Diabeł nas podkusił by wracać ze Lwowa autobusem. Chcielismy być jak najszybciej w domu, wszakże nie było nas tam od sześciu tygodni. Na dworcu stryjskim władowaliśmy się do zdezelowanego autobusu i w drogę. Prócz nas tylko jedna turystka z Ukrainy, jedna studentka i czterdziestu pracowników najwiekszego bazaru świata na Stadionie X Lecia. Efekt był taki, że na granicy staliśmy chyba 10 godzin, bo celnicy co chwilkę znajdowali jakies przemycane towary. Do Warszawy dotarliśmy po południu, głodni, spragnieni, zmęczeni do bólu ale pełni wrażeń po naprawdę fantastycznej wyprawie.