Ajax Loader Ładuję ...

pólnoc kraju - cz. 4 - góry Simien

Dzisiaj nasza trasa prowadzi z Gonder dalej na polnoc. Kilka kilometrów po opuszczeniu miasta zatrzymujemy sie w przydroznej wiosce Felaszów - etiopskich Zydów. Zamieszkuja oni te tereny juz od wielu setek lat, ale wiekszosc wywedrowala w miedzyczasie do Izraela. W wiosce oczekuja nas oczywiscie znowu liczne stoiska z pamiatkami - glównie wyrobami z gliny nawiazujacymi do zydowskich tradycji Felaszów.
Krajobrazy mijane po drodze sa zdominowane przez rolnictwo, ale oczom naszym ukazuja sie tez panoramiczne widoki na interesujace pasma górskie.
Na krótko zatrzymujemy sie w malej miejscowosci Dabat, aby zatankowac nasz busik. Ja obserwuje w tym czasie toczace sie na ulicy zycie. Przed poludniem docieramy do naszego hotelu w miejscowosci Debark, bedacej baza wypadowa do Parku Narodowego Semien. Jest on znany ze wspanialych krajobrazów górskich i zostal wpisany juz w 1978 roku na liste dziedzictwa naturalnego UNESCO.
Nasz hotelik to chyba najokazalszy budynek w Debark. Stoi on przy glównej drodze, która nie widziala jednak jeszcze nigdy asfaltu. W hotelu spedzamy spokojnie przerwe obiadowa (oczywiscie jak wszedzie w Etiopii procedura zamawiania i wydawania potraw, a potem pisania rachunkow i placenia trwa baaaardzo dlugo :-). W miedzyczasie spaceruje juz wiec tez troche po miasteczku.
Okolo godz. 13.30 wyjezdzamy do parku narodowego. Do naszego autobusika dosiadaja dwaj uzbrojeni w kalasznikowy miejscowi rangersi. Po okolo godzinie jazdy w kierunku gór Semien wysiadamy na krawedzi parku, na wysokosci ok. 3260 m npm. Aby dotrzec do centrum parku i gór trzeba miec duzo wiecej czasu: nie ma tutaj rozbudowanych dróg, a wiec osiagalne sa tylko niektóre miejsca, skad mozna odbywac kilkudniowe trekkingi wglab tych niezwykle malowniczych gór.
Juz zaraz po opuszczeniu naszego busika oczekuje nas jedna z glównych atrakcji tych gór - liczace kilkadziesiat osobników stado malp dzelada, które akurat w tym miejscu spokojnie skubia sobie soczysta trawe posuwajac sie pomalu w dól zbocza. Malpy te naleza do rodziny makakowatych i sa spokrewnione z pawianami. Ich cecha charakterystyczna jest nieowlosiona czerwona skóra na piersi. Dlatego sa tez nazywane potocznie malpami o krwawiacym sercu. Obecny zasieg wystepowania dzelady obejmuje wyzyny i góry pólnocno-zachodniej Etiopii i Erytrei. Najliczniej wystepuja one wlasnie tutaj w w Parku Narodowym Semien. Podobno zyje w nim okolo 50.000 osobników. Dzelada jest jednak bardzo rzadkim gatunkiem, i wlascwie tylko tutaj mozna je spotkac. Uchodzi za jedno z najinteligentniejszych stworzen po czlowieku.
Po przygladnieciu sie zachowaniu dzelad udajemy sie na wedrowke krawedzia stromego zbocza, skad roztaczaja sie piekne widoki na lezace ponizej wierzcholki gór. Nasi uzbrojeni rangersi caly czas nam towarzysza. Zastanawialem sie po co oni nam potrzebni, bo malpy nie wywieraly na mnie wrazenia, ze moga byc agresywne. Po chwili jednak widze, ze rangersi zajmuja sie przede wszystkim odganianiem dzieci z zyjacych tutaj plemion, które to caly czas nam towarzysza w pewnej odleglosci i kryja sie za drzewami. Od czasu do czasu udaje sie jednak przedostac jakims dzieciakom blizej nas. Oni chca sprzedawac tylko pamiatki - przede wszystkim fikusne welniane czapki, ktore tez sami nosza. Na tej wysokosci jest juz dosyc chlodno - ale widac, ze dzieci i w ogóle zyjace tutaj plemiona sa bardzo ubogie. Prawie wszystkie dzieci sa na bosaka, choc niektóre ubrane sa w grube stare swetry i cieple czapki. Widac jednak, ze nogi maja odmrozone. Ich odziez jest bardzo stara, nieraz juz calkowicie sie rozpada. Szczególnie pozostaje mi w pamieci taki ok. 5-6 letni szkrab, który ma jako jedyna odziez na sobie ciepla kurtke z kapuza, poza tym jest nagi. Zal mi tych dzieciaków, które sa stale odganiane przez naszych rangersow. Widac, ze zycie tutaj jest bardzo ciezkie, a ich rodziny nie maja wielu mozliwosci zarobku.
Podczas naszej wedrowki napotykamy jeszcze kilkanascie dzelad, ale nie zauwazam zadnych zyjacych tutaj ptaków.
Po niecalych dwóch godzinach konczymy nasza wedrówke i wracamy do Debark. Po powrocie spaceruje jeszcze troche po centrum miasteczka i obserwuje toczace sie tutaj zycie.
Podczas kolacji w hotelu oczekuje nas maly zaimprowizowany wystep folklorystyczny. Mezczyzna z kobieta graja i spiewaja lokalne piosenki. Nasza kelnerka i kelner tez nie umieja sie powstrzymac i w przerwach wolnych od obslugi bardzo zgrabnie tancza do muzyki. Najbardziej zachwycaja nas jednak jej dwie kilkuletnie córeczki, które nasladuja taniec doroslych. Widac, ze tutejsi mieszkancy maja taniec i muzyke we krwi.