Ajax Loader Ładuję ...

Spacer Doliną Kościeliską



Trochę zimy jesienią

Był dziewiętnasty października. Nic nie wskazywało w Zagłębiu, że to początek zimy. Nakręciłem wieczorem budzik na piątą rano i położyłem się spać. Pół godziny po wczesnej pobudce wyruszyłem w kierunku Zakopanego. Sobotni jesienny poranek to bardzo dobry czas na przebycie tej trasy. Mało samochodów osobowych, a ciężarówek też niewiele. Po niecałej godzinie mijałem już Kraków. Pierwsza niespodzianka – odrobina śniegu tuż za Chabówką i oczywiście pierwszy tej zimy poślizg na letnich oponach. Skończyło się jednak szczęśliwie. Tylko na strachu. Im bliżej celu tym więcej śniegu. Odłożyłem więc na później (pewnie na następny rok) plany wyjścia w Wysokie Tatry. Prowadzenie samochodu też przestało być przyjemne, bo trudno było mi nie brać pod uwagę możliwości kolejnego poślizgu. Zdecydowałem, że wybiorę jedną z tatrzańskich dolin i jak dotrę do schroniska to zdecyduję co robić dalej. Około ósmej rano na parkingu przed wejściem do Doliny Kościeliskiej (ok. 925 m n.p.m.) był tylko „maluch” obsługi więc wybór miejsc był duży. Zaparkowałem w świeżej ok. trzydziesto centymetrowej warstwie śniegu z nocnego opadu a następnie zapłaciłem za parking. Biletu wstępu do parku narodowego nie miałem od kogo kupić, po prostu kasa była zamknięta. Ruszyłem więc żwawo w kierunku schroniska na Hali Ornak. Mimo, że zrobiło się już parę minut po ósmej na trasie przysypanej świeżym śniegiem nie było jeszcze żadnych śladów. Byłem więc pierwszą osobą, która przemierzała tego dnia Dolinę Kościeliską powszechnie uważaną za jeden z najpiękniejszych zakątków w polskich Tatrach. Po godzinnym marszu dotarłam do Hali Pisanej (1015 m n.p.m.) a następnie po kolejnych ok. 20 minutach znalazłem się na Małej Polance Ornaczańskiej (1100 m n.p.m.). W znajdującym się tu schronisku PTTK im. Walerego Goetla wybitnego taternika, geologa oraz działacza na rzecz ochrony przyrody tatrzańskiej, zjadłem śniadanie. W schronisku było pusto. Poza mną były jeszcze tylko trzy osoby, które tutaj nocowały a obecnie przygotowywały się do wyjścia w kierunku Doliny Chochołowskiej. Ja biorąc pod uwagę dużą ilość świeżego śniegu i związane z tym zagrożenie lawinowe nie zdecydowałem się na wyjście powyżej schroniska. W drodze powrotnej postanowiłem odwiedzić Smoczą Jamę w Wąwozie Kraków. Niestety i tutaj zmuszony byłem się wycofać ze względu na warstwę śniegu powyżej drabiny przy wejściu do jaskini. Turystów w Dolinie Kościeliskiej było bardzo niewielu co spowodowane było niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Co pewien czas następowały kolejne opady śniegu. Miałem jeszcze sporo czasu więc spróbowałem po raz kolejny przejść Jaskinię Mroźną wejście znajduje się na wysokości 1112 m n.p.m. Jest to jedna z niewielu tatrzańskich jaskiń udostępniona do zwiedzania przez ogół turystów, ponadto jedyna wyposażona w spalinowy agregat prądotwórczy i dzięki temu sztucznie oświetlona. Udostępniony korytarz ma ponad 500 m długości. Wewnętrzna szata naciekowa prezentuje się dość okazale. Przechodząc Doliną Kościeliska odwiedzić można także Jaskinie Mylną i Jaskinię Raptawicką. Przejście Jaskini Mylnej dostarcza wiele wrażeń, ponieważ wewnątrz panują całkowite ciemności. Zwiedzanie jej bez latarki nie jest możliwe. Należy także być przygotowanym na możliwość pobrudzenia ubrania. Dodatkowe emocje może budzić fakt,  że w jaskini tej w 1948 roku zabłądził turysta a odnaleziony został dopiero po roku. Poszukiwano go wcześniej w zupełnie innej części Tatr ze względu na pozostawione, przez niego, błędne informacje o celu wyprawy. Późnym  popołudniem ruszyłem w drogę powrotną. Do domu dotarłem, już bez niespodzianek, dobrze po zmroku. W ten sposób zakończyły się kolejne moje odwiedziny w naszych ukochanych Tatrach.