Ładuję...

kolumber.pl


DZIEŃ 2 2013-10-08

Do Manchesteru dojechaliśmy pociągiem, nasz hotel  - IBIS -znajdował się jakieś 15 minut od centrum , idąc drogą nad kanałem mijało się przyjemne miejsce Picadilly Village. Tutaj nawet kaczki mają swoje budy :)Tu nie ma już Beatlesów tu rządzą Czerwone Diabły. Udaliśmy się na Old Trafford gdzie mieści się stadion Manchesteru United.Od razu po wyjściu z tramwaju naszym oczom ukazał siś stadion i wielkie napisy Old Trafford, popstrykaliśmy pamiątkowe zdjęcia i zaczęliśmy szukać wejścia. Szczere tak patrząc przez ogrodzenie to nie zrobił na nas wielkiego wrażenia...jak się okazało był to stadion do krykieta a właściwy stadion był nieco dalej:) W ramach zwiedzania stadionu weszliśmy na trybuny, do szatni,tunelem którym zawsze wychodzą zawodnicy na murawę wyszliśmy i my by posiedzieć na ławce rezerwowych Manchesteru. Ponownie to mówię, nie będąc mega fanem piłki nożnej to warto było tam być, jest to kawał historii.

Wieczorem wybraliśmy się na Hale Manchesteru gdzie miał się odbyć interesujący nas mecz. Mieliśmy wykupione jedne z najtańszych miejsc na górnej trybunie, niektórzy mnie przestrzegali ze takie dalekie to lipa i nie będzie nic widać, ale ja jestem optymistą i myślałem sobie że skoro jest to tak skonstruowane i płaci się za to trochę to chyba nie może być aż tak źle. W każdym razie zanim poszliśmy na górną trybunę chcieliśmy podejść choć na chwilkę jak najbliżej boiska żeby zrobić pamiątkowe foty telefonami ( bo aparat kazano mi zostawić w skrytce mimo że to hybryda a nie typowa lustrzanka). Nie chciano nas wpuścić ale się nie poddaliśmy tylko rozdzieliliśmy się, każdy wszedł osobnym wejściem mówiąc ze na chwile. Super było stanąć tak blisko mogąc porobić sobie fotki z rozgrzewającymi się koszykarzami. Mijały kolejne minuty, trybuny się zapełniały a my czekaliśmy na start. Nie wróciliśmy na górę, rozsiedliśmy się na tej dolnej trybunie na samym środku widząc idealnie całe boisko w idealnej odległości. Jeśli by ktoś nas przegonił to po prostu byśmy sobie poszli. I faktycznie przyszli właściciele miejsc na których siedzieliśmy -peszek więc przesiedliśmy się kawałek dalej, sytuacja się powtórzyła zmieniamy miejsce po raz drugi. 10 minut do rozpoczęcia meczu, 5 minut, start. Mecz się rozpoczął a my zostaliśmy na zajebistych miejscach ciesząc się widowiskiem. Nie ruszałem się z tego miejsca żeby nikt mnie nie podsiadł, bałem się też wyjść do łazienki, gdyż mogliby mnie nie wpuścić. Dziewczyny zaś się nie bały czego efektem było spotkanie na korytarzu i pamiątkowa foteczka z Peją Stojakoviciem koszykarzem NBA który zakończył już karierę. Plułem sobie w brodę ale okej no nie można mieć wszystkiego, cieszę się z tego co mam:) Pod koniec 3 kwarty czyli w momencie gdy już każdy swoje miejsca ma i nikt już nie przychodzi zauważyłem że po drugiej stronie boiska za ławką rezerwowych mojej ulubionej drużyny tuż przy wyjściu do szatni jest wolny cały DRUGI RZĄD. Teraz to nawet nikt tego nie pilnuje kto wchodzi gdzie siedzi bo to już końcówa, więc szybko tam pobiegłem z chłopaczynami zajmując pierwsze miejsce przy barierce i wyczekując na ostatni gwizdek. Przyszykowałem markera i moje karty z koszykarzami Oklahomy żeby wziąć autografy te ostatnie minuty meczu telepałem się cały z podekscytowania. Wychodzą drę się Kevin!! Kevin!! dzieciaki się na mnie pchają. Kevin dał jeden autograf po mojej stronie, a później poszedł na drugą stronę, gdyby zrobił to na odwrót miałbym autograf jednego z dwóch najlepszych koszykarzy obecnej NBA. Ahhh trudno. W końcu żadnego autografu nie udało mi się pozyskać ale poprzybijałem piątki z graczami Thunder. I LOVE THIS GAME !!:)  I to wszystko w cenie najtańszego biletu na górnej dalekiej trybunie. Zgarnąłem wszystko bo miałem pozytywne nastawienie. A jak się wybrzydza to w końcu się zostaje w domu i nic się nie ma. To tak jak w szkole na egzamin sie człowiek zastanawiał czy iść mimo że nic nie umiał. Ja zawsze szedłem bo szczęściu żeby sprzyjało trzeba było dać szansę i bardzo często wracałem zwycięsko.