliwi i uczynni. Na zamek dotarliśmy przed samym zachodem słońca. Przed wejściem spotkaliśmy stado kóz, które odprowadziły nas przez górny dziedziniec, pod samą basztę. Każda dostała swoje imię nadane przez Lenkę. Podziwialiśmy widoki i dolinę skąpaną już w cieniu, kiedy z zadumy wyrwał nas krzyk córki, że koza Krysia wspina się na mury zamkowe i na pewno spadnie. Na szczęście my poradziliśmy sobie ze stromymi i wąskimi schodami w baszcie, jak również Krysia czekała na nas już bezpieczna na dziedzińcu. W drodze powrotnej do naszej kwatery Magda wertowała przewodnik, co chwila rzucając nowe hasła jako cele naszych przyszłych wypraw do Bośni i Hercegowiny. Nie musiałem pytać się, czy się podobało. Na granicy celnik zaskoczył nas dawno nie słyszanym pytaniem „czy mamy coś do oclenia”…