Ładuję...

kolumber.pl


Dzień 6

Rano ruszamy na południe wyspy. Chcemy jak najwcześniej dotrzeć do przystani, z której można popłynąć do Blue Grotto. Prognozy odnoszące się do stanu morza mówią o raczej niewielkich falach jednak na miejscu okazuje się, że i tak są one zbyt groźne by płynąć do groty. Słyszymy od obsługi, że może jutro… Spróbujemy. Na razie pozostaje nam podziwiać Blue Grotto od strony lądu. Widok również imponujący. Nieopodal znajdują się ĦaġarQim i Mnajdra, dwie najbardziej popularne świątynie megalityczne. Z przyjemnością kolejny raz cofamy się kilka tysięcy lat wstecz.

Potem jedziemy do Marsaxlokk rybackiej wioski (a może miasteczka?) znanego z pocztówkowego widoku na zatokę pełną kolorowych łodzi luzzu. Tutejsze knajpki słyną z najlepszych ryb i owoców morza. Przekonujemy się o tym osobiście. Ryba wspaniała, widoki piękne, słonko świeci… nie chce się ruszać dalej. Bodźcem może być uwaga tubylca, który widząc aparat na mojej szyi poleca mi fajne miejsce do zrobienia zdjęć. Jest 3 km stąd i nazywa się St.Peter’s Pool. Wiemy o nim i mieliśmy tam właśnie jechać niemniej bardzo dziękujemy za podpowiedź. Czy już pisałem, że Maltańczycy są mili i sympatyczni? Miejsce okazuje się faktycznie bardzo fotogeniczne. Niesamowite skały o fantazyjnych kształtach porozrzucane na skalistej plaży wyglądają niczym te na Pustyni Białej w Egipcie.

Późne popołudnie chcemy spędzić w Trzech Miastach. Zanim tam docieramy podziwiamy po drodze ogromny barokowy kościół w Zabbar. Trzy Miasta jak potocznie określane są: Vittoriosa, Senglea i Cospicua mieliśmy przyjemność już wczoraj obejrzeć od strony wody podczas rejsu po Grand Harbour. Teraz pora na obejrzenie ich z lądu. Każde miasteczko to osobny półwysep mocno wcinający się w zatokę. Na końcu jednego z nich jest  wartownia, na której znajdują się słynne ‘Oko i Ucho’ symbole czujności.  Miasteczka są piękne i wolne od turystów, żyją swoim rytmem.W lokalnym sklepiku uzupełniamy zapas Ciska (lokalnego piwa) i Kinnie. To taka maltańska coca-cola, z tą różnicą, że w odróżnieniu od amerykańskiego potentata ta gasi pragnienie. I mimo, że jesteśmy tu raptem kilka dni stwierdzamy, że jej smak mocno uzależnia.