Ładuję...

kolumber.pl


Ze Smokiem po Abisynii



Addis Abeba 2018-01-22

 Etiopia nam się marzyła już od jakiegoś czasu, ale decyzję wyjazdu do tego kraju podjęliśmy w przeciągu 2 tygodni (pomimo, że oryginalnie mieliśmy zamiar jechać do środkowej Azji). Po wymianie kilkunastu e-maili z etiopską agencją ustaliliśmy trasę podróży, kupiliśmy bilety do Addis Abeby i wyruszyliśmy w jedną z naszych najbardziej niezwykłych i egzotycznych podróży...

 Addis Abeba liczy sobie około 9 milionów mieszkańców i robi wrażenie miasta prowizorycznie skleconego na potrzeby migrujących plemion, które tu na czas bliżej nieokreślony się postanowiły zatrzymać. Trudno tu znaleźć choćby 100 metrów bieżących ulicy, które byłyby zupełnie skończone. Jak okiem sięgnąć roi się tu od betonowych kikutów rozpoczętych kilkanaście miesięcy temu a może i kilka lat temu budowli, których nigdy nie skończono i których dalszy los jest nieznany. Do tej pory mieliśmy wrażenie, że najbardziej dzikim i zaniedbanym miastem stołecznym Afryki jest Antananarivo - stolica Madagaskaru, ale po 2 dniach pobytu w Addis zaczęliśmy tęsknie wspominać unikalny charakter stolicy Madagaskaru.

 Addis Abeba jest miastem na wskroś nowym, bo liczy sobie niewiele ponad 100 lat. Nie ma tu więc żadnych zabytków a jedynymi chyba wartymi wzmianki miejscami są 2 kościoły: kościół Świętej Trójcy i kościół Św. Jerzego. 

 Nasz pierwszy kontakt z ortodoksyjnym kościołem etiopskim był dla nas sporym zaskoczeniem i zaobserwowaliśmy w nim połączenie obrządków chrześcijańskich i muzułmańskich. Po pierwsze, aby wejść do tutejszego kościoła należy obuwie zostawić przed wejściem, podobnie jak w meczetach i świątyniach buddyjskich. Nie ma tu ołtarzy, a podłogi usłane są dywanami, na których wierni siedzą w kucyki i śpiewają modlitwy. Ponieważ w Etiopii jest mnóstwo zabytkowych kościołów więc procedura zdejmowania i zakładania butów często w niesprzyjających warunkach stała wręcz zmorą, ale zawsze wartą tego dodatkowego wysiłku. Trzecią charakterystyczną cechą tutejszego wyznania są całonocne modły w sobotę i niedzielę. Jednak jeśli ktoś sobie tu wyobraża modlących się w skupieniu wiernych, to jest w grubym błędzie, gdyż nawet w technologicznie zacofanej Etiopii w zagubionych i wręcz dzikich wioskach południa kraju jakimś cudem przy ledwo stojącej chacie kościoła znajdzie się jednak jakiś zadziwiająco sprawny megafon, przez który od północy do świtu, czyli 6 rano rozchodzi się skrzeczący, zawodzący głos kapłana, który wdziera się z niezwykłą siłą do mózgu mimo włożonych zatyczek do uszu. Spędziliśmy na południu Etiopii 2 weekendy, więc później z trwogą rozglądaliśmy się czy w pobliżu miejsca, w którym przyjdzie nam spędzić weekendową noc nie ma przypadkiem kościoła. Z żalem wspominaliśmy kraje muzułmańskie, gdzie Allah ludziom przykazał w noc spać a nie hałasować. 

 Aby zapewnić sobie lepszy kontakt w Etiopii a jednocześnie nie zbankrutować, postanowiliśmy założyć sobie do telefonu etiopską SIM. Pozornie prosta operacja wymagała 2 godziny urzędowych zabiegów. Zrobiono nam tam ileś zdjęć i całą serię skanów naszych paszportów, ale ostatecznie staliśmy się szczęśliwymi abonamentami etiopskiej sieci telefonicznej. 

 Jest ewidentnie pewna zależność pomiędzy zamożnością kraju a stanem jego waluty. A mam tu w szczególności na myśli wartość pieniędzy papierowych. Gashaw, nasz etiopski opiekun, zasugerował zaopatrzenie się w pewną ilość banknotów o nominale 5 birrów na zapłatę za robienie zdjęć członkom plemion na południu. Daliśmy mu 500 birrów, które wymienił w banku na piątki. Dostaliśmy 100 zapieczętowanych przez bank banknotów, które z małymi wyjątkami wyglądały jak banknoty wycofane z obiegu i przeznaczone do zniszczenia.