Ładuję...

kolumber.pl


Wolontariat na Lampeduzie plus przystawki :)



Papa Francesco a Lampedusa 2013-07-08

Od mojego przyjazdu na Lampedusę cały czas obserwowałam przygotowania do wizyty papieża. Porządkowano stadion miejski, wszędzie pełno plakatów z pozdrowieniami dla Papieża. Im bliżej 8 lipca, tym głośniej na ten temat.

Na szczęście przed południem miałyśmy wolne. Byłam pewna, że będzie nabity tłum i nic się nie da zobaczyć, miałam nawet pomysł, żeby się wybrać na plażę. Jednak okazało się, że warto było tam pójść.

Raz, obserwacja radosnego tłumu... Wszyscy mieli białe lub żółte czapeczki, rozdawano je chętnym, i ja się załapałam (na białą). Służby porządkowe robiły co mogły, ale po ichniemu - tu nie wolno stać, ale trochę wolno, policjant groźny, ale robi zdjęcia, inny każe się cofnąć, ale marudzącym, że nie dadzą rady nic zobaczyć obiecuje: teraz krok w tył, a potem powolutku, powolutku do przodu. Inny, na uwagę, że szpaler policyjny zasłania widok, obiecuje: jak papież będzie przejeżdżał, to my kucniemy, o tak - i faktycznie kuca...

Żałuję tylko, że wybrałam od razu miejsce w okolicy stadionu, bo Papież po wylądowaniu popłynął statkiem na miejsce, gdzie znaleziono barkę z wieloma imigrantami, którzy nie przeżyli swej podróży do Europy, tam rzucił kwiaty w morze, i potem przypłynął do portu, gdzie nastąpiło powitanie. Za nim płynął szpaler łodzi - można było sobie wykupić taki rejs za statkiem papieskim... To mogło być ładne, ale też spokojnie można było zobaczyć powitanie papieża w porcie i potem przyjść na stadion.

Później przeszłam od drugiej strony, i znalazłam się całkiem przypadkiem tuż obok papieskiego pojazdu. Wydedukowałam, że będzie tu wsiadał do samochodu, więc nie ruszyłam się stamtąd dopóki faktycznie Papież, żegnany okrzykami, pozdrowieniami i śpiewami nie wsiadł do samochodu i nie odjechał.

Potem jeszcze znalazłam się na przeciwko kościoła, i również wywnioskowałam, że wyjeżdżając znajdzie się tuż obok mnie. I tak faktycznie było.

Moje wrażenie było wybitnie pozytywne. Poszłam tam bez przekonania, ale tak obserwacja zachowań ludzi, jak i niezwykle miła, sympatyczna, uśmiechnięta i nieprzewidywalna Osoba Papieża to było coś, co warto było zobaczyć.

Nie będę opowiadać, o czym mówił Papież podczas kazania, bo z pewnością czytaliście o tym w gazetach. Wszyscy podkreślali, że ta wizyta dla ludzi na Lampeduzie była ogromnie ważna. Po wydarzeniach z 2011 roku wyspiarze się podzielili na tych, co nadal, mimo wszystko chcieli pomagać imigrantom, i na tych, co postanowili ich tu już nigdy więcej nie wpuszczać. Wydaje mi się, że jest niezwykle ważne, że Papież pokazał im, jak ważne i jak ludzkie jest to, co robią ci pierwsi, i jak bardzo muszą się zastanowić nad sobą ci drudzy...