Ładuję...

kolumber.pl


Andaluzja - pełnia szczęścia



czerwiec w Andaluzji

W czerwcu 2009 wybraliśmy się z Neckermanem do Hiszpanii. Poza podwyżką ceny imprezy i lekceważeniem umów na tym etapie - wszystko pozostałe jak najbardziej OK. W związku z tym, że jestem miłośniczką ogrodów i wszystkiego, co rośnie, na pewno nie zabraknie tu różnorodnych okazów flory.

Właściwie miłość do tego regionu przejęłam od własnego dziecka. Po raz pierwszy
byłam w Hiszpanii razem z córką, która pokazała mi najciekawsze miejsca tego kraju,
ale przede wszystkim zaszczepiła mi " andaluzyjskiego bakcyla".
W tym roku wybrałam się z mężem w podróż do znanych mi miejsc, miała to być taka
trochę nostalgiczna wyprawa, chociaż przyznam, że nie spełniła moich oczekiwań.
Chciałam pokazać mu Hiszpanię taką, jaką widziałam podróżując z córcią , która tam
studiowała. Niestety, wyjazd z biurem podrózy pokazał nam Hiszpanię , w której
brakowało Hiszpanii. Brzmi dziwnie, prawda? Miasto, w którym wszystko było
przygotowane dla angielskich i niemieckich turystów, ceny i informacje też w tych
językach, nawet taniec flamenco odbywał się do melodii europejskich hitów. Bolesne
ale prawdziwe.
Zacznijmy jednak od początku. Po wielu perturbacjach z Neckermannem dotarliśmy do
Torremolinos.