Ładuję...

kolumber.pl


Wbijanie gwoździa, czyli shinkansenem po Japonii



H - I

H

Herbata – tu nie ma zaskoczenia. W Japonii króluje zielona w różnych odmianach i inne kolorowe, a kupienie zwykłej czarnej herbaty jest prawie niemożliwe.  W Automatach są różne herbaty w puszkach i butelkach, czasami z mlekiem, zawsze słodkie, w wersji na ciepło lub na zimno. W hotelach herbata jest do śniadania. Można wziąć ze sobą zapas woreczków i parzyć samemu korzystając z termosów z gorącą wodą.

Himeji – zamek którego nie ma. A dokładniej, którego nie dało się zobaczyć podczas naszej wycieczki i nie będzie można jeszcze przez jakieś 2 lata. Tyle bowiem potrwa remont. Na zdjęciach i na makiecie znajdującej się w hallu dworca – piękny, dla nas pozostał w wyobrażeniach i fragmentach, z których można spróbować stworzyć obraz całości. W sumie pobyt w Himeji trwał niecałe 3 godziny. Z Himeji zmierzamy z powrotem do Tokyo na ostatni nocleg, po drodze odbieramy nasze bagaże, które zostały w skrytkach na dworcu w Kyoto. Ponieważ nie ma czasu na lunch, warto kupić coś wracając z zamku na miejsce zbiórki. W pasażu handlowym, równoległym do głównej ulicy, mniej więcej w połowie długości, po prawej stronie patrząc w kierunku dworca (za plecami mając zamek), znajduje się spory sklep spożywczy, w który można kupić bardzo szeroki wybór sushi, sashimi, a także gotowych wyrobów z kurczaka i wszelkich innych środków spożywczych. Po drodze, w tym samym pasażu znajduje się także Seven-Eleven.

Hiroszima – jedyne miasto w Japonii posiadające komunikację tramwajową. Zapewne bliskość morza i specyficzne warunki geologiczne uniemożliwiły wybudowanie metra, bo innego powodu trudno sobie wyobrazić. Poza Parkiem Pokoju poświęconym ofiarom bomby atomowej nie ma wiele do zaoferowania. Turystów mało, za to znacznie więcej napisów po angielsku, także w piekarni, co umożliwia ominięcie potencjalnych raf smakowych. Czasami smakowicie wyglądająca bagietka okazuje się pokryta pastą z makreli, co nie jest zupełnie oczywiste. Koniecznie trzeba pojechać na świętą wyspę Miyjajima - jakieś 40 min pociągiem (patrz także Miyjajima). Warto spróbować lokalnej specjalności kulinarnej – Okonomiyake, czyli omleto-pizzo-zapiekanki przygotowywanej na żywo na specjalnym gorącym blacie (patrz także Okonomiyake).

Hotel – (patrz także Ryokan, Śniadania) New City Hotel, przyzwoity hotel w odległości 15 min marszu od dworca kolejowego. Z hotelu do dworca kursują darmowe busy co 20 lub 30 min) od rana do 22:30. Hotel nie jest nowy, ale dość porządnie utrzymany. Klaustrofobiczna łazienka z elektronicznie sterowanym sedesem (patrz także Sedes), ale da się żyć. W pokoju pusta J, ale działająca lodówka i zupełnie nieprzydatny telewizor. Po długiej walce można złapać BBC po angielsku, ale to jedyna taka stacja i tylko w tym hotelu. W rezultacie nie używaliśmy TV ani razu. Po trzecim z kolei hotelu, tym razem w Nagasaki (NewTanda Hotel) stwierdzamy, że standard wszędzie jest identyczny. Zawsze jest suszarka, lodówka, TV (wyłącznie programy po japońsku), dwa łóżka, klimatyzacja z ograniczonym sterowaniem, budzik, radio, podłoga wyłożona wykładziną, dzbanek do herbaty, latarka na wypadek trzęsienia ziemi, pełne wyposażenie w płyn do mycia, szampon, jednorazowe szczoteczki do zębów, maszynki do golenia itp. Sterowanie światłem, klimatyzacją i radiem odbywa się zwykle z niewielkiej szafki umieszczonej miedzy łóżkami. Czasami są napisy po angielsku, ale zwykle nie ma i trzeba trochę eksperymentować. Hotel w Nagasaki (NewTanda) jest rzeczywiście nowy. Pokoje i łazienka w stanie idealnym. Sedes steruje się z umieszczonego na ścianie pilota - nie mylić ze sterowaniem Klimą, można zostać przypadkiem oprysznicowanym J. Hotel w Hiroszimie, położony bezpośrednio przy dworcu kolejowym (5 min piechotą), w standardzie identycznym z NewCity w Tokyo, znacznie większy wybór potraw śniadaniowych – pyszna ryba na ciepło J. Ryokan, czyli lokalny hotel dla Japończyków opisuję osobno (patrz Ryokan). Hotel w Kyoto okazał się z jednej strony najlepszy (ogólny standard), ale pod jednym względem był bardzo kiepski. Problemem okazała się klimatyzacja, której nie da się sterować z pokoju, a właściwie da się sterować intensywnością nadmuchu, ale nie temperaturą. Ponieważ najwyraźniej weszliśmy w okres zimny, z nawiewu wpadało ciepłe powietrze, dając w pokoju na oko 24 stopnie, co przy braku możliwości otwarcia, czy nawet uchylenia okna, skutkowało dla  mnie poczuciem dyskomfortu. W tym hotelu widziałem także najmniejszą łazienkę. Na powierzchni o wymiarach 1,6*1,2m zostało upakowane wszystko co trzeba. Jak widać jest to możliwe. Powyższe niedogodności rekompensowało najlepsze niewątpliwie śniadanie, gdzie oprócz standardowych kiełbasek czy jajecznicy, można było spróbować pysznych tradycyjnych pierożków z wieprzowym nadzieniem (na parze), czy jak zwykle doskonale rozgrzewającej zupy miso. Dla chętnych kucharz przygotowywał omlet bądź jajecznicę, ale nie widziałem wielkiego zainteresowania.

I

Internet – (patrz także Hotel) dostępny bezpłatnie w hotelach. W Tokyo jako WiFi, w innych hotelach przewodowo (kabelek znajduje się zwykle na biurku lub w szufladzie, a gniazdko w okolicy zasilania sieciowego, albo także na biurku. Można także za darmo bądź za niewielką opłatą korzystać z hotelowego komputera.