Ładuję...

kolumber.pl


Dzień 3 2017-03-13

Drugi dzień na Gozo zaczynamy od Xlendi. To miejscowość położona na samym końcu wąskiej skalistej zatoczki głęboko wcinającej się w ląd. Potem wspinamy się by dotrzeć do ciągnących się przez kilka kilometrów południowego wybrzeża klifów. Od strony zachodniej nazywają się Sannap by od strony wschodniej przyjąć nazwę pobliskiej mieściny Ta'Ċenċ. Białe, wysokie, majestatyczne… Warto też spojrzeć w drugą stronę czyli na północ bo widziana stąd panorama wyspy jest równie piękna. Miasteczka rozsiane pośród soczyście zielonych pagórków z górującą cytadelą i kopułami kościołów. Bez trudu rozpoznajemy te, które widzieliśmy wczoraj i te, które mamy zamiar zobaczyć dzisiaj. Po tych imponujących panoramach mamy zamiar dojechać do kolejnej uroczej zatoczki Mġarr Ix-Xini znanej z filmu Nad morzem nakręconego przez  Brada Pitta i Angelinę Jolie. Widoki Mġarr Ix-Xini to zdecydowanie najmocniejszy (jeżeli nie jedyny mocny) punkt tego filmu. Do zatoczki nie docieramy bo jedyna  droga do niej prowadząca jest zamknięta. Niepocieszeni kierujemy się do Xawkija. W podziwianych od dwóch dni panoram Gozo spośród wielu sylwetek kościołów jedna zdecydowanie się wyróżnia. To Rotunda w Xawkija. Największymi kopułami na świecie jakie człowiek wybudował jest ta na bazylice św.Piotra w Rzymie, potem Hagia Sophia w Stambule. Trzecie i czwarte miejsce zajmują kopuły na Gozo (właśnie ta w Xawkija) i na Malcie w miejscowości Mosta. Która zajmuje trzecie a która czwarte miejsce to nierozstrzygnięty spór dzielący od lat mieszkańców Gozo i Malty. Antagonizmów jest więcej ale ten jest kluczowy. Zaskakuje to, że jest to współczesna budowla bo wzniesiono ją w drugiej połowie XX w i powstała głównie ze składek okolicznych rolników i rybaków.

Jedziemy kilka kilometrów dalej i stajemy przed Ġgantiją w Xagħra. Malta znana jest też (a może przede wszystkim) z megalitycznych świątyń. Jest ich tu ponad pięćdziesiąt z czego kilkanaście można zwiedzać. My zaplanowaliśmy zwiedzić trzy. Jedną z nich jest właśnie Ġgantija w Xagħra. A jest ona szczególna. Bo jest najstarszą budowlą wzniesioną przez człowieka na naszej planecie. Nie Stonehenge, nie egipskie piramidy a właśnie Ġgantija. Tę świątynię zbudowano 7 tys. lat temu. Ktoś powie: kamieni kupa. Zgoda ale za to z jakim rodowodem…

W Xagħra znajduje się też Ta’Kola dawny młyn a na głównym placu (a jakże) ogromny kościół. Wydaje się, że każde miasteczko (choć czy to są już miasteczka czy jeszcze wioski) wygląda podobnie. Klimat niczym na południu Włoch: główny plac, domy z jasnego kamienia, ogromny kościół plus obowiązkowy angielski akcent: czerwona budka telefoniczna i niebieska latarnia symbol posterunku policji (to jeszcze spuścizna po brytyjskim panowaniu). Choć ten obraz powtarza się kilka razy dziennie nam podoba się wciąż niezmiennie. Gozo ma także plaże, by zobaczyć najładniejszą z nich jedziemy na punkt widokowy Calypso Cave. Tu można było też kiedyś wejść do jaskini Kalypso ale po jej zawaleniu się pozostaje tylko piękny widok na plażę Rambla z pomarańczowym piaskiem. Jakby widoków było nam jeszcze mało jedziemy do Qala. Stąd najlepiej widać Comino, wysepkę pomiędzy Gozo a Maltą, po której mamy zamiar jutro pospacerować. A, że popołudniowe słonko właśnie pięknie Comino oświetlało to z niejednych ust ‘och i ach’ można było usłyszeć. Niedaleko jest Daħlet Qorrot maleńka przystań rybacka położona wśród fantazyjnie wyrzeźbionych przez naturę skał. W tych skałach wykuli swoje garaże rybacy. Różnokolorowe drzwi dodają uroku. Po powrocie do samochodu za szybą znajdujemy kwitek. Wygląda na mandat za parkowanie.Po godzinie wystawienia domyślamy się, że został wypisany podczas naszego pobytu w Ġgantija. Jesteśmy zaskoczeni bo solennie przestrzegamy nieparkowania wzdłuż podwójnej żółtej linii… I tak wracamy przez Xagħra więc próbujemy się coś dowiedzieć. Okazuje się, że zostawiliśmy samochód koło jakiegoś urzędu gdzie należy zapłacić za postój. Uczynni Maltańczycy tłumaczą nam, że nie załatwimy tej sprawy w i tak zamkniętym już posterunku policji tylko w Victorii gdzie znajduje się instytucja zbierająca haracz za parkowanie. By choć trochę poprawić sobie humor postanawiamy zjeść coś w podobno bardzo dobrej knajpce na głównym placu z widokiem (a jakże) na ogromną fasadę barokowego kościoła. Ale knajpka będzie otwarta dopiero o 19.30 czyli za dwie godziny. Przypominamy sobie, że rano będąc w Xlendi widzieliśmy kilka knajpek na brzegiem zatoczki. Mimo, że mamy do pokonania pół wyspy zajmuje nam to 10 min. Knajpek jest kilka do wyboru ale nie samo jedzenie jest w tym momencie najważniejsze (choć było bardzo dobre) ale cudowny widok z tarasu. Jak rano wspomniałem Xlendi to bardzo wąska zatoka głęboko wcinająca się w ląd, taka wyrwa w wysokich skałach. I pośrodku tej wyrwy, przeglądając się w wodach zatoki zachodziło słońce. Gdybyśmy byli miesiąc wcześniej lub później słońce chowałoby się za skały. My mieliśmy szczęście być tu i teraz i zjeść kolację w tak niesamowitych okolicznościach przyrody. Tłumaczę to sobie jako rekompensatę od Gozo za 24,65 euro mandatu.