Ajax Loader Ładuję ...

17.04.2009. Warszawa – do Katmandu przez Zurych i Delhi

 18.04.2009r. Katmandu.  Po przylocie i przywitaniu się z pilotem nepalskim udajemy się do hotelu. Po odpoczynku zwiedzamy Katmandu. Katmandu jest stolicą i jedynym wielkim miastem Nepalu. Założono je prawdopodobnie za czasów dynastii Liććhawich, czyli po roku 300 n.e, chociaż ostatnie wykopaliska archeologiczne w Hadigaon sugeruje istnienie starszego osadnictwa. Dzisiejsze Katmandu to najważniejszy ośrodek całej kotliny, a jego świątynie i kaplice stoją cierpliwie pośród tego, co przynosi najnowsza historia: zgiełku pojazdów i coraz większego i zanieczyszczeń. Centralnym punktem najstarszej dzielnicy i budowlą, od której pochodzi nazwa miasta, jest Kasthamandap, czyli „drewniany dom". Ten imponujących rozmiarów pawilon powstał w XII w. na skrzyżowaniu dwóch ważnych szlaków handlowych i początkowo społeczność wykorzystywała go jako miejsce handlu i wymiany. Miasto rozbudowywało się promieniście od tego punktu - pałac królewski i Durbar pojawiły się wkrótce potem. Pod koniec lat 50 XXw. na przedmieściach zaczęły się pojawiać domy z betonu i szkła w zachodnim stylu. W ciągu ostatnich 20 lat urbanizacji towarzyszyło wydłużanie się listy palących problemów. Rozwój przemysłu i wzrost liczby mieszkańców ( około 1,2 mln. ), doprowadziły do powszechnego i bezkrytycznego wypełniania wolnej przestrzeni, co nieodwracalnie zmienia wygląd miasta. Wytwórnie cegieł i prywatne domy budowane i możliwym skrawku ziemi pochłaniają cenne tereny pod uprawę ryżu. Charakter zabudowy dzieli Katmandu na dwie bardzo różne części. Tundikhel długi, odsłonięty i porosły trawą teren, wykorzystywany jako miejsce defilad i spotkań, stanowi granicę między średniowiecznym miastem na zachodzie z nieustannie rozrastającą się częścią wschodnią. Ruch kołowy okrąża Tundikhel, a ściślej mówiąc, coraz częściej dławi się w olbrzymich korkach. Charakterystycznym punktem jest pomnik Bohaterów i smukły, biały kształt Wieży Bhimsena. Na północy rozciąga się Rani Pokhari, zbiornik wodny z małą białą świątynią pośrodku, zbudowany przez Pratapa Mallę. Od Tundikhelu na północ odchodzą dwie główne drogi. Kanti Path prowadzi do turystycznej dzielnicy Thamel, pełnej hoteli i restauracji dla wędrowców z plecakami, a dalej przechodzi w Lazimpat i biegnie przez dystrykt ambasad. Równolegle do Kanti Path, od wschodu, ciągnie się główne skupisko biur - ulica Durban Marg. Na jej północnym końcu stoi nowoczesny pałac królewski Narajanhiti, rodziny królewskiej i miejsce masakry z czerwca 2001 r. Durbar Marg to główna arteria nowoczesnej, komercyjnej części miasta, w której mieszczą się banki, biura podróży, agencje linii lotniczych i restauracje, a także najbardziej pożądane miejsce do zamieszkania. Minio intensywnej rozbudowy Katmandu zachowało sielską atmosferę, nawet w nowocześnie wyglądającym centrum. Na ulicy zawsze może się pojawić stado kóz i kaczek, a na środku jezdni często spotyka się przeżuwające z zadowoleniem krowy, najwyraźniej świadome swego statusu świętych. W hinduistycznym Nepalu zabicie krowy prawo przewiduje karę więzienia i olbrzymią grzywnę. Kumari Bahal (Dom Żywej Bogini), zamknięta dla publiczności, XVII-wieczna, zdobiona sztukateriami świątynia o misternie rzeźbionych ozdobach okien, wyra­sta po zachodniej stronie placu. Wyszukane drewniane rzeźby na wewnętrznym dziedzińcu, gdzie można zobaczyć również samą Kumari, są jeszcze bardziej za­chwycające niż wystrój fasady. Żywa bogini jest uważana za inkarnację dziewczynki - dziewicy, a jej kult sięga XVII w. Tutejsza Kumari jest nazywana „królewską", w odróżnieniu od innych bogiń w dolinie, ponieważ oddawał jej cześć sam król. Bo­gini opuszcza swój Bahal tylko podczas święta religijnego Indradźatra. Jedzie wówczas na ozdobionym kwiatami rydwanie ciągniętym przez wiernych, a towarzyszy jej wspaniała procesja. Zgodnie z tradycją stopy Kumari nie powin­ny dotykać ziemi. Żywą boginię wybiera się z grupy 4-5-letnich dziewczynek z newarskiego klanu złotników i srebrników, wywodzących się z rodu Śakjów, z którego pochodził Bud­da. Jej ciało musi być bez skazy i posiadać 32 wyraźnie określone cechy - trzeba np. udowodnić, że dziewczynka nigdy nie krwawiła. Po przejściu szeregu prób dziecko potwierdza wybór w obecności kapłanów, rozpoznając pośród wielu drobin i li przedmiotów ubrania i ozdoby poprzedniej Kumari. Następnie nosi się ją do bahalu, który będzie jej domem, dopóki nie osiągnie dojrzałości albo straci krew w inny sposób, na przykład z powodu skaleczenia. Wtedy zastępuje ją kolejna dziewczynka. Kiedy czas Kumari dobiega końca, dziewczyna opuszcza świątynię z dużym posagiem i prawem do małżeństwa. Jednak stary przesąd głosi, że byłe boginie przynoszą nieszczęście domowi, w którym mieszkają, a ich mężowie młodo umierają. Po wyjściu z bahalu po lewej stronie widać Adko Narajan. Ta budowla z trzema dachami, stojąca na pięciowarstwowym cokole, pochodzi z 1670 r. i jest doskonałym punktem obserwacyjnym podczas świąt. W zwykłe dni stopnie zapełnia tłum oferujących towary handlarzy, rolników odpoczywających obok tobołków i ludzi gawędzących albo po prostu chłonących atmosferę placu. 

Plac Durbar jest sercem miasta i najważniejszym punktem dla wielu ludzi przyjeżdżających tutaj w celach turystycznych. Na jego niewielkim obszarze skupia się aż 50 świątyń i posągów. Zwiedzanie najlepiej zacząć od zachodniej strony, skąd roztacza się najlepszy widok, a następnie wejść w niewielką uliczkę o nazwie Maru Tol, gdzie stoi sławny Kasthamandap („drewniany dom"), centralny punkt miasta. Jest to jedna z najstarszych budowli w Kotlinie Katmandu, pochodząca z XII stulecia, od której prawdopodobnie wzięła się nazwa stolicy. Naprzeciw znajduje się duża, zabawna, złocona figura je wierzchowca - szczura. Popularna nazwa sanktuarium pochodzi od drzewa Aslioka, które ponoć ją niegdyś ocieniało. Złota replika, hinduskiego symbolu miłości, znajduje się nad wizerunkiem Ganeśi. Największą świątynią po lewej stronie placu Durbar jest Madźu Dewal Śiwa, z trzema dachami górującymi ponad stromym cokołem. Na lewo stoi świątynia Siwy i Parwati. Stylizowane, proste wizerunki boskich małżonków, wyrzeźbione w drewnie i pokryte warstwą farby, łagodnym wzrokiem spoglądają w dół ze środkowego okna go balkonu. Posąg króla Pratapa Malii stoi na kolumnie przy wejściu na drugą część placu, i wrócony twarzą w stronę swojego dawnego pokoju modlitewnego na trzecim piętrze, świątyni dedykowanej boskości króla. Na prawo duża drewniana kratownica ukrywa ogromną, złoconą twarz Seto Bhajrawy, groźnej postaci odsłanianej tylko podczas obchodów święta Indradźatra. Wówczas obsypuje się bóstwo ryżem i kwiatami, a z jego ust płynie czang – piwo ryżowe. Nad placem Durbar góruje Hanuman Dhoka Durbar, dawna siedziba władców, pochodzący z 1672 r. posąg boga-małpy Hanumana, wysmarowany pastą i osłonięty parasolem. Brama pałacu jest barwnie pomalowana. Przy niej żołnierze w  czarno-białych mundurach dynastii Maiła. Pierwszy dziedziniec to Nnssai. Odbywały się na nim ważne  królewskie ceremonie, w tym koronacje. Po północnej stronie pod arkadami biegnie galeria, którą zdobią portrety współczesnych władców z dynastii Śah. W rogu widać pięć okrągłych dachów Pańća Mukhi Hanuman – świątyni  bóstwa o pięciu twarzach. Kompleks pałacowy istniał już w czasach dynastii Liććhawich. Dzisiaj obejmuje ciąg 14 dziedzińców, w większości pochodzących z czasów Mallów. Po powrocie na Durbar warto się zatrzymać przy najstarszej budowli w tej części to mandir Dźagannathy, pochodząca z XVII w. świątynia Kriszny - Pana Świata. Tu również rozpory są pokryte rzeźbami o tematyce erotycznej. Obok stoi mandir Gopinathy, czyli Krisz - Władcy Pasterek, z trzema dachami i na trzypoziomowym cokole. W pobliżu znakomita płaskorzeźba przedstawia Czarnego Bhąjrawę. Ten groźny bóg z ośmioma rękami i sznurem ludzkich czaszek na szyi trzyma w dłoniach sześć mieczy, topór i tarczę. Nogą przydeptuje martwe ciało, symbol ignorancji. Wierni nie szczędzą mu ofiar wkładanych do misy, również w kształcie czaszki. Według legendy każdy, kto skłamie w obecności Czarnego Bhajrawy, za jego sprawą wykrwawi się na śmierć. Dawniej przyprowadzano tu złoczyńców i zmuszano, żeby przysięgali, niewinni, trzymając rękę na stopie boga. Rzeźba do dzisiaj stoi w dogodnym  - dokładnie naprzeciw głównego komisariatu policji. W ciągu dnia udajemy się na obiad, a wieczorem na kolację w mieście.  

 

  • Godzina 7 rano udajemy się na wycieczkę
  • Rozkladają swe stragany biedniejsi handlowcy
  • Pierwsza Nepalka na szczycie Mont Everestu
  • Mnisi udający się do klasztoru
  • Oczy Buddy spoglądające ze stupy w centrum Katmandu
  • Wielkie słonie strzegą wejścia na stupę
  • Typowa ulica Katmandu -  pył unoszący się i wysoka temperatura 35  c
  • Dziedziniec budynku w którym mieszka Kumari -  żywa bogini
  • Wyjście z dziedzinca Kumari Bahal
  • Brama główna Pałacu Królewskiego w Katmandu
  • Liczne lwy wykonane z mosiądzu lub kamienne strzegą wejść do swiątyń
  • Wejście do naszego hotelu w Katmandu

19.04.2009r. Rzeka w okolicach Katmandu Rano po śniadaniu wyruszamy za miasto na spływ rzeką. Wykupiliśmy spływ pontonami po rzece w pobliżu Katmandu. Po 2 godzinach jazdy byliśmy na miejscu. Stanęliśmy nad brzegiem rzeki. Płynąć miało dwanaście osób. Troje Nepalczyków z obsługi spływu po jednym na każdym pontonie, Nas było sześcioro: trzech mężczyzn i trzy kobiety. Nepalczyk udzielał nam instrukcji: jak należy zachowywać się w pontonie, jak wiosłować, co robić, gdy ponton zalewać będzie fala. Dostaliśmy kamizelki ratunkowe, kaski i krótkie wiosła. I już po chwili byliśmy w pontonie. To, co nas w pierwszej chwili zaskoczyło to woda, była w miarę ciepła. Ruszyliśmy. Z Adamem siedziałem na dziobie. To my pierwsi mieliśmy stawić czoło falom i wirom. To w nas pierwszych uderzała woda. To my, szaleńczo wychylając się za burtę, najwięcej wiosłowaliśmy. Lecz miejsca na przedzie pontonu, choć eksponowane, pozwalały się dobrze trzymać. Siedząc dalej z tyłu, na chybotliwej burcie pontonu, z powodu gorszego oparcia było się bardziej narażonym na zepchnięcie przez falę. Nasz ponton początkowo płynął po spokojnej wodzie, jednak już wkrótce wyrosły przed nim fale. Pierwszy kontakt z żywiołem nieco wszystkich zaskoczył. Nikt nie spodziewał się, że spływ będzie aż tak gwałtowny. Ponton, pędząc szybko z nurtem rzeki i przyspieszany przez nasze wiosłowanie wpadł na fale. Uniósł się na pierwszej z nich i poleciał stromo w dół. Wtedy wpadliśmy na następną. Fala przetoczyła się po pontonie. Wszyscy byliśmy mokrzy. Z tyłu poganiał nas głos Nepalczyka: Wiosłować! Szybciej! Szybciej!. Ponton podskakiwał przez następne fale. W połowie spływu była chwila na odpoczynek i zrobienie zdjęć. Aparaty mieliśmy zamknięte w beczce na pontonie. Druga połowa spływu była fantastyczna. O mało nie wypadłem z pontonu. Gdy dopłynęliśmy do brzegu, po zmianie odzieży wyruszyliśmy autobusem do Parku Chitwan. Królewski Park Narodowy Chitwan. Parki narodowe Taraju od wieków słyną jako doskonałe miejsca do obserwowa­nia dzikiej przyrody i tym samym przyciągają gości z całego świata.  Najłatwiej dostępny jest Królewski Park Narodowy Chitwan. Jego obszar zalicza się do najbogatszych pod względem przyrodniczym terenów Azji, a jego dumą są porośnięte wysoką trawą największe zachowane siedliska zwierzyny. Teren parku był wcześniej rezerwatem łowieckim rządzącej dynastii Ranów. Park Narodowy zajmuje nisko położoną dolinę pomiędzy łańcuchami Śiwalik i Mahabharat. Odwadniają go dwie główne rzeki, Narajani i Rapti. Do końca lat 40. były to tereny słabo zaludnione, przeważnie przez członków ludu Tharu, którzy prawdopodobnie uodpornili się na miejscową odmianę malarii. Po wyeliminowaniu malarii, w Chitwanie wycięto lasy i zaczęto uprawiać ziemię, a liczba mieszkańców w ciągu niespełna 10 lat zwiększyła się trzykrotnie. Problemem stało się wówczas kłusownictwo. Ginęły zwłaszcza nosorożce, ze względu na cenne rogi. W 1964 r. ustanowiono rezerwat i wysiedlono albo przesiedlono znaczną liczbę mieszkańców. W 1976 r. terytorium parku Chitwan zwiększono do obecnych i rozmiarów - 1040 km3. Po przyznaniu koncesji na działalność prywatnym organizatorom safari i wybudowaniu hoteli turystycznych, na terenie parku turystyka zaczęła się rozwijać w przyspieszonym tempie. Duże zwierzęta zamieszkują przede wszystkim gęste lasy i wysokie trawy równin; zalewowych. Najlepiej oglądać je z grzbietu dobrze wytresowanego słonia – wszystko widać, a zapach olbrzymiego zwierzęcia zabija zapach człowieka poza tym nosorożce lubią bagniste tereny i na niektóre obszary można się dostać wyłącznie na grzbiecie słonia. Jest to także najbezpieczniejszy sposób oglądania tych zwierząt, podobnie jak tygrysów, gaurów i baribali. Każdy z siedmiu hoteli turystycznych i baz namiotowych działających na terenie parku ma zezwolenie na utrzymywanie własnej stajni słoni. Sławny Tiger Tops Jungle Lodge i związana z nim baza namiotowa są najlepszymi obiektami turystycznymi w tym rejonie, powstałymi w 1965 r., jeszcze przed ustanowieniem parku narodowego. Słyną z najlepszych na świecie stanowisk do obserwowania dzikiej zwierzyny, a także jako gospodarze Mistrzostw Świata w Polo na Słoniach (World Elephant Polo Championship). Innym sposobem na obserwowanie jeleni, dzików, nosorożców oraz, rzadziej, tygrysów, panter i wargaczy jest wyprawa samochodem terenowym. Nie wol­no jednak poruszać się w parku po zmierzchu. Po przyjeździe do Chitwan i zakwaterowaniu. Odpoczynek, zwiedzanie parku wokół hotelu. Po południu samochodem pojechaliśmy nad rzekę. W łodziach wykonanych z drzewa / dłubanka / popłynęliśmy podziwiać krajobraz Parku i spotkać krokodyle i słonie. Potem poszliśmy do Ośrodka Hodowli słoni. Były tam matki z młodymi.

  • Płyniemy po rzece w poblizu Katmandu
  • Płyniemy - jest pięknie
  • Płyniemy - jest pięknie
  • Wyruszamy z Katmandu do Chitwan
  • Kolorowe kwiaty w parku przy hotelu w Chitwan
  • Kolorowe kwiaty w parku przy hotelu w Chitwan
  • Restauracja hotelowa
  • Przez środek wsi Chitwan idą wielbłądy
  • Będziemy płynać na spotkanie z krokodylami
  • Zajmujemy miejsca w łódkach
  • Grzbiet spiącego krokodyla 3 m od nas
  • Ośrodek hodowli słoni -  największy smyk wsród małych słoni
  • Tata słoń

20.04.2009r. Zwiedzanie Parku Narodowego Chitwan. Następnego ranka dosiedliśmy słonia i na grzbiecie tego ogromnego zwierzęcia wyruszyliśmy na naszą wyprawę. Najpierw jechaliśmy przez wioskę obserwując życie mieszkańców. Po pół godzinie dotarliśmy do dżungli. Towarzyszący nam Nepalczyk wkrótce skierował słonia wprost między drzewa i liany. Opuściliśmy drogę i  posuwaliśmy się na przełaj przez dżunglę. Nasz słoń torował sobie drogę trąbą. Jazda na słoniu jest w zasadzie przygodą samą w sobie. Jednak głównym celem naszej wyprawy było wypatrzenie nosorożca. W samym parku Chitwan i okolicach żyje ponad 300 nosorożców, i właśnie możliwość ujrzenia ich w stanie dzikim jest magnesem przyciągającym tam turystów. Po 1,5 h przedzierania się przez dżunglę mieliśmy jednak wątpliwości, czy nam się uda dojrzeć nosorożca. Jednak nasz przewodnik złapał ślad. I po chwili ujrzeliśmy kilkanaście metrów przed nami, między drzewami, dwa nosorożce. Mimo, że nie było ich wyraźnie widać, chwyciliśmy za aparaty. Nasz przewodnik zrobił nam jednak niespodziankę, słoń wolno ruszył w ich kierunku. Nosorożce odwróciły się w naszym kierunku. Słoń stanął naprzeciwko nich, w odległości może 2-3 m. Wielkie zwierzęta stały nieruchomo naprzeciwko siebie. Cieszyliśmy się, że my siedzieliśmy na tym większym. Aparaty fotograficzne znowu poszły w ruch. Po chwili nosorożce się odwróciły i poszły wykąpać się do bajorka. Jeszcze chwilę obserwowaliśmy ich. Spotkaliśmy także małpy i jeleniowate. Potem powrót przez wioskę do miejsca gdzie wsiadaliśmy. Piechotą do hotelu. Po obiedzie wybieramy się na słoniach do kąpieli w rzece. Obok hotelu wsiadamy na słonie i udajemy się do rzeki. Fantastyczna przygoda. Po obiedzie wyruszamy z powrotem do Katmandu. Zatrzymujemy się w drodze na lunch. Jemy tradycyjny posiłek kuchni nepalskiej, popijając piwem. Wieczorem dojeżdżamy do hotelu. Spacer po Katmandu po piwo.

  • W drodze do Parku biedna część wsi
  • Nosorożec indyjski przy bagienku
  • Nosorożce indyjskie w kąpieli
  • Obserwujemy nosorożce
  • Jeleniowaty odpoczywa sobie w zaroślach
  • Dyskusja przed sklepem
  • Jaszczurki -  było ich pełno w pokoju,  restauracji i w parku
  • W drodze do rzeki
  • Kąpiel ze słoniem - piękny prysznic
  • Kąpiel ze słoniem - powrót do hotelu
  • Most wiszący dla ludzi mieszkających za rzeką
  • Droga w dolinie w drodze do Katmandu
  • Liczne pola ryżowe
  • Uliczny zakład krawiecki
  • Tarasowe pola uprawne

 21.04.2009r. Lot nad Himalajami. Udajemy się na lotnisko w Katmandu. Odprawa tak jak na normalnym rejsie samolotu. Bilet kosztuje 150 dolarów. Zajmujemy miejsca przy oknie, aby każdy mógł podziwiać panoramę Himalajów. Startujemy, jest mgła, lecz im wyżej tym pogoda się poprawia. Pięknie widać: Everest, Lhotse, Makalu, Kanchenjunge i inne. Po powrocie zdjęcie przy samolocie i dyplom przelotu nad Himalajami. Po locie wyjeżdżamy autobusem na treking do Nagarkotu, potem będziemy szli 6 godzin pod górę, Wspaniałe widoki, przechodzimy przez wioski, zaglądając na podwórka. Kilka osób jedzie autobusem na miejsce noclegu. Po drodze zatrzymujemy się na lunch. Posiłek niosą nam Szerpowie. Pod koniec podejścia do schroniska złapał nas deszcz. W schronisku wyłączono prąd, nie było światła ani wody. Przy świecach zjedliśmy obiadokolację i poszliśmy spać. 

  • Na pokładzie piękna Nepalka
  • Melungtse - 7181m
  • Everest -  8848m,   Lhotse -  8516m
  • Pamiątkowy dyplom przelotu nad Himalajami
  • Zbiory ziemniaków
  • Piękna brama we wsi
  • Suszenie zboża na poboczu drogi
  • Ziemniaki zapiekane na ostro w przydrożnym barze
  • Pieczony na oleju chleb
  • Często spotykane plakaty nam też znane
  • Dziewczynka ze wsi na szlaku
  • Tarasowe pola uprawne i droga przez wieś
  • Przed domem warsztat

22.04.2009r. Nagarkot dalej na wschód przytula się do wysokiego na 1985 m.n.p.m. wzgórza, wyrastającego z dala od zgiełku i zanieczyszczeń miasta. Po godzinie jazdy krętą drogą z Bhaktapuru wita podróżnych, świeży, górski wiatr i widok na dolinę. Horyzont zamyka jeden z najlepszych widoków na Himalaje, jaki można oglądać ze skraju Kotliny Katmandu: od Annapurny po Mount Everest. Szczyty wydają się odległe o najwyżej dzień wędrówki. Rosnąca oferta noclegowa przyciąga turystów, którzy przyjeżdżają tu na jedną noc tylko po to, żeby zobaczyć wschód i zachód słońca nad górami. Do najpopularniejszych miejsc należą Club Himalaya i nieco skromniejszy Fort. Vajra i i Farmhouse, niedaleko za głównym skupiskiem ośrodków, oferuje więcej ciszy i spokoju, ładny ogród i przyjemne pokoje wokół dawnego gospodarstwa. Biura podróży w Katmandu organizują dowóz taksówkami oraz wycieczki z przewodnikiem, których celem jest oglądanie wschodu i zachodu słońca. Jeżeli ktoś ma więcej energii, może pojechać autostopem do Nagarkotu i pójść i w dół dowolnym z kilku tamtejszych szlaków, albo pokonać ciekawą, krętą, nieutwardzoną trasę do Sankhu na rowerze. Wcześnie rano wstaliśmy oglądać wschód słońca nad Himalajami. Byli także turyści z Japonii, Francji i Niemiec. Lech mgła uniemożliwiała dobre widoki. Był już prąd, więc wykąpaliśmy się. I po śniadaniu ruszamy w drogę powrotną. Przez wioski do Ćangu Narajan. Docieramy do kawiarenki w Ćangu Narajan. Czekamy na resztę z autokaru. Po kawie idziemy zwiedzać Ćangu Narajan. Ćangu Narajan W każdym z dotychczasowych królewskich pałaców jest kaplica bóstwa., a wiele innych zbudowano w różnych miejscach doliny, ale żadna nie jest bogatsza w piękne rzeźby, niż stojąca na szczycie wzgórza Ćangu Narajan, 12 km na wschód od Katmandu. Droga wiodąca do niej prowadzi z północnego krańca Bhaktapuru. Można się również wybrać na trwającą pół dnia wycieczkę z Nagarkotu wschodnim skrajem doliny, ewentualnie wynajmując miejscowego przewodnika. Bogato dekorowana świątynia przeszła gruntowną przebudowę po pożarze w roku 1702. Znajdująca się tam najstarsza inskrypcja w okolicy, datowana na 464 r. n.e., jest prawdziwym świadectwem wielkości króla Manadewy I z dynastii Lićchawich, pierwszej wielkiej postaci w historii Nepalu. Sanktuarium stoi na przestronnym dziedzińcu usianym bezcennymi kamiennymi posągami z okresu od IV do IX w., czyli z czasów panowania Lićchawich. Ten złoty wiek klasycznej sztuki newarskiej wydał przede wszystkim arcydzieła o charakterze religijnym, Warto zwrócić uwagę na: Wisznu Narsinghę z głową lwa, rozszarpującego króla demonów; Wisznu z dziesięcioma głowami i dziesięcioma rękami, przechodzącego przez kolejne warstwy kosmosu; Wisznu Wikrantę, karła z sześcioma rękami, W świątyni umieszczono również kamienny posąg boga z V stulecia, ale mają do niego dostęp wyłącznie kapłani. Przed sanktuarium, oprócz kamienia z najstarszą inskrypcją, można również podziwiać posąg Garudy, mitycznego ptaka służącego jako niebiański rumak Wisznu. W pozłacanej klatce zamknięto pełne gracji posągi króla Bupathindry Maili i królowej. Po zwiedzeniu Ćangu Narajan, udajemy się do autokaru i jedziemy do Bhaktapuru. Bhaktapur. Dawna stolica królestwa, wpisana na Listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO, jest dziś najlepiej zachowanym „średniowiecznym" miastem Nepalu, z tradycyjną zabudową i  liczbą świątyń. Zwiedzanie miasta należy zwykle do najważniejszych punktów wizyty Nepalu. Założył je w IX w. król Ananda Malla, budując na wzór konchy Wiszu. Dawniej była to stolica królestwa, kwitnący ośrodek przy szlaku handlowym do Tybetu; dzisiaj obecność tradycji wyczuwa się tu bardziej niż w Katmandu czy Patanie, częściowo dlatego, że ośrodek leży na uboczu. W latach 1974-1986 zabytkowa część Bhaktapuru, uważana za klasyczny przykład „średniowiecznego" nepalskiego miasta, przeszła gruntowną renowację, przeprowadzoną dzięki pomocy niemieckiego rządu. Dawna stolica, licząca dziś 74 tys. mieszkańców, z czego 98% to ludność newarska, jest najbardziej samowystarczalnym organizmem miejskim w Kotlinie Katmandu. Okoliczni chłopi dostarczają produktów żywnościowych, rzemieślnicy i potrafią restaurować i zdobić stare domy i świątynie, a żyjący tu ludzie zachowali dawną wiarę i tradycje. Opłatę za wstęp pobieraną od turystów przez władze przeznacza się na utrzymanie czystości ulic i konserwację zabytków religii i kultu. Osoby, które zamierzają tu zostać dłużej niż jeden dzień, powinny to zaznaczyć bramie. Do wydania przepustki na dłużej niż tydzień jest potrzebna fotokopia i zdjęcie paszportowe.  Plac Durban. Ta część miasta leżała początkowo poza jego granicami, a centrum, przesunięte bardziej na wschód, rozciągało - wokół placu Dattatraja. Plac Durbar przyłączono za panowania króla Bupathindry Maili, mniej więcej na początku XVIIIw. Brzemienne w skutki trzęsieniu ziemi 1934 r. zniszczyło wiele pięknie dekorowanych budowli, którymi plac był kiedyś gęsto usiany. Dzisiaj wyłożony cegłami Durbar jest rozległy i przestrzenny. Dwa piękne posągi na lewo przedstawiają Durgę z osiemnastoma rękami i Bhajrawę z dwunastoma. Oboje strzegli wejścia do nieistniejącej już dzisiaj części pałacu. W budynkach po stronie południowej, odrestaurowanych niedawno przez miejscowych rzemieślników, mieszczą się dzisiaj biura i nowa restauracja. W pobliżu stoi świątynia poświęcona Śiwie (Rameśwar) oraz wybudowane na wzór śikhary sanktuarium Durgi, z posągami Hanumana i Narsinghi. Najbardziej charakterystycznym elementem jest kunsztownie wykonany, złocony króla Bupathindry Maili, usadowiony na wysokiej kolumnie. Pałac królewski. Posąg Bupathindry Maili patrzy w stronę Sun Dhoka, czyli Złotej Bramy, wszechnie uznawanej za największe dzieło sztuki w Kotlinie, a prowadzącej do pałacu królewskiego. Furtę, świadectwo wielkiego kunsztu i umiejętności ówczesnych rzemieślników, wykonano w 1753 r. Na framudze ze złoconej miedzi widać wizerunki licznych bóstw, a wejście zbudowane z cegieł przykrywa złocony dach, zdobiony wyobrażeniami lwów i słoni. Stojąc tyłem do Sun Dhoka, widzi się pozostałości pałacu królewskiego zniszczonego w czasie trzęsienia ziemi w 1934 r. Na prawo wznosi się wybudowany z cegły XVIII-wieczny Pałac Pięćdziesięciu Pięciu Okien. Na lewo w otynkowanym i bielonym skrzydle z początku XIX stulecia mieści się Narodowa Galeria Sztuki. Po jednej stronie wejścia stoi posągu-małpy, po drugiej Narsinghi, czy i postacią człowieka-lwa. Dziedziniec pałacu, do których prowadzi Sun Dhoka, mają charakter religijny i obrzędowy. Po przejściu przez parę niskich drzwi i niewielkie podwórza, krętą drogą dochodzi się na tyły pałacu, gdzie po lewej stronie widać misternie rzeźbione wejście na Taledźu Ćauk. Dwa następne dziedzińce, poświęcone boginiom Taledźu i Kumari, są święte, ale strażnicy zwykle pozwalają zajrzeć na ten pierwszy - dom Taledźu po południowej stronie, bogato rzeźbiony i zdobiony. Pobliski Sundari Cauk to dziedziniec rytualnych kąpieli królów Bhaktapuru, który - inaczej niż pozostałe - nie jest otoczony budynkami. Wyjątkowo duży basen zdobią kamienne posągi, a pośrodku widać wspaniałą rzeźbę świętego węża. Pałac Bhaktapur, chociaż nie w pełni zachowany, jest miejscem, gdzie warto spędzić trochę czasu, podziwiając piękno tego, co pozostało z najwspanialszej ze wszystkich budowli w Kotlinie Katmandu. Z przodu placu Durbar stoi Cjasilin Mandapa, ośmiokątny pawilon zniszczony podczas trzęsienia ziemi w 1934 r., ale całkowicie odbudowany w latach 1987-1990 przez rząd niemiecki. Wąska uliczka Baha Tal, wzdłuż której ciągną się zachęcające do wejścia sklepy i małe restauracje, sprowadza na niższy plac. Dwie okazałe, przepełnione religijną aurą świątynie na placu Taumadhi Tol odnowiono w latach 90 XX w. Dzięki opłatom za wstęp pobieranym od turystów, Mandir Njatapola, najwyższy w Nepalu, ma ponad 30 m wysokości i konstrukcję opartą na liczbie pięć. Rzeźbione drewniane kolumny podpierają pięć strzelistych dachów i tworzą balkon wokół sanktuarium. Kształt bryły doskonale równoważy pięciopoziomowa podstawa: na każdym poziomie po obu stronach stromych schodów siedzą wielkie posągi strażników. Według legendy każda para ma pięć razy większą moc od pary siedzącej poniżej. Dwójka sławnych zapaśników Malla u stóp schodów jest dziesięciokrotnie silniejsza od zwykłego śmiertelnika, słonie ponad nimi są dziesięć razy silniejsze niż zapaśnicy itd. Wyżej siedzą lwy, gryfy oraz boginie Baghini i Singhini. W ten sposób moce nadprzyrodzone kumulują się na szczycie w tajemniczym sanktuarium Njatapola poświęconym Lakszmi, małżonce Wisznu. Świątynię ufundował w 1702 r. król Bupathindra Malla. 108 malowanych drewnianych rozpór dachowych ukazuje boginię w rozmaitych postaciach. Jak dotąd żaden mieszkaniec Bhaktapuru nie zaglądał do wnętrza samego sanktuarium, ani nawet się o to nie starał - ludzie zbierają się na ceglanych tarasach, żeby zwyczajnie pogawędzić w słońcu, nie bacząc na nagromadzenie tantrycznych mocy.Ogromne stopnie są doskonałym miejscem obserwacyjnym podczas obchodów Nowego Roku – gromadzą się na nich wówczas tłumy widzów. Mandir Bhajrawnath doskonale kontrastuje ze strzelistym Mandirem Njatapola. Prostokątna podstawa jest ustawiona bezpośrednio na placu, a trzypoziomowy dach nadaje całości masywny, stabilny wygląd. W sanktuarium czci się patrona miasta, Śiwę Bhajrawę. Nie tylko architektura świątyni, ale również zdumiewająca potęga bóstwa ma zupełnie inny charakter niż w wypadku tantrycznej bogini, co przy okazji doskonale obrazuje typową dla Newarów potrzebę równoważenia lęku. Wizerunek Bhajrawy wozi się po mieście podczas tygodniowych obchodów święta Bisket. Ponieważ składa się on wyłącznie z wysokiej na zaledwie 30 cm. jest umieszczony na platformie z brązu, na którą wchodzi się po schodach. Wejście do świątyni otwiera się z tyłu i prowadzi przez niewielkie sanktuarium boga chaosu Betsla. Podczas obchodów święta Basket wizerunek Besala umieszcza się na przedzie rydwanu. Plac Garncarzy. Nyatapola Cafe i Sunny Restaurant to przyjemne miejsca, których można popatrzeć na tętniący życiem plac. Z tyłu kręta uliczka biegnie na południowy zachód, w stronę jednego z rynków garncarskich, gdzie schną na słońcu setki naczyń. Wielkie kamienne koła pracują przez cały dzień: kobiety mielą ziarno, a mężczyźni lepią z gliny naczynia. Ganeśa. patron garncarzy, spogląda na to wszystko ze świątyni Dźeth Ganeś, ufundowanej przez jednego z garncarzy w 1646 r. Wąskie uliczki odchodzące od rynku na zachód prowadzą do kilku ciekawych świątyń dziedzińców. Aleja na południe zmierza w stronę rzeki Mannante i Ram Ghat, miejsca rytualnych kąpieli i kremacji. Na południowy wschód od Taumadhi Tol stroma, wyłożona kamiennymi płytami droga wyznacza trasę procesji dla rydwanów Bhajrawy i bogini Bhadrakali zmierzających na plac w pobliżu rzeki podczas corocznych obchodów święta Bisket. Te barwne i żywiołowe uroczystości odbywają się w kwietniu, a ściągają na nie tysiące ludzi pragnących uczcić początek Nowego Roku przy 25-metrowym słupie. Był to ciężki dzień do zwiedzania, zmęczeni wracamy do hotelu.  

  • Schronisko gdzie mieszkaliśmy - cztery piętra
  • Zabudowania starego fortu przerobione na hotel
  • Dziewczynka udaje sie do szkoły -  dom zbudowany z gliny
  • Uczniowie w mundurkach idą do szkoły
  • Dziadek uczy wnuki nauki języka angielskiego
  • Wcielenie Buddy na cokole fontanny
  • Figurka mnicha przy wejściu na fontannę
  • Piękna jaszczurka
  • Świątynia Candu Narajan
  • Wisznu i ptak Garuda
  • Suszenie zboża przed wejściem do Klasztoru
  • W wąskiej uliczce Placu Dattatraja słynne okno z pawiem - wykonane z jednego kawałka drewna
  • Kamienne posągi przy wejściu do świątyni
  • Ulica Bhaktapuru
  • Pagoda z 1708r bogini Siddhi Lakszmi - kamienne figury
  • Świątynia Kasi Bishwanath - poświecona jednemu z wcieleń Wiszniu -  Bhairavowi
  • Plac Garncarzy  - suszenie wyrobów z gliny
  • Pięknie ozdobiony dzban na wodę
  • Sceny z kamasutry na belkowaniu świątyń
  • Ujęcie wody dla ludzi
  • Nad rzeką śmieci i namioty ubogiej ludności
  • Wejście do basenu z Śpiącym Buddą
  • Kolejka wiernych do bramy

23.04.2009r. Katmandu. Od miesiąca udostępniono do zwiedzania pałac królewski w Katmandu. Ustawiamy się w kolejce dla obcokrajowców i czekamy na wejście. Nie można zabierać żadnych aparatów ani kamer. Tragedia rodziny królewskiej rozegrała się w 2001r. Dziesięcioro członków rodziny panującej w Nepalu, w tym króla Birendrę Bir Birkram Shah Dev i królową Aiswaryę, zastrzelił następca tronu tego kraju Dipendra, a następnie próbował popełnić samobójstwo. Do tragedii doszło w pałacu królewskim Narayanhiti w Katmandu. Wydarzenia w pałacu królewskim określane są mianem "tragedii narodowej". Wśród zabitych są też córka króla - księżna Sruti, i jego najmłodszy syn - książe Narajan. 30-letni Dipendra otworzył ogień do swoich najbliższych w czasie kolacji. Później próbował popełnić samobójstwo, lecz potem zmarł w szpitalu. Nieoficjalnie mówi się, że do strzałów doszło, gdy królowa odmówiła mu zgody na zawarcie związku małżeńskiego, gdyż miała zastrzeżenia do jego wybranki. Z rodziny królewskiej ocalał brat króla, książe Gyanendra, którego nie było w Katmandu. Po krótkim okresie rządów musiał ustąpić. Następca król Gjanendra został zmuszony do opuszczenia pałacu królewskiego i przeniósł się do letniej rezydencji w lesie Nagardżuna. Maoiści, którzy wygrali  wybory powszechne w Nepalu od dawna domagali się od króla, by opuścił pałac i umożliwił przekazanie posiadłości na cele społeczne lub na rezydencję przyszłego prezydenta kraju. Obalenie monarchii i wprowadzenie w Nepalu ustroju republikańskiego jest jednym z głównych celów politycznych maoistów. Jeszcze do niedawna mieli oni w tej sprawie poparcie większości ugrupowań politycznych kraju. Po ostatnich morderstwach politycznych dokonanych przez członków bojówek związanych z partią maoistyczną reprezentanci największych partii żądają jednak rozwiązania ugrupowań zbrojnych i od tego uzależniają swe poparcie dla projektu obalenia monarchii i ogłoszenia republiki. Po zwiedzeniu pałacu udajemy się autokarem nad rzekę Bagmati. Nepalskim Gangesem jest najświętsza rzeka Bagmati. Leży nad nią miasto Paśupatinath z najważniejszą świątynią Śiwy. Ten czołowy bóg panteonu hinduskiego czczony jest tu jako Paśupati – Pan Zwierząt. Sanktuarium przykrywa duża złocona kopuła z 1696 r. Miasto zwane bywa też nepalskim Varanasi, ponieważ przy świątyni nad brzegiem rzeki codziennie odbywają się ceremonie palenia zwłok i rytualne ablucje. Bo choć Bagmati jest zanieczyszczona podobnie jak Ganges, Hindusi wierzą, że jej wody zmywają ludzkie grzechy. Śiwie poświęcona jest również, wzniesiona w 1392 r., świątynia Kumbeśwary w Patanie.   Patan jest drugim co do wielkości miastem Kotliny Katmandu, bogatym w tradycje i zabytki, a także najważniejszym ośrodkiem doskonale prosperującego przemysłu dywanowego. Patan, jedna z trzech starożytnych stolic, leży nad rzeką Bagmati, na południe od Katmandu. Dzięki wielowiekowej tradycji i znakomitym umiejętnościom tutejszych rzemieślników, miasto zasłynęło jako ważny ośrodek handlu dywanami. Założył je podobno Aśoka w III w. p.n.e., chociaż nie istnieją żadne historyczne dowody, które by to potwierdzały. Jego druga nazwa - Lalitpur - znaczy dosłownie Piękne Miasto. Cztery drogi odchodzące z tutejszego placu Durbar prowadzą do czterech stup Aioki - czterech pagórków z cegieł i trawy, wyznaczających granice miasta, ciekawych raczej ze względów historycznych niż architektonicznych. Zabytkowe inskrypcje na pozostałościach budowli świadczą o dużym znaczeniu Patami już od najdawniejszych czasów. W miejscu Mangal Bazaar, targu przylegającego do głównego placu, w V stuleciu stał prawdopodobnie pałac króla Manadewy. Zloty wiek architektury przypadł na czasy dynastii Malla - to wówczas wybudowano lub przebudowano większość ważnych obiektów. Dziś Patan, gdzie zachowało się aż 55 dużych świątyń, jest kolebką rzemiosła i architektury całej doliny, a także ważnym ośrodkiem newarskiego buddyzmu, a plac Durbar uważa się za jedno z najciekawszych pod względem urbanistycznym miejsc na świecie. Większość jego zabudowy została niedawno oczyszczona i odrestaurowana. Pałac królewski. Starożytne drogi prowadzące z północy na południe i ze wschodu na zachód dzielą Patan na cztery części, a ich wspólnym punktem jest kompleks pałacowy i plac Durbar. Otoczony ogrodami pałac królewski, znakomi­ty przykład newarskiej architektury, sąsiaduje z tuzinem świątyń o różnej wielkości i w rozmaitych stylach. Pozo­stałe trzy pierzeje zajmują domy mieszkalne. Trzy główne dziedzińce otwierają się na plac. Najbardziej wysunięty na południe i najmniejszy to Sundari Ćauk z Tuśa Hiti pośrodku, arcydziełem architektury i rzeźby z kamie­nia. Zbiornik, pełniący niegdyś funkcję królewskiej łaź­ni, wybudowano około 1670 r., dekorując go podwój­nym rzędem posążków. Woda wpływa do basenu przez wylot z lśniącego metalu, a dwa kamienne węże opasują jego cembrowinę. Dzie­dziniec otaczają trzypoziomowe budynki o otworach okiennych zdobionych wspaniałymi rzeźbami i krata­mi z metalu oraz kości słoniowej; narożny gmach mieści świątynię. Zewnętrznej strony dziedzińca strzegą ka­mienne posągi (Ganeśi, Hanumana i Narsinghi. Po przeprowadzonej niedawno renowacji urzą­dzono tam Muzeum Patanu. Pięknie zaprojektowane galerie przedstawiają sztukę buddyjską i hinduistyczną, a ekspozycję zamyka zbiór rzadkich fotografii. W pobliżu widać przykryty potrójnym dachem XVII-wieczny mandir Hari Sankar z bogato rzeźbionymi rozporami dachowymi, strzeżony przez kamienne słonie. Tuż obok na szczycie kolumny tkwi kamienny posąg króla Joganarendy Malli w modlitewnej pozie, ocieniony łbem królewskiej kobry. Kamienna świątynia za pomnikiem pochodzi z 1590 r. Nieco dalej stoi mała świątynia Narajany, prawdopodobnie najstarsza ze wszystkich na placu. Naprzeciw, na wysokiej kolumnie, ustawiono złocony posąg Garudy. Następną świątynią jest bogato rzeźbiony i zdobiony, przykryty podwójnym dachem mandir Biśwanath. Sama budowla przeszła rekonstrukcję po zawaleniu się w porze monsunowej w 1990 r., ale strzegące schodów kamienne słonie prezentują się nie najlepiej. Ostatnia z tutejszych świątyń to otaczany głęboką czcią mandir Bhimsena, poświęcony patronowi kupców, a zdobiony złotem i srebrem. Po wyjściu z placu Durbar wkracza się w labirynt wąskich uliczek, pełnych interesujących zabytków. Patan słynie z dwupoziomowych   klasztorów. Naj­słynniejszym spośród tych pierwszych jest Kwa Bahal, Zło­ta Świątynia, kilka minut drogi na północ od placu Durbar. Legenda wiąże jej powstanie z XII-wieczną królową. Ten hojnie dotowany klasztor jest dużym, prostokątnym budyn­kiem z trzema dachami i fasadą bogato zdobioną wytłaczany­mi w miedzi, pozłacanymi rzeźbami. Przy wejściu czuwa pa­ra lwów. Wewnątrz znajduje się wiele wizerunków bóstw, w tym kilka zabytkowych, odlanych z brązu. Niewielki złoco­ny fryz opasujący fasadę przedstawia życie Buddy. Wykona­nie metalowych ozdób i złoceń, a także przepych dekoracji w głównym sanktuarium świadczą o wielkim kunszcie rze­mieślników. Drewniane schody na piętro prowadzą do zdobio­nej freskami kaplicy buddystów tybetańskich. Tylko kilka minut drogi dzieli świątynię Kumbeśwary od północnej stupy Aśoki, schowanej w zaciszu zamkniętego dziedzińca, najciekawszej z czterech stup Patanu. Z jej półkolistej czaszy tajemniczo spoglądają namalowane oczy. Najciekawsza z nich zbudowaną z cegły Dźagat Narajan, oplatają terakotowe wąże. Wąska uliczka wychodząca z placu Durbar wiedzie na południowy wschód, do ar­cydzieła architektury Świątyni Tysiąca Buddów, czyli Mahabuddha. Wzdłuż drogi ciągną się sklepy z bibelotami, z których słynie Patan - metalowe posążki j Buddy, bóstwa hinduskie i rozmaite mityczne bestie. Dalej na południe kolejny klasztor, Uku Bahal, zwraca uwagę złoconymi da­chami i rzeźbami zwierząt. Rzeźbione drewniane belki widoczne na tylnej ścianie dziedzińca pochodzą z XIII w. Jest to najstarsza budowla w Patanie, wzmianko­wana w dokumentach pisanych już w 1117 r. To koniec zwiedzania Nepalu, rano wyjeżdżamy na lotnisko i lecimy

  • Pałac Królewski w Katmandu
  • Kolejka Nepalczyków do zwiedzania Pałacu - 50 rupi,  a my 500
  • Rzeka Bagmati i kremacja zwłok
  • Rzeka Bagmati -  szukanie pamiątek po zmarłych
  • Patan -  południe
  • Patan -  południe
  • Wejście obok lwów - przez złotą bramę Pałacu Królewskiego do Mani Keshar Chowk
  • Podpory dachu pagody Hari Shankar pięknie malowane i rzeźbione
  • Wierzchowiec boga Wisznu - człowiek ptak Garuda kleczący z lewej i świątynie

24.04.2009r. Pożegnanie z Nepalem. Rano, udajemy się busem na lotnisko w Katmandu

  • Pożegnanie z Nepalem -  masło,  ochra i płatki kwiatów
  • Kay - Kajetan w koszulce w symbolem płodności

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. syrokomla8
    syrokomla8 (09.06.2013 0:42) 0 + -
    super:) Zamierzam ruszyć Waszym śladem:)
  2. lmichorowski
    lmichorowski (12.11.2009 20:51) +1 + -
    Gratuluję pięknej podróży. Pozdrawiam.
turysta1310

turysta1310

Tadeusz Walkowicz
Punkty: 181061