Ładuję...

kolumber.pl


Dzień 3 - Obuda, Podzamcze, Keleti 2010-02-28

Plan na dziś zawierał ciekawe miejsca w Peszcie. Wyszło trochę inaczej…

Z restauracji w cudownym nastroju wychodzimy , kierując się wzdłuż rzeki w stronę Starego Miasta. Mijamy  proste, stylowe kamieniczki Obudy, dzielnica jest spokojna, cicha.  Mijamy kąpielisko Lucacs. Dochodzimy do Mostu Małgorzaty, mijamy go, idziemy dalej ulicą i oczom naszym ukazują się tureckie kopuły łaźni Kiraly, budynek jest bardzo niepozorny, nie przyszłoby mi do głowy że znajduje się tutaj słynne tureckie kąpielisko z XVI wieku. Następnie dochodzimy do przepięknego kościoła kalwińskiego  - jej niezwykłe, rude kopuły podziwiałam z wielu punktów  miasta. Chcemy wejść do srodka, ale niestety, kościół jest zamknięty.

Mamy w planie dostanie się jeszcze dzisiaj do dzielnicy żydowskiej i zobaczenie Synagogi, miałyśmy też spenetrować dokładniej naszą dzielnicę. Już widać, że to nam się już nie uda – zapada zmrok, zanim tam dotrzemy, będzie ciemno… To wina zmarnowanego czasu w pierwszy dzień (nie z naszej winy...).  Co zrobić, postanawiamy dostać się do dworca Keleti.

Przechodzimy znów, jak wczoraj, przez most łańcuchowy, podziwiając świetlne widoki z każdej strony. Jakie bogate w piękne miejsca jest to miasto, i jak cudnie potrafi się nimi pochwalić, szczególnie wieczorem…

Nasza decyzja pierwszego dnia, by kupić bloczek biletów a nie bilety trzydniowe okazała się strzałem w dziesiątkę! Poruszamy się głównie piechotą, z 10 biletów zostało nam jeszcze 4, a więc zostawiając dwa bilety na rano – dojazd do lotniska, mamy jeszcze dwa, które teraz wykorzystujemy aby dojechać metrem do dworca.

Dworzec  jest niezwykły! Cudny budynek, a w nim – zaraz po wejściu – po prostu stoją pociągi… Na peron mogą wejść tylko pasażerowie z biletami. Kolejna magiczna budowla tego pięknego miasta…

Z Keleti wracamy ulicą Koszutha piechotą. Ulica jest szeroka, elegancka, pełna pięknych dumnych budowli, hoteli, eleganckich sklepów. Idzie się z przyjemnością, mimo zmęczenia. Dochodzimy do Ferencik Ter, tu skręcamy w naszą uliczkę…

I tak kończy się nasza budapesztańska przygoda… Jutro raniutko wyruszamy metrem w stronę lotniska, przesiadamy się następnie w autobus a potem w samolot… Przed jedenastą będziemy w Warszawie… Ale wspomnienia zabieramy ze sobą…