Ładuję...

kolumber.pl


26 +
2013-11-10

Flinders Ranges - australijski top secret

Opisywane miejsca: Adelaide, Gammon ranges, Blinman, Wilpena pound (298 km)
Typ: Album z opisami

Większość turystów wybierających się do Australii myśli o odwiedzeniu Uluru, Sydney, Parku Narodowego Kakadu, zobaczeniu Wielkiej Rafy Koralowej. Ci, którzy szukają nieco innych szlaków wybierają często Melbourne, Wilson Promontory, The Great Ocean Road, Gold Coast, Purnululu, Broome, czasem również Perth, czy też  Tasmanię.

O zobaczeniu Flinders Ranges marzy już niewielu. Po części wynika to z na ogół niezwykle napiętego planu podróży - większość przyjezdnych w 2 tygodnie pragnie odwiedzić cały kraj - jakby nie było liczący ponad 7 mln km kwadratowych. Wybiera więc atrakcje standardowe i łatwodostępne.Góry Flindersa i jej najbardziej północna flanka dotykająca Pustyni Sturta  z pewnością łatwodostępne  nie są. Do paru atrakcji wprawdzie można dojechać bardzo dobrą  drogą asfaltową , jednak gdy zechcecie zwiedzić ten rejon tak, jak na to zasługuje nie obędzie się bez prawdziwego 4x4. Nie mam tu na myśli modnych ostatnimi laty SUV-ów, które zupełnie nie nadają się w teren, ale pojazd, którym można zrobić coś więcej, niż podjechać pod wysoki krawężnik w mieście.

Stosowny pojazd łatwo wynająć w Adelaide. W zależności od sezonu wcale nie musi być to makabrycznie drogie ( oczywiście jak na Australię), szczególnie jeśli podróżujecie we czwórkę. Świetnie wówczas wynająć terenowego campera, który nie tylko zapewni Wam dojazd w najbardziej niedostępne tereny, ale także nocleg i możliwość przyrządzenia posiłków. Alternatywnie można wykupić miejsce w jednej z wielu komercyjnie organizowanych wycieczek, jednak ich cena na ogół jest raczej spora a ponad to nie pozwola Wam na doświadczenie czegoś najcenniejszego - bycia sam na sam z naturą.

Jeśli zdecydujecie się na własne 4x4 to koniecznie pamiętajcie, by jeszcze przed wyjazdem do Australii zapoznać się jak radzić sobie w bardzo trudnym terenie - zarówno błotnistym, jak i suchym piasku, w jeździe po upłazach i usypiskach, jak przejeżdżać przez brody na rzekach i jak jeździć wzdłuż ich koryta, no i koniecznie - jak zmieniać koło w takim pojeździe ( zaręczam Wam,że to zdecydowanie trudniejsza sprawa, niż w normalnym aucie). Dodatkowo warto również przestudiować specyfikę udzielania pierwszej pomocy w warunkach australijskich, oraz zaopatrzyć się w coś, co pozwoli Wam na  podstawową łączność satelitarną - choćby przesłanie sygnału "mayday".Wszystkie punkty już "odfajkowaliście"? All aboard?No to ruszamy-)

Możliwie wczesnym rankiem wyjazd z Adelaide. Jeśli jest to dzien powszedni, to najlepiej wyruszyć przed godziną 7:00 , aby uniknąć tłoku na drodze pomiędzy godzinami 7:30 i 9:30. Przed Wami pierwszy etap stosunkowo nieciekawej drogi do Port Augusta (297km). Droga mogłaby być ciekawsza, gdybyście mieli więcej wolnego czasu i wpadli do Port Germein by zobaczyc najdłuższe molo w Południowej Australii, czy przejść się Aligator Gorge, lub wejść na Mt Remarkable. Można też przejechać ciekawszą drogą , lecz znacznie wolniejszą poprzez Clare Valley ( gdzie znajdziecie najstarsze ślady polskiego osadnictwa w Południowej Australii, oraz dziesiątki cudownych winnic i winiarni) a następnie dalej w kierunku północym poprzez niewielkie miejscowości powstałe w pierwszych latach kolonizacji Południowej Australii.

Wróćmy jednak do trasy najszybszej. Tuż za Port Augusta droga wjeżdża w środkowe pasmo Gór Flindersa i szybko nabiera wysokości. Tutaj  w weekendy również możecie przejechać się niezwykle malowniczą linią kolejową odrestaurowanym starym pociągiem z lokomotywą na parę. Ta trasa nazywa się Pichi Richi Railway.

Quorn to dawny węzeł kolejowy. Tędy do dziś przebiega trasa jednego z najdłuższych pociągów na świecie - Leigh Creek Coal wiozącego węgiel z kopalni w Leigh Creek do portów na wybrzeżu. Pociąg mierzy około 3 km długości. 

 Quorn to z grubsza licząc około 400 km od Adelaide, czyli bez mała połowa drogi ( przynajmniej pod względem dystansu).

Teraz droga jest już w zasadzie pusta. Samochody są coraz rzadsze, a pociągi drogowe coraz dłuższe. Po drodze miniecie wiele ruin domów osadników i pionierów tej krainy. Po drodze jest nawet cała osada - widmo, która zniknęła z mapy około 100 lat temu. Zwiedzając te ruiny bądźcie bardzo ostrożni i patrzcie pod nogi. Australię zamieszkuje 7 z 10 najbardziej jadowitych węży świata i w tych okolicach znajdziecie wiele egzemplarzy, a już zwłaszcza ruiny są  dla  nich ulubionym miejscem. Jest nawet anegdota mówiąca w jaki sposób rozpoznać można Australijczyka po tym, jak podnosi z ziemi przedmioty. Otóż jeśli jakąś dajmy na to płytę ktoś podnosi za dalszą od siebie krawędź, to z dużym prawdopodobieństwem możecie powiedzieć,że to mieszkaniec tego kraju. To dlatego, że jeśli pod taką płytą jest wąż , to nie ma możliwości bezpośredniego ataku na  podnoszącego.

Jedźmy jednak dalej ( mam nadzieję, że nieukąszeni) . Jeszcze dwie godziny i dojedziecie do Parachilna  - nieistniejącej już stacji kolejowej. Warto zatrzymać się w Pubie o nazwie Prairie. Zjecie tu niezły lunch i napijecie się znakomitego, miejscowego piwa. Jadąc dalej na północ powoli zaczniecie oddalać się od gór. Następne 2 -3 godziny i znajdziecie się w Leigh Creek. Tutaj wydobywa się węgiel( kopalnia odkrywkowa). Tutaj też koniecznie napełnijcie bak w Waszym aucie po sam korek. Paliwo jest tu wprawdzie bardzo drogie ( około 50% droższe, niż w Adelaide) , ale ma tę zaletę, że w ogóle jest. Od tego miejsca jadąc dalej, jeśli w ogóle znajdziecie paliwo, to będzie ono 100% i więcej droższe niż to w Adelaide.

Wyjeżdżamy z Leigh Creek i po 5 kilometrach trafiamy do Copley. Od tego miejsca zacznie się wielka przygoda w Outbacku, ale o tym to już w następnym punkcie. 

  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • W drodze do Pt Augusta
  • Miasto-widmo
  • Miasto-widmo
  • Miasto-widmo
  • Zagubione w stepie
  • Zagubione w stepie
  • Zagubione w stepie
  • Zagubione w stepie
  • Flinders Ranges
  • Domek na prerii
  • Flinders Ranges
  • W stepie
  • W stepie
  • W stepie
  • Nasze autko
  • W stepie
  • Parachilna
  • Parachilna
  • Zbliżamy się do Copley
  • Ostatni pub w drodze do Arkaroola
  • Ostatni pub w drodze do Arkaroola

W Copley kończy się droga utwardzona i zaczyna prawdziwa Australia ze swoją absolutnie niczym nie skażoną naturą. Wjeżdżając w drogę do Arkaroola koniecznie zatrzymajcie się przy wielkiej tablicy na samym początku i przestudiujcie dokładnie dostępność wszystkich odcinków. Jeśli nie dostosujecie się do restrykcji , zaryzykujecie nie tylko bardzo wysoką karę pieniężną, ale możliwe, że i swoje życie. Dwa czynniki powodują zamknięcie drogi. Pierwszy to bardzo wysokie temperatury, a drugi to opady deszczu - niekoniecznie miejscowe, a czasem wręcz oddalone setki kilometrów. 

Zakładamy jednak, że droga jest przejezdna, więc ruszamy. 40 km dalej minicie osadę Aborygenów Nepabunna. Aborygeni raczej niezwykle rzadko bywają uprzejmi i przychylni dla turystów, ale czasem faktycznie się zdarza i możecie być tymi szczęśliwcami. Wtedy pozwolą się nawet sfotografować. 

Jedziemy dalej... teraz co parę kilometrów będziecie musieli przejeżdżać przez bród na rzece. Generalna zasada na tej drodze jest taka, że jeśli rzeka ma więcej, niż 50m szerokości, to najpierw spróbujcie ją przejść i wytyczyć szlak. Możecie wchodzić bez obawy - tutaj krokodyli nie ma :)

W zależnosci od stanu drogi w dwie i pół do siedmiu godzin powinniście przejechać te 140 km do celu.

Arkaroola to miejsce, w którym znajduje się niewielka stacja turystyczna, oraz obserwatorium astronomiczne.  Miejsce jest zwornikiem kilku szlaków w Gammon Ranges. Na campingu i w paru bungalowach przebywa zwykle kilku do kilkunastu turystów. Tylko wiosną bywa tu więcej ludzi. Szlaki turystyczne wychodzące z Arkaroola przeznaczone są raczej dla pojazdów, niż dla pieszych ze względu na swoje dystanse, często przekraczające 100 km. Pamiętajcie jednak, że od tego miejsca nie ma w ogóle mowy o tym by prowadzić auto bez uprzedniego doświadczenia w jeździe w kamienistym terenie. Szlaki są bardzo wąskie, z trudem mieszczące jedno auto, trzeba więc umieć cofać przez długie dystanse na bardzo trudnych drogach. Jeśli jednak to potraficie i nie boicie się wyzwań, to przed Wami otworzy się świat górskich potoków często rozlewających się do akwenów, których wielkość pozwala na niezłe popływanie. Woda jest tu krystaliczna, a do tego temperatura już od listopada przekracza 25 st C. Możecie bez obaw kąpać się nago. Szansa, że jakiś inny turysta tak Was zastanie jest mniejsza, niż wygranie głównej nagrody w totolotku. Otoczone pustyniami Gammon Ranges są jedną wielką oazą, jednak w końcu lata wody może być tu bardzo niewiele.

 Gdy my tam byliśmy wszystkie strumienie miały wody pod dostatkiem. Kilka dni wcześniej była tu powódź ( zjawisko częste zimą i wiosną), która zniszczyła wszystkie szlaki. Przejazd był więc ekstremalnie trudny i miejscami musieliśmy wręcz "budować" drogę. Na szczęście w Arkaroola stacjonuje ciężki spychacz i zawsze po takich zniszczeniach obsługujący go Aborygen wyjeżdża w trasę i co się da naprawia. Drogę powrotną mieliśmy więc łatwiejszą, gdyż nasza nitka była właśnie naprawiana. W podzięce wyciągnęliśmy z lodówki oszronione piwo ( a dzień był bardzo gorący), które nasz Aborygen przyjął z szerokim uśmiechem wdzięczności.

Przed wieczorem dotarliśmy do Arkaroola, gdzie zostaliśmy na drugą noc. Pełnia Księżyca rozświetlała australijskie niebo.  

Dla większości odwiedzających Gammon Ranges gwoździem programu jest przejazd do Sillers Lookout - tutaj link do nie naszych zdjęć:

    https://www.google.com.au/search?q=sillers+lookout&biw=1752&bih=833&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=HX2DUoqXAY-kiAf3tYDoDQ&sqi=2&ved=0CCcQsAQ

Miejsce wygląda na nadzwyczajne, ale ponieważ przejeżdża się przez tereny Aborygenów, więc można jechać tylko z licencjonowanym touroperatorem za ok AUD 70 od osoby, a do tego najwcześniejszy wyjazd jest o godzinie 9:00, a więc gdy słońce już wysoko, a ostatni również na długo przed zachodem słońca, czyli też w porze niezbyt fotogenicznej. W myśl filozofii, że nie można mieć wszystkiego zrezygnowaliśmy z tej wycieczki.

  • Ahoj przygodo!
  • W drodze do Arkaroola
  • W drodze do Arkaroola
  • Bilabong
  • Przedstawiciel lokalsów
  • W drodze do Arkaroola
  • W drodze do Arkaroola
  • Prawie jak w Arabii
  • Zachód słońca
  • Wita nas Księżyc
  • Gotowi do kolacji
  • Śniadanko z łysym aborygenem- albinosem-)
  • Lokals
  • As Australian as it can get
  • Centrum turystyczne w Arkaroola
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges
  • Gammon Ranges

Następnego dnia wyjazd na południe w kierunku Wilpena Pound. Droga wiedzie przez równinę pomiędzy Jeziorem Frome, a Górami Flindersa. Pamiętajcie, żeby poprzez recepcję stacji turystycznej dowiedzieć się, czy droga jest przejezdna i otwarta. My mamy błękitne niebo, ani śladu deszczu w nocy w promieniu setek kilometrów, no i temperatura poniżej 40 st C, a więc da się wytrzymać. W lodówce spory zapas zimnego piwa. Jest też zalecany przez rangerów duży kanister z wodą, chociaż nie wiadomo po co, bo zajmuje cenną przestrzeń, którą mogłoby wypełnić więcej piwa.

Ruszamy! Pierwsze 40 km jedziemy tą samą drogą, którą  dwa dni temu przybyliśmy - poprzez góry i wąwozy. Zaraz za rozstajem teren się wypłaszcza, a góry oddalają. Jedziemy bardzo rozległą równiną. Niedaleko nas , po lewej (wschodniej)  stronie jest Jezioro Frome, ale jest tak płasko , że niczego nie widzimy, chociaż jezioro mimo że jedno z mniejszych z Wielkich Jezior Słonych w Południowej Australii z łatwością pomieściłoby na swojej powierzchni ( 2.1 tys km kwadratowych) wszystkie jeziora mazurskie. Po 100 kilometrach ponownie pojawiają się góry po obu stronach drogi. Jednocześnie oddalamy się od pobliskiego, lecz do końca niewidocznego jeziora. Jeszcze kilkadziesiąt kilometrów i drogowskaz wskazuje boczny szlak do Chambers Gorge. Skręcamy. 300 metrów dalej charakterystyczny pomnik  wskazujący na to, że dalej znajduje się miejsce istotne dla dziedzictwa aborygeńskiego. Do Chambers Gorge od głównego szlaku jest tylko 14 km , ale przejazd może być trudny, a czasem wręcz bardzo trudny i zwykle zajmuje w zależności od warunków od 40 min, do paru godzin. My zastaliśmy warunki średnio trudne i dojechaliśmy po ok 90 minutach, jadac głównie bardzo kamienistym dnem niemal suchej ( nie licząc kilku bilabongów) rzeki. Dojechać można do miejsca, gdzie rzeka tworzy skalne baseny, w których można się wykąpać, a przy wyższym stanie wody również popływać. Woda jak wszędzie w tych okolicach jest krystaliczna. To świetne miejsce na biwak. W Australii można biwakować wszędzie, poza tymi, gdzie są zakazy. Tych ostatnich w australijskim outbacku nie widzielismy nigdzie. 

Stąd do miejsca z aborygenskimi "malunkami" jest jeszcze 45 minut marszu po kamiennych głazach i dnie rzeki.  Po dojściu na miejsce naszym oczom ukazuje się coś, co przypomina nieskładne grafitti na ścianach przewężającego się w tym miejscu wąwozu. Czytaliśmy zachwycone wypowiedzi tych, którzy miejsce oglądali przed nami. My nie mamy pojęcia skąd te zachwyty. Zachwycające jest natomiast miejsce na biwak. W zasadzie możecie być niemal pewni,że bedziecie tu sami, poza tysiącami papug gallah i białymi kakadu. Oczywiście jak w całym rejonie uważać trzeba na węże.

  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • Lokalsi
  • :)
  • Kolczasty lokals
  • Kolczasty lokals
  • Ruiny na pustyni
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • W drodze na południe
  • Wiosna na pustyni
  • Wiosna na pustyni
  • Wiosna na pustyni
  • Wiosna na pustyni
  • Wiosna na pustyni
  • Wiosna na pustyni
  • Sturt Desert Pea
  • Lokalsi
  • Blinman
  • Góry Flindersa
  • Droga prowadząca do Parachilna Gorge
  • Góry Flindersa
  • Góry Flindersa
  • Przed nami Parachilna Gorge
  • Parachilna Gorge
  • Parachilna Gorge
  • Chambers Gorge z oddali
  • Sturt Desert Pea
  • Chambers Gorge
  • "Droga" do Chambers Gorge
  • Chambers Gorge
  • Chambers Gorge
  • Chambers Gorge
  • Tonight  we dine in Hotel Ritz...
  • Ranek w Chambers Gorge
  • Chambers Gorge

Z Chambers Gorge niedaleko już do największej atrakcji regionu - Wilpena Pound. Najpierw jeszcze ok. 80 km od Chambers Gorge wjeżdżamy do miasteczka Blinman. Populacja - 22 osoby :) W Australii w zasadzie wszystko nazywa się city, lub town. Oba słowa tlumaczą się na polskie jako "miasto". W zasadzie zupełnie nieużywane jest słowo "village" czyli wioska. To chyba jest główny powód dla którego kraj uznawany jest za najbardziej zurbanizowany kraj świata. Blinman to najwyżej położona miejscowość w Południowej Australii. Stąd na południe wiedzie bardzo malownicza , asfaltowa droga prowadząca poprzez Wilpena do Hawker. Na wschód natomiast możecie pojechać cudowną, niekrytą drogą poprzez Parachilna Gorge. Droga momentami jest mocno eksponowana, więc nadaje się wyłącznie dla kierowców ( a chyba również pasażerów) o mocnych nerwach. Po drodze można przenocować w stacji turystycznej , ślicznie położonej ponad rozszerzającym się w tym miejscu wąwozem. 

My jedziemy tą drogą poprzez wąwóz i wracamy w ten sam sposób. Nie jest to konieczne, gdyż poprzez wąwóz dojeżdża sie do głównej trasy z Adelaide do Leigh Creek. Ponieważ tamtą trasą już jechaliśmy, a tą z Blinman prosto na południe jeszcze nie, stąd nasze postanowienie.Od Blinman jedziemy drogą asfaltową poprzez niewysokie, lecz bardzo kolorowe góry. Wiele tu lasów, ale wspominałam już, że Góry Flindersa są czymś w rodzaju ogromnej oazy na pustyni. Po drodze wiele zjazdów w szutrowe dróżki, czy nawet ścieżki, prowadzące do look out-ów , czyli specjalnie przygotowanych punktów widokowych. Staramy się wjeżdżać we wszystkie, które nie są położone dalej, niż 10km od głównej drogi. Ci z Was, którzy lubią obserwować dzikie zwierzęta znajdą tu istny raj. Liczne węże ( w tym rejonie właściwie wszystkie jadowite), jaszczurki, kangury w paru gatunkach, emu, dzikie konie zwane w Australii brumbies, nie wspominając o dziesiątkach gatunków papug bedą mocno urozmaicały drogę.

Wjeżdżamy również w Barachina Gorge, do której prowadzi przepiękna droga , której część na dosyć wysokiej i stromej grani nazywana jest Razorback. Stąd mamy przecudny punkt widokowy zarówno na drogę, jak i oddalone o jakieś 30 km Wilpena Pound. Słońce jest niestety wysoko, wiec za dobrych fot nie zrobimy. Postanawiamy jechać dalej, ale wrócimy tutaj wieczorem i nie do końca legalnie przenocujemy, by o wschodzie słońca być na miejscu, z którego jak oceniamy będziemy mieli najciekawsze zdjęcia. Barchina Gorge to podobnie, jak Parachilna wąski wąwóz, miejscami dosyć trudny do przejazdu. Po drodzo wiele brodów w zasadzie jednej, wijącej się dołem rzeki. Góry bardzo skaliste, do mniej wiecej 1/3 stoku pokryte eukaliptusowym lasem. W kilku miejscach rzeka tworzy małe rozlewiska i baseny skalne pozwalające na kąpiel, z czego korzystamy.

Wieczorem wracamy na wcześniej upatrzone miejsce, cichutko rozbijamy namiot i rozkoszujemy się pyszną kolacją i lodowatym winem oraz piwem.

 Raniutko świt bez żadnej chmurki, lecz słońce wychodzi z nad odległej grani dosyć późno i kiedy oświetla wreszcie drogę w dole i odległe ściany Wilpena jest już za wysoko. Niestety najbliższe miejsce mające pokrycie bezprzewodowego internetu jest od nas bardzo daleko i nie mogliśmy dokładnie obliczyć w którym miejscu i o której godzinie słońce wyjdzie zza gór. Po cichu mieliśmy nadzieję,że stanie się to w wąskiej dolinie pomiędzy dwiema górami. Niestety okazało sie, że tak będzie dopiero za jakieś dwa miesiące. 

Zamiast mięciutkiego światełka słońca dopiero co wschodącego nad horyzont mamy światło zdecydowanie zbyt kontrastowe i ostre. Zapisujemy, że trzeba w to miejsce przyjechać zimą. Godzinkę spędzamy na foceniu, a później pakujemy auto. Jedziemy z grubsza biorąc w kierunku południowym - do Wilpena.

Po drodze zjeżdżamy w każdą obiecującą , boczną ścieżkę. W zasadzie wszystkie oferują zapierające dech krajobrazy i masy dzikich zwierząt - zwłaszcza kangurów i emu. Wieczorem docieramy do Wilpena, gdzie na polu biwakowym rozkładamy namiot i robimy kolację. Po paru minutach dołączył do nas kangur szukający okazji przegryzienia jakiejś przekąski gaurmet. Zastanawiamy się co taki kangur może lubić najbardziej i po chwili oferujemy mu wielki strąk czerwonej papryki. Na kangura podziałała ona jak narkotyk. Zwierzak wcina i nie może się oderwać. Za chwilę pożera drugi strąk. Więcej papryki nie mamy. Oferujemy kangurowi sałatę i chleb, ale bestia ze złości warczy i za chwilę atakuje Marka - na szczęście tylko przednimi łapkami.

Zastanawiamy się, czy w odwecie powinniśmy pomyśleć o wrzuceniu steka z kangura na grilla. Niestety tego wieczoru zadowolić się musimy rozmrożonymi wcześniej krewetkami. 

  • Wilpena Pond
  • Wilpena Pond
  • Wilpena Pond
  • Wilpena Pond
  • Kangur atleta
  • Eukaliptusy przy polu biwakowym
  • Wilpena Pond
  • Wilpena Pond
  • Wilpena Pond
  • Emu - w oddali Wilpena Pound
  • Emu
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Brumbies
  • Brumbies
  • Brumbies
  • W oddali najwyższe szczyty Flinders Ranges
  • Lokals
  • Rodzina lokalsów
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Kwiecista łąka
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Droga do Wilpena
  • Flinders Ranges
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Ponowne spotkanie z dzikimi końmi
  • Lunch
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Flinders Ranges
  • Amator papryki
  • Amator papryki
  • Skrzynka pocztowa

Rankiem następnego dnia szybko zbieramy się do wyjścia do Wilpena Pound. Przed nami troszkę ponad godzinę drogi do wnętrza "krateru" , a później zależnie od tego, co będziemy chcieli robić. Droga upływa szybko . Idziemy ścieżką pomiędzy wielkimi eukaliptusami. Gdy dochodzimy do celu słońce jest już wysoko i czujemy że to początek bardzo gorącego dnia. Wszelkie dłuższe szlaki bedą tego dnia zamknięte z uwagi na pogodę.Wychodzimy tylko do punktu widokowego, skąd rozpościera się panorama Wilpena Pound. Prawdziwy raj dla oczu to widoki z nieba - z lotu helikopterem, czy małym samolotem ponad tą częścią gór. Wtedy najlepiej można skorzystać z niskiego światła wczesnego poranka, lub końca dnia. Niestety nie jest to tania przyjemność i z przykrością z niej rezygnujemy.

Od niemal 20 lat na wiosnę odbywa się tu impreza "Opera in the Bush". To wspaniały recital operowy pod gwiazdami i z dala od cywilizacji, przyciągająca kilkanaście tysięcy widzów. W imprezie zawsze biorą udział światowe sławy opery.

To tylko dygresja, a my tymczasem wracamy na camping, składamy namiot i ruszamy w drogę powrotną do domu.

Przed nami około 600 km, gdyż postanawiamy jechać poprzez wczesnoosadnicze miasteczka i dalej Clare Valley, mając nadzieje, że do tego ostatniego miejsca zdążymy dojechać przed zamknieciem winiarni i w paru  z nich wino spróbujemy. Tak też się stało i to był własciwie ostatni punkt programu. Nocą dojeżdżamy do domu.

Góry Flindersa były tym, co z całej Australii najbardziej utkwiło mi w pamięci. Ten rejon jest jak kwintesencja Outbacku Najpiękniejszy bez wątpienia jest na wiosnę, gdy krótkie deszcze pozwalają na kwitnięcie nieprzebranej ilości kwiatów. Niestety wiosną tam nie byłam, ale w albumie jest trochę zdjęć z tej pory roku. 

Zdjęcia moje i Marka

  • Stepy
  • Stepy
  • Stepy
  • Stepy
  • Stepy
  • Owce wolą być w cieniu
  • Quor
  • Melrose
  • Melrose
  • Pub w miasteczku Laura
  • Melrose
  • :)
  • Pub w miasteczku Laura
  • Winiarnia w Clare

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. koniczyna (30.11.2015 15:23) +1 + -
    Wpadłam tu jeszcze raz, by nacieszyć oko.
  2. hooltayka (30.08.2015 18:47) 0 + -
    Tym razem tylko romantyczny wypad do Rio,skupiam się na Maroko i Iranie.
  3. s.wawelski
    s.wawelski (30.08.2015 16:33) +1 + -
    Czy ta podroz do RdJ rozszerzy sie rowniez poza samo miasto, bo Brazylia jest niemniej atrakcyjna od samego Rio?
  4. s.wawelski
    s.wawelski (30.08.2015 6:59) +1 + -
    Ciesze sie bardzo, ze mi w ten sposob przekazlas mila wiadomosc. RdJ napewno Ci sie bardzo spodoba, bo miasto jest i pelne charakteru i fotogeniczne. Pamietaj tylko, ze nie jest to Kopenhaga ani Reykjavik... Miasto nie ma dobrej reputacji jesli chodzi o bezpieczenstwo na ulicach, ale jak mi powiedziala pewna Brazylijka na plazy: jesli bedziesz chodzil ubrany prawie nago jak my to Ci nic nie grozi :-) Zycze Ci bezpiecznej podrozy i mnostwo pozytywnych wrazen, o zdjeciach oczywiscie naqwet nie wspomne :-)
  5. koniczyna (24.08.2015 21:49) +1 + -
    Obejrzałam zdjątka. Miodzio! Kilka razy poczułam się jak w bajce...
    Krajobrazy powodują opadanie szczęki, fauna przyspiesza bicie serca a flora to balsam dla oczu...
    Ty i Marek jesteście szczęściarzami, że dane Wam było móc to wszytsko zobaczyć w realu.
    Gratuluję wspaniałej podróży! Dziękuję, że chcieliście się tymi cudami i z nami podzielić.
  6. koniczyna (24.08.2015 21:05) +1 + -
    Fantastyczna opowieść, choć przez chwilkę przeniosłam się na czerwony piach australijskiego Outbacku.
    Świetny pomysł z tym " podglądaniem" węży, sama nigdy bym na to nie wpadła. Człowiek codziennie się uczy...
    Piszesz tak lekko, że czytam z zapartym tchem.
    Dzięki za cudowne wrażenia.


  7. ramzesik1982
    ramzesik1982 (12.04.2014 19:48) +1 + -
    Świetna prezentacja wspaniałej Australii. Dziękuję za wirtualną podróż. Pozdrawiam
  8. kahlan77
    kahlan77 (07.03.2014 20:57) +1 + -
    Piekna podroz Irenko kiedys tam sie wybiore :)
  9. hooltayka (23.01.2014 17:29) +1 + -
    Nie!!!!
    Na torreadora się nie nadaję!:-)))
  10. pt.janicki
    pt.janicki (23.01.2014 16:39) +1 + -
    ...śni Ci się, Hooltayko, że na byka z płachtą idziesz ... :-) ... ?
  11. hooltayka (23.01.2014 14:04) +1 + -
    Swoja drogą to najpiękniejsze miejsce jakie widziałam w Australii.
    Czasami mi się śni-)
  12. hooltayka (23.01.2014 13:53) +1 + -
    Czerwony...owszem,ładny!
    Ale kojarzy mi się z płachtą na byka-)
  13. pt.janicki
    pt.janicki (23.01.2014 13:46) +1 + -
    ...a poza tym, czerwony to ładny kolor! Czasami licho się kojarzy, ale to nie jego wina ... :-) ... !
  14. hooltayka (10.12.2013 12:13) +1 + -
    Nie mam pojęcia Piotrze,ale nazwanie groszka pustyni Czerwonym Kapturkiem,bo ma oczy i jeszcze macha ogonem... nadaje się do wpisania w Wikipedię!
    Nieustająco pozdrawiam-)
  15. pt.janicki
    pt.janicki (07.12.2013 23:16) +2 + -
    ...hmmm, jak to się dzieje, że Ziemia, choć okrągła, posiada takie zakamarki jak pokazane na Twoich, Hooltayko, zdjęciach ... :-) ... ?
  16. lmichorowski
    lmichorowski (06.12.2013 20:09) +1 + -
    Hooltayko, kolejny raz jestem zauroczony Twoją australijską galerią - zarówno zdjęciami, jak i opisem. Pięknie pokazujesz uroki tego kraju-kontynentu. Oczywiście, daję duży plus za tzw. "całokształt" i serdecznie pozdrawiam.
  17. hooltayka (04.12.2013 14:25) 0 + -
    Dałam plusy na komentarze ye2bnika i eli_ko...dlaczego ich nie ma?????????
  18. eli_ko
    eli_ko (01.12.2013 19:54) 0 + -
    Dzięki Tobie Irenko przeżyłam dziś (wprawdzie wirtualną), ale i tak wielką australijską przygodę :)
  19. ye2bnik
    ye2bnik (01.12.2013 18:21) 0 + -
    Ireno, fantastyczna podróż okraszona pięknymi zdjęciami. Widoki zachwycają!
  20. hooltayka (30.11.2013 12:49) 0 + -
    Ponownie podziękuję Tym,którzy tu zajrzeli-).
    Tym,którzy lubią takie wyprawy a nie tylko zorganizowane wycieczki.
    Mam nadzieję,że Australia się Wam spodobała-)!
    Serdecznie pozdrawiam-)
  21. pan_hons
    pan_hons (28.11.2013 19:30) +2 + -
    Jak zawsze u Was, super podróż, w które bardzo miło spędziłem czas:) Masa wspaniałych zdjęć tutaj, a tym bardziej oglądanych teraz, gdy zima tuż tuż. A tu takie piękne kolorowe krajobrazy - istna uczta dla oczu:) Poza tym, bardzo fajny tekst, ciekawie napisany, dający także cenne rady co niewątpliwie przyda się osobom, które wybierają się w te rejony. Duży plus za publikację! Pozdrawiam!
  22. snickers1958
    snickers1958 (25.11.2013 18:22) +2 + -
    Olgo, nie pożałujesz, że wkroczysz w tę podróż, ja byłem zauroczony. Kiedy jeszcze dodatkowo obejrzałem ich trasę z satelity na Google Earth to mogę tylko powiedzieć jedno: wielki szacun dla wysiłku i trudu. Pozdrawiam.
  23. adaola
    adaola (25.11.2013 10:01) +3 + -
    Piękną podróż odbyłaś.Będę czytać i przeglądać na raty:) Pozdrawiam:)
  24. snickers1958
    snickers1958 (24.11.2013 18:26) +2 + -
    Witam serdecznie i dziękuję za kolejną dawkę z Australii. Można się rozpasać w swoich marzeniach. Kolejne niedzielne popołudnie bardzo miło i "słonecznie" spędzone w Twojej podróży. Pozdrawiam.
  25. snickers1958
    snickers1958 (24.11.2013 15:51) +3 + -
    Witaj, poszedł plusik za opis a teraz otwieram Twój album i uciecha dla oczu.
  26. przedpole
    przedpole (24.11.2013 15:01) +3 + -
    Piękne zdjęcia. Jak zwykle. Pozdrawiam
  27. hooltayka (24.11.2013 8:30) +4 + -
    Ponieważ nie mogę dodawać komentarzy u innych osób,dziękuję tym ,którzy tu zajrzeli.
    Pozdrawiam serdecznie-)
  28. renata-1
    renata-1 (23.11.2013 20:52) +2 + -
    masz co wspominać, gratuluję
  29. anianasadach
    anianasadach (23.11.2013 20:03) +4 + -
    Brakuje mi tylko tego Waszego doskonałego wina, żeby zakończyć tę wspaniałą podróż :)
    Znowu zobaczyłam kawałek nieznanego mi świata, pokazanego najpiękniej jak to jest możliwe :)))
  30. voyager747
    voyager747 (23.11.2013 19:25) +3 + -
    Jak zwykle było bardzo miło, obejrzałem chętnie, fotki super
  31. iwonka55h
    iwonka55h (23.11.2013 17:31) +2 + -
    Przejechałam, gratuluję Irenko kolejnej super wycieczki. Ładna narracja, ciekawie się czyta.
  32. iwonka55h
    iwonka55h (23.11.2013 16:21) +3 + -
    no, doczekałam się, biorę się do czytania.

hooltayka

Irena
Punkty: 335745