Ładuję...

kolumber.pl


Studencka wyprawa stopem na Bliski Wschód, 15.08–30.09.1973



Jak to się zaczęło

Kiedy chodziłam do liceum, głośno było o wyprawie studenckiej URSUSEM na Saharę. Ursusem, traktorem! Dziś nikt o tej wyprawie nie pamięta, wtedy to była rewelacja. Marzyłam skrycie o tym, żeby wziąć udział w tego typu wyprawie, nie ważne, traktorem, balonem, pieszo czy na pontonie. Żeby zwiedzać świat, dotrzeć do tambylców, pobyć z nimi, pożyć ich życiem.

W owych czasach pojechać za granicę można było jedynie albo na oficjalne zaproszenie (miałam wielkie pretensje do mojej rodziny, bo nie mieliśmy nikogo za granicą...) albo na wycieczkę biura podróży (brak kasy) albo na tzw promesę dolarową przydzielaną (albo nie) przez bank ... no, chyba na tym koniec. Paszport dostawało się (albo nie, jeśli nie, to bez podania przyczyny) na podanie, tuż przed wyjazdem, na ściśle określony termin i te kraje na które wystąpiło się w podaniu. Po wyjeździe trzeba było paszport oddać, i to się łączyło często z wielkim stresem - można się było dowiedzieć, że za jakieś grzeszki (przedłużenie na przykład pobytu w państwie tranzytowym o parę dni, w zgodzie z wizą, no ale przecież paszport był do innego państwa, więc jaki był cel? - taki zarzut postawili mi po tej podróży) - następnym razem o paszporcie nie ma co marzyć... 

A więc taki normalny człowiek jak ja, bez specjalnych środków i możliwości, bez rodziny za granicą o dalekich podróżach mógł jedynie marzyć. No to tak sobie marzyłam o wyprawie traktorem na Saharę lub gdziekolwiek i czymkolwiek...

Na początku studiów zapisałam się do klubu turystycznego UNIKAT przy UW. I tam spotkałam kogoś, kto był na tej magicznej wyprawie traktorem! Po spotkaniu powiedziałam: dałabym wszystko, żeby móc wziąć udział w tego typu podróży... Po kilku tygodniach w klubie powiedziano mi: organizujemy autostopową wyprawę na Bliski Wschód, do Turcji, Syrii, Libanu. Chcesz jechać? - straciłam oddech... - No pewnie, wykrztusiłam. Nie miałam pojęcia, co na to rodzice, czy będzie na to kasa, czy to możliwe. Ale to nie było ważne - JADĘ NA BLISKI WSCHÓD, nic więcej się nie liczy!