No nie, muszę to napisać ;-))
W latach osiemdziesiątych mój znajomy pracował w fabryce "Polfer" na warszawskim Muranowie. W dziale doświadczalnym pracował jakiś dziwny facet, nie chadzał z kolegami z pokoju na wódkę czy piwo, nie słuchał muzyki, nie oplotkowywał intensywnie wad i zalet koleżanek - czy w ogóle kobiet - interesowały go tylko tulipany które namiętnie hodował. Pewnego dnia przyszedł do pracy, i ze zgrozą stwierdził, że otrzymane z Holandii - za dewizy zresztą - cebulki nowych odmian tulipanów, zniknęły. Krótkie śledztwo wykazało, że winni są koledzy z pokoju. Poprzedniego dnia mieli co nieco do wypicia, a z braku konkretniejszej zakąski wykorzystali na zagrychę owe nieszczęsne cebulki...
W latach osiemdziesiątych mój znajomy pracował w fabryce "Polfer" na warszawskim Muranowie. W dziale doświadczalnym pracował jakiś dziwny facet, nie chadzał z kolegami z pokoju na wódkę czy piwo, nie słuchał muzyki, nie oplotkowywał intensywnie wad i zalet koleżanek - czy w ogóle kobiet - interesowały go tylko tulipany które namiętnie hodował. Pewnego dnia przyszedł do pracy, i ze zgrozą stwierdził, że otrzymane z Holandii - za dewizy zresztą - cebulki nowych odmian tulipanów, zniknęły. Krótkie śledztwo wykazało, że winni są koledzy z pokoju. Poprzedniego dnia mieli co nieco do wypicia, a z braku konkretniejszej zakąski wykorzystali na zagrychę owe nieszczęsne cebulki...