Otrzymane komentarze dla użytkownika hooltayka, strona 2033
Przejdź do głównej strony użytkownika hooltayka
-
i puste plaże... A w Europie takie tłumy, nieraz upakowane jak sardynki jeden obok drugiego, czy nawet jeden na drugim;)
-
ano:) Moje ulubione chmury cirrusy:)) Super zdjęcie!
-
I ja także:)) Jestem pełen podziwu i uznania:) Co innego przecież podróżować tak po Europie, a co innego po Australii...
-
z tego co Marek pisałem wcześniej, Australia zrezygnowała z tego kilkadziesiąt lat temu. Zaskoczyło mnie to, ale widocznie tak jest:) I dobrze:)
-
oczywiście;)
-
ooo, ciekawe:) Tego nie spodziewałem się tam ujrzeć... Bardzo ładna cerkiew:)
-
Parząc na tę mapkę:
http://www.opencyclemap.org/
Widać, że miasto ma wiele tras rowerowych oraz sklepów i wypożyczalni rowerów:) Zupełnie inaczej niż np. w Adelaide...
-
ten rower z przodku - to jest coś:) Tam w stolicy autobusy mają takie stojaki na rowery? Jak tak, to by było super!
-
acha, to tak to wygląda:) Super!
-
a propo ANZAC Day to byłem w Turcji, w okolicach Gallipoli w czasie, gdy jest ono obchodzone, czyli w kwietniu i powiem wam, że nigdy w życiu nie widziałem takich tłumów Australijczyków i Nowozelandczyków. Dzień w dzień co chwila ich gdzieś widywałem, czy samotnie podróżujących, czy w małych grupach czy całe zorganizowane wycieczki. Rozmawiałem z Turkami i oni co roku bardzo wyczekują kwietnia, bo tak się przyjęło, że ANZAC Day wyznacza tam początek sezonu turystycznego. Istne tłumy bogatych turystów - na to warto czekać:) Pamiętam, jak z jednym z Australijczyków wraz z poznanym przeze mnie Szkotem byliśmy na kilku piwach, gdzie musieliśmy mu wytłumaczyć, o co chodzi w naszej europejskiej fascynacji futbolem, bo on (podobnie jak Amerykanie) nie umie tego zrozumieć. Mówi - "Przecież tam w meczu może być tylko jedna lub dwie bramki - tak mało? co w tym fajnego? To nie to samo co w rugby". Tak samo mówią przecież Amerykanie przyrównując to do futbolu amerykańskiego, baseballu czy koszykówki gdzie punkty zdobywa się co chwila. Inna rzecz, to wytłumaczenie mu, tak aby zrozumiał, że nie wszyscy w Europie znają i muszą znać angielski, bo my tu mamy prawie 50 państw i dwa razy tyle języków. I to jest nasze dziedzictwo kulturowe - a tego niestety brak Australii, Nowej Zelandii czy USA.
Ogólnie z tego spotkania jak i potem z kolejnymi spotkaniami z napotykanymi Australijczykami wyniosłem przekonanie, że to bardzo beztroski i szczęśliwy naród, choć mający małą wiedzę o świecie i historii, ale za to nie obciążony problemami z tego wynikającymi, wiec i też bardziej szczęśliwy, nastawiony na korzystanie z życia:)
-
i puste plaże... A w Europie takie tłumy, nieraz upakowane jak sardynki jeden obok drugiego, czy nawet jeden na drugim;)
-
ano:) Moje ulubione chmury cirrusy:)) Super zdjęcie!
-
I ja także:)) Jestem pełen podziwu i uznania:) Co innego przecież podróżować tak po Europie, a co innego po Australii...
-
z tego co Marek pisałem wcześniej, Australia zrezygnowała z tego kilkadziesiąt lat temu. Zaskoczyło mnie to, ale widocznie tak jest:) I dobrze:)
-
oczywiście;)
-
ooo, ciekawe:) Tego nie spodziewałem się tam ujrzeć... Bardzo ładna cerkiew:)
-
Parząc na tę mapkę:
http://www.opencyclemap.org/
Widać, że miasto ma wiele tras rowerowych oraz sklepów i wypożyczalni rowerów:) Zupełnie inaczej niż np. w Adelaide... -
ten rower z przodku - to jest coś:) Tam w stolicy autobusy mają takie stojaki na rowery? Jak tak, to by było super!
-
acha, to tak to wygląda:) Super!
-
a propo ANZAC Day to byłem w Turcji, w okolicach Gallipoli w czasie, gdy jest ono obchodzone, czyli w kwietniu i powiem wam, że nigdy w życiu nie widziałem takich tłumów Australijczyków i Nowozelandczyków. Dzień w dzień co chwila ich gdzieś widywałem, czy samotnie podróżujących, czy w małych grupach czy całe zorganizowane wycieczki. Rozmawiałem z Turkami i oni co roku bardzo wyczekują kwietnia, bo tak się przyjęło, że ANZAC Day wyznacza tam początek sezonu turystycznego. Istne tłumy bogatych turystów - na to warto czekać:) Pamiętam, jak z jednym z Australijczyków wraz z poznanym przeze mnie Szkotem byliśmy na kilku piwach, gdzie musieliśmy mu wytłumaczyć, o co chodzi w naszej europejskiej fascynacji futbolem, bo on (podobnie jak Amerykanie) nie umie tego zrozumieć. Mówi - "Przecież tam w meczu może być tylko jedna lub dwie bramki - tak mało? co w tym fajnego? To nie to samo co w rugby". Tak samo mówią przecież Amerykanie przyrównując to do futbolu amerykańskiego, baseballu czy koszykówki gdzie punkty zdobywa się co chwila. Inna rzecz, to wytłumaczenie mu, tak aby zrozumiał, że nie wszyscy w Europie znają i muszą znać angielski, bo my tu mamy prawie 50 państw i dwa razy tyle języków. I to jest nasze dziedzictwo kulturowe - a tego niestety brak Australii, Nowej Zelandii czy USA.
Ogólnie z tego spotkania jak i potem z kolejnymi spotkaniami z napotykanymi Australijczykami wyniosłem przekonanie, że to bardzo beztroski i szczęśliwy naród, choć mający małą wiedzę o świecie i historii, ale za to nie obciążony problemami z tego wynikającymi, wiec i też bardziej szczęśliwy, nastawiony na korzystanie z życia:)