Ładuję...

kolumber.pl


Bułgaria

Tu wpadamy na pomysł udania się w dalszą drogę autostopem.Kilkugodzinne stanie na drodze w ogromnym upale daje się nam we znaki.Nikt nie chce się zatrzymać.Jest czerwiec,a my ogromnie zmęczeni podróżą.W końcu jest samochód.Niezwykle sympatyczne małżeństwo proponuje nam nocleg i gościnę w miasteczku rodem z odległych czasów komunistycznych Dimitrowgrad.Wspaniała bułgarska kolacja,rakija oraz rozmowy do białego rana,to coś,czego nie zapomnimy.Rano znowu z nadzieją w oczach wypatrujemy,aż się ktoś zatrzyma.Zatrzymuje się jakiś gość i zawozi pod  Płowdiw. On skręca do miasta, ale my chcemy zostać na obwodnicy i jechać dalej do Sofii. Po 4 godzinach oczekiwania w bez mała 40 stopniowym upale poddajemy się i postanawiamy zostać na noc w Płowidw. O dziwo - gdy tylko wchodzimy na zjazd do miasta od razu zatrzymuje sie chętny do podwiezienia kierowca. W Płowdiw zrzucamy rzeczy w hotelu i udajemy się do centrum. Po wielu godzinach spędzonych w upale na drogach łakniemy zimnego piwa...i je dostajemy :)

To miasto okazało się jednym z najpiękniejszych ,jakie widziałam.Przepiękna starówka,bardzo smaczne jedzenie i widoki na okolice rekompensują nam wszystkie trudy podróży. Mówimy do siebie, że widocznie los chcial, żebyśmy zobaczyli Płowdiw i dlatego nikt się na drodze nie zatrzymywał. Jesteśmy wdzięczni wszystkim tym kierowcom , którzy się tego dnia nie zatrzymali, by nas podwieźć.

Po trzech dniach pobytu w mieście koleją jedziemy do Sofii. Tutaj przesiadamy sie na pociąg do Vidin. Mamy 3 godziny, by coś zjeść i odprężyć się. Sama stacja główna i jej okolice robią przygnębiające wrażenie. Wygląda to jak scenografia do filmu o katastrofie społecznej. Zupełnie drugi biegun w porównaniu do kwitnącego Płowdiw. Wsiadamy do naszego pociągu i przepiękną trasą kolejową wzdłóż cudnych, górskich dolin jedziemy do Vidin.