Otrzymane komentarze dla użytkownika mapew, strona 1434
Przejdź do głównej strony użytkownika mapew
-
to sa mniszki (kobiety) - wygladaja jak miniaturki przy tych duzych figurach :-)
-
kasy1, w stu procentach zgadzam sie z Twoja wypowiedzia!
Imichorowski, dziekuje i obiecuje nowe zdjecia., Co do tekstu, to moze dodam kiedys w dalszej przyszlosci, jak bede mial natchnienie :-) Ja zdecydowanie chetniej fotografuje niz pisze ;-)
-
....a obok ...Żywiec niegazowana:)))???
-
Wspaniały reportaż z pobytu w fascynującym kraju. Szkoda tylko, że warstwa tekstowa nie dorównuje wspaniałym zdjęciom. Ale coż, to przecież impresje fotograficzne. Pozdrawiam.
-
Jak gigantyczne pionki ustawione na szachownicy.
-
Fajne zdjęcie. Ci mnisi też wyglądają jak figury.
-
Byłem w Birmie w 2003 r i w 2008 r.To piękny i interesujący kraj,zdecydowanie warty odwiedzenia.Co prawda Aung San Suu Kyi/liderka opozycji,laureatka pokojowej nagrody Nobla/namawia do bojkotu odwiedzin,ale zwykli ludzie sa innego zdania.Sa bardzo ciekawi Swiata na zewnatrz,a wielu z nich zyje z turystow. To przykre,ale na razie nie ma szans,zeby odzyskali wolnosc..
Junta przezyje bez wizyt turystow/utrzymuje sie z handlu narkotykami i bogactwami naturalnymi/,a prosci ludzie nie maja za wiele mozliwosci..Ja w kazdym razie zachecam goraco do wizyty w Birmie.Nie ma drugiego takiego kraju i takich ludzi w Azji.
K
-
dla mnie maja obie nazwy cos w sobie, w wymowie podoba mi sie nawet Myanmar, bo brzmi tak miekko :-)
Ja zawsze uwazalem, ze wyjazdy do takich krajow nie oznaczaja, ze sie popiera dany rezim.
Jasne, ze czesc pieniedzy trafia i do kasy panstwowej a i rezim ma tez wplyw na trasy podrozy, bo np. w Birmie czy Libii nie mozna wszedzie podrozowac, gdzie by sie chcialo. Ale zawsze ma sie tez kontakt z ludnoscia, a oni sa czesto "skazani" na turystow, bo jest to ich jedyne zrodlo dochodu. Ci panujacy poradza sobie i bez turystow, ale ci prosci ludzie niestety nie.
Jest tez inny aspekt: jezdzac do takich krajow mozna lepiej zrozumiec sytuacje danego kraju, niz czesto przedstawiaja to nasze media i inne zrodla. Czesto rzeczywistosc nie jest taka czarno-biala, jak sie mysli i slyszy z odleglosci. Tez w Birmie opozycja jest podzielona i sa rozne recepty na reakcje zagranicy - Aung San Suu Kyi jest np. przeciwko odwiedzaniu kraju przez turystow podczas gdy inni czolowi politycy opozycji popieraja turystyke w ich kraju.
Najbardziej otwarl mi oczy moj niedawny wyjazd do Iranu, gdzie na miejscu przekonalem sie, ze bardzo duza czesc spoleczenstwa mysli i czyni zupelnie inaczej, niz czesto przedstawialy to nasze srodki masowego przekazu.
Najlepiej potwierdzily to masowe demonstracje po ostatnich wyborach.
-
Widzę, że ciekawie rozwinęła się dyskusja nad Birmą, tudzież Myanmarem. Mnie osobiście bardziej podoba się już samo brzmienie oryginalnej nazwy :-)
Też się czasem zastanawiałam, czy powinno się jeździć do takich miejsc (podobne dylematy można mieć np. przy Tybecie) i znalazłam kiedyś relację, w które ktoś opisywał jak podróżować nie dając zbytnio zarabiać juncie. Ci ludzie rzeczywiście potrzebują i chcą kontaktu ze światem zewnętrznym. Im więcej turystów, tym trudniej będzie ukrywać zbrodnie. Nawet takie "niszowe" filmy jak "John Rambo" ;-) pomagają zwrócić uwagę na to co się tam dzieje..
Zabieram się An Ko za Burma VJ :-)
-
dzięki ;)
ja też nie uważam, że podróżowanie do birmy jest popieraniem reżimu. owszem, można tak na to patrzeć, ale sądzę, że tym ludziom potrzebny jest jakikolwiek kontakt z demokracją oraz świadomość, że ich problemy są na świecie dostrzegane - o ile oczywiście uda się wniknąć nieco głębiej w ich rzeczywistość.
widziałam i polecam fajny dokument: birma vj ;)
tu opisik: http://www.docreview.pl/2009/index.php?option=com_content&task=view&id=309&Itemid=266
pozdrawiam! ;)
-
to sa mniszki (kobiety) - wygladaja jak miniaturki przy tych duzych figurach :-)
-
kasy1, w stu procentach zgadzam sie z Twoja wypowiedzia!
Imichorowski, dziekuje i obiecuje nowe zdjecia., Co do tekstu, to moze dodam kiedys w dalszej przyszlosci, jak bede mial natchnienie :-) Ja zdecydowanie chetniej fotografuje niz pisze ;-) -
....a obok ...Żywiec niegazowana:)))???
-
Wspaniały reportaż z pobytu w fascynującym kraju. Szkoda tylko, że warstwa tekstowa nie dorównuje wspaniałym zdjęciom. Ale coż, to przecież impresje fotograficzne. Pozdrawiam.
-
Jak gigantyczne pionki ustawione na szachownicy.
-
Fajne zdjęcie. Ci mnisi też wyglądają jak figury.
-
Byłem w Birmie w 2003 r i w 2008 r.To piękny i interesujący kraj,zdecydowanie warty odwiedzenia.Co prawda Aung San Suu Kyi/liderka opozycji,laureatka pokojowej nagrody Nobla/namawia do bojkotu odwiedzin,ale zwykli ludzie sa innego zdania.Sa bardzo ciekawi Swiata na zewnatrz,a wielu z nich zyje z turystow. To przykre,ale na razie nie ma szans,zeby odzyskali wolnosc..
Junta przezyje bez wizyt turystow/utrzymuje sie z handlu narkotykami i bogactwami naturalnymi/,a prosci ludzie nie maja za wiele mozliwosci..Ja w kazdym razie zachecam goraco do wizyty w Birmie.Nie ma drugiego takiego kraju i takich ludzi w Azji.
K -
dla mnie maja obie nazwy cos w sobie, w wymowie podoba mi sie nawet Myanmar, bo brzmi tak miekko :-)
Ja zawsze uwazalem, ze wyjazdy do takich krajow nie oznaczaja, ze sie popiera dany rezim.
Jasne, ze czesc pieniedzy trafia i do kasy panstwowej a i rezim ma tez wplyw na trasy podrozy, bo np. w Birmie czy Libii nie mozna wszedzie podrozowac, gdzie by sie chcialo. Ale zawsze ma sie tez kontakt z ludnoscia, a oni sa czesto "skazani" na turystow, bo jest to ich jedyne zrodlo dochodu. Ci panujacy poradza sobie i bez turystow, ale ci prosci ludzie niestety nie.
Jest tez inny aspekt: jezdzac do takich krajow mozna lepiej zrozumiec sytuacje danego kraju, niz czesto przedstawiaja to nasze media i inne zrodla. Czesto rzeczywistosc nie jest taka czarno-biala, jak sie mysli i slyszy z odleglosci. Tez w Birmie opozycja jest podzielona i sa rozne recepty na reakcje zagranicy - Aung San Suu Kyi jest np. przeciwko odwiedzaniu kraju przez turystow podczas gdy inni czolowi politycy opozycji popieraja turystyke w ich kraju.
Najbardziej otwarl mi oczy moj niedawny wyjazd do Iranu, gdzie na miejscu przekonalem sie, ze bardzo duza czesc spoleczenstwa mysli i czyni zupelnie inaczej, niz czesto przedstawialy to nasze srodki masowego przekazu.
Najlepiej potwierdzily to masowe demonstracje po ostatnich wyborach.
-
Widzę, że ciekawie rozwinęła się dyskusja nad Birmą, tudzież Myanmarem. Mnie osobiście bardziej podoba się już samo brzmienie oryginalnej nazwy :-)
Też się czasem zastanawiałam, czy powinno się jeździć do takich miejsc (podobne dylematy można mieć np. przy Tybecie) i znalazłam kiedyś relację, w które ktoś opisywał jak podróżować nie dając zbytnio zarabiać juncie. Ci ludzie rzeczywiście potrzebują i chcą kontaktu ze światem zewnętrznym. Im więcej turystów, tym trudniej będzie ukrywać zbrodnie. Nawet takie "niszowe" filmy jak "John Rambo" ;-) pomagają zwrócić uwagę na to co się tam dzieje..
Zabieram się An Ko za Burma VJ :-) -
dzięki ;)
ja też nie uważam, że podróżowanie do birmy jest popieraniem reżimu. owszem, można tak na to patrzeć, ale sądzę, że tym ludziom potrzebny jest jakikolwiek kontakt z demokracją oraz świadomość, że ich problemy są na świecie dostrzegane - o ile oczywiście uda się wniknąć nieco głębiej w ich rzeczywistość.
widziałam i polecam fajny dokument: birma vj ;)
tu opisik: http://www.docreview.pl/2009/index.php?option=com_content&task=view&id=309&Itemid=266
pozdrawiam! ;)