Ładuję...

kolumber.pl


Panika - nie mamy domu?!? 2010-02-26

Przed powrotem do domu robimy zakupy.  Jesteśmy przed wejściem o 16.20, dzwonimy – nikt nie otwiera! Teraz zaczynamy się bać! Ktoś mógł zapomnieć, że była umowa, że przyjedziemy rano, ale o 16 mamy odebrać klucze zgodnie z regulaminem! Czekamy jeszcze 10 minut i znów dzwonię do Interhome. Pani jest wyraźnie wystraszona. Mówi, że się dowie, może ktoś coś wie… Pytam, a jeśli ta osoba się nie znajdzie? – Będą panie musiały znaleźć hotel, a ta osoba będzie musiała zwrócić wam pieniądze… Odkłada słuchawkę, a my przerażone perspektywą szukania hotelu?!?!? … wyciągania pieniędzy od kogoś, nie wiadomo kogo?!?!? … wydobycia jakoś z niedostępnego teraz trzeciego piętra naszych bagaży?!?!?… próbujemy wymyślić, kogo by tu w Polsce poprosić o telefon do Interhome i pertraktacje, bo ja stracę tu fortunę na telefony….

W tym momencie pojawia się pani, po angielsku mówi tylko „Interhome”, prowadzi nas, jakby nigdy nic, do mieszkania. Uff… Nie reaguje na to,  że po przybyciu na piętro wyciągamy ze schowka z licznikami nasze bagaże… Chcę się dowiedzieć, dlaczego nie pojawiła się rano, dlaczego spóźniła się po południu, ale jakiekolwiek wyjaśnienia nie mają sensu, bo nie da się dogadać. Pani prześciela łóżka, krząta się.

Dzwonią z Interhome i mówią, że właśnie się dowiedzieli, że już jesteśmy w mieszkaniu. Okazuje się, że pani ma inny numer telefonu niż w naszych dokumentach, nazywa się chyba też inaczej, i nic nie wiedziała o tym że miałyśmy być rano. Hm… Przepraszają, życzą nam miłego dalszego pobytu…

Na pociechę pani nie chce od nas zastawu, który z takim trudem zbierałyśmy! Umawiamy się na poniedziałek na 6.30, a Alka przebiegle dedukuje: to jak ona się znowu spóźni, zostawimy klucze w drzwiach i pójdziemy sobie!

Jesteśmy zmęczone, niewyspane, przemoczone, głodne – ale zadowolone że wreszcie mamy to nasze mieszkanko!  Mamy nasze zakupy, choć nie potrafimy włączyć kuchenki, nie mamy czajnika, ale jest mikrofalówka, da się ugotować wodę na herbatę, jest dobrze!