Komentarze użytkownika zfiesz, strona 331
Przejdź do głównej strony użytkownika zfiesz
-
i jeszcze taka refleksja mnie naszła... patrzę na te nazwiska... tito puente, caetano veloso, familia gilberto, chic correa, gilberto gil... toż to absolutni arcymistrzowie w swoich gatunkach... salsa, bossa nova, flamenco, a nawet gitarowy rock! doborowe towarzystwo!:-)
-
nie wiem co powiedzieć leszku:-) nie chcę się wdawać w dyskusje, bo, w przeciwieństwie do niektórych, zwyczajowo nie dyskutuję na tematy, na których się nie znam:-) pozostaje mi tylko bić pokłony!:-) z tej drugiej listy już trochę więcej nazwisk jest mi nieznana, ale wciąż nie jest dramatycznie;-)
ale... tu znów muszę otrzeć się o samouwielbienie:-) ...to jest właśnie to, za co autentycznie lubię tę: już po raz kolejny sprowokowała do konstruktywnych uzupełnień. i to jakże fachowych! wielkie dzięki leszku. poważnie! jeśli przeglądałeś te przeszło dwie setki komentarzy, wiesz o czym mówię.
i cóż... czekam na kolejnych zapaleńców i domorosłych (w sensie jak najbardziej pozytywnym!!!!!:-) fachowców:-)
no i oczywiście dziękuję za uznanie. zdecydowanie przesadzone, ale dziękuję:-)
-
ten na ziemi, owszem, prawdziwy, ale wszelki "piaskowiec" już plastikowy:-)
-
akurat na wigilię:-)
-
dzięki za odwiedziny buenos i... no... buenas noches:-)
-
a dlaczego takie małe i tak mało darku?:-( nie schodziłeś na ląd? no pochwal się!:-)
(kolumbia to taka moja mała słabość:-)
-
źle ze mną! na miniaturze widziałem słonia:-)
-
to ten syberyjski tygrys???:-) bydle! nie ma co!:-)
-
wiesz... od pewnego momentu, już tylko ciałem;-)
-
jazz darowałem sobie z dwóch powodów. po pierwsze jestem laikiem... nawet jeśli lubię czasem posłuchać, to nie mam o jazzie zielonego pojęcia!:-) a po drugie, starałem się przedstawić gatunki charakterystyczne dla meksyku. i jakkolwiek rock, czy pop są gatunkami, że tak to ujmę, ogólnoświatowymi, w wydaniu meksykańskim mają swoją specyfikę wyróżniającą je spośród reszty (oczywiście to dość subiektywny punkt widzenia:-) z tego też powodu pominąłem kilka tradycji lokalnych - choćby właśnie muzykę z veracruz.
ale... muszę powiedzieć, że sam siebie zaskoczyłem!:-) spośród wymienionych przez ciebie latynosów związanych z jazzem, nie znam tylko Gonzalo Rubalcaba. ja to jestem niezły!;-)
-
i jeszcze taka refleksja mnie naszła... patrzę na te nazwiska... tito puente, caetano veloso, familia gilberto, chic correa, gilberto gil... toż to absolutni arcymistrzowie w swoich gatunkach... salsa, bossa nova, flamenco, a nawet gitarowy rock! doborowe towarzystwo!:-)
-
nie wiem co powiedzieć leszku:-) nie chcę się wdawać w dyskusje, bo, w przeciwieństwie do niektórych, zwyczajowo nie dyskutuję na tematy, na których się nie znam:-) pozostaje mi tylko bić pokłony!:-) z tej drugiej listy już trochę więcej nazwisk jest mi nieznana, ale wciąż nie jest dramatycznie;-)
ale... tu znów muszę otrzeć się o samouwielbienie:-) ...to jest właśnie to, za co autentycznie lubię tę: już po raz kolejny sprowokowała do konstruktywnych uzupełnień. i to jakże fachowych! wielkie dzięki leszku. poważnie! jeśli przeglądałeś te przeszło dwie setki komentarzy, wiesz o czym mówię.
i cóż... czekam na kolejnych zapaleńców i domorosłych (w sensie jak najbardziej pozytywnym!!!!!:-) fachowców:-)
no i oczywiście dziękuję za uznanie. zdecydowanie przesadzone, ale dziękuję:-) -
ten na ziemi, owszem, prawdziwy, ale wszelki "piaskowiec" już plastikowy:-)
-
akurat na wigilię:-)
-
dzięki za odwiedziny buenos i... no... buenas noches:-)
-
a dlaczego takie małe i tak mało darku?:-( nie schodziłeś na ląd? no pochwal się!:-)
(kolumbia to taka moja mała słabość:-) -
źle ze mną! na miniaturze widziałem słonia:-)
-
to ten syberyjski tygrys???:-) bydle! nie ma co!:-)
-
wiesz... od pewnego momentu, już tylko ciałem;-)
-
jazz darowałem sobie z dwóch powodów. po pierwsze jestem laikiem... nawet jeśli lubię czasem posłuchać, to nie mam o jazzie zielonego pojęcia!:-) a po drugie, starałem się przedstawić gatunki charakterystyczne dla meksyku. i jakkolwiek rock, czy pop są gatunkami, że tak to ujmę, ogólnoświatowymi, w wydaniu meksykańskim mają swoją specyfikę wyróżniającą je spośród reszty (oczywiście to dość subiektywny punkt widzenia:-) z tego też powodu pominąłem kilka tradycji lokalnych - choćby właśnie muzykę z veracruz.
ale... muszę powiedzieć, że sam siebie zaskoczyłem!:-) spośród wymienionych przez ciebie latynosów związanych z jazzem, nie znam tylko Gonzalo Rubalcaba. ja to jestem niezły!;-)