Marku, a skoro wejście - po dobroci - niemożliwe się okazało, to trzeba było zamczysko szturmem wziąć, pieszo i konno rzecz jasna, oraz złupić, a na końcu z dymem puścić ;-). To dopiero Twój wyczyn na polach grunwaldzkich śpiewem by sławiono, a niejeden rycerz chwaliłby się, jak to szlachetny Mapew zdzielił go w zakuty łeb... ;-))
Aż łza się w oku kręci na taką wizję :-)
Używamy plików cookie Google Analytics, aby poznać statystyki odwiedzin. Zgoda jest dobrowolna –
możesz ją zmienić w każdej chwili w stopce („Ustawienia cookie”).
Polityka cookie
Aż łza się w oku kręci na taką wizję :-)