Ładuję...

kolumber.pl


Góra zamkowa, Stare Miasto, Uri utca i wielki głód 2010-02-27

Z okolic Gellerta wzdłuż wybrzeża, w przeszywającym wietrze wracamy do mostu Elżbiety, i dalej przez Taban człapiemy do kolejki Siclo przy moście Łańcuchowym, którą wjeżdżamy na wzgórze zamkowe. Niestety, mimo że dziś nie pada, a nawet przez dużą część dnia świeci słońce, a termometry uliczne pokazują koło 10 stopni, wieje przeszywający, lodowaty wiatr. Dlatego czujemy się wysmagane, przemarznięte na wskroś.

Pech nas prześladuje, bo choć dziś już na naszej ulicy nie ma śladu po śmieciach, kolej przyszła na Taban i Stare Miasto! Zwiedzanie tych urokliwych uliczek, gdy co chwila trafia się na sterty śmieci, leżących tu chyba od wczoraj, bo przesiąkniętych zapachem wilgoci – nie jest miłe. Trzeba mieć pecha, żeby trafić w te miejsca właśnie wtedy, kiedy urządzana jest taka akcja.

Obchodzimy dookoła zabudowania zamkowe, potem urokliwą (gdyby nie te śmieci) ulicą Uri Utca idziemy do końca. Wracamy w kierunku baszty rybackiej no i zaczynamy szukać miejsca, gdzie dałoby się niedrogo (?!?) zjeść i posiedzieć, a może też złapać połączenie z internetem. Niestety, jak napisałam na początku, jest to prawie niemożliwe…

Nie chciałyśmy opuszczać Starego Miasta bo chcemy wieczorem zwiedzić Labirynt pod Starym Miastem, gdzie o 18 zapalają naftowe lampy… Potem wrócimy Mostem Łańcuchowym na naszą stronę Dunaju i pójdziemy w stronę domu. Kto wie, może jeszcze czynne będzie centrum handlowe, gdzie wczoraj udało mi się połączyć z Internetem… Jeśli tak, będziecie mogli to przeczytać, jeśli nie – kto wie, może uda się jutro…

Jutro mamy w planie Wyspę Małgorzaty, okolice Parlamentu oraz ciekawe miejsca Pesztu. Mnie się cały czas marzy jeszcze łaźnia turecka Rudas, ale … chyba wystarczy.

A teraz siedzimy nadal w restauracji, grzejemy się i wypoczywamy…