Ładuję...

kolumber.pl


Nowa Zelandia - nasze tam i z powrotem w 2 tygodnie



Co zobaczyć? 2016-01-16

1.b Na celowniku czyli co zobaczyć

Zacząłem czytać relacje z podróży, wspomnienia, blogi i przewodniki, i szybko się okazało, że właściwie to im dłużej tym lepiej. Niemniej coś trzeba było wybrać oraz zaplanować jakoś trasę od punktu A do B itp.

Wydrukowałem mapę obu wysp we w miarę przyzwoitej skali i zacząłem nanosić wszystkie „must see” z podziałem kolorami na prawdziwe „TRZEBA”, „Można” i „jak starczy czasu”

Tak powstało pierwsze przybliżenie – potem jeszcze zmieniane, ale już pokazujące, że z niektórymi regionami będzie „nie po drodze”. Trudno – może następnym razem…

Największe podziękowania za pomoc i cierpliwość należą się Dance i Kubie z bloga trampkiwpodrozy, którzy od 2014 roku mieszkają w Nowej Zelandii i chętnie dzielą się informacjami nie tylko, „co zobaczyć w Auckland”, ale także „czy ta wtyczka będzie pasować?”. Jeszcze raz dzięki!

Bardzo polecam też blog Dominiki polkawnz i Ani weterynarzbezgranic – oba świetne i doskonale się czyta (niekoniecznie o NZ).

W sprawie lotów, bagaży i przesiadek męczyłem Marcina z mlecznychpodróży. Jest tam też relacja z wyprawy jednego z czytelników do Australii i Nowej Zelandii – mam do niej sentyment, bo to pierwsza rzecz jaką przeczytałem.

Poza w/w korzystałem jeszcze z informacji zawartych w (kolejność kompletnie przypadkowa):

stohistorii

nakreceni

peron4

emiwdrodze

przepisyzpodrozy

Szukałem też na Kolumberze, ale nawet jeśli trafiłem na fajną relację, to niestety sprzed dobrych kilku lat.

Bardzo wartościowym źródłem inspiracji jest natomiast portal Rankers, który atrakcje pozwala posortować, na przykład, według kategorii (delfiny, rowery, wspinaczka itp.), stopnia trudności czy czasu trwania.

Przy większości z nich mamy dodatkowo opinie i oceny uczestników.

Polecam tam zajrzeć – na przykład po to, żeby dowiedzieć się, czy jest jakaś przegapiona przez Was, a warta odwiedzenia atrakcja w okolicy, przez którą i tak będziecie jechać.

No i na koniec coś dla miłośników wodospadów, których w Nowej Zelandii (i wodospadów i miłośników) nie brakuje: waterfalls.co.nz

Po tym wszystkim czas na SAMO GĘSTE, czyli to co chcemy zobaczyć/zrobić przy założeniach, że mamy 2 tygodnie, wolność wyboru i raczej nie gustujemy w miastach :-)

WYSPA PÓŁNOCNA:

- Ogród Botaniczny, lody Giapo, okolice portu - wszystko w Auckland;

- Coromandel, Cathedral Cove i któraś z plaż z gorącymi źródłami (więc albo Hot Water Beach, albo plaża w Kawhia. Trzeba być 1-1,5h po odpływie. Kiedy jest odpływ sprawdzisz TU lub TU) + zobaczenie drzewa Kauri;

- Hobbiton, Karangahake Windows, Mangapohue Natural Bridge, świecące robaczki – ponieważ jednak po przeczytaniu wielu opinii uważamy, że Waitomo Glowworm Caves to okrutne nacinanie „białego” turysty przez mamonożerczych tubylców (niesłusznie – jak się potem okazało), to postanowiliśmy zobaczyć robaczki za darmo – podobno są w okolicy Waitomo, a jeśli nawet nie tam, to już „na pewno” tu: -38.937815, 175.402699). Z tym ostatnim wyszło oczywiście inaczej, ale cóż – podobno Bóg najczęściej się śmieje jak patrzy na ludzkie plany;

- Hamurana Springs, Rotorua + któraś z „wiosek” maoryskich (jeszcze nie wiemy czy Te Puia czy Tamaki Maori Village), Redwood Treewalk, Waiotapu Wonderland, Huka Falls, Riverjet i jezioro (a tak naprawdę kaldera superwulkanu) Taupo;

- Tongariro Alpine Crossing – na koniec;

 

WYSPA POŁUDNIOWA:

- Sawcut Gorge, Seal Colony, pływanie z delfinami (Encounter Kaikoura), Christchurch Botanic Gardens – po 14.11.2016 zamiast Kaikoury (odcięta po trzęsieniu) będzie Tauranga na Wyspie Północnej;

- Omarama Clay Cliffs + jeziora Tekapo i Pukaki (ale to raczej dlatego, że są po drodze…);

- Wanaka + oczywiście jezioro, Queenstown + oczywiście następne jezioro (Wakatipu) + Fergburger + Skylane, Glenorchy, Milford Sound + rejs. To ostatnie stanowi wyzwanie, bo albo jest się kierowcą (Queenstown – Milford – Queenstown to prawie 600km), albo pasażerem autobusu (kilometrów tyle samo, natomiast można już patrzeć na boki, a widoki podobno zapierają dech w piersiach; minus jest taki, że to 12 godzin z czego większość w busie…), albo płatnikiem netto bo najfajniejsza opcja „busem do Milford - rejs po zatoce – szybki powrót samolocikiem” jest oczywiście najdroższa. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię…

CZEGO BRAKUJE:

To jest właściwie odpowiedź na pytanie „co byście zobaczyli, jakbyście mieli więcej czasu/byli drugi raz”:

- cały Northland + Bay of Plenty + Napier + Mt Taranaki;

- Abel Tasman National Park, całe zachodnie wybrzeże wyspy południowej w tym Punakaiki i lodowiec Franza Josefa, Arthur’s Pass (lub inna przeprawa przez góry – do wyboru są tylko 3) – po 14.11.2016 roku zapada decyzja, że jednak pojedziemy wybrzeżem zachodnim, bo innej drogi na południe po trzęsieniu nie ma, więc i zobaczymy Punakaiki i przejedziemy przez Arthur’s Pass;

- Moeraki, Dunedin, Invercargill i Fiordland;

Oczywiście, że brakuje np. Routeburn Track, czy Ben Lomond (że nie wspomnę o Te Araroa – ale to sobie zostawiam na emeryturę ;-)), ale od początku NIE nastawialiśmy się na wyczyn. Jesteśmy z rocznika 45+ i raczej „biurkowi”. Nie chcieliśmy się porywać na coś, gdzie trzeba się starać o pozwolenia lub zajęłoby 4 dni (bye, bye Kepler), ew. istnieje ryzyko, że musieli by nas zwozić helikopterem.

Teraz czas na zabawę w „połącz interesujące Cię punkty”, czego wynikiem jest następny etap przygotowań, czyli transport.