Ocenione komentarze użytkownika lmichorowski, strona 758
Przejdź do głównej strony użytkownika lmichorowski
-
Na ulicy Mickiewicza w Rzymie nie byłem, ale miałem okazję trafić na "Viale Maresciallo Pilsudski".
-
Ładne!
-
Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie. Pozdrawiam.
-
Miło było Cię gościć na moich stronach. Zapraszam ponownie i pozdrawiam.
-
Dzięki za plusa za podróż do Krainy Wielkich Jezior. Mam nadzieję, że to wstęp do Twojego powrotu. Pozdrawiam.
-
Mnie też. I jeszcze przyszedł mi do głowy jeszcze jeden, muzyczny symbol. Pamiętam z pobytu w SFO, że w bardzo wielu miejscach dał się słyszeć stary (jeszcze z 1954 roku) przebój George' a Cory' ego i Douglassa Crossa, śpiewany ongiś przez Tony'ego Benneta "I left my heart in San Francisco":
The loveliness of Paris
Seems somehow sadly gay
The glory that was Rome
Is of another day
I've been terribly alone
And forgotten in Manhattan
I'm going home to my city by the bay.
I left my heart in San Francisco
High on a hill, it calls to me.
To be where little cable cars
Climb halfway to the stars!
The morning fog may chill the air
I don't care!
My love waits there in San Francisco
Above the blue and windy sea
When I come home to you, San Francisco,
Your golden sun will shine for me!
Choć o San Francisco śpiewali i inni (choćby Scott MsKenzie w czasach "dzieci kwiatów" - "If you're going to San Francisco, be sure to wear some flowers in your hair...", czy Eric Burdon - "Strobe lights beam create dreams,
walls move minds do too on a warm San Franciscan night..."), to jednak ta pierwsza piosenka jest największym przebojem, opiewającym to miasto.
-
Chyba tak, choć i "cable cars", i Alcatraz też pełnia w części te funkcje.
-
Dziękuję. Przyznam się, że też lubię to zdjęcie.
-
Były jeszcze podobne ostrzeżenia przed bizonami: "Buffalo can run 3 times faster than you can" itp.
-
Iwonko, dziękuję bardzo za oglądanie "1 z 10" i pozdrowienia. Choć dwa poprzednie występy w tym programie (w latach 90. i w 2006 roku) były dla mnie szczęśliwsze, to mimo wszystko - nie żałuję i tego. W końcu nie zawsze się wygrywa. Zdarza się, że i przeciwnik jest lepszy i trafiają się pytania niekoniecznie z ulubionych dziedzin (żałuję, że nie miałem nic z historii, jazzu lub muzyki klasycznej). Pozdrawiam serdecznie.
-
Na ulicy Mickiewicza w Rzymie nie byłem, ale miałem okazję trafić na "Viale Maresciallo Pilsudski".
-
Ładne!
-
Dziękuję za odwiedziny i zapraszam ponownie. Pozdrawiam.
-
Miło było Cię gościć na moich stronach. Zapraszam ponownie i pozdrawiam.
-
Dzięki za plusa za podróż do Krainy Wielkich Jezior. Mam nadzieję, że to wstęp do Twojego powrotu. Pozdrawiam.
-
Mnie też. I jeszcze przyszedł mi do głowy jeszcze jeden, muzyczny symbol. Pamiętam z pobytu w SFO, że w bardzo wielu miejscach dał się słyszeć stary (jeszcze z 1954 roku) przebój George' a Cory' ego i Douglassa Crossa, śpiewany ongiś przez Tony'ego Benneta "I left my heart in San Francisco":
The loveliness of Paris
Seems somehow sadly gay
The glory that was Rome
Is of another day
I've been terribly alone
And forgotten in Manhattan
I'm going home to my city by the bay.
I left my heart in San Francisco
High on a hill, it calls to me.
To be where little cable cars
Climb halfway to the stars!
The morning fog may chill the air
I don't care!
My love waits there in San Francisco
Above the blue and windy sea
When I come home to you, San Francisco,
Your golden sun will shine for me!
Choć o San Francisco śpiewali i inni (choćby Scott MsKenzie w czasach "dzieci kwiatów" - "If you're going to San Francisco, be sure to wear some flowers in your hair...", czy Eric Burdon - "Strobe lights beam create dreams,
walls move minds do too on a warm San Franciscan night..."), to jednak ta pierwsza piosenka jest największym przebojem, opiewającym to miasto. -
Chyba tak, choć i "cable cars", i Alcatraz też pełnia w części te funkcje.
-
Dziękuję. Przyznam się, że też lubię to zdjęcie.
-
Były jeszcze podobne ostrzeżenia przed bizonami: "Buffalo can run 3 times faster than you can" itp.
-
Iwonko, dziękuję bardzo za oglądanie "1 z 10" i pozdrowienia. Choć dwa poprzednie występy w tym programie (w latach 90. i w 2006 roku) były dla mnie szczęśliwsze, to mimo wszystko - nie żałuję i tego. W końcu nie zawsze się wygrywa. Zdarza się, że i przeciwnik jest lepszy i trafiają się pytania niekoniecznie z ulubionych dziedzin (żałuję, że nie miałem nic z historii, jazzu lub muzyki klasycznej). Pozdrawiam serdecznie.