Ładuję...

kolumber.pl


Moja pierwsza podróż życia - 17 dni wynajętym samochodem po południowo-zachodnich stanach USA razem z koleżanką Moniką. Nie miałyśmy czasu na długie przygotowania - dograłyśmy tylko terminy, ustaliłyśmy wstępnie trasę: Phoenix - Wielki Kanion - Las Vegas - Los Angeles - San Francisco i zarezerwowałyśmy pierwszy nocleg. Mapka obok nie oddaje naszego doświadczenia - to były prawdziwe kółka po USA. Nakręciłyśmy w ten sposób pięć tysięcy kilometrów...

4-20 sierpnia 2009

Aparat kupiłam dopiero następnego dnia, więc pierwsze dwa zdjęcia są już z Jerome. Profesjonalistów przepraszam z góry za jakość zdjęć w tej relacji. Chodziło nam przede wszystkim o reporterski zapis.

  • Przed muzeum
  • mapa-gra z naszego pokoju w Jerome

Po przelocie, nocy i dniu spędzonym (głównie na zakupach) w stolicy Arizony, Phoenix, ruszyłyśmy na północ. Miałyśmy zatrzymać się w słynnej Sedonie - Red Rocks, hollywoodzkie gwiazdy, te klimaty. Pokonałyśmy 158 zakrętów na 12 milach historycznej górskiej 89A. Zapadająca noc zmusiła nas do szukania noclegu w niepozornym Jerome. I wsiąkłyśmy...

"Jerome, Arizona. Population: STRANGE". Stuletni hotel, Nawiedzony Hamburger, Spirit Room i karaoke co środę, opuszczone kopalnie, hippisi żyjący tak jakby wciąż były lata 70-te, harleyowcy. Nigdzie nie jadłyśmy lepszych hamburgerów, w dodatku popijanych drinkami ze słoików. Nigdzie później nie spotkałyśmy społeczności tak zżytej, tak pomocnej i radosnej (trudno stwierdzić na ile ta radość życia wynikała z usposobienia a na ile z zamiłowania do trawki...)

Z historii: Jerome w czasie prosperity, do lat 30. XX wieku było trzecim co do wielkości miastem w Arizonie, z 15 tys. mieszkańców. Prężnie działające kopalnie miedzi, srebra i złota przynosiły niebagatelne zyski - pomyśleć że koks do wielkiego pieca dostarczano specjalnym transportem z Anglii. Najbardziej niegodziwe miasto dzikiego Zachodu - tak nazywały Jerome ówczesne gazety, zapewne z powodu uciech jakie oferowano górnikom i podróżnym w miejscowych hotelach. Kolejne pożary w kopalniach (jeden dopalał się przez 20 lat), strajki związkowców, wreszcie Wielki Kryzys spowodowały zamknięcie prawie wszystkich kopalni i wyludnienie miasta. W latach 50. było tam zaledwie 50 mieszkańców i Jerome stało się najmłodszym Ghost Town. W latach 60. pojawili się tam hippisi i artyści, odkryli to miejsce dla siebie i tak już zostało.

Tydzień później wróciłyśmy do Jerome żeby spotkać się z dziennikarzami z radiowej Trójki, którzy zawędrowali tam w ramach podróży "Motocyklem dookoła świata". Wszystko było wtedy niesamowite, nawet pogoda.

  • No comments
  • Informacja turystyczna
  • Nasz hotel
  • Spirit Room
  • D.L. Harrison
  • La victoria
  • Attitude ze sklepu z T-shirtami
  • "Ratują wasze tyłki od 1889"
  • Dawne kino
  • Piec hutniczy, na koks z Anglii
  • J na wzgórzu
  • Jerome tydzień później

Z przedziwnego Jerome ruszyłyśmy przez Sedonę w stronę Wielkiego Kanionu Kolorado. Rada dla wybierających się - nie ufajcie bezkrytycznie przewodnikom polecającym fantastyczne noclegi! My popełniłyśmy ten błąd i zamiast nocować we Flagstaff, gdzie roiło się od moteli, ruszyliśmy w górę do Cameron Trading Post. I skucha, miejsca mieli zarezerwowane na kilka tygodni do przodu.

Wylądowałyśmy w Tuba City, w samym środku nigdzie, gdzie za bardzo przeciętne spanie trzeba było słono zapłacić. Powinnyśmy były skorzystać z okazji i odwiedzić Monument Valley, ale zamiast tego wróciłyśmy na południową krawędź Kanionu.

Było dużo ludzi, ale widoki też były... Nie zdecydowałyśmy się zejść na dół - trzeba liczyć kilka dobrych godzin marszu w dół, a jak wszędzie nam przypominano, "Co schodzi w dół, musi też wejść na górę". Autobus parkowy dowiózł nas ostatecznie do Hermit's Rest, ale żadnego pustelnika w tłumie zwiedzających nie zobaczyłyśmy. Były za to kruki - według stempla pocztowego to one odpowiadają za przesyłki lotnicze w okolicy. I był Kokopelli...

  • Słynne Red Rocks, Sedona
  • Miejski widoczek, Sedona
  • Rzeźba - zmyłka
  • Oak Creek
  • Strumień Dębowy
  • I gdzie ta rzeka? Pierwsze spojrzenie na Wielki Kanion
  • okolice Watchtower
  • widok z wieży
  • śmiałkowie na szlaku
  • ... mimo ostrzeżeń
  • Widok z Punktu Powella
  • za mgiełką
  • Raven Air Mail
  • Zachodnia część
  • Hermit's Rest
  • I wreszcie rzeka
  • Słynny Kokopelli

I znowu problemy z noclegiem... Cameron nie, liczyłyśmy na Page nad jeziorem Powell - w całym mieście nie było wolnego łóżka. Na szczęście miły recepcjonista z Days Inn obdzwonił kilka miejsc i znalazł nam nocleg w oddalonym o, bagatela, 70 mil na zachód, Kanab. Polecam, Sun'n'Sand. Jedyne takie miejsce, jesli wlascicielem dalej będzie Wayne, radosny hillbilly. Pod warunkiem że niestraszne Wam pająki.

Rano powrót do Page, wizyta nad zaporą i niesamowity Kanion Antylopy na terenie Rezerwatu Navajo. To podobno najczęściej fotografowany kanion w USA. My zobaczyłyśmy część górną, Trójkowi dziennikarze parę dni później odkrywali dolną - obie nieziemskie. Są to kaniony szczelinowe ukształtowane przez tzw. błyskawiczne powodzie, flash floods. National Geographic chciało nagrać przepływ wody - po umocowanych solidnie kamerach zostały tylko ślady w piaskowcu...

Ten fantastyczny dzień zakończyłyśmy na północnej krawędzi Wielkiego Kanionu. Zachód słońca, cisza, oszałamiające widoki. W przeciwieństwie do krawędzi południowej, mniej ludzi, większe odległości do przejścia i swobodniejszy dostęp do występów skalnych. A w drodze powrotnej dużo - kilkadziesiąt - jeleni obserwujących nas z boku lub wychodzących na drogę.

  • Motel w Kanab
  • Zapora w Page
  • Tędy wpada powódź. Antelope Canyon
  • Antelope Canyon
  • Zmienne rysy Antylopy
  • Niedźwiedź?
  • I po kamerach
  • Takie uczesane a twarde jak beton
  • Fiolety...
  • w stronę światła
  • Gra światła
  • obalony posąg
  • Indiańska Madonna
  • North Rim
  • widoki wyłaniające się zza zakrętu
  • Zachód
  • North Rim
  • Bright Angel Point
  • Enjoy the silence

Wreszcie trzeba było opuścić gościnne Kanab. Tego ranka spotkałyśmy 3 małżeństwa Amiszów które również zatrzymały się w naszym motelu. Patrzyłyśmy na ich przygotowania do śniadania, obserwowałyśmy też Wayne'a, który z niespotykaną gracją i wyczuciem zajmował się niecodziennymi gośćmi. Jeszcze ostatnie zdjęcie ciekawego manifestu dotyczącego psów - "jeśli Twój pies może za Ciebie poręczyć, Ty też jesteś mile widzianym gościem" i w drogę. Krótka wizyta w Mugwumps w Hatch - to taki bardzo proamerykański sklep ze wszystkim i niczym, oraz w Cafe Motel, klasycznej jadłodajni rodem z lat 50-tych.

Nie było czasu żeby zobaczyć oba słynne parki Zion i Bryce - wybrałyśmy Bryce i hoodos. Oficjalnie to Bryce Canyon, choć nigdy nie było tam rzeki. Wygląda jak ogromny amfiteatr, którego publiczność zastygła w oczekiwaniu na rozpoczęcie spektaklu.To właśnie hoodoos, hoodoo you do? Jedni widzą w tych rzeźbach z piaskowca pudla, inni wezyra, my zobaczyłyśmy też Punkty Tęczy i Inspiracji, Naturalny Most, pręgowca amerykańskiego (mała wiewiórka) śmigającego z jabłkiem i kruka domagającego się poczęstunku za pozowanie do zdjęć.

Dobrze nam tam było ale trzeba było jechać dalej. Poradzono nam wcześniej żeby do Parku Arches jechać nie autostradą ale malowniczą H12 - tak zrobiłyśmy, jazda była długa ale oszałamiająca. Krajobraz zmieniający się jak w kalejdoskopie, poprzez czerwone skały Capitol Reef i pustynne okolice Hanksville, gdzie zatrzymałyśmy się na noc. Drugie Tuba City - 3 motele, 3 stacje benzynowe, 2 restauracje i 150 mieszkańców. Aha, i śmigłowiec startujący sprzed naszego motelu o 6 rano, i quady jeżdżace przez całą noc po okolicy.

Następnego ranka pojechałyśmy do Arches. Tu zdecydowałyśmy się na pieszą wycieczkę żeby zobaczyć z bliska słynny Delicate Arch. Jest tak piękny jak na zdjęciach tylko większy a jednocześnie bardziej delikatny niż myślałam. Widok był tym cenniejszy że zobaczenie go kosztowało nas trochę trudu. W drodze powrotnej spotkałyśmy Francuzów z trójką dzieci: ojciec gonił dzieci stromo pod górę, słychać było tylko Allez-allez! Brakowało mu jeszcze jakiegoś kijka w ręku... Chętnie zostałybyśmy dłużej, powspinały się do innych miejsc, ale wieczorem musiałyśmy zameldować się w Luxorze, Las Vegas - drobne 460 mil dalej. Teraz wiem, że nie było warto się spieszyć, ale nie uprzedzajmy wydarzeń.

  • Psy w motelu
  • Mugwumps
  • Wiek to stan umyslu
  • Cafe motel - klasycznie
  • W Cafe Motel
  • Początek parku Bryce
  • Tunelik
  • Bryce
  • Pudel
  • Fragment amfiteatru
  • Natural bridge
  • Kruk model
  • Model czeka na zaplate
  • Pręgowiec sprinter
  • Jabłka pół, wiewiórki dwa razy tyle
  • Widok z Inspiration Point
  • Hoodoos
  • Kolory
  • Wezyr
  • Było sobie drzewo
  • Zaczyna się H12
  • Kosmiczne krajobrazy
  • Tak, park z samoobsługą
  • Więcej kosmosu
  • Ciągłe zmiany
  • brzozopodobne cosie
  • Powoli zachodziło słońce
  • To nie Wielki Kanion
  • Przebarwienia
  • Capitol Reef
  • Park Avenue w Arches National Park
  • Dziwadełka
  • Początek szlaku
  • Bardzo stromo nie było, ale ślisko
  • Punkcik widokowy
  • Delikatny Łuk z prawej
  • I lewej
  • Okolica Delicate Arch
  • Allez! Allez!
  • Dojazd do Devil's Garden
  • Jak to w ogródku
  • kolejny łuk
  • solidny most
  • skomplikowane formacje
  • Proszę Państwa, oto słoń
  • Trzej Królowie
  • Droga na Las Vegas, I-70

Szukanie miejsca na parkingu hotelowym - 40 minut

Oczekiwanie przed recepcją - ponad 60 minut

Widok z 18 piętra hotelu-piramidy Luxor - wcale nie taki bezcenny.

Pewnie się narażę miłośnikom Sin City, ale mnie się to miasto w ogóle nie podobało. To prawda, byłyśmy zmęczone po wizycie w Arches i szalonej jeździe, oczy przyzwyczaiły się przez kilka dni do otwartych przestrzeni a tu ścisk, blichtr, kicz i hałas... To nie mogło nas zauroczyć, może co najwyżej zamroczyć. Przeszłyśmy się główną ulicą, The Strip, zobaczyłyśmy hotel-zamek Excalibur, New York ze Statuą Wolności, Paryż z Wieżą Eiffela, zagrałyśmy na automatach i uznałyśmy wizytę za zakończoną.

Następnego dnia udałyśmy się na ogromną Zaporę Hoovera, obejrzałyśmy most w budowie, a ponieważ w pobliżu rozciąga się sympatyczne jeziorko Mead, zatrzymałyśmy się na nocleg w położonej niedaleko Haciendzie i załapałyśmy się nawet na wieczorną kąpiel. Jezioro jest częścią systemu Parków Narodowych, ale w tym momencie dobiłyśmy już do 80$ opłat za wstępy i po przedstawieniu wcześniejszych biletów otrzymałyśmy roczny bilet wstępu. Polecamy!

  • Excalibur z wysokości 18 piętra
  • New York, New York!
  • Prawie jak w Monte Carlo
  • Brym!
  • Green Power
  • French kiss
  • Disneyland czy Tupperware?
  • Nasz Luxor
  • Wjazd przez Sfinksa
  • Zamek rano. Autokary na dziedzińcu
  • dojazd do Hoovera, tu będzie most
  • Duuuuży most
  • It's a dam(n) big dam!
  • Jezioro Mead z wysepkami
  • wieczorna kąpiel

Tak jak wspomniałam, w ramach naszych kółek po USA, wróciłyśmy do Jerome żeby spotkać się z Tomaszem Gorazdowskim i Michałem Gąsiorowskim, dziennikarzami z radiowej Trójki, którzy odbywali podróż dookoła świata na motocyklach. W Jerome powitano nas jak starych znajomych, była rundka obowiązkowa - hamburgery w Haunted Hamburger, karaoke w Spirit Room, rozmowy z harleyowcami i hippisami. Spotkanie z radiowymi podróżnikami było urocze, szkoda że nie mogłyśmy im towarzyszyć w dalszej podróży (my na zachód, oni na południowy wschód). Wspaniałe, że udało im się zrealizować wielkie marzenie. Trafiliśmy też na niezwykłe warunki pogodowe - od kilku dni w okolicznym lesie szalał pożar a tego dnia dogoniła Jerome ulewa i burza z piorunami. Jedyny deszcz w czasie naszej podróży.

Z ciekawostek, w czasie tego wypadu prawie do początku naszej trasy, nieopatrznie dwukrotnie znalazłyśmy się na drodze szutrowej/żwirowej/piaszczystej, tzw. "primitive road". Tak to jest jak się nie słucha GPS. Nasz samochód nas za to nie kochał - to żadna terenówka, tylko Ford Focus. Na szczęście przeżyłyśmy i mogłyśmy zobaczyć kawałek słynnej Route 66.

  • Brym TiM
  • Leje
  • Tęcza nad doliną
  • Będzie lało
  • Szybki wywiad
  • Brym TiM, my i recepcjonistka z hotelu
  • O, kwiatki na drodze!
  • I trawa...
  • "używasz na własne ryzyko"
  • Do Jerome
  • I, o dziwo, w drodze powrotnej

Mało nie pourywałyśmy kół na szutrówce, ale miałyśmy nadzieję że w końcu nas doprowadzi do Seligman i słynnej 66. Udało się...

Żeby jechać 66 trzeba być bardzo zdeterminowanym i czujnym. Droga jest częściowo przykryta autostradami, są fragmenty bardzo zaniedbane, czasami trzeba mocno nadłożyć drogi jeśli chce się zostać na starej Route 66. Ale, "Get your Kicks on Route 66" zobowiązuje! Fragment od Seligman do Kingman jest dobrze utrzymany i pokazuje jak wyglądały podróże w dawnych czasach. To ten odcinek stał się bazą dla kreskówki "Auta". Polecamy Frontier Cafe w Truxton, najlepsza wołowina jaką w życiu jadłam, w klasycznej jadłodajni. Zalecane jest też zanocowanie w Kingman (pełno moteli), my niepomne lekcji z Tuba City zaufałyśmy przewodnikowi "Drogi i bezdroża" i pojechałyśmy w górę, do Oatman. Miejscowość słynie z dzikich osiołków, burros, potomków osłów pracujących w kopalni a po ich zamknięciu puszczonych wolno. Za marchewkę będą Was kochać do końca życia - tak słyszałyśmy. Jest tam też klimatyczny - podobno - hotel w którym Clark Gable spędził swój miesiąc miodowy.Cóż z tego skoro gdy przyjechałyśmy hotel był zamknięty na cztery spusty, podobnie jak wszystko inne w miasteczku - poza jedną knajpą. Jak niepyszne musiałyśmy kluczyć w ciemnościach, nocleg znalazłyśmy już w Kaliforni, w Needles.

  • Neverending szutrowa story
  • Już na 66
  • Inspirujące
  • Miasto Seligman żyje z Route 66
  • Tu tylko jeden żywy
  • Przechodzące bydło...
  • ...oznacza zwolnij...
  • ...ten stary byk...
  • ...jest kochasiem jakiejś krowy.
  • Chyba jeszcze jesteśmy na 66
  • Polecamy
  • Czujemy się zaproszone
  • Pyszne jedzenie i kawy do bólu
  • Amerykanie kochają 66
  • Trochę historii
  • Wizja przyszłości
  • Taki żarcik
  • Betty Boop
  • Burros
  • Ludzie listy piszą
  • Kręte drogi, mostki
  • Wyżej i wyżej
  • Zachodzi
  • I zaszło.
  • Wyboisty wjazd do Oatman
  • Pusta ulica w Oatman
  • Słynny hotel, szkoda że zamknięty
  • Kiedyś pewnie było "open"

Po zaskakująco pysznym noclegu w Needles wyruszyłyśmy w stronę Los Angeles, tym razem jednak autostradą. Po drodze odbiłyśmy jednak w Barstow, żeby zobaczyć klasyczne Ghost Town, Calico. Kolejne miasteczko które funkcjonowało tak długo jak były tam czynne kopalnie. Teraz, otwarte "od 8 rano do zmierzchu" jest uroczym obiektem turystycznym. Czasami można się załapać na różne inscenizacje, np. strzelaniny.

Dojeżdżając do Los Angeles podziwiałyśmy wielopasmowe i wielopoziomowe autostrady. Byłyśmy bardzo ciekawe tego Miasta Aniołów. Niestety, kolejne nieudane próby znalezienia zakwaterowania i poruszanie się po tym ogromnym mieście dały się nam mocno we znaki. Ostatecznie zatrzymałyśmy się w "Half Moon", jednym z najgorszych moteli który widziałam w życiu. Po takiej nocy Los Angeles miało bardzo nieprzyjemny smak. I jeszcze nie było za ciepło w tej słonecznej Kaliforni, a za to z powodu weekendu wszędzie było mnóstwo ludzi. No ale zobaczyłyśmy plażę w Santa Monica, Bulwar Zachodzącego Słońca, widok na Hollywood i Aleję Gwiazd. Odhaczone, są tu w pobliżu jakieś parki?

  • Górnik na przodku
  • Zatrzymaj się i baw
  • Otwarte od 8 rano do zmierzchu
  • Myto
  • Od tego miejsca już tylko pieszo
  • Ale to tylko 1 ulica
  • Uwaga, Indianie na dachu!
  • Joshua Tree
  • Tablica ogłoszeń
  • Grób przy drodze
  • Skansen
  • Gorąca kąpiel 25c, w używanej wodzie - 10.
  • Szkółka
  • Hyena House, przyklejony do skały
  • szukanie samorodków
  • Bottle House
  • Wejście do kopalni
  • Jedyna realistyczna rzeźba w Calico
  • Kierunek LA
  • Wielopasmowe i wielopoziomowe
  • Widok jak z filmów
  • Downtown
  • Przystań w Santa Monica
  • Santa Monica, molo
  • Sony Entertainment - sobotni spokój
  • Tańczące palmy przy Sunset Boulvard
  • Nowy serial? Sztuczki magiczki Chrisa Angela
  • Wierzcie lub nie wierzcie...
  • Chiński Teatr
  • Wypowiedzi twórców
  • "Droga do Hollywood"
  • "Far far away"
  • Fontanna do zabawy
  • Kto się ośmieli?
  • Jest miejsce dla nas!

Po nieprzyjemnych doświadczeniach w "Half Moon" od razu zaklepałyśmy dwa kolejne noclegi przez Internet. Jak się okazało, trochę na wyrost, przez co musiałyśmy niepotrzebnie pędzić do Sacramento, a następnego ranka wracać... Ale po kolei.

 Pierwszy nocleg miałyśmy w Visalii, w Lamp Liter Inn - jedno z przyjemniejszych miejsc w Kaliforni gdzie spałyśmy. Wcześniej skusiłyśmy się na cheeseburgery w In-n-Out, o co nasze żołądki miały do nas pretensje przez parę godzin. Ale, co nas nie zabije to nas wzmocni, prawda?

Następnego dnia pojechałyśmy do Sequoia National Park. Tak się zachwyciłyśmy potężnymi sekwojami, ich maleńkimi szyszkami które uwalniają nasiona dopiero podczas pożaru, poplątanymi korzeniami, tunelami drążonymi w przewróconych drzewach, że zapomniałyśmy zobaczyć tę największą, General Sherman Tree. Next time. Ale wdrapałyśmy się na Moro Rock żeby obejrzeć panoramę górską. Było pięknie.

  • Inn-n-Out
  • Winnice
  • Zapalacz Lamp, Visalia
  • Nasz motel
  • I basen
  • Wjazd do Sequoia National Park
  • Piękny nieznany krzew
  • Jedyna woda jaką widziałyśmy w tym parku
  • Photo Point
  • Widok na Moro Rock
  • Mijanki na wąskich drogach
  • Jeszcze sosny
  • The Web
  • Sekwoja, jeden z symboli USA
  • Włochata kora
  • Siostry
  • mini szyszki mega sekwoi
  • Szyszka czerwonej jodły
  • Można "wejść" na sekwoję
  • Wspinaczka na Moro Rock, Sierra Nevada
  • Widok na Great Western Divide
  • Skałki
  • Droga na Moro Rock
  • Jak w Tatrach
  • Wiewiór
  • Auto Log
  • Buttress Tree
  • Struktura jak w piaskowcu
  • I jeszcze jeden cudny korzeń
  • Giant Forest
  • Tunnel Log
  • Sequoia pod Sekwoją?
  • Bo ja, mówi, jestem z lasu...

Nie mogłyśmy zostać do wieczora w Sekwojach gdyż nierozważnie opłaciłyśmy następny nocleg w Sacramento. Pędziłyśmy po raz kolejny łamiąc różne ograniczenia, trafiłyśmy do niezbyt fajnego motelu Good Nite Inn - lepsze noce miewałyśmy. A rano, tradycyjnie, pokonałyśmy tę samą trasę w przeciwnym kierunku żeby dostać się do Yosemite. Dobrze że galon benzyny nawet w drogiej Kaliforni kosztował zaledwie 3$, można było kręcić kółka.

Yosemite zaspokoiło nasze pragnienia spotkań z amerykańskimi zwierzętami. Wodospady, piękne skały, sekwoje, rzeka Merced i inne krajobrazy nie zachwyciły nas tak jak jelenie mulaki pasące się kilka metrów od nas, łania przechadzająca się po łące i wiewiórki czy marmoty wyczyniające harce ku uciesze turystów. Nie widziałyśmy niedźwiedzia, niestety. Nie dojechałyśmy do Glacier Point na zachód słońca, park zaskoczył nas swoją rozległością. Ale my przecież tam jeszcze wrócimy! A nasycenia oczu, uszu i serca nikt nam nie odbierze.

  • Okolice Tunnel View, Yosemite
  • Nasz Fordzik, dzielny rumak.
  • Rzeka Merced i amatorzy zimnej kąpieli
  • Wodospad "Welon Panny Młodej"
  •  Bridalveil Fall
  •  Bridalveil Fall
  • El Capitan
  • Takie znaki tylko w USA
  • Tu kiedyś była wioska.
  • I kościół
  • okolice Yosemite Village
  • Czekam na autobus
  • Mnie tu nie ma
  • Monika, nie dokarmiaj wiewiórek!
  • Marmot i wiewiór
  • Buziaczek (daj gruszkę!)
  • Takie widoki tylko w Yosemite
  • Bliskie spotkania
  • Ona się nas naprawdę nie bała
  • Yosemite Valley
  • Jelenie z daleka
  • I bliska
  • Niespiesznie przechadzały się między nami
  • A kind of magic
  • Mariposa Grove

Bardzo chciałyśmy tu przyjechać, nie tylko dlatego że stąd odlatywał nasz samolot... Kurczowo trzymałyśmy się myśli że to miasto nas dla odmiany oczaruje a nie rozczaruje. Spodobało nam się od samego początku - Bay Bridge (wjeżdżałyśmy od wschodu, przez Oakland), widok na ocean, tramwaje, ludzie, hotel.

Zatrzymałyśmy się w bardzo klasycznym hotelu Edwardian blisko centrum. Przez dwa dni chłonęłyśmy atmosferę tego miasta i jego zwariowanych mieszkańców - bo trzeba przyznać że zagęszczenie dziwaków wykracza poza znane nam normy - ale jest to miejsce tak przyjazne że wszyscy czują się tam dobrze.

Moje ulubione miejsce to Fisherman's Wharf. Tam spędziłyśmy najwięcej czasu. Jeszcze w Jerome przykazano nam żebyśmy spróbowały pieczywa na zakwasie w piekarni Boudin. Tak też się stało, Boudin podbił nasze żołądki spragnione smaku prawdziwego chleba - zwiedziłyśmy nawet małe muzeum. Oprócz historii rodziny Boudin i ciekawostek piekarniczych pokazano nam kilka miejscowych kulinarnych wynalazków:

1. oczywiście chleb na zakwasie, zawdzięczający swój smak specyficznemu połaczeniu dzikich drożdży i bakterii, nie bez znaczenia jest też wpływ słynnej mgły; 2. Martini - naciągana historia pewnego górnika i "Martinez Special"; 3. Joe's Special - mieszanka wołowiny, cebuli, szpinaku i jajek; 4. Chop Suey - chiński ein-topf z czasów budowania kolei; 5. Mai Tai, na bazie rumu i curacao (Mai tai roa ae! - Nieziemskie, najlepsze!, miał zakrzyknąć autor koktailu po tahitańsku); 6. Popsicle - sorbet na patyku autorstwa jedenastoletniego Franka Eppersona; 7. Cioppino - gulasz rybny na bazie licznych rodzajów ryb i owoców morza; 8. Fortune Cookie - że niby chińskie? Oryginalnie miały w środku zaproszenia do ogrodu bogatego architekta; 9. Irish Coffee z Buena Vista; 10. Crab Louis - smaczna sałatka z krabów dostarczanych codziennie z zatoki.

W czasie naszego pobytu było chłodno, a nawet zimno. Mgła znad Pacyfiku otula miasto ściśle i tworzy specyficzny klimat. Na jeden dzień porzuciłyśmy nasz samochód na parkingu (parkowanie w SF to temat na odrębną opowieść) i poznawałyśmy miasto z okien tramwaju i autobusu. Nabrzeże o świcie, Golden Gate we mgle, pokręcona Lombard Street. Ledwo uszczknęłyśmy trochę tego smakowitego tortu, a już trzeba było się pakować, oddać samochód (spędziłyśmy godzinę szukając myjni, aż wreszcie pracownik stacji benzynowej uświadomił nam że po to jest 'rental car' żeby nie trzeba go było myć...) i pożegnać się z tym pięknym miastem i ogromnym krajem.

Więc jeśli jedziecie do San Francisco, to ja się chętnie przyłączę.

  • Mygła GGB
  • Wyjazd z Oakland
  • Bay Bridge
  • Nasz samochód nie był zainteresowany
  • Kręcone schody ruchome...
  • Ukryte życie znanych i lubianych obojniaków
  • Zjazd nad ocean
  • Żaglowiec przy nabrzeżu
  • Alcatraz o zmierzchu
  • Ratusz nocą
  • Poranny ruch nad wodą
  • Odpływamy!
  • Too late
  • Śpiąca marina
  • Wiszący relaksik
  • Jedz u Joego. Ona też tam bywa
  • Banda "Dużego"
  • Duży wybrał samotność
  • Lwy morskie
  • Parking bezpłatny...
  • Boudin i chleb. Ten chleb!
  • Czym jest chleb na zakwasie?
  • Big Baker Brother
  • Świeża dostawa
  • Żółwiki
  • Krabik
  • Skąd się wzięli piekarze
  • O dzielnej Louise - uratowała zaczyn
  • Wynalazki z SanFran
  • Słynne stromizny
  • Read before you cross:)
  • Stop dla każdego
  • Tramwaj oldskulowy
  • 1078 i wszystko jasne...
  • Winogronka
  • Więcej winogronek
  • Kaczki jak w Bostonie
  • Tuż przy ulicy, zero przechodniów, koncert dla zmotoryzowanych
  • Pier 39 słynie z atrakcji wszelakich
  • Widok na Alcatraz z Neptune's Palace
  • Dom Światła
  • Bo dziwaków nie brakuje
  • Golden Gate Bridge
  • mgła nad centrum
  • Gruba warstwa mgły znad oceanu
  • Lombard Street - zakręt na zakręcie
  • Widok z góry
  • Zaraz zobaczymy swój ogon
  • Fontanna w centrum
  • Niewzruszona
  • W Orpheum grali "Wicked", Czarnoksiężnika z Oz
  • Ratusz za dnia
  • Drzewa jak straż, na baczność
  • Łódki na suficie terminalu. Odpływamy...

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. kahlan77
    kahlan77 (21.06.2012 9:49) 0 + -
    kuniu_ock twoje wypowiedzi sa dziwne niby nie lubisz USA a i krytykujesz ten kraj ale bys przyjechal smigac motorkiem slynna 66 dla mnie cos nie halo z toba,podejrzewam ze nie masz mozliwosci przekroczyc USA i dlatego masz takie dziwne jazdy,dla mnie USA sa wspaniale do tej pory widzialam tylko Chicago, i Niagare ale mam nadzieje zobaczyc wszystko,a mieszkajac w Toronto spelnie swoje marzenia z czasem.pozdrawiam serdecznie kokopelmano :)
  2. kuniu_ock
    kuniu_ock (10.01.2010 16:21) 0 + -
    Ufff.. no i finito.
    Przyznam się bez bicia.. podobnie jak imć Rebelska - mnie USA nigdy nie kręciły, mam jakąś dziwną awersję do tego kraju. Nigdy też nie odczuwałem jakiejkolwiek potrzeby zobaczenia Stanów. Czasem - za natchnieniem jakiegoś filmu - może i jakieś strzępki "chcenia" się pojawiały, ale to tylko przelotnie. Nie znoszę wielkjich miast, takiej typowo amerykańskiej.. nie wiem - doniosłości, wyniosłości, dumy...
    ..jednakże Twój opis podróży, Patrycjo, jest naprawdę fajny :) Ma to, co uwielbiam - wolność i przestrzenie. Parki, wybrzeża, słynna 66... Hehe... nawet dzisiaj mi się śniło, że kupiłem motocykl i śmigałem taką właśnie drogą! :D Tak.. wolność, przestrzeń, wiatr we włosach - to jest to, co daje i żeglarstwo, i wędrówki motocyklem :D Trasa, potem mały ghost-town i kolacja, potem imprezka z wędrowcami, potem sen a rano dalej w trasę :)
    Tak tak... nie cierpię USA, ale tej podróży z kółkami Ci zazdroszczę :)

    ..America.. Americaaa...
    ...States... [muza]

    :P

    Pozdrówki :)
  3. kokopelmana
    kokopelmana (26.12.2009 23:28) +2 + -
    Smoku, gdzieś się jednak rozminęliśmy - do Tuba City (1) dojechałyśmy z Jerome (0), za pierwszym pobytem w tym miasteczku. Potem Grand Canyon od południa, nocny przejazd do Kanab (2) mijając Kanion od strony wschodniej, potem Page, Antelope Canyon i Kanion od północy, powrót do Kanab (3), wreszcie Bryce i "12" do Hanksville (4) i Arches. W nawiasach kolejne noclegi...
    Cieszę się że mogłeś trochę powspominać, było mi - i jest - bardzo miło! Dzięki że zadałeś sobie trud z poszukiwaniem zdjęć z Jerome...
    Złoty Dymiący Kolt - brzmi wystrzałowo :)))
  4. s.wawelski
    s.wawelski (25.12.2009 20:14) +2 + -
    Howdy!
    No wiec tak: Twa opowiesc czytalem chyba na tyle samo odcinkow co Ty bylas w podrozy, moze nawet jeszcze dluzej :-) Gdy dojechalem do Utah, to rozpostarlem sobie przed oczami mape tego stanu i zaczalem sledzc Twoja trase... Okazalo sie, ze "12" i ja jechalem :-) Wiec razem posunelismy si eprze z Grand Stair case Escalante do Hanksville, ale stad mi juz ucieklas, bo z tego co piszesz, to nastepny przystanek mial miejsce w Tuba City... Jedyna "Tube" jaka znalazlem to Tuba City, AR, wiec cos mi tu nie gra tym bardziej, ze pozniej pojechas do Moab. Powiedz wiec, w ktora strone skrecilas z Hanksville. Choc w tamtych stronach bylem 3.5 roku temu, to akurat w tej chwili te podroz dokladnie rekonstruuje, bo opracowuje material filmowy z niej, wiec wiele faktow mam znow na swiezo :-)

    Przegladnalem stare fotografie jeszcze z blony i odnazlem tylko jedna, ktora moze pochodzic z Jerome, choc pewnosci miec nie moge, gdyz jest nieopisana.

    Widzialas Patrycjo kawal Dzikiego Zachodu! Niniejszym chcialbym Ci przyzna dozywotnia odznake Zlotego Dymiacego Colta!
  5. bkrystina
    bkrystina (19.12.2009 21:28) +2 + -
    Twoja podróż zapowiada sie rewelacyjnie. Ja doczytam resztę następnym razem.
  6. kubdu
    kubdu (19.12.2009 19:46) +2 + -
    O, jak miło się wraca, żeby pokrążyć !
  7. odonatrix
    odonatrix (04.12.2009 22:16) +2 + -
    Doczytałem jeszcze relację (brawo, masz lekke pióro) i wyszło, że swiat jest bardzo mały, Bardzo dobrze znam brata Tomka Gorazdowskiego ;)
  8. odonatrix
    odonatrix (04.12.2009 22:06) +2 + -
    Dzięki za miejsce na tylnej kanapie autka i mozliwosc podpatrzenia stanów. Nigdy mnie tam jakoś nie ciągnęło, ale musze przyznać, że pokazałas wiele interesujących miejsc, więc chyba dodam je do tych wartych zobaczenia ;)
  9. rebel.girl
    rebel.girl (04.12.2009 18:13) +3 + -
    a jak ich nie spotkałaś... to... yyy... to to wszystko jest trochę mniej interesujące jednak ;)
  10. rebel.girl
    rebel.girl (04.12.2009 18:12) +3 + -
    umarłam ze śmiechu ;) no prawie ;)))
    jesteście do spółki z h.l. genialni, piosenka bardzo a propos. i jeśli się wybiorę - będzie moim hymnem, już postanowione ;)))
  11. kokopelmana
    kokopelmana (04.12.2009 17:20) +3 + -
    Dziękuję. "Nadejszła ta wiekopomna chwila..." Sama broniłam się przed wyjazdem do Stanów wiele lat uważając je za miejsce co najmniej dziwne. Ale kiedy mój brat pracował w NY przez 2 lata, pękłam i pojechałam go odwiedzić. Okazało się że faktycznie jest to dziwny kraj, ale na tyle ogromny że każdy znajdzie tam coś dla siebie. I po tej podróży wiem że wrócę tam, nie raz.
    Cieszę się szczerze że zainteresowała Cię ta moja Ameryka, podziwiam Twoją wytrwałość i mam nadzieję że kiedyś do USA zawitasz i sama to wszystko ocenisz, swoim okiem i obiektywem.

    Hugh Laurie i Lisa Edelstein? Fajnie by było... Widziałaś senne Sony Entertainment, podobnie wyglądało Century City gdzie kręcą House'a. A sam Hugh też nie urzędował w żadnym barze do którego zaglądałyśmy, niestety... Ale dedykuję Ci piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=z4tDP-yMwXI
    :))))
  12. rebel.girl
    rebel.girl (03.12.2009 21:37) +3 + -
    aktualne dopiero od teraz... ;)

    ale wiesz - wiekopomna chwila. nigdy, przenigdy mnie usa nie kręciły... uważałam wręcz, że jeździć tam to obciach ;) i żadne superdopracowane fotosy nie były mnie w stanie przekonać do zmiany zdania... ;) ok, parki piękne, może alaska, może nj - ale to wszystko.

    ale w twojej relacji jest coś takiego... bo ja wiem? przekonującego. coś takiego, że aż zachciało mi się... no może nie pojechać od razu, ale przemyśleć... bo ja wiem? pomyśleć, że tam może być trochę fajnie czy jak... jakos tak... yyy. no. to tyle. pozdrowienia ;)

    ps. czy w los angeles spotkałyście hugha lauriego albo lisę edelstein??
  13. kokopelmana
    kokopelmana (03.12.2009 6:26) +3 + -
    Byłaś dzielna, dałaś radę, super:)
  14. rebel.girl
    rebel.girl (02.12.2009 20:44) +3 + -
    ech, muszę zaprzestać kółkować, albowiem net mi się wiesza straszliwie...
  15. rebel.girl
    rebel.girl (30.11.2009 20:58) +3 + -
    no z całą sympatią nie mogłoby mi to przejść przez palce! ;)
    to do następnego kółka ;)
  16. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 19:12) +2 + -
    Rebel, z całą sympatią ale ja i Ziobro?? Tfu... na koti urok :)
  17. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 19:05) +2 + -
    Ja jestem na miejscu i nie wiedziałam...
  18. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 19:00) +4 + -
    qrcze... ja już chyba naprawdę jestem na dobre "wyemigrowany". kiedyś nie wiedziałem kto to doda, później ta od konika, a teraz pati koti musiałem googlać. a to jakaś wery important blondyna z czwartej rp była... smutne...
  19. rebel.girl
    rebel.girl (29.11.2009 18:55) +4 + -
    no właśnie o to mi chodziło! skoro nie mańka i nie koko, to zostają wariacjie na temat patrycji ;)
    (choć moje skojarzenia wiodą dość pechowo do pati koti)
  20. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 18:53) +4 + -
    aha... no dramat! po prostu trauma!:-) (chyba już wspominałem, że skończyłem dwanaście lat i nie jestem... yyy... jednym z tych, którzy mówią jak powinno podróżować się po stanach:-)
  21. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:51) +3 + -
    Powiem Ci na ucho: dostałeś ode mnie minusa i myślałam że nie mogę tego naprawić sama... A nie chciałam żebyś był zaminusowany na stałe...
  22. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 18:45) +4 + -
    ale o co chodzi?:-)
  23. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:37) +4 + -
    Niech ktoś zaplusuje Zfiesza, pliiiiiz!
  24. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:36) +4 + -
    Sprawdzałam działanie minusów, już Cię wyciągam... :)
  25. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:34) +4 + -
    bo wezwę Kapera z zaświatów...
  26. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 18:33) +6 + -
    "anawetmańka" brzmi ładnie i rymuje sie z kokopelmanką:-p
  27. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:30) +4 + -
    Miał być Kokopelli w hołdzie... no właśnie jemu. Ale ktoś już zjął tego nicka więc została jego żona z indiańskich legend. Nie czuję się z nią związana nijak - tak po prostu wyszło. Natomiast na co dzień jestem Patrycją i mój nick wszędzie indziej to Patigal. Co z tym zrobi Twój wewnętrzny imperatyw nie wiem, ale proszę, "koko" i "mania", a nawet "mańka" nie...
  28. rebel.girl
    rebel.girl (29.11.2009 18:23) +4 + -
    nie, nie, czytałam uważnie (również twoje komentarze o pewnych brakach ;p). mam tylko problem, bo czuję wewnętrzny imperatyw do użycia jakiegoś uprzejmego zdrobnienia... czy też skrótu po prostu. no i... nie wiem. "koko"?? ;))) nie wiem, czy się koleżanka nie obrazi ;) może swojska i sympatyczna "mania"? ;)
    ktoś ma jakiś pomysł? ;) jakiś wniosek?
  29. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:20) +3 + -
    Nie piłam więc żyję :)
  30. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 18:18) +4 + -
    że kleptomanka?:-) tez mi się skojarzyło. ale widzę, że nieuważnie czytałaś, tarrararara... :-p
  31. rebel.girl
    rebel.girl (29.11.2009 18:15) +4 + -
    ja to nie mam zbyt wybitnych osiągnięć w piciu piwa, więc tak troszkę z innej beczki...

    kokopelmana - dlaczego wymyśliłaś sobie tak krótkiego nicka?? ;)))

    daje on co prawda niezłe pole do nadużyć... ale... hm, no właśnie ;)))
  32. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 18:12) +4 + -
    heweliusz jak heweliusz, ale kaper... to był morderca!:-)
  33. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:10) +3 + -
    I Heweliusza mi żal...
  34. kubdu
    kubdu (29.11.2009 18:06) +4 + -
    Uważaj Kokopelmanko, bo piwosze wgniotą Cię w fotel.
  35. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 18:05) +4 + -
    de gustibus non est disputandum... ale przynajmniej przeżył heveliusza:-p
  36. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 18:01) +4 + -
    Sorry, pomyłka. A Specjal...są gusta i Gustliki.
  37. zfiesz
    zfiesz (29.11.2009 17:57) +5 + -
    dziesięć-i-pół było poznańskie (z browaru lecha) z elbląga jest za to najlepszy na świecie "specjal":-)
  38. kokopelmana
    kokopelmana (29.11.2009 17:55) +4 + -
    Rebel, 10,5 to było takie elbląskie piwo... I po nim pewnie już można coś powiedzieć o każdym miejscu.
    Może teraz chciałabym inaczej zaplanować tę podróż ale wtedy części trasy by nie było, zabrakłoby wielu świetnych sytuacji, byłoby po prostu inaczej. Więc też będę bronić tej podróży choć relację uważam za mocno niedoskonałą. Ale rutynowo nie było na pewno :)
  39. rebel.girl
    rebel.girl (29.11.2009 16:24) +4 + -
    patrycja, świetne te wasze kółka!
    właśnie skończyłam czytać wciągającą relację, do zdjęć się wezmę partiami chyba ;)

    co do dyskusji poniżej - to twoje wakacje, skrojone według twojej fantazji - i dla mnie tym cenniejsze, im dalsze od rutyny. mnie ujęła wasza spontaniczność właśnie i taki trochę bitnikowski duch tej podróży ;)
    jasne, że to ślizganie po powierzchni - no ale skąd wiadomo, kiedy ślizganie się po powierzchni tak naprawdę się kończy? po 10 dniach można już coś wiarygodnego powiedzieć o danym miejscu czy dopiero po 10,5 dnia?
    dla mnie cenne w waszej podróży było podróżowanie właśnie, bycie "w drodze", niewymuszone kółka, bez kłaniania się obowiązkom i zaleceniom. robiłyście to, na co miałyście ochotę, i miałyście fun. to jest super!
    podobała mi się też wasza umiejętność dostosowania się do okoliczności ;) jak na pierwszą podróż - naprawdę świetnie! ;)
  40. kubdu
    kubdu (28.11.2009 19:02) +4 + -
    Kółka niezłe. Co za różnorodność !
  41. kilobyte
    kilobyte (08.10.2009 10:41) +4 + -
    My mieliśmy bardzo podobną podróż w tym roku we wrześniu - i chyba też podobne wrażenia i ilości kilometrów. Na razie opisałem co widzieliśmy i jak na Forum Gazety - jak przebierzemy zdjęcia to może wrzucę to tutaj także :)

    link do forum:
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,205,101234682,101234682,Relacja_z_zachodniego_wybrzeza_w_21_dni_.html
  42. lmichorowski
    lmichorowski (06.10.2009 9:41) +4 + -
    Może opiszę tę podróż. Muszę tylko znaleźć negatywy zdjęć i przegrać je na płytkę. A co do muzyki - z reguły słuchaliśmy jej nie z radia ale z odpowiednio dobranych płyt CD (wtedy można uniknąć monotonii, o której piszesz).
  43. kokopelmana
    kokopelmana (05.10.2009 23:10) +3 + -
    To dopiero wyprawa jak się patrzy! Dużo czasu mieliście? Chętnie bym poczytała dłuższą relację. Natomiast co do muzyki country puszczanej w amerykańskim radiu to dłużej niż godzinkę nie byłyśmy w stanie wytrzymać :) Nie mogłam odróżnić poszczególnych głosów, wszyscy mężczyźni brzmieli podobnie...
  44. lmichorowski
    lmichorowski (05.10.2009 13:40) +4 + -
    Gratulacje! Miałem okazję wraz z żoną odbyć kilka lat temu podobną podróż. My zrobiliśmy pętlę zaczynającą się i kończącą w San Francisco. Odwiedziliśmy północną Kalifornię, Oregon (Jezioro Kraterowe), Idaho, Montanę, Wyoming (Yellowstone i Devil's Tower), Południową Dakotę (Deadwood i Mount Rushmore), Colorado (Góry Skaliste), Utah (Arches, Zion, Bryce Canyon), Arizonę (Monument Valley i Grand Canyon), Nevadę (Las Vegas i Hoover Dam) oraz południową i środkową Kalifornię (Death Valley, Yosemite, L.A., Sacramento). Niestety, nie starczyło nam wówczas czasu, żeby przejechać się legendarną Route 66, zobaczyć północną krawędź Wielkiego Kanionu i odwiedzić Sequoia NP, które to miejsca były Waszym udziałem. Podobnie jak Was, nas również Los Angeles nieco rozczarowało, nie zawiedliśmy się natomiast na San Francisco. Nie wieszałbym do końca psów na Las Vegas - pomimo niewątpliwego kiczu był to dla nas dość miły przerywnik w podróży i okazja pomieszkania w dobrym hotelu za naprawdę małe pieniądze. W każdym razie, niezapomniane wrażenia pozostawia przemierzanie bezkresnych przestrzeni Dzikiego Zachodu (choć dziś nie jest on już tak dziki) przy akompaniamencie dobrej muzyki country, płynącej z głośników. Pozdrawiam.
  45. andremuc71
    andremuc71 (05.10.2009 5:36) +4 + -
    Jak na pierwsza podroz zycia, to gratuluje wyboru miejsc i odwagi.
    Fajnie sie czyta. Przy parkach narodowych Las Vegas sie chowa :)
    Zauwazylem jednak, ze duzo Amerykanow ktorzy maja jakas rocznice, np slubu udaje sie do Vegas i wowczas Vegas ma swoja wartosc :)
    Pozdrawia goraco

  46. dino
    dino (04.10.2009 14:40) +4 + -
    ...no tak....dałem ciała......oczywiście Patrycjo :)
  47. kokopelmana
    kokopelmana (04.10.2009 9:16) +4 + -
    Dino, dzięki. A Hummera już czytałam, bardzo mi się podobał i opis i wyprawa - nie zauważyłeś? ;)
  48. dino
    dino (04.10.2009 1:52) +5 + -
    -> j.a.rek - teraz ta karta roczna kosztuje już 80 USD: http://www.nps.gov/fees_passes.htm

    .
  49. dino
    dino (04.10.2009 1:48) +5 + -
    Pati,
    faktycznie kółeczek nakręciłyście ..........i mil przy okazji :)

    Ja starałem się zwiedzać może w bardziej systematyczny sposób :)

    Jeśli znajdziesz coś ciekawego w mojej podróży HUmmerem po HAmeryce to zapraszam do poczytania....
  50. kokopelmana
    kokopelmana (04.10.2009 0:34) +4 + -
    Coś sobie przypomnisz... ;) Do tematu wrócimy za czas jakiś, na razie muszę podreperować budżet. Co daje mi czas na czytanie Waszych relacji z całego świata :)))
kokopelmana

kokopelmana

Patrycja Gałązka
Punkty: 10089