Ładuję...

kolumber.pl


Dzień 4 2017-03-13

Rano mamy zamiar opuścić Gozo ale jeszcze pozostaje ten nieszczęsny mandat. W Victorii pytamy człowieka pobierającego opłaty na parkingu jak możemy dość do tej firmy od opłat. Parkingowy tak się przejmuje że najchętniej porzucił by swoją pracę żeby tylko nam pomóc. Za jego wskazówkami trafiamy bez problemu i w pierwszym pokoju załatwiamy wszystko w minutę. Miły człowiek robi nam ksero wszystkich kwitków, jak mówi na wszelki wypadek gdyby wypożyczalnia próbowała nas dodatkowo obciążyć. Jesteśmy w szoku. Gdyby tak u nas kiedyś obsługiwano w jakimś urzędzie… Po powrocie na parking nasz zaprzyjaźniony parkingowy cieszy się nie mniej niż my, że udało się sprawnie wszystko załatwić.

Teraz jedziemy do portu i przeprawiamy się na Maltę ale po dopłynięciu do Cirkewwa zamieniamy duży prom na małą łódkę i płyniemy na Comino. To trzecia z maltańskich wysp. Mała i prawie bezludna wysepka (mieszka tu kilka osób) słynie z Błękitnej Laguny. W lecie jest tu mnóstwo osób, którzy przypływają tu na kilka godzin by cieszyć się słońcem i popluskać się w tych rajskich wodach.Teraz jest tylko garstka osób i nic nam nie przeszkadza by podziwiać turkusowo-zielono-niebieskie wody laguny. Spacerujemy wzdłuż skalistych brzegów wysepki i podziwiamy piękne widoki. Niesamowite plenery Błękitnej Laguny i Comino docenili Madonna i jej ówczesny mąż, reżyser Guy Ritchie. Nakręcili tu Rejs w nieznane – o parze, która wylądowała na bezludnej wyspie.

Wracamy na Maltę. Tu kierujemy się pod Red Tower, jedną z wież jakich wiele można spotkać na Malcie. Ta wyróżnia się kolorem i obszerną panoramą jaka się z niej rozciąga. Widać stąd całe państwo. Możemy się przekonać, że wyspa Malta nie jest tak zielona jak Gozo. Docieramy do Anchor Bay gdzie znajduje się Popeye Village –wioska, którą wybudowano na potrzeby filmu Popeye, z Robinem Williamsem w roli głównej. Film nie odniósł sukcesu ale przebojem stała się wioska, która od kilkudziesięciu lat przyciąga turystów.

Popołudnie spędzamy spacerując wzdłuż: Golden Bay, Għajn Tuffieħa Bay i Gnejna Bay. To wg mnie najładniejszy zakątek wyspy. Strome zielone zbocza przechodzą w plaże z pomarańczowym piaskiem, do tego różnokolorowe fantazyjne formy skalne. Na Għajn Tuffieħa Bay prowadzi 187 schodów a zbocza poprzecinane są siatką ścieżek. Obojętnie, którą drogę wybierzemy na spacer podjęty trud i tak będzie czystą przyjemnością. Wieczór mamy zamiar spędzić w Mdinie. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na krótko w Mġarr i Mosta. W Mġarr znajduje się tzw. jajeczny kościół nazwany tak ze względu na owalną kopułę powstałą z datków okolicznych hodowców kur sprzedających jaja. Sądząc po ogromie świątyni branża była bardzo dochodowa. Niemniej kościół w Mġarr nie może się równać z tym w miejscowości Mosta. To tu znajduje się jedna z największych kopuł na świecie. Tu podczas II wojny światowej zdarzył się tzw. ‘cud Mosty’. Gdy kościół był pełny wiernych wpadła do niego bomba, która nie wybuchła a jedynie potoczyła się po podłodze.

W blasku zachodzącego słońca możemy podziwiać katedrę i mury Mdiny. Zanim zatopimy się w uliczki tego pięknego miasteczka postanawiamy zjeść w obiad w przylegającym Rabacie. Lokal, w którym mieliśmy zamiar zjeść jest czynny tylko do 15! Dzień wcześniej jeszcze na Gozo otwierali restaurację po 19.30. Trudno ogarnąć zasady jakimi rządzi się maltańska gastronomia. Ponieważ słyszeliśmy o tym lokalu dużo dobrego odgrażamy się, że jeszcze tu wrócimy. Tymczasem udajemy się do pobliskiego baru Crystal Palace. Nie należy się sugerować nazwą gdyż lokal ten ma wygląd podrzędnej spelunki, do której zaglądają miejscowi by pooglądać wspólnie mecz w TV. Ale to tu serwuje się najlepsze pastizzi na Malcie. Mdina nazywana Miastem Ciszy to dawna stolica Malty, zatrzymany w czasie kawałek średniowiecznego świata. Miasto Ciszy to bardzo trafne określenie zwłaszcza teraz wieczorem gdy turyści już je opuścili i w samotności możemy spacerować wąskimi uliczkami. W restauracji na murach miasta jemy spóźniony obiad z fantastycznym widokiem na pół Malty i podświetloną kopułę w Moście na pierwszym planie. Tu też serwują przepyszne desery a w szczególności ciasto czekoladowe. Porcje są ogromne toteż za karę robimy jeszcze jedną rundę po uliczkach Mdiny. Teraz miasto oświetlone ulicznymi latarniami sprawia wrażenie pogrążonego we śnie. Marzy nam się jeszcze by pospacerować po Mdinie o poranku... Teraz jednak musimy jechać do Sliemy gdzie mamy zarezerwowany hotel a to już zupełnie inny świat.