Ładuję...

kolumber.pl


3 +
2020-07-17

7. Wzdłuż Zatoki Biskajskiej

Opisywane miejsca: Barcelona, Blanes (47 km)
Typ: Blog z podróży

Moje wspomnienia z Barcelony odwiedzonej powtórnie 2 lata temu są remedium , są jedynym promykiem nadziei na to, że jeszcze może być pięknie. Że jeszcze kiedyś będzie pięknie. Napisane w pandemii Corona Virusa.

28 sierpnia 2018 r.

             Do Barcelony przyjeżdżamy wieczorem z Saragossy. To już ostatni zaplanowany punkt programu wycieczki Wzdłuż Zatoki Biskajskiej. Stolica Katalonii to jedno z kilku miast do których mogłabym wracać i wracać. Podczas pierwszego pobytu do programu zwiedzania dołożyłam kościół Santa Maria del Mar. Wtedy udało się dzięki wskazówkom mieszkańców trafić do świątyni i zobaczyć jej wnętrze. Już w samolocie postanowiłam przyjechać jeszcze raz, aby zobaczyć kamienice wybudowane przez Gaudiego i  szpital św. Pawła zaprojektowany przez Lluisa Domenecha, jednego z  najważniejszych przedstawicieli katalońskiej secesji.  

                Po upalnej Aragonii i pięknym, pogodnym wieczorze w Lloret de Mar na Costa Brava, Barcelona wita nas nisko wiszącymi ołowianymi chmurami. Spacer po stolicy Katalonii zaczynamy od parku Guell. W tym roku park jest remontowany, mnóstwo ograniczeń. Zaskakuje mnie, ile nowych wrażeń dostarcza mi spacer po parku, mimo, że go znam. Zwracam uwagę na szczegóły, które poprzednio umknęły mojej uwadze. Park Guell to obowiązkowy punk dla każdego, kto odwiedza Barcelonę. Ten publiczny park zaprojektowany przez Antonio Gaudiego to wspaniałe połączenie sztuki, architektury i natury. I pokazuje jak wszystko może harmonijnie funkcjonować. Około południa zjeżdżamy do miasta. A tu program klasyczny. Katedra św. Eulalii, spacer ulicami do  Sagrada da Familia. Świątynia po 2 latach od chwili gdy po raz pierwszy ją zobaczyłam, wygląda bardziej okazale. Prace powoli, ale jednak z każdym rokiem posuwają się pozwalając za każdym razem zobaczyć więcej. Ulicami, z podziwem spoglądając na okazałe kamienice i zachwycające ich fasady zdobione misternymi sztukateriami i kolorowymi wzorami, zaglądając na place i w zakamarki dochodzimy do Placu Katalońskiego. Tu uwagę zwraca oryginalny pomnik w kształcie odwróconych schodów poświęcony pierwszemu prezydentowi Katalonii (Generalitat de Catalunya), Francesco Macià i Llussà, który sprawował urząd od 1932 r. do śmierci w 1933 r.

Urodzony we wrześniu 1859 roku Macià dorastał w niewielkim miasteczku oddalonym o 50 km od Barcelony. Po służbie w armii hiszpańskiej walczył o katalońską niepodległość i założył partię polityczną Estat Català, która później połączyła się z innymi grupami niepodległościowymi tworząc Esquerra Republicana de Catalunya (republikański lewicowy odłam partii Katalonii). W 1931 r. ERC wygrała wybory lokalne i ogłosiła Republikę Katalońską. Trzy dni później Republika Katalońska została zrestrukturyzowana jako Generalitat de Catalunya (rząd autonomicznego regionu Katalonii) pod przewodnictwem Francesca Macii i napisano konstytucję.

Niedokończone schody symbolizują trwającą historię Katalonii, która jest budowana z dnia na dzień. Tę najnowszą historię doskonale widać na ulicach prowadzących do Placu św. Jakuba na którym nawet na budynkach rządowych wiszą separatystyczne flagi katalońskie i plakaty z żądaniem uwolnienia więźniów politycznych.

             Wchodzimy na La Rambla. Jak zawsze gwarno tu i tłoczno. Już poprzednio zachwycały mnie detale na tej ulicy. Wtedy nie wiedziałam, że jedna z fontann, tak naprawdę hydrant zwieńczony latarnią, Font de Canaletes jest bardzo ważna dla mieszkańców Barcelony i to właśnie przy niej kibice FC Barcelona świętują swoje zwycięstwa. Historia z tym związana sięga 15 w. 

Otóż, dawno, dawno temu w czasach średniowiecznych część zaopatrzenia w wodę, otoczonej murami Barcelony, pochodziła z Collserola, gór katalońskiego wybrzeża. Docierała do miejsca w którym teraz znajduje się jedna z  głównych arterii Barcelony. Stamtąd kierowano ją do portalu de l'Àngel, ważnego ujęcia wody w Barcelonie, skąd połowę przeznaczano dla  Plaça Sant Jaume i mieszkańców miasta, drugą zaś połowę wysyłano do Estudi General - przodka Uniwersytetu Barcelońskiego dla zapewnienia  wody ogrodom El Raval. Miejsce to stało się znane jako Font de Canaletes - fontanna koryta lub rynien, rury i rurki odprowadzające wodę nie były schowane. Wkrótce miejsce to stało się popularne, ponieważ woda z fontanny została uznana za najlepszą w mieście. Legenda mówi, że ​​jeśli napijesz się wody z Canaletes, to wrócisz do Barcelony. Historia miasta to napis na tablicy u podnóża fontanny: „Be beuu aigua de la font de Canaletes semper més sereu uns enamorats de Barcelona. I per lluny que us n'aneu. Tornareu semper" co  znaczy „Jeśli pijesz wodę z Font de Canaletes, zawsze będziesz zakochany w Barcelonie. I  bez względu na to, jak daleko będziesz, zawsze tu wrócisz”. Bez względu na to jak pięknie brzmi to przesłanie, prawda w powracaniu do Barcelony była bardzo prozaiczna, fontanna znajdowała się bezpośrednio przed jedną z bram miasta. Brama ta to La Porta de Santa Anna znana również jako Brama Kontrahentów, ponieważ tutaj odbywały się targi pracy pracowników sezonowych. Oczywiście robotnicy regularnie wracali w poszukiwaniu pracy i pili wodę z Font de Canaletes oczekując na pracodawców.  Po upadku Barcelony w 1714 r. Kastylijczycy fontannę przenieśli na obecne miejsce na La Rambla. Od tamtej pory zainstalowano kilka fontann, a obecna pochodzi z 1888 r; kiedy w Barcelonie odbyła się pierwsza Międzynarodowa Wystawa. Sława Font de Canaletes wzrosła w 1901 r. gdy lokalny biznesmen Esteve Sala, widząc, że fontanna jest naturalnym miejscem spotkań, postanowił zainstalować naprzeciwko niej bistro sprzedające brandy i inne trunki. Bar na świeżym powietrzu stał się tak popularny, że Rada Miasta Barcelony, dostrzegła okazję, aby zarobić trochę pieniędzy wystawiając miejsce przy La Rambla na przetarg publiczny, gdy dotychczasowy właściciel postanowił je rozbudować.  Przetarg wygrał Castasús, a Esteve Sala został zmuszony do opuszczenia miejsca. Nieco później otworzył Café Royal na La Rambla, wkrótce potem zmieniła ona nazwę na Café Moka i funkcjonuje do dziś. Nie mogąc pogodzić się z decyzją rajców miejskich Sala w 1916 r. otworzył Bar Canaletes ostatecznie rozebrany w 1951r. W 1930 r. republikański polityk i dziennikarz sportowy Josep Sunyol otworzył tu biuro popularnej gazety La Rambla de Canaletes, obecnie jest tu restauracja Núria. Gazeta La Rambla, której podtytuł brzmiał Esport i Ciutadania stała się szczególnie atrakcyjna dla kibiców FC Barcelona, ​​ponieważ Sunyol zainstalował na zewnątrz tablice regularnie uzupełnianymi wynikami meczów. To były czasy gdy kibice słuchali transmisji przez radio, więc dla fanów, którzy nie poszli na mecz, jedynym sposobem na znalezienie wyniku były tablice z gazet. La Rambla nie była wówczas jedyną gazetą, ale połączenie wyników piłki nożnej i dostępu do alkoholu uczyniło Canaletes szczególnie atrakcyjnym miejscem, a tradycja świętowania zwycięstw Barçy, wylewnie w sensie dosłownym, trwa do dziś. Zarówno Esteva Sala, jak i Josep Sunyol zostali prezesami FC Barcelona w 1934 i 1935 roku.

              Na La Rambla pilot proponuje, że wzbogaci nasz program spacerem po Barcelonie modernistycznej. Wchodzimy na Passeig de Gràcia jedną z głównych alei Barcelony w najważniejszej dzielnicy handlowej i biznesowej.To właśnie tu, w sercu Eixample Gaudi pozostawił po sobie ślad w postaci kamienic. Passeig de Gràcia jest uważana za najdroższą ulicę w Barcelonie i Hiszpanii. Dawniej znana jako Camí de Jesús („Droga Jezusa”) była pierwotnie prawie wiejską aleją otoczoną ogrodami łączącymi Barcelonę i Gracię, które wówczas były odrębnymi miastami. Tak było jeszcze w czasie pierwszego projektu urbanizacyjnego w 1821 r. który opracowała rada miejska. Projekt jednak anulowano z powodu szalejącej w Barcelonie epidemii. Po upadku rządu liberalnego wraz z powrotem absolutyzmu w 1824 r. projekt podjął generał José Bernaldo de Quirós, markiz Campo Sagrado. Nowa aleja miała szerokość 42 m w 1827 r. i stała się ulubionym miejscem prezentowania umiejętności jeździeckich i drogich powozów konnych przez cały 19 w. przez arystokratów. W 1906 r. architekt Pere Falqués i Urpí zaprojektował ławki i latarnie uliczne. Jest to złoty okres dla rozwoju tej ulicy. Szybko staje się najmodniejszą ulicą Barcelony wzdłuż której kamienice projektują sławni architekci hołdujący modernizmowi (Art Nouveau). Swą sławę ugruntowali tu Antoni Gaudí, Pere Falqués, Josep Puig i Cadafalch, Lluís Domènech i Montaner, Enric Sagnier i Josep Vilaseca.

Już z daleka widać piękne budynki, zwieńczone w nietypowy sposób dla miejskiej architektury, koronkowyki kopułami przyciągają wzrok. Przyszedł czas na prawdziwe perełki czyli to co zostawił po sobie Gaudi. Ale zanim dojdziemy do kamienic zaprojektowanych przez wielkiegomkatalonskieko wizjonera, mistrza modernistycznej architektury zatrzymujemy się przed pierwszym z budynków. Casa Lleó i Morera to kamienica zbudowana w latach 1902–1906. Jest to dzieło mistrza  modernizmu hiszpańskiego, architekta Lluísa Domènecha i Montanera, genialnego twórcy  architektonicznych arcydzieł miasta. W 1902 r.właścicielka kamienicy Francesca Morera Ortiz zleciła przebudowę nieruchomości z nadzieją, że wykorzysta ją na główną rezydencję. Niestety nie doczekała zakończenia inwestycji, zmarła w 1904 r., pozostawiając synowi Albertwi Lleó i Morera nadzorowanie zakończenia projektu. W renowacji kamienicy uczestniczył zespół najbardziej wziętych artystów i rzemieślników, którzy współpracowali przy projektowaniu fasady i wnętrz. 20.06.1906 r. budynek otrzymał nagrodę dla najpiękniejszego budynku roku ufundowaną przez Radę Miasta Barcelony. Asymetryczna struktura zajmuje róg skrzyżowania Paseo de Gracia z Consell de Cent. Domènech i Montaner zainstalował ukośnie trzy galerie na całej wysokości domu. Zaprojektował wspaniałą i bogato zdobioną kopułę na szczycie budynku, tworzy ona iluzję symetrii z różnych punktów widokowych. Na każdym końcu centralnej galerii każdego piętra umieścił 2 duże okna z imponującymi marmurowymi kolumnami. Balkony są szersze na pierwszym piętrze i zaokrąglone na drugim. Ozdoby z kutego żelaza i okazałe kamienne wizerunki inspirowane są imionami rodziny, lwami i kwiatami morwy. Wystrój ten obejmuje w unikalne postacie wyrzeźbione na balkonach pierwszego piętra przez Eusebio Arnau. Cztery kobiety przedstawiają różne przedmioty, będące hołdem dla innowacyjnych technologii charakteryzujących początek 20 w; to fotografia, elektryczność, fonograf i telefon. Casa Lleó i Morera pozostawała w rękach rodziny Lleó i Morera do 1943 r. 

Tuż obok stoi Casa Amatller, kolejny modernistyczny budynek w tej dzielnicy. Został zaprojektowany przez architekta Josepa Puiga i Cadafalcha w latach 1898–1900. Trzy budynki tworzą tak zwane „jabłko niezgody”, nawiązując do mitologicznego sporu między boginiami Hera, Afrodyty i Ateny, ponieważ uważa się je za najpiękniejsze budynki. Budynek został zlecony przez przemysłowca czekoladowego Antoniego Amatllera Josepowi Puigowi, który opracował model miejskiego gotyckiego pałacu z płaską fasadą, centralnym dziedzińcem i klatką schodową, która zapewnia dostęp do głównych pomieszczeń. Na fasadzie widać asymetryczne drzwi połączone rzeźbą Św.Jerzego wykonaną przez rzeźbiarza Eusebio Arnau. W całej fasadzie zastosowano sgraffito.Jest to technika polegająca na nakładaniu kolejnych, kolorowych warstw tynku lub kolorowych glin i na zeskrobywaniu fragmentów warstw wierzchnich w czasie, kiedy jeszcze one nie zaschły (nie utwardziły się). Poprzez odsłanianie warstw wcześniej nałożonych powstaje wielobarwny wzór, któr delikatnie łączy ceramikę. Styl jest mieszanką katalońskiego gotyku i flamandzkiego (charakteryzuje się płaskim trójkątnym kształtem górnej części elewacji). Został wpisany na listę zabytków historyczno- artystycznych 9.01.1976 r. Do dziś funkcjonuje tu firmowy sklep Amatllera. Grzechem byłoby nie kupić tych czekoladowych delikatesów. Bedą stanowiły doskonałe upominki z Barcelony dla najbliższych. Z niebieskim zwieńczeniem kamienicy fasady czekoladowego przemysłowca doskonale współgra  kamienica projektu Gaudiego - Casa Batlló czyli "Dom Kości". To esencja modernistycznego naturalizmu w sztuce katalońskiego architekta. Kamienica przy ulicy Passeig de Gràcia 43 zbudowana w 1875 r. stała się w 1903 r. własnością Josepa Batlló i Casanovas, barcelońskiego przemysłowca działającego w branży tekstylnej. Planował zburzenie całej kamienicy i zbudowanie w jej miejscu zupełnie nowego budynku. Zlecił jednak jej przebudowę cieszącemu się dużym uznaniem architektowi, Antoniemu Gaudiemu. Oczekiwał powstania awangardowego i niezwykłego dzieła architektonicznego. Efekt końcowy zszokował zleceniodawcę. Renowacja  trwała dwa lata (1904-1906). Budynek wziął udział w zorganizowanym przez urząd miasta konkursie na najładniejszą kamienicę w mieście.Casa Batlló nie znalazła uznania w oczach jurorów, bardzo negatywnie nastawionych do projektów katalońskich modernistów. Kamienicę użytkował Josep Batlló i Casanovas z rodziną, ale część pomieszczeń wynajmował. W 1940 r. Casa Batlló została odziedziczona przez córki przemysłowca z jego małżeństwa z Amàlią Godó Belaunzarán, Carmen i Mercedes Batlló-Godó. W 1954 r. odsprzedały one całą kamienicę towarzystwu ubezpieczeniowemu Seguros Iberia, które urządziło w niej swoje biura handlowe. W 1993r. Casa Batlló została zakupiona przez pochodzącą z Asturii rodzinę Bernat, właścicieli słynnej z produkcji lizaków firmy Chupa Chups. Przeprowadzono jej renowację i oddano ją do użytku publicznego. Casa Batlló to jedno z niewielu bardzo osobistych dzieł Gaudiego, ani urzędnicy, ani zleceniodawca nie ograniczali wizji artysty, co należało do rzadkości. Fasada ma 32 m wysokości i 14,5 m szerokości. Charakteryzują ją różnokolorowe płytki ceramiczne ułożone w fantazyjne wzory. Fasada ma różne kolory, zależą one od tego czy wzory widziane są przy nasłonecznieniu czy w sztucznym świetle. Na pierwszym piętrze pięciokondygnacyjnej kamienicy mieściła się rezydencja rodziny Batlló. Wysoka na 10 m przeszklona galeria wsparta została na kolumnach przypominających kształtem kości (właśnie dlatego nazywano budynek Casa dels Ossos - Dom Kości). Okna o owalnych kształtach w górnej części ozdobiono witrażami wypełnionymi kolorowymi kołami. Wyższe kondygnacje zdobią żeliwne balkony przypominające karnawałowe maski. Gmach zwieńczony jest nieregularnym, przypominającym cielsko monstrumentalnego baśniowego gada, dachem. Falisty kształt dachu przypomina łuski na smoczym grzbiecie, wieżyczka z kopułą zakończoną krzyżem i rozproszone rzędy kominów nakryte są stożkowymi czapkami. Elementy architektury Casa Batllò nawiązują do symboliki związanej z narodowością katalońską. Zarówno architekt,  jak i jego inwestor byli Katalończykami. Kształt budynku odzwierciedla legendarną walkę św. Jerzego (patrona Katalonii) ze smokiem. Najlepiej odzwierciedla to dach, pokryty dachówką przypominającą łuskę gada. Biała, cylindryczna wieżyczka symbolizuje miecz świętego wbity w korpus smoka. Balkony symbolizują czaszki,  a resztę kości mitycznego smoka umieszczono w filarach i w innych częściach elewacji.

Po przeciwnej stronie ulicy, na rogu alei Grácia podziwiać można Casa Milà, jedną z najważniejszych budowli Antoniego Gaudiego w Barcelonie. To jego ostatni ważny projekt dotyczący miejskiej, niesakralnej architektury. Zaangażowanie się w prace nad niedokończonym dziełem życia, kościołem Sagrada Familia, było tak czasochłonne, że nie podjął się już żadnego zlecenia od prywatnego inwestora. Z zewnątrz, szczególnie z większej odległości kamienica nie prezentuje się tak efektownie jak mniejsze budowle Gaudiego. Wizytówką Casa Milà jest jej dach, z surrealistycznymi kominami, z których każdy jest inny i rzeźbami przypominającymi potwory. Fasada charakteryzuje się różnymi krągłościami i krzywiznami, przez co przypomina taflę wzburzonego morza, żelazne balustrady balkonowe pną się jak dzika winorośl, kominy to snujący się dym, sylwetki ptaków szykują się do odlotu.  Posiada ona taras z fantazyjnie rzeźbionymi nasadami szybów wentylacyjnych, a  kominy  przypominają wojowników z hełmami na głowach. Secesyjna kamienica, której budowę ukończono w 1912 r. od razu cieszyła się wielkim zainteresowaniem mieszkańców Barcelony. Wzbudzała wielkie, głównie negatywne emocje. Nadano jej wtedy funkcjonującą do dziś nazwę La Perdera, czyli Kamieniołom. Mimo fali krytyki jaka wylała się na Gaudiego i jego projekt, kamienica stała się jednym z symboli miasta. Z wyglądu przypomina nierównomiernie ociosany głaz skalny, pełen obłych wykończeń i falistych kształtów. Obiekt zbudowany jest z czystych kamieni, bez ornamentów i kolorów. To tak, jakby przenieść do centrum miasta ogromny klif w którym wykuto otwory okienne. Zarówno okna jak i drzwi przypominają groty skalne. W całym budynku nie ma ani jednego kąta prostego. Pierwsze wrażenie jakie nasuwa się gdy stoję przed fasadą Casa Mila związane jest z ogromem i kolorystyką budynku. Wielkomiejski gmach ma rozmiary wielu innych kamienic.  W 1984 roku budynek znalazł się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

  • Park Güell.
  • Park Güell.
  • Park Güell - Pavillon
  • Park Güell.
  • Park Güell.
  • Park Güell.
  • Park Güell.
  • Barcelona.
  • Barcelona.
  • Sagrada da Familia - Fasada Narodzenia
  • Sagrada da Familia.
  • Fontanna na Placu Katalońskim.
  • Plac Kataloński.
  • Barcelona.
  • Portal de l'Àngel.
  • Catalonia Catedral Hotel Arcs, 10, Dzielnica Gotycka (Barri Gòtic)
  • Barcelona.
  • Barcelona.
  • Barcelona.
  • Bazylika Santa Maria del Mar.
  • Palau de la Generalitat
  • Església de Sant Jaume.
  • Plaça Reial
  • Barcelona.
  • Plac Hiszpański (Plaza de España)
  • Pomnik Francesco Macia na Plaça de Catalunya.
  • Plaça de Catalunya
  • Font de Canaletes.
  • Barcelona.
  • Barcelona.
  • Barcelona.
  • Barcelona.
  • Casa Lleó i Morera
  • Fasada Casa Amatller
  • Casa Amatller
  • Casa Batllóh
  • La Pedrera
  •  Casa Mila

29 sierpnia 2018 r. 

          To już nasz ostatni dzień na Costa Brava. Przepiękne skaliste, dzikie jak mówi nazwa wybrzeże jest bardzo atrakcyjne dzięki klifom i niewielkim zatoczkom pełnym turkusowej wody wrzynającym się głęboko w ląd. Dużo na nim maleńkich miejscowości, które oferują turystom typową wakacyjną rozrywkę, plażę, w okolicach Llorett de Mar piaszczystą i dyskoteki. Podczas poprzedniego pobytu dosyć dobrze zwiedziliśmy miasteczko. Tym razem stajemy przed dylematem czy wrócić do Barcelony do której możemy dostać się autobusem i zobaczyć Szpital Św. Krzyża i św. Pawła (L’Hospital de la Santa Creu i Sant Pau) zaprojektowany przez Lluisa Domenecha i Montaner, jednego z najważniejszych przedstawicieli katalońskiej secesji czy spędzić dzień w ogrodzie botanicznym w pobliskim Blanes. Ja optuję za wyjazdem do Barcelony, mąż woli ogród. Koniec końców zwycięża dzień relaksu w Blanes, mało ciekawym miejscu, ale oferującym na swych obrzeżach ogród botaniczny.  Rano zamawiamy taksówkę i za 20 euro jedziemy do ogrodów Marimurtra.

                To jeden z najpiękniejszych śródziemnomorskich ogrodów botanicznych w Europie. Położony na wysokim klifie z którego roztaczają się wspaniałe widoki na morze, najładniejsze z okolic altanki w najwyższym punkcie ogrodu przypominającej starogrecką świątynkę. Nazwa ogrodu Marimurtra łączy 2 słowa charakterystyczne dla tego miejsca, mar to morze i murtra czyli mirt. Początki ogrodu sięgają 1918 r. kiedy to niemiecki botanik zaczął skupować tereny na klifie w Blanes. Całość terenu, 16,5 ha stało się wielką działką na której sadzono rośliny charakterystyczne dla różnych stref klimatycznych. Dzisiaj publiczności oddano 5 ha przepięknego, niezwykle ciekawego i różnorodnego parku. To spory obszar, ale nie odczuwamy jego rozległości. Spacerujemy krętymi alejkami, sycimy oczy cudownymi widokami na Morze Śródziemne. Świadomość powrotu do kraju sprawia, że postrzegamy ogród jako czarowne miejsce, w którym nigdzie nam się nie spieszy. Zatrzymał się czas. Spokojnie zwiedzamy ogród podzielony umownie na 3 części, pierwszą z kolekcją roślinności śśródziemnomorskiej, drugą z roślinnością strefy subtropikalnej, i ostatnią udostępnioną turystom prezentującą rośliny ze strefy klimatu umiarkowanego. Przez niewielkie pagórki z kkaktusami dochodzimy do ulokowanej na wzniesieniu, porośniętej bujną roślinnością, pergoli. Nagle znalaźliśmy się w zupełnie innym miejscu Ziemi. Pergola to przejście do w miejsce gdzie rosną palmy, krzewy laurowe, cyprysy. Bambus tworzy gęste zarośla. Założono tu ogród warzywny i winnicę. Tu, po różnych gatunkach kaktusów i sukulentów, dla których ważna jest każda kropla wody, jest bardziej zielono. Dochodzimy do szczytu klifu, z którego rozpościera się przepiękny widok na morze i sąsiadujące klify. Do kilku punktów widokowych prowadzą długie schody wzdłuż których opadają kaskady kwiatów. Można tu znaleźć niewielkie jeziorko z charakterystyczną dla terenów podmokłych, roślinnością. Wszystkie strefy porasta roślinność z różnych części świata, ale przejście między nimi jest naturalne, tworzą one spójną całość. Ten ogród to egzotyczny park w którym umieszczono wiele ławek i ustawiono murki służące odpoczynkowi . Marimurtra nie jest tylko ogrodem w którym prezentuje się rośliny z różnych stron świata. W statucie ma również działanie na rzecz ochrony gatunków endemicznych i zagrożonych gatunków roślinności śródziemnomorskiej. Ogród odwiedza co roku ponad 100.000 gości.

Z niewielkimi problemami wracamy do Lloret de Mar autobusem. To już ostatnie chwile w Katalonii. Trzeba będzie wrócić. Nie widziałam przecież L’Hospital de la Santa Creu i Sant Pau, a i wnętrza wspaniałych kamienic Gaudiego warte są zobaczenia. 

  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra
  • Marimurtra

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. jolrop
    jolrop (05.08.2020 15:11) +2 + -
    Barcelona jest ciekawa nie tylko dla wielbicieli futbolu, ale i dla tych, którzy o piłce kopanej marne mają pojęcie. Mnie fascynuje z obu powodów. To nie przypadek, że miasto stało się tłem dla kilku powieści katalońskich pisarzy, Carlosa Ruiz Zafóna i Jaume Cabre. Polecam ich opisy Barcelony, jej uliczek i antykwariatów. Zwłaszcza Barri Gòtic jest niezwykle urokliwa. A będąc na Costa Brava warto choć kilka godzin przeznaczyć na wizytę w małych miasteczkach rozrzuconych na wybrzeżu w niewielkich odległościach. Dziękuję Sławku za wizytę, +++, a zwłaszcza za komentarze. Taka namiastka normalności:). Pozdrawiam.
  2. snickers1958
    snickers1958 (05.08.2020 10:37) +2 + -
    Architektonicznie bardzo malownicza podróż, jest też nutka kontaktu z przyrodą co sprawia, że podróż jest do końca fascynująca. Obszerna dawka informacji o zwiedzonych miejscach czyni mnie sytym podróżniczo.
jolrop

jolrop

Jola
Punkty: 94196