Ajax Loader Ładuję ...

       Pomysł wyjazdu na Krym zawdzięczam grupce młodych Krakusów z którymi zwiedzałam Kresy w 2011 roku. To właśnie oni na pytanie; gdzie w następnym roku, powiedzieli: na Krym. Niestety nie spotkałam ich w tym roku, ale mam nadzieję, że udało im się zrealizować ubiegłoroczne plany. W mojej młodzieńczej pamięci, Krym to miejsce wypoczynku wysokich urzędników nieistniejącego już państwa sowieckiego, a i miejsce urlopu naszych notabli, tamtej epoki. Bywał tam Gierek z rodziną i zapewne inni towarzysze też. To również kartka pocztowa, którą pokazała mi koleżanka z czasów licealnych przedstawiająca symbol Krymu czyli pałacyk Jaskółcze Gniazdo w Jałcie i  czytanka o Arteku, pionierskim obozie, zamieszczona w każdym podręczniku do nauki języka rosyjskiego, obowiązkowo nauczanego podczas mojej edukacji już od klasy piątej szkoły podstawowej. Z lekcji, już w języku polskim, w zakamarkach pamięci zachowała się szczątkowa wiedza o Ifigenii w Taurydzie, Sonetach Krymskich i Tatarach sprzymierzonych początkowo z Rzeczypospolitą, a później walczących po stronie sułtana tureckiego. I najważniejsze: to tu zapadł wyrok na świat, umowa, która na ponad 40 lat skazała nas, Polaków na gorsze życie, na życie za żelazną kurtyną.

    Wycieczkę na Krym wykupuję już w styczniu. Zależy mi na niższej cenie i na samolocie. A taką właśnie opcję ma jedno z biur podróży. Lecimy tanimi liniami ukraińskimi na trasie Warszawa (Okęcie) - Symferopol.

      A wszystko zaczęło się od Homera. To on zainspirował Eurypidesa i Gethego, którzy na podstawie jego mitu o Ifigenii, córce Agamemnona napisali swe utwory. Eurypides swojej tragedii nadal tytuł Ifigenia w Taurydzie. O Ifigenii tworzono także opery oraz malowano ją. 

     Agamemnon, król Argolidy, rusza na czele Greków, aby odbić bratową, piękną Helenę z rąk Parysa, trojańskiego królewicza. Niestety, wcześniej naraził się Afrodycie, która za pomyślne wiatry dla greckich okrętów wyruszających do Troi zażądała od niego ofiary z jednej z jego córek, właśnie Ifigenii. Agamemnon, który od lat pozostaje w nieudanym związku z Klitajmestrą bez wahania oddaje córkę. Bogini widząc jego determinację oszczędza jednak dziewczyne, zamieniając ją w obłok zasłaniający łanię podstawioną na jej miejsce. Ifigenia w obłoku dociera do Taurydy gdzie zostaje kapłanką Artemidy. 

     Dzisiejszy Krym pełen jest legend, sprzeczności wynikających z jego losów historycznych i powrotów. Wracają Tatarzy usunięci przez Stalina.

         Gdy Niemcy w pażdzierniku 1941 zajęli Krym, Tatarzy witali ich jak wybawicieli po latach głodu i ucisku jakiego doświadczyli w czasie niespełna piętnastu lat rządów sowieckich. Kolektywizacja w wyniku której zamożnych chłopów wyniszczono, a ubogich zapędzono do kołchozów, planowa klęska głodu, prześladowania inteligencji tatarskiej, ormiańskiej, greckiej i niemieckiej, a także Karaimów i Żydów,  aresztowania i zesłanie prawie 40 tysięcy ludzi to bilans planu realizowanego przez administrację Stalina. Rusyfikowano poprzez zakaz publikacji i nauczania w języku tatarskim, zakaz posługiwania się arabskim, a od 1938 jedynie obowiązującą stała się cyrylica. Niemcy nie wyparli z Krymu wszystkich oddziałów radzieckich. Te, które pozostały, znalazły schronienie w górach Krymskich i przeistoczyły się w regularne oddziały partyzanckie otrzymujące wsparcie od rządu w Moskwie. Działania partyzantów, z których wielu było Tatarami spowodowały  akcje odwetowe Niemców w wyniku których spalono 118 wsi tatarskich i wywieziono do obozów na terenie Niemiec i Austrii prawie 15 tysięcy mieszkańców. Poparcie dla okupanta zwiększyło się jednak po ujawnieniu przez Niemców tajnego dekretu z 1942 roku w myśl którego wolą Stalina mieszkańcy terenów kontrolowanych przez Armię Czerwoną i niebędący Rosjanami mieli być deportowani do Kraju Krasnodarskiego i obwodu rostowskiego. Niemcy wykorzystali tę informację w celach propagandowych i udało im się utworzyć bataliony samoobrony z 20 tysięcy ochotników. Mniej więcej dokładnie tylu Tatarów walczyło  w Armii Czerwonej i partyzantce sowieckiej. Akcja wysiedlania Tatarów trwała od 18.05 - 20.05.1944. Była doskonale przygotowana i niezwykle brutalna. W ciągu zaledwie 3 dni wywieziono prawie 200 tysięcy mieszkańców Krymu deklarujących pochodzenie tatarskie. Niejako "przy okazji" oczyszczono Krym z "niepożądanego elementu" wspierającego jeszcze niedawno Hitlera czyli Niemców, Austriaków, Finów i Rumunów. Dokonano wówczas niesamowitej zbrodni, nie tylko myślę tu o przymusowej deportacji, ale i o wielu przypadkach wymordowania całych wsi tatarskich, których na skutek bałaganu spowodowanego błyskawiczną akcją deportacji, nie wysiedlono. Ich mieszkańców zatopiono wraz z łodziami na Morzu Azowskim, a krasnoarmiejcy z bronią maszynową  przypilnowali, aby nie było świadków tego zdarzenia. 

     Powracający Tatarzy nie mają ziemi, zostali wydziedziczeni, a ich gospodarstwa nadano innym. Budują więc maleńkie domki na swoich poprzednich działkach niczym kiedyś Drzymała swoim wozem pokazując, że tu jest ich miejsce.

     Krym ma bardzo przyjazny dla turystów klimat. Jest on umiarkowanie kontynentalny Na południowym brzegu Krymu  panuje charakterystyczny dla północnej części strefy podzwrotnikowej klimat śródziemnomorski. Góry Krymskie charakteryzują się znaczną wysokością opadów, co zależy od wysokości i kierunków rozciągania się grzbietów górskich i usytuowanych między nimi dolin. Tylko w lutym można spotkać tu znaczną warstwę śniegu.  Zimy są ciepłe i wilgotne. Południowe wybrzeże Krymu jest najcieplejszym regionem Ukrainy. Opady są niewielkie, w większości występują zimą. Naturalna roślinność zajmuje niewielkie powierzchnie. Są to niskopienne lasy dębowe, zarośla jałowca drzewiastego, dzikiej pistacji, poziomkowca drobnoowocowego zwanego bezwstydnicą ze względu na brak kory. Pojawia się roślinność wiecznie zielona (azalia pontyjska, czyst krymski), jak również cyprysy, cedry, magnolie i platany. a także wyjątkowo urokliwa albicja sangurgandzka której kwiaty są wrzosowo-różowe i układają się w wachlarze tkane z jedwabnych nici.

  • Ukraińskie flagi
  • Wieczór tatarski
  • Gurzuf
  • Gurzuf
  • Aju - dah
  • Jałta
  • Czufut Kale
  • Mewy - towarzyszki rejsu
  • Prześniony sen o wielkości
  • Aj-Petri
  • Morze Czarne
  • Gurzuf
  • Jałta
  • Souveniry z Krymu

Już góra z piersi mgliste otrząsa chylaty,  

Rannym szumi namazem niwa złotokłosa,
Kłania się las i sypie z majowego włosa,
Jak z różańca chalifów, rubin i granaty.
Łąka w kwiatach, nad łąką latające kwiaty,
Motyle różnofarbne, niby tęczy kosa,
Baldakimem z brylantów okryły niebiosa;
Dalej sarańcza ciągnie swój całun skrzydlaty.
A kędy w wodach skała przegląda się łysa,
Wre morze i odparte z nowym szumem pędzi;
W jego szumach gra światło jak w oczach tygrysa,
Sroższą zwiastując burzę dla ziemskiej krawędzi;
A na głębinie fala lekko się kołysa
I kąpią się w niej floty i stada łabędzi.      

                                                   Ałuszta w dzień - A. Mickiewicz

 

     Ałuszta to miejsce opisane w 2 sonetach krymskich przez Mickiewicza. Zachwyt poety zrozumiały być może, jedynie wtedy, gdy ogląda się miasto od strony morza lub z perspektywy tarasów widokowych, które dostępne są w hotelach. Dzisiejsza Ałuszta to drugi po Jałcie kurort Krymu, niestety miasto zaniedbane, zapchane samochodami, zwłaszcza główna ulica Gorkiego zwana promenadą, dokuczliwy smród spalin, chodniki w stanie ruiny, wszędzie gdzie wykonano naprawę drogi - asfalt, a na dachach domów eternit. Miasto stare, przepięknie usytuowane poniżej przełęczy Angarskiej otoczone od północy pasmem Czatyrdahu schodzącym wprost do morza, na którym odcisnęło swe piętno ponad 60 lat przynależności do Rosji Sowieckiej. Za czasów ostatniego cara, Mikołaja II zwane "kurortem dla tych, ktorych nie stać na Jałtę". 

Rzeźwią się wiatry, dzienna wolnieje posucha,
Na barki Czatyrdahu spada lampa światów,
Rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów,
I gaśnie. Błędny pielgrzym ogląda się, słucha:

Już góry poczerniały, w dolinach noc głucha,
Źródła szemrzą jak przez sen na łożu z bławatów;
Powietrze tchnące wonią, tą muzyką kwiatów,
Mówi do serca głosem tajemnym dla ucha.
Usypiam pod skrzydłami ciszy i ciemnoty;
Wtem budzą mię rażące meteoru błyski,
Niebo, ziemię i góry oblał potok złoty!
Nocy wschodnia! ty na kształt wschodniej odaliski
Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu bliski,
Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty.

                                                        Ałuszta w nocy - A. Mickiewicz

 

      Wzdłuż wybrzeża ciągnie się wybetonowane nabrzeże, które wieczorami jest zatłoczone i bardzo głośne. Znajdują się na nim różnego typu stragany z tzw. pamiątkami, głównie made in China i suszonymi rybami łowionymi w Morzu Czarnym. Do tego budy zapewniające rozrywkę wczasowiczom w każdym wieku. Ulubioną rozrywką, w której gustują zwłaszcza starsi panowie, bez względu na możliwości głosowe i poczucie rytmu, jest karaoke. Do tego strzelnice, gdzie można wygrać maskotki i miejsca w których łowi się rybki, oczywiście plastikowe. Bardziej elegancko jest po stronie prawej, tam mieścił się przed rewolucją Profiessorskij zaułok, przemianowany potem zgodnie z tendencjami na Raboczij zaułok. Dawne eleganckie wille zmieniły swe przeznaczenie na domy wypoczynkowe i sanatoria dla robotników. 

      Dziś buduje się mnóstwo domów, na szczęście w stylu małych hotelików, zamiast wieżowców z wielkiej płyty, których nie da się pominąć patrząc na Ałusztę z góry. Miasto w którym nie najlepiej się czułam, ale jedno muszę przyznać: jest świetną bazą wypadową, dla takich, którzy lubią zwiedzać, a nie leżeć na kamienistej, wąskiej plaży. 

        Ałuszta z tatarskiego to miasto nieumyte, niewykąpane. Może dlatego,że w ciągu roku ma znacznie mniej opadów niż inne nadbrzeżne miejscowości.

 

Lubię poglądać wsparty na Judahu skale,

Jak śpienione bałwany to w czarne szeregi

Ścisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi

W milijonowych tęczach kołują wspaniale.

Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale,

Jak wojsko wielorybów zalegając brzegi,

Zdobędą ląd w tryumfie i na powrót zbiegi,

Miecą za sobą muszle, perły i korale.     

                                           A.Mickiewicz Sonety Krymskie XVIII

          15 sierpnia przyjeżdżamy do Gurzuf. Gurzuf to dzisiaj część wielkiej Jałty, ale jego historia tak jak i całego Krymu sięga znacznie wcześniej. Pierwsze pisemne wzmianki sięgają drugiej połowy wieku VI i dotyczą decyzji cesarza Justyniana polecającego odbudować zrujnowany zamek. Potem, jak cały południowy Krym znalazł się Gurzuf we władaniu sułtanatu tureckiego, a następnie pod opieką Rosji. Na początku XIX w. osada stała się własnością generalnego gubernatora Noworosyjska – księcia de Richelieu, który wybudował dwupiętrowy budynek z belwederem w parku. W 1812 w budynku tym mieszkał poeta Aleksander Puszkin. W 1880 magnat kolejowy, inżynier Piotr Gubonin, jeden z budowniczych kolei do Sewastopola, otrzymał od senatora Fundukleja i księcia Bariatińskiego ziemie w nadmorskiej części Gurzufu. To on zbudował obecne hotele i sanatoria, parki przystrzyżone na wzór Wersalu, altanki w stylu Arbatu, fontanny. Pięknie położoną wieś na północnym wybrzeżu Morza Czarnego pachnącą eukaliptusami i morską bryzą chciał kupić dla swojej rodziny z zamiarem urządzenia tu letniej rezydencji car Aleksander III. Gubonin, który jest synem chłopa pańszczyźnianego, na wieść o tym ofiarowuje Gurzuf carowi w dowód oddania i wierności. Decyzja Aleksandra III nie pozostawiała złudzeń - nie będzie chłop pańszczyźniany robił mi podarków. Niech zostanie jak jest. 

      Z czasem miasteczko staje się bardzo popularne, piękno natury, widoki zapierające dech w piersiach, kręte uliczki i zaułki, cienisty park pachnący sosną, turkusowe morze do ktorego schodzi Ajudah góra o dość nietypowym kształcie, zapewniają spokój i atmosferę pozwalającą odpocząć i odzyskać siły. Pod koniec lat dwudziestych XIX wieku przybywa tu Adam Mickiewicz, który zachwycony przyrodą pisze na Krymie 18 sonetów i przekazuje Puszkinowi w prezencie przekład wierszy Byrona. Goszczą tu również poetka Lesia Ukrainka, śpiewak operowy Fiodor Szałapin, który urzeczony otoczeniem usiłuje kupić od gospodyni u której wynajmuje pokój, działkę, z zamiarem wybudowania na niej pałacu sztuki. Nie może jednak dogadać się z właścicielką interesującej go posesji, więc postanawia uprzykrzyć jej życie śpiewając każdej nocy arie operowe stojąc na skale i zapewniając sobie w ten sposób najlepszą możliwą akustykę. W 1900  dom kupuje tu chory na gruźlicę Antoni Czechow. Jego pobyt zaowocował dramatem "Trzy siostry". W czasie II wojny światowej w willi Czechowa, którą w spadku zostawił siostrze zamieszkał oficer niemiecki. Był on znawcą literatury i wielbicielem różnych kultur, dzięki czemu z domu pisarza nie tylko nic nie zginęło, ale nie uległ on zupełnie zniszczeniu. Piękne widoki morza, turkusowe fale rozbijające się o nabrzeżne skały i czerń wody daleko od brzegu inspirowały malarzy, marynistę Ajwazowskiego pochodzącego z Teodozji na Krymie oraz Repina, który bywał gościem rodziny carskiej i malował rodzinę ostatniego cara Mikołaja II Romanowa.

      Nazwa miasteczka nie została jednoznacznie określona. Niektórzy badacze uważają, że pochodzi ona od łacińskiego Ursusa czyli niedźwiedzia. A według legendy było tak.  

       Otóż dawno temu porzuconym niemowlęcim zaopiekowało się stado niedźwiedzi. Malutka dziewczynka wychowała się wśród tych troskliwych zwierząt. Pewnego dnia o skały na przylądku rozbił się statek, a dziewczyna wśród ofiar katastrofy znalazła dającego znaki życia chłopca. Opiekowała się nim troskliwie zachowując jego obecność w tajemnicy przed niedźwiedziami. Młodzi zakochali się w sobie i   postanowili opuścić Ajudah. Gdy odpływali niedźwiedzie wróciły z polowaniai ujrzały tratwę odbijającą od brzegu. Postanowiły więc wypić wodę i w ten sposob zatrzymać dziewczynę. Piły i piły, ale wody nie ubywało. Wtedy odeszły, ale jeden z nich ten, który najbardziej przywiązał się do dziewczyny, pozostał i pił dalej. Dziewczyna uprosiła misia, aby pozwolił im uciec. Zwierzę posłuchało, ale z tęsknoty zamarło na zawsze w bezruchu. I tak oto współczesny Ajudah to taka właśnie góra – niedźwiedź. Jej południowy stok łagodnie schodzi do morza uosabiając łeb niedźwiedzia pijącego morską wodę. Jeśli uważnie się przyjrzeć i przy odrobinie wyobraźni zauważyć można następujący po nim bark, łapę, tułów i kończyny tylne.

       Sewastopol - miasto bohater 3 wojen: wojny krymskiej 1854-1855 oblegane przez wojska angielskie, francuskie i sardyńskie, wojny bolszewickiej - najdłużej bronione przed bolszewikami przez "białą gwardię" i ostatniej wojny światowej. Za każdym razem pomimo bohaterskiej obrony zdobywane i znajdujące się pod okupacją.

        Miasto powstało na ruinach Chersonezu Taurydzkiego, kolonii greckiej zbudowanej w V wieku przed narodzeniem Chrystusa. Szybko stało się dużą osadą na wybrzeżu Morza Czarnego i pomimo ogromnych murów jakimi otoczyli je starożytni Grecy zdobyte zostało za panowania Galby przez legiony rzymskie. Najeżdżane przez Hunów, Chazarów i Słowian trwał Chersonez w Bizancjum dzięki olbrzymim umocnienieniom rozbudowanym przez Rzymian. W 1654 rhetman Bohdan Chmielnicki oddaje Krym pod opiekę Rosji. Znaczenie, ale pod nazwą Sewastopol (poprzednio Achtiar) odzyskuje dopiero za czasów carycy Katarzyny II, która poleca wybudować na miejscu dawnej greckiej osady, nowoczesny port. Sprzyja temu doskonałe położenie miasta, nad morzem z wieloma naturalnymi głębokimi zatokami. Za czasów sowieckich miasto zamknięte, była tu baza floty wojennej. Od 1954 roku razem z Krymem "oddane " przez Chruszczowa Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej dokładnie w 300 lat po powierzeniu przez Chmielnickiego Krymu Rosji.

        Sewastopol - z greckiego "święte miasto" - to największe miasto Krymu położone w południowo-zachodniej jego części na półwyspie Heraklejskim. Miasto liczy ponad 400 tys. mieszkańców, jego powierzchnia to 1079 km kw., z czego 20% zajmuje część morska. Jest więc większe od Moskwy, Nowego Jorku a nawet Szanghaju. Sewastopol to przede wszystkim port i główna baza floty Czarnomorskiej Ukrainy. Miasto położone jest nad 25 zatokami, które dzielą je na 4 dzielnice: Nachimowską, Gagarińską, Leninowską oraz Bałakławską. Mimo, że znajduje się na terenie Krymu, nie jest jego częścią. Miasto podporządkowano bezpośrednio Radzie Ministrów Ukrainy i stanowi wyodrębniony region Ukrainy. Nie działa tu konstytucja Krymu, a mieszkańcy miasta nie uczestniczą w wyborach do Parlamentu Krymskiego. Nawet rejestracje samochodów w Sewastopolu są inne. Rejestracja krymska to 01, a właściciele aut z Sewastopola mają na tablicach 27.                                                            

           Odbudowane po wojnie budynki są białe, miasto miało być elegancką wizytówką ZSRR. Znajduje się tu najstarsze akwarium, pałac młodzieży i pomnik żołnierza i marynarza, którzy zwróceni są twarzami w stronę morza, w przeciwieństwie do umieszczonego na pomniku dowódcy rosyjskiej marynarki wojennej i wojsk lądowych podczas oblężenia Sewastopola, admirała Pawła Stiepanowicza Nachimowa. Stoi on plecami do morza, a w ręce zamiast szabli trzyma lunetę. Niewystarczającą zasługą było rozgromienie floty Imperium Osmańskiego w 1853 roku, zatopił wówczas 13 tureckich okrętów i wziął do niewoli dowódcę floty tureckiej Osmana Paszę. Zginął w 1855 roku jako dowódca bohaterskiej obrony Sewastopola. Ale był oficerem carskim, a tego władza sowiecka promować nie miała zamiaru.

            Znaczną rolę w założeniu Sewastopola odegrał wybitny rosyjski marszałek polowy Aleksander Suworow, który nie tylko docenił dobre warunki dla przyszłej bazy floty morskiej, ale i przyczynił się do umocnienia pozycji ekonomicznej przyszłego miasta. Sewastopol wyrósł na pustym miejscu w nieznanym i niezagospodarowanym kraju, kraju niebezpiecznym i dalekim od kwitnącej stolicy Imperium. Ale miasto szybko się rozwijało i od samego początku powstawało jako baza floty morskiej. Po dwóch latach, Rosja, która dopiero uzyskała dostęp do Morza Czarnego, miała już dość dużą i potężną flotę. I w 1787 właśnie Sewastopol stał się punktem docelowym długiej i dobrze nagłośnionej w Europie podróży carycy rosyjskiej Katarzyny II. Nie była to tylko podróż na nowe ziemie, lecz dobra okazja do pokazania Europie potęgi rosyjskiej, która w tych czasach osiągała kulminację. Rozwój miasta odbywał się bardzo szybko, szybko też rosła liczba ludności zarówno miasta, jak i całego Krymu.

         Było tak do września 1853 roku, kiedy to Imperium Osmańskie wypowiedziało wojnę Imperium Rosyjskiemu. Nie mając szansy na zwycięstwo Turcja zwróciła się o wsparcie do Francji, Sardynii i Wielkiej Brytanii . Siły sprzymierzyły się , aby powstrzymać ekspansję  Rosji w kierunku południowo-wschodnim. Rozpoczęła się wojna krymska, ktora doprowadziła do całkowitej ruiny miasto. Musiało minąć trochę czasu, aby Sewastopol znów powstał z "upadku". Na początku XX stulecia Rosja prowadziła nieudaną wojnę z Japonią. Wewnątrz państwa rośnie niezadowolenie z reżimu carskiego, naród buntuje się, co skutkuje rewolucją robotniczą 1905 r. Sewastopol znów staje się centrum wydarzeń. Na jednym z okrętów dochodzi do buntu marynarzy. Bunt ten otrzymuje wsparcie od sewastopolskich robotników i jego zasięg rośnie z każdym dniem. Stanowi to poważne niebezpieczeństwo dla całości imperium rosyjskiego, dlatego też władze carskie dokonują interwencji. W nocy z 15 na 16 listopada mieszkańcy Sewastopola są świadkami zablokowania okrętu i rozstrzelania załogi w samym centrum zatoki Sewastopolskiej. Bunt został stłumiony, ale był początkiem walki z caratem, która na nowo rozpoczęła się w 1914 r. (po wybuchu I wojny światowej) i przyniosła rewolucję 1917 roku w wyniku ktorej zniesiono carat. Wybuchła wojna domowa. Ofiarami jej  były miliony ludzi.  W czasie wojny domowej 1917-1920 miasto często przechodziło z rąk do rąk. Reżim carski, Rząd Tymczasowy, Biała Gwardia, wojska niemieckie, wojska Ententy i władza komunistyczna. Każdy nowy właściciel wprowadza swoje prawo, niszczy i rabuje. Ludność miasta zmniejsza się kilkakrotnie i po ustaleniu władzy sowieckiej miasto musi długo się odnawiać. Nie trwa jednak długo spokój sprzyjający rozwojowi miasta.

             W 1939 r. zaczyna się II wojna światowa. Wojna niemiecko - radziecka  rozpoczyna się 21 czerwca 1941 roku, a w 4 miesiące później wojska niemieckie docierają do Krymu. Pomimo wielkiego bohaterstwa i oddania słabo uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy radzieckich, Niemcy opanowują większość terytorium Krymu i zbliżają się do Sewastopola. Rosjanie nie zamierzają opuszczać miasta. Przeciwko największej bazie floty wojskowej, niezwykle silnie ufortyfikowanej i obsadzonej przez 106 tys. żołnierzy i 8 tys. marynarzy zostały ściągnięte wyborowe siły Wermahtu, dowodzone przez ulubionego marszałka Hitlera, Mansztejna. Siły przeciwnika były kilkakrotnie większe od sił obrońców. Jednakże obrona miasta trwała 250 dni. W walkach o Sewastopol zginęło ponad 300 tys. Niemców. Liczba ofiar wśród obrońców była znacznie mniejsza, ale też osiągnęła dziesiątki tysięcy. Miasto zostało opanowane przez Niemców 12 lipca 1942 dopiero po wykorzystaniu najnowocześniejszego osiągnięcia tego czasu czyli  największego działa kolejowego zwanego "Gustawem". Po wielu miesiącach oblężenia postanowiono zmieść Sewastopol z powierzchni ziemi przy wykorzystaniu zmasowanego ostrzału artyleryjskiego. Było to najbardziej „klasyczne” oblężenie podczas całej II wojny – z wykorzystaniem wielkiej ilości dział i ciągłym ostrzeliwaniem silnych fortyfikacji. 3 czerwca 1942 r. Niemcy rozpoczęli ostrzał miasta i twierdzy przy użyciu 1300 dział różnego kalibru, w tym 33 najcięższych dział i moździerzy kalibru od 28 cm do 80 cm - był to prawdziwy huragan ognia i stali. Wtedy właśnie "Gustaw" nazywany przez obsługę „Dorą” przeszedł swój chrzest bojowy, oddając swoje pierwsze strzały. „Gustaw” potrafił wystrzeliwać w ciągu godziny od 2 do 3 pocisków o masie 4,75 tony na odległość 47 km lub dwa pociski o „monstrualnej” masie 7,1 tony na odległość 38 km. Podczas oblężenia Sewastopola wystrzelono w ciągu 5 dni 48 pocisków kalibru 802 mm z odległości ponad 30 km. Szczególnie spektakularnym osiągnięciem „Dory” było zniszczenie wielkiego rosyjskiego magazynu amunicji, mieszczącego się pod dnem zatoki Siewiernaja. W tym celu wystrzelono 9 pocisków, które przebiły się przez niezwykle grubą 30 - metrową warstwę ziemi i kompletnie zniszczyły magazyn. Niejako „przy okazji” pociski „Dory” zatopiły też niewielki okręt rosyjski znajdujący się w pobliżu.

              Miasto znajdowało się w rękach Niemców przez niespełna 2 lata. Rozkaz Hitlera był jednoznaczny : bronić miasto za wszelką cenę. Ale szybko nacierająca armia radziecka, nielicząca się z dużymi stratami, już 9 maja 1944 wyzwoliła miasto. I jeszcze podczas wojny zaczęła się jego odbudowa. Z tego czasu - Sewastopol staje się nie tylko bazą floty wojennej, ale i największą tajemnicą ZSRR. Miasto zostaje zamknięte, ruch w nim ogranicza się do minimum. W tym okresie w okolicznych górach budowane są groty, w których rozmieszczone zostają utajnione bazy wojenne, fabryki oraz magazyny głowic jądrowych. W takim stanie Sewastopol dotrwał do 1991 r. Po rozpadzie Związku Radzieckiego - Sewastopol staje się  miastem ukraińskim i bazą floty ukraińskiej. Równocześnie znajduje się tutaj baza floty czarnomorskiej Rosji. Stwarza to dużo problemów w porozumiewaniu się. Ciekawy jest również fakt, iż po przyłączeniu Krymu do Ukraińskiej Republiki Radzieckiej w 1954 r. nie był określony status Sewastopola. Nie był on już wtedy częścią Krymu, a więc Ukraina po 1991 faktycznie w spadku po ZSRR dostaje tylko Krym - bez Sewastopola. Problem ten został rozstrzygnięty dopiero w 1997 po podpisaniu porozumienia między Ukrainą i Rosją.

             Dzisiejszy Sewastopol jest miastem wojskowym, ale już nie posiada broni jądrowej, gdyż Ukraina jest państwem bez broni jądrowej. Mieszczą się tutaj, obok siebie, bazy ukraińskie i rosyjskie, a na jego terenie często odbywają się spotkania przedstawicieli obu państw. A dzień floty rosyjskiej (ostatnia niedziela lipca) - jest ulubionym świętem mieszkańców.

          Do Massandry postanawiamy wybrać się przy okazji pobytu w Jałcie. Ukraińska przewodniczka, Ludmiła nie kryje swego zdziwienia. Próbuje nam tłumaczyć, że planowana jest wycieczka fakultatywna (35 euro od osoby) do wytwórni win, ale mówimy o chęci zobaczenia pałacu cara Aleksandra III, czego nie ma w programie. Pierwszy raz, obwieszcza głośno, zdarza się jej taka sytuacja. Gdyby mogła nakazałaby nam powrót z całą grupą do Ałuszty. Nasz ton nie pozostawia jej jednak złudzeń: to jest informacja, a nie negocjacje:). Busem dojeżdżamy do miejsca z którego zboczem wzgórza Polikurowskiego, cały czas w górę  leśną ścieżką, mijając zdumiewająco dużo żołnierzy, docieramy do bramy palacowej tuż przed 16 i od pilnującego ochroniarza dowiadujemy się, że wyjątkowo dziś już "zakryto". Robię błagalną minę i tłumaczę, że tylko dziś możemy zobaczyć pałac. Nagle za naszymi plecami odzywa się szum silnika. Dozorca, który jeszcze bardziej usiłuje nas się pozbyć "Uchoditie wsie" na moment zwraca się w stronę nadjeżdżającego pojazdu. To jest ta chwila. Koleżanka przekracza bramę, my za nią. Zdezorientowany stróż nie reaguje. Później Magda tłumaczy, że przecież powiedział "wchodźcie" a na nasze wyjaśnienia co znaczy wypowiedziane przez niego zdanie stwierdza, że czasem dobrze nie znać języka.

        Jesteśmy w pałacowym parku. Przed nami łąka i aleja, którą dochodzimy do pałacu Aleksandra III. Na trawnikach tabliczki z napisami "Po gazonam nie chodzit". Podobno do tej pory można zostać ukaranym mandatem za wejście na trawnik. Przed nami piękny pałac. Na pierwszy rzut oka przypomina pałace francuskie.

        W zapisach nazwa osady pojawiła się pod koniec XV w. Początki założenia zespołu parkowo-pałacowego sięgają 1783 roku, gdy córka polskiego magnata, Lwa Potockiego, na zakupionym przez siebie terenie zbudowała rezydencję i park o powierzchni 80 ha. W latach 30 XIX wieku majątek ten podarowała księciu Michaiłowi Woroncowowi jego teściowa, księżna Anna Branicka. W 1881 syn księcia rozpoczął gruntowną przebudowę zniszczonego podczas burzy pałacu. Miał on być w stylu Ludwika XIII. Pracami kierował architekt Bouchard. Śmierć właściciela wstrzymała roboty i doprowadziła do sprzedania majątku w 1892 r. carowi Rosji, Aleksandrowi III. Na jego polecenie architekt Mesmacher dokończył przebudowę pałacu w stylu neobarokowym, zachowując przy tym znaczną część neorenesansowego projektu Boucharda. W 1902 r. budowlę zakończono. Nowy car Mikołaj II Romanow wolał przebywać w pałacu w Liwadii skąd miał piękny widok na morze, więc wkrótce pałac massandryjski stał się pałacykiem myśliwskim. Używano go okazjonalnie w czasie polowań czy wycieczek. Nigdy rodzina carska w nim nie nocowała. Po rewolucji 1917 i po upadku białych pałac upaństwowiono. W latach 1929–1941 mieściło się tu sanatorium dla chorych na płuca, głównie na gruźlicę, a następnie aż do 1991 r. było rezydencją wypoczynkową dla partyjnych sowieckich notabli.

      Oglądamy z zewnątrz pałac, spacerujemy po pięknym ogrodzie, ale niestety czas opuścić podstępem zdobyte włości:). Przed nami droga do wywórni win massandryjskich. Przy przystanku autobusowym spotykamy grupę starszych tubylców, panie w chusteczkach na głowach, panowie po jednym głębszym, jedni i drudzy błyskają złotymi zębami. Chętnie udzielają wskazówek jak dotrzeć do "winozawoda".

         Massandra znana jest także jako miejsce produkcji win. Winnice i piwnice do dojrzewania win założył w 1894 r. książę Lew Golicyn. Wykształcony we Francji, wg legendy, chciał zmienić obyczaje w swoim kraju i przekonać rodaków do picia wina zamiast wódki. Były to pierwsze winnice na Krymie od upadku tutejszych miast bizantyjskich. Poza produkcją Golicyn kolekcjonowal wina, jego kolekcja liczy obecnie ponad milion butelek. Najstarsze wino pochodzi z 1789 roku, najbardziej przez niego ulubione, podobno wg jego receptury to "7 niebo Golicyna". Gdy w 1941 Niemcy zajęli Krym wina wylano, pozostawiając w ukryciu tylko po jednej butelce.

          W latach 80 ubiegłego wieku na mocy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi władze Ukrainy postanowiły w fabryce Golicyna produkować soki. Pomysł na szczęście upadł, bo wina są pyszne. Są to głównie wina słodkie, muskaty o poetycko brzmiących nazwach np. "Biały muskat czerwonego kamienia". W Polsce znamy "Czarnego doktora".

          Wypijamy po 2 lampki pysznego muskata i prawie biegiem wracamy do drogi prowadzącej do Ałuszty. Wkrótce nadjeżdża oczekiwany bus. Kierowca po otwarciu drzwi krzyczy "bystro,bystro" więc wskakujemy ochoczo do środka. Tu stwierdzamy z rozczarowaniem, że wszystkie miejsca są zajęte! Stoimy więc ściśnięci między rzędami siedzeń. Po kilkuset metrach zatrzymujemy się w niebotycznym korku. Wyjaśnia się przyczyna wcześniejszego zamknięcia palacu. W Jałcie przebywa prezydent Janukowycz. Po prawie 40 minutach ruszamy dalej. Kierowca chce nadrobić opóźnienie. Mknie z prędkością światła. Mam wrażenie, że unosimy się nad szosą, ale momentami wydaje mi się, że słyszę jak poszczególne części busa pamiętającego lepsze czasy, odpadają od korpusu. Silnik rzęzi ostatkiem sił....W Ałuszcie jesteśmy zgodnie z rozkładem jazdy. Wot maładiec:)

           Miasto Chersonez założyli greccy kolonizatorzy ponad 2500 lat temu na południowo-zachodnim Krymie. Dziś jego ruiny to jeden z najwspanialszych zabytków nie tylko Krymu, ale i całej Ukrainy. Stanowią jedną z największych atrakcji Sewastopola. To miasto-państwo miało długie życie – trwające prawie dwa tysiące lat - i jego dzieje stanowią cześć historii starożytnej Grecji, starożytnego Rzymu i Bizancjum. Okolice miasta zamieszkiwały różne plemiona, spokojne i wrogie, a w średniowieczu, kiedy Chersonez stał się chrześcijańską stolicą półwyspu, wokół miasta powstało wiele klasztorów i pustelni, a także słynne górskie miasta skalne. To jedyne miejsce na Ukrainie gdzie przebywali święci Cyryl i Metody. W 988 roku książę Rusi Kijowskiej, Włodzimierz Wielki przyjmuje tutaj chrzest. Aż do 13 wieku Chersonez jest wielkim ośrodkiem handlowym i metropolią duchową. Podbite wraz z Krymem przez Tatarów traci znaczenie zamieniając się w niewielką wioskę, pod ziemią której znalazły się jego ruiny. Dopiero w 1827 roku rozpoczęto w tym miejscu prace archeologiczne, odkrywając wykopaliska, które niemal natychmiast przyniosły Chersonezowi inną nazwę - "Ruska Troja". Skala badań oraz liczba zabytków archeologicznych, które wymagają szczególnej ochrony, doprowadziła do powstania rezerwatu "Chersonez Taurydzki". Rezerwat obejmuje obszar starożytnego miasta greckiego - Chersonezu Taurydzkiego, które wzniesiono nad brzegiem Morza Czarnego w V wieku p.n.e. Miasto było otoczone potężnymi murami obronnymi i wzniesione według schematu charakterystycznego dla miast antycznego greckiego i rzymskiego świata. Do naszych czasów zachowało się wiele starożytnych budowli, wśród nich teatr hellenistyczny, rzymska cytadela, średniowieczne chrześcijańskie świątynie, dzielnice mieszkalne, ulice, pracownie garncarskie itd. Obszar badany jest przez archeologów już 170 lat. W tym czasie udostępniono zwiedzającym ponad jedną trzecia miasta. Wśród znalezisk archeologicznych znajdują się unikalne przedmioty potwierdzające wielkość i znaczenie miasta jak przysięga obywateli Chersonezu, dekrety, freski, mozaiki, ikony, tablice pamiątkowe, artykuły gospodarstwa domowego. Łącznie kolekcja muzeum rezerwatu obejmuje 200 tysięcy eksponatów.

Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu,
Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie!
Dzisiaj sterczą na górach jak czaszki olbrzymie,
W nich gad mieszka lub człowiek podlejszy od gadu.
Szczeblujmy na wieżycę, szukam herbów śladu;
Jest i napis, tu może bohatera imię,
Co było wojsk postrachem, w zapomnieniu drzymie,
Obwinione jak robak liściem winogradu.
Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby,
Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza
I mekkański przybylec nucił pieśń namaza.
Dziś sępy czarnym skrzydłem oblatują groby,
Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza,
Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby.

                                                      A. Mickiewicz - Sonety Krymskie XVII

Jest to maleńka miejscowość położona niedaleko Chersonezu Taurydzkiego. Maleńka to nie znaczy nieciekawa. Wręcz przeciwnie, jej historia, tak jak całego Krymu sięga czasów antycznych. Zanim opisał ją Mickiewicz w Sonetach Krymskich - "Ruiny zamku w Bałakławie" Zatoka Bałakławska była prawdopodobnie pierwowzorem zatoki, ktorą w "Odysei" tak opisał Homer:

Znalazły tam wyborną przystań nawy nasze, 

Skał niebotycznych ściana przystań tę zamyka 

I tylko wąskim wnijściem okręt się przemyka,       

Gdzie dwie skały ogromne z dwóch stron w morze wbiegły.

                                                       (X, 90 - 93 przekład L. Siemieńskiego)

   Bałakława była samodzielnym miastem jeszcze do 1957, teraz, oddalona zaledwie o 10 km od Sewastopola stanowi administracyjnie jego część. Bałakława jest bardzo starą osadą, liczy ponad 3 tys. lat. Już na przełomie I i II wieku stacjonowały tu wojska Cesarstwa Rzymskiego mające zapewnić bezpieczeństwo Chersonezowi znajdującemu się wówczas pod rzymskim protektoratem. Powstał wówczas fort dla około 500 legionistów i mury obronne. Wyparci przez Gotów po których na tych ziemiach zamieszkali na krotko Hunowie, a następnie Tatarzy, zostawili liczne dowody świadczące o ich obecności. Na wzgórzach otaczających zatokę pozostały ruiny twierdzy genueńczyków, którzy pod koniec 13 wieku otrzymali od chana pozwolenie na założenie faktorii w Teodozji, a po wygraniu z Wenecjanami wojny o kolonie czarnomorskie, zdobyli rownież Bałakławę. To właśnie te ruiny stanowią tło sonetu "Ruiny zamku w Bałakławie". W zatoce tej w czasie wojny krymskiej miała miejsce bitwa, która do dziś, ze względu na wydany przez brytyjskiego generała rozkaz, owiana jest legendą.

     W czasach sowieckich wykuto w skałach zatoki w Bałakławie sztolnie, w których mieściły się jednostki 11 Dywizji Okrętów Podwodnych. Bałakława uzyskała  status garnizonu specjalnego przeznaczenia ze względu na składnicę broni nuklearnej Floty Czarnomorskiej. Obecnie obiekty byłej bazy wojskowej są udostępnione turystom.

     W Bałakławie odnajdujemy to wszystko o czym pisali Homer i Mickiewicz. Zatoka jest rzeczywiście niewidoczna z lądu, ukryta między zboczami gór, a pozostałości twierdzy genueńskiej górują nad miasteczkiem. Uwolniona od "tajne/poufne" ma nawet plażę miejską - wybetonowany kawałek nabrzeża na którym jest więcej chętnych do opalania się niż miejsca. I niespotykanie czystą wodę, aż trudno uwierzyć.

          Do Jałty przypływamy statkiem z Gurzuf. Od razu zwraca uwagę inny charakter miejsca. To wielkiej klasy kurort, piękne ulice i zadbane budynki. I ogromny pomnik Lenina, pozostałość po minionym okresie.

     Według legendy, dawno temu Grecy szukający nowych terenów na założenie kolonii pływali po Morzu Czarnym. Wypłynęli z Konstantynopola i rozglądali się za urodzajnymi ziemiami. I choć płynęli już bardzo długo, to nigdzie na horyzoncie nie widzieli najmniejszego skrawka lądu. Nie darmo morze po którym płynęli nazywano  Niegościnnym. Zerwał się silny sztorm, żeglarze stracili orientację i z wolna opadali z sił. i nawet wtedy gdy burza ucichła nie mogli ustalić swojego położenia, bo mgła zasłaniała wszystko. Grecy stracili już nadzieję, że jeszcze kiedyś staną na brzegu. Aż pewnego dnia powiał wiatr, rozwiał mgły, wyszło słońce i niedaleko od statku Grecy ujrzeli zielony brzeg i góry. - Jałos! Jałos! (Brzeg! Brzeg!) - krzyknął jeden z żeglarzy. I wszyscy na statku z radością witali ziemię.
To była Tauryda... Na brzegu Grecy wraz z miejscowymi Taurami wybudowali osadę i nazwali ją: jałos - brzeg.

      Zwiedzamy Jałtę spacerując deptakiem przypominającym krakowskie Planty. Oglądamy ustawione na nadmorskim bulwarze pomniki zwraca uwagę pomnik rosyjskiego pisarza Antoniego Czechowa z damą z pieskiem - bohaterką jednej z jego powieści. Zbliżamy się do cerkwi ormiańskiej Surb Ripsime najcenniejszego zabytku architektury wybudowanego przed rewolucją. Cerkiew ormiańska reprezentuje najwyższą klasę artystyczną spośród zachowanych przedrewolucyjnych budynków. Została wzniesiona w latach 1909-1917. Projekt świątyni zlecono ormiańskiemu architektowi Gabrielowi Ter-Mikeljanowi, a wnętrza ozdobił ormiański malarz Wardgesowi Surenjancu. Cerkiew została zbudowana na wzór starych świątyń ormiańskich z VI - XII w. Obecnie mieści się w niej muzeum historyczno-archeologiczne. Świątynia robi wrażenie, jest bardzo harmonijnie zbudowana zarówno bryła zewnętrzna, jak i wystrój wnętrz są eleganckie i charakterystyczne dla obrządku wschodniego. Piękna bardzo prosta w wyrazie marmurowa chrzcielnica z jednego bloku kamiennego, przepiękny obraz Chrystusa i żyrandol typowy dla wschodnich świątyń. Wystrój w kolorze niebieskim i jego odcieniach daje wrażenia nieboskłonu nad głowami.

          Sobór Św. Aleksandra Newskiego położony jest na niewielkim wzniesieniu u podnóża wzgórza Darsan. Sobór zbudowany na pamiątkę tragicznej śmierci cara  Aleksandra II w zamachu bombowym dokonanym przez działacza organizacji Narodnaja Wola, Polaka – Ignacego Hryniewieckiego, jest jedną z najpiękniejszych krymskich świątyń. Jest również pomnikiem historii poświęconym trzem ostatnim carom, których starania prowadziły do  umocnienia znaczenia wiary prawosławnej. Jałta była letnią stolicą Rosji, dlatego też pomysłodawcy i architekci nowego soboru postanowili, że nowa świątynia będzie ozdobą miasta i tak się stało. Złote kopuły widać z daleka, a sama bryła świątyni składająca się z kilku budynków jest umieszczona w pięknym miejscu.

Lubię poglądać wsparty na Judahu skale,

Jak śpienione bałwany to w czarne szeregi

Ścisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi

W milijonowych tęczach kołują wspaniale.

Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale,

Jak wojsko wielorybów zalegając brzegi,

Zdobędą ląd w tryumfie i na powrót zbiegi,

Miecą za sobą muszle, perły i korale.     

                                           A.Mickiewicz Sonety Krymskie XVIII

      W przeszłości Bakczysaraj był stolicą Chanatu Krymskiego. Do dziś zachował się tu pałac chanów krymskich, jeden z trzech, które przetrwały w Europie. Bakczysaraj z języka tatarskiego oznacza pałac w ogrodzie. Znajduje się w dolinie rzeki Czuruk-su wśrod soczyście zielonych drzew i kolorowych kwiatów. Na początku XV wieku, na miejscu osady tatarskiej założono miasto, które od razu było stolicą Chanatu i siedzibą jego władców. Tutaj chan przyjmował zagranicznych posłów, podpisowano układy i decydowano o sojuszach i o wojnach. To tutaj łupy wojenne i jasyr zdobywany na rubieżach Rzeczypospolitej przyprowadzały zbrojne czambuły. Aż do połowy XVIII wieku miasto przeżywa lata świetności, które kończą się wraz z wcieleniem Krymu do Rosji. W czasach wojny krymskiej urządzono w pałacu lazaret dla żołnierzy rosyjskich. Bolszewicy zdobyli Bakczysaraj pod koniec 1920 roku i aż do 1954 należał do Rosji. 

          Pałac chanów z zewnątrz może rozczarowywać, jest skromną  zdobioną  ze smakiem i dużą dbałością elegancką rezydencją. Dopiero za bramami doznajemy zachwytu otoczeni wschodnim, orientalnym przepychem. Bardzo bogate komnaty ze zdobionymi inkrustowaniem i  intarsją meblami, kobiercami ze złotogłowiu i przepiękny ogród, w którym urzekają i stanowią o niezapomnianych wrażeniach, szemrzące fontanny. Tatarzy uważali, że człowiek powinien być jak fontanna, zawsze w ruchu. Tafla nieruchoma, choć spokojna, wkrótce zaczyna cuchnąć. Tylko głupcy mają spokojne życie, mądrzy ludzie doświadczają ciągłych zmian.

       Po lewj stronie przed wejściem na małym placyku z pamiątkami znajduje się kamienny słup zwany milą carycy Katarzyny. Związany jest on z osobą faworyta carycy, pierwszego namiestnika Krymu, księcia Taurydzkiego - Potiomkina. Kiedy Katarzyna II postanowiła dokonać inspekcji nowo przyłączonych ziem Potiomkin chciał zaprezentować się najlepiej jako nie tylko organizator jej wyprawy, ale przede wszystkim jako dobry gospodarz i kolonizator tych ziem. Aby podróż z Petersburga nie była zbyt dokuczliwa na drodze przejazdu kazał wybudować postoje, utwardził drogi, zadbał o wyżywienie i noclegi, ale też zapłacił ubogim chłopom za to, aby radośnie witali gościa. Zachował się dokładnie tak jak prawie 200 lat później zachowywali się nasi decydenci, gdy z gospodarską wizytą przyjeżdżał pierwszy sekretarz. Wszystkie domy na trasie przejazdu miały zostać odnowione co w praktyce sprowadziło się do pobielenia ich, naprawiano płoty i sadzono dojrzałe kwiaty. Biorąc pod uwagę, że opuściła Petersburg w styczniu, aż trudno uwierzyć, że dała się na to nabrać. Cóż zakochana kobieta.... Tam gdzie nie udało się wybudować wsi rozmieszczano drewniane makiety, które przenoszono z miejsca na miejsce. A że wizyta odbywała się w niespełna 5 lat po przyłączeniu Krymu do imperium, obraz zmian był nieprawdopodobny. Płynąca Dnieprem imperatorowa na każdym kroku spotykała się z życzliwością i radosnymi nastrojami, szczęśliwą ludnością, która razem z makietami wsi przemieszczala się nocami o następne kilometry. I tak caryca ujrzała jak świetnym kolonizatorem jest jej faworyt. Do dzisiaj funkcjonuje powiedzenie o wsiach potiomkinowskich jako ułudzie i złudzeniu.

      Z głównego placu rozciąga się widok na otaczające pałac góry.Główny dziedziniec pałacu jest obecnie zacienionym parkiem z wieloma wychodzącymi na niego oknami i furtkami prowadzącymi na wewnętrzne dziedzińce. Na terenie kompleksu pałacowego znajduje się najważniejszy na Krymie meczet. Jest to Wielki Meczet Chan-Dżami.Wzniesiony w 1532 był pierwszym budynkiem zespołu pałacowego. Masywna budowla z czerwoną dachówką i dwoma 28-metrowymi minaretami to najbardziej widoczny element pałacowego kompleksu.  Niestety nie możemy do niego wejść. Przez Dziedziniec Poselski na którym zwracają uwagę: tablica genealogiczna chanów Girejów oraz przepiękne drzwi wejściowe zwane Bramą Poselską wchodzimy do pałacu. Oglądamy Salę Dywanu w której odbywały się posiedzenia Rady. Jej rangę podkreślono w 1917, kiedy zebrał się tu parlament Republiki Krymskiej. Obrady zakończyły się uchwaleniem pierwszej w dziejach kraju konstytucji. Przechodzimy do prywatnych pokoi chana i do haremu. Zwiedzanie kończymy na Dziedzińcu Fontann. I tu przypadkiem słyszymy przewodniczkę ukraińską, która swojej grupie opowiada o "ukochanej chrześcijańskiej żonie chana, pięknej Ukraińce przywiezionej do Bachczysaraju przez tatarską ordę". Coś nam się nie zgadza, ale nasze wątpliwości rozwiewa Ludmiła, kwitując krótko : A grupy rosyjskie słyszą o pięknej Rosjance, a polskie o Marii Potockiej. I tyle warte są legendy.

Po zwiedzaniu mamy możliwość indywidualnie zobaczyć to czego nie zobaczyliśmy z grupą. Idę więc na cmentarz chanów, ale niestety jest zamknięty. Spacerujemy więc po dziedzińcu podziwiając wspaniałą architekturę i roślinność.

   Do Czufut Kale wyruszamy po zwiedzeniu pałacu chanów. Najpierw dochodzimy do klasztoru Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny (Monastyr Uspienskij). Jego początki sięgają prawdopodobnie 8 wieku i związane są z pobytem na tych ziemiach mnichów greckich, którzy zaczęli wykuwać klasztor w skale. Klasztor funkcjonował aż do 1778 roku czyli do czasów kiedy Krym podbili Rosjanie. Wysiedlili oni stąd Greków, pomimo, że w latach wcześniejszych cieszyli się oni zainteresowaniem samego cara Borysa Godunowa, który składając hojne ofiary stara się wpłynąć na krymskich chrześcijan. W 1850 Rosjanie odnawiają monastyr usiłując pokazać w ten sposób swoje związki z Krymem zanim pokazali sie tu Tatarzy. Ponownie zamknięty za czasów sowieckich zostaje oddany cerkwi dopiero w 1993.

      Droga do Skalnego Miasta nie jest zbyt męcząca, choć Ludmiła, nasza przewodniczka z właściwym sobie poczuciem humoru, informuje na wysokości klasztoru, że wszystko przed nami. Rzeczywiście patrząc na to co mijamy po lewej stronie zastanawiam się jak ja się tam dostanę. Idziemy wzdłuż wysokiego płaskowyżu. Na szczęście po obu stronach drogi rozłożone są stragany z miejscowymi specjałami: herbatką krymską, zapewniającą wieczną młodość, przyprawami z ekologicznych łąk, orzechami i migdałami w miodzie oraz pamiątkami wykonanymi z jałowca i innych drzew charakterystycznch dla tego terenu. Po około 2 godzinach prze bramę Południową wchodzimy do skalnego miasta. Czufut - Kale to jedno z najlepiej zachowanych i najsławniejszych miast skalnych. Wybudowane przez mieszkańców wały i twierdze wzmocniły tylko to co zaoferowała im przyroda - w efekcie miasto było niedostępne.

           Miasto prawdopodobnie zostało założone przez pastersko - rolnicze plemię Alanów, które dotarło na Krym w II wieku. Pochodzili z Iranu, ochrzczeni przez Św. Cyryla zaczęli parać się rzemiosłem. Miasto dawało im schronienie, ale było też ważnym ośrodkiem wymiany handlowej i rzemiosła. W XIII wieku nosiło nazwę Kyrk - Er co można tłumaczyć jako czterdzieści umocnień lub 40 murów. W końcówce XIII wieku Krym najeżdżają ordy tatarskie i za pomocą machin oblężniczych oddziały Nogaja niszczą umocnienia miejskie a następnie wdzierają się do miasta wybijając prawie wszystkich jego mieszkańców. Jest to pierwsza stolica Chanatu Krymskiego w której sprawowali rządy pierwsi chanowie. Osiedlają się w nim przedstawiciele różnych narodów, a więc wyznawcy różnych religii. Przybywają Karaimowie i chrześcijanie. Miasto nie jest już twierdzą, dlatego chan Mengli Gerej nakazuje budowę nowej stolicy w Bachczysaraju. Pozostają tu tylko Karaimowie, stąd też Żydowska Twierdza nosi nazwę Czufut - Kale.

Oglądamy ruiny meczetu oraz mauzoleum w którym znajduje się grobowiec córki chana Złotej Ordy,Tochtamysza z 1437. Podobno, w obawie przed gniewem ojca, dziewczyna rzuciła się ze skały, ponieważ została przyłapana in flagranti z kochankiem. Zaskakuje stan zachowania gospodarstwa, dzięki czemu możemy wyobrazić sobie budynki mieszkalne i gospodarcze.  Oglądamy więzienie w którym przetrzymywano znaczących więźniów uprowadzonych przez Tatarów dla okupu. W Czufut - Kale przebywał  jako więzień po bitwie pod Korsuniem hetman wielki koronny, kasztelan krakowski Mikołaj Potocki. Podziwiając widoki, za oknem rozciąga się wspaniała dolina Jozafata, nazwana tak przez karaimów tęskniących za Jerozolimą, myśląc o losie więźniów, o których przecież bardzo dbano, schodzimy do Bachczysaraju, gdzie czeka na nas kilka tatarskich restauracyjek

Nie miejcie więc do Trójcy żalu,
Wyrok historii za nią stał
Opracowany w każdym calu -
Każdy z nich chronił, co już miał.
Mógł mylić się zwiedziony chwilą -
Nie był Polakiem ani Bałtem...
Tylko ofiary się nie mylą!
I tak rozumieć trzeba Jałtę!    Jacek Kaczmarski  1984

       Do Liwadii, stanowiącej dziś część wielkiej Jałty, przyjeżdżamy z Ałuszty słonecznym rankiem. Nad nami prawdziwe lazurowe niebo bez jednej chmurki. A przed nami pałac Romanowów, elegancki lśniący w promieniach słonecznych białym marmurem.  

     Początki kompleksu pałacowego i parku sięgają 1834, gdy polski magnat Leon Potocki kupuje ziemię na ktorej buduje niewielką rezydencję, kaplicę i zakłada park. W 1860 posiadłość kupił car Rosji Aleksander II Romanow, który przebudowuje pałac Potockich, a katolicką kaplicę rozbudowuje i zmienia jej charakter na prawosławny. W 1895 na polecenie cara Mikołaja II do parku zostają dołączone nowe tereny, na których posadzono nowe drzewa odnawiając dotychczasowy drzewostan. Nowy car nakazuje rozebrać dotychczas istniejącą rezydencję i w 1910 powstaje noworenesansowy bardzo reprezentacyjny i większy od poprzedniego pałac wg projektu Nikołaja Krasnowa. Do budowy użyto przywiezionego z Inkermanu wapienia pochodzącego z okresu górnej kredy, stąd też pałac szybko zaczęto nazywać białym pałacem.

      Do wnętrza prowadzi brama umieszczona w arkadowym przejściu. Zaraz za drzwiami niemiłe skojarzenie; jak żywy, trudno powiedzieć, że wita, żołnierz w mundurze NKWD. To oczywiście figura, może woskowa, ale wrażenie jest jednoznaczne. Szybko jednak mija, kiedy oglądamy komnaty, kiedyś carskie, a obecnie zamienione na sale eksponujące dzieje rodziny Romanowów i upamiętniające konferencję jałtańską, salę w której obradowali przedstawiciele wielkich mocarstw ustalając granice państw i decydując o nowym porządku świata, a zwłaszcza Europy. Przechodzimy do prywatnych kiedyś komnat cara Mikołaja II i jego żony Aleksandry Fiodorowny. Zdjęcia rodziny carskiej i piękne sprzęty oraz przedmioty użytku codziennego zostały wyeksponowane tak, jakby jeszcze przed chwilą byli tu mieszkańcy, w pokoju jadalnym porcelana została ułożona na stole jakby przed obiadem. Wyglądamy przez okna, z gabinetu Stalina rozciąga się piękny widok na morze, z korytarzy widać patio włoskie i dziedziniec arabski, też w formie patio. Patrząc na otoczenie jak i na wnętrza trudno dziwić się, że Liwadia była ulubionym miejscem wypoczynku Romanowych. Spędzali tu dużo czasu, czasem aż do jesieni. Nazywano to sezonem aksamitnym, bo damy przechadzające się wzdłuż wybrzeża ubrane były w aksamity chroniące je przed chłodem. Tutaj zmarł ojciec ostatniego cara, Aleksander III i tu jego następca Mikołaj II odebrał wiernopoddańczy hołd od urzędników i oficerów.

        Przy wyjściu z pałacu znalazły miejsce sklepy z pamiątkami, a wśród nich charakterystyczne dla rodziny Romanowów, stylizowane na jajka Faberge, duże nieestetyczne białe plastikowe, bardzo prawdopodobne, że produkowane w kraju, który jest w stanie wyprodukować wszystko pod warunkiem, że zamówienie opiewać będzie na co najmniej milion sztuk, jaja.

      Prawdziwe jajka Faberge wykonywane były w pracowni nadwornego jubilera na zamówienie cesarza jako prezent wielkanocny. Były wykonywane ze złota, srebra,kamieni szlachetnych, kości słoniowej i masy perłowej, a do ich zdobienia używano emalii. Pierwsze jajko wielkanocne w pracowni Fabergé powstało w 1884 na zlecenie Aleksandra III, jako prezent dla żony cesarza Marii. Po śmierci Aleksandra III jego syn, Mikołaj II, kontynuował tradycję zamawiania jednego jajka na Wielkanoc. W środku jajka zazwyczaj kryła się niespodzianka, która aż do momentu otworzenia podarunku była objęta ścisłą tajemnicą. Fabergé inspirował się wydarzeniami historycznymi, wojnami lub ważnymi wydarzeniami z zakresu osiągnięć cywilizacyjnych. Zdobił swoje dzieła miniaturami carskich rezydencji, wizerunkami członków rodziny. Dekoracja jajka koronacyjnego ofiarowanego przez Mikołaja II żonie Aleksandrze w 1897 nawiązywała do sukni koronacyjnej carycy - jajko pokrywała drobniutka siatka, w środku ukryta była złota miniatura karety koronacyjnej, z siedzeniami z rubinu, szybkami z górskiego kryształu i koroną na dachu. Było jajko lodowe wykonane ze srebra i kryształu kryjące bukiecik przebiśniegów, było drzewko pomarańczowe, jajko zdobione perłami tworzącymi kwiaty konwalii, ciemnogranatowe jajko szyszka z ukrytym wewnątrz Hindusem na słoniu, jajko z umieszczonym na zewnątrz zegarem i wiele innych z których kilka ozdobionych było miniaturowym emaliowanymi portretami członków rodziny carskiej.

       Spacerujemy po parku podziwiając krzewy i drzewa. Piękne smukłe cyprysy, którymi tak zachwycał się Mickiewicz, uniknęły na szczęście całkowitego wycięcia, do którego przyczyniłby się nieświadomie, Roosevelt. Prezydent Stanów Zjednoczonych nie wiedząc, że Stalin kompletnie nie ma poczucia humoru, spoglądając kiedyś przez okno zażartował, że taki tu cmentarny nastrój. To stwierdzenie oburzyło Stalina i kiedy wyjaśniono mu, że w Ameryce na cmentarzach rosną cyprysy, nakazał ich wycięcie. Na szczęście nie interesował się Liwadią aż tak bardzo, żeby sprawdzić wykonanie polecenia. Dzięki czemu większa część cyprysów ocalała.

          Po zwiedzeniu pałacu liwadyjskiego, mając pod powiekami jego elegancję i w uszach balladę Jacka Kaczmarskiego, jedziemy do Ałupki, skąd z tarasu widokowego oglądamy symbol Krymu, zameczek Jaskółcze Gniazdo. Położony na skale Aj-Todor w miejscowości Gaspra neogotycki zamek wg projektu rosyjskiego architekta, Leonida Sherwooda, został wybudowany w 1911 lub 1912 roku, na szczycie wysokiego na 40 m klifu Aurora. Zdania są podzielone: jedni uważają go za przykład złego smaku i kiczu w nalepszym wydaniu, inni zachwycają się nim. Nie ulega wątpliwości, że to miejsce na Krymie jest jego wizytówką i należy do najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych półwyspu.

       Pierwszym właścicielem zamku był Niemiec, baron Steingel, który za pieniądze z bakijskiej ropy, kupił willę i postanowił wybudować na jej miejscu miniaturę zamku rycerskiego. Do ukończonego w 1912 Zamku miłości przywozi swoją narzeczoną, której jedna wizyta wystarcza, aby dostać zawrotu głowy, biedaczka miała nieuświadomiony lęk wysokości. Baron sprzedał posiadłość w 1914 zamożnemu kupcowi z Moskwy. Ten kierując się zmysłem praktycznym urządza w nim restaurację i nadaje jej nazwę funkcjonującą do dziś.

         Kiedy w 1783 łamiąc postanowienia traktatu pokojowego z Rosją caryca Katarzyna II wydaje manifest włączający Krym do Rosji mianuje pomysłodawcę poszerzenia terytorium Rosji o te tereny, księcia Grigorija Potiomkina księciem Taurydzkim. Dostaje on również Ałupkę, która jest maleńką wsią rybacką. Nie byłoby dzisiejszej Ałupki gdyby nie książę Woroncow, który w 1823 roku został gubernatorem Nowej Rosji, czyli południowo-wschodniej połowy dzisiejszej Ukrainy. Kiedy ujrzał masyw Aj - Petri postanowił tutaj zbudować pałac. 

        Jest wczesne popołudnie kiedy dojeżdzamy do Ałupki leżącej ok. 20 km na zachód od Jałty na najbardziej na południe wysuniętym cyplu Krymu. Położona na wąskiej nizinie nad brzegiem morza u podnóża masywu Aj- Petri ma tylko 4 km kw. powierzchni, ale jest bardzo znanym uzdrowiskiem.  Klimat jest tu wyjątkowo łagodny. W ciągu całego roku śrdnie temperatury są dodatnie. Leczyli się tu znani rosyjscy artyści: śpiewak Fiodor Szalapin, kompozytor Siergiej Rachmaninow, literaci Lesia Ukrainka, Maksym Gorki, Iwan Bunin, Walerij Briusow, Mychajło Kociubiński. W okolicy rosną winnice, znane ze wspaniałych win, których uprawę bardzo wspierał Woroncow. 

      Książę Michaił Siemionowicz Woroncow, rosyjski oficer i polityk wychowany w Republice Weneckiej i w Anglii, dokąd wysłano jego ojca w charakterze dyplomaty dworu rosyjskiego. Świetnie wykształcony, ceniący porządek i piękne otoczenie, rzetelnie wywiązujący się z powierzonego przez cara obowiązku dbałości o powierzony region kraju, nie pasuje do ówczesnej rosyjskiej arystokracji. W wieku 30 lat dowodzi dywizją w czasie wojny napoleońskiej, a następnie przez 3 lata Carskim Rosyjskim Korpusem okupującym Francję. Po powrocie z Francji ożenił się z córką hetmana Ksawerego Branickiego, Elżbietą. W 1844 zostaje wicekrólem Kaukazu na którym prowadzi politykę skłócania feudałów, co skutkuje przyłączeniem terenów przykaukaskich do Rosji. Otrzymuje tytuł księcia. Prowadzi bardzo rozumną politykę stwarzając warunki do rozwoju gospodarki kapitalistycznej w rolnictwie i handlu. Rozbudowuje Odessę, która założona przez Potiomkina dalej jest małą mieścinką i poleca się w niej pochować. 

      Przed nami pałac w trudnym do określenia kolorze. Po białych marmurowych ścianach pałacu w Liwadii, ten prezentuje się jak zamek angielski zbudowany z szaro - zielonego kamienia, choć od razu rzucają się w oczy elementy orientalne jego budowy. Olbrzymie okna na pewno wzorowane są na stylu w jakim budowano w epoce Tudorów, ale wysokie angielskie kominy przypominają minarety. Mury zamku wykończone są zębami, przez co zamek stwarza wrażenie niedostępnej twierdzy. Z jednej strony wzgórze ze szczytem Aj - Petri (Św. Piotra), z drugiej morze. Pałac wybudował dla Woroncowa, zachwyconego angielskimi i szkockimi zamkami, angielski architekt Edward Blore, który  projektował pałac dla Waltera Scotta, a także projektował przebudowywane za czasów Jerzego IV budynki i rozbudował pałac Buckingham. Budowa trwała 20 lat, a architekt nigdy nie przyjechał na plac budowy. To inwestor, książę Woroncow woził do Anglii mapy i plany terenu, szkicował krajobraz. Blore szybko zorientował się, że ma do czynienia nie tylko z bardzo bogatym, ale też i niezwykle oryginalnym człowiekiem. Postanowił więc w jednym pałacu połączyć romański i gotycki styl angielskich wielkich rodów z architekturą Wielkich Mogołów w Indiach i stylem mauretańskim i wykorzystać diabaz, magmową skałę przeobrażoną w składzie identyczną z bazaltem, ale o strukturze grubszego ziarna. Charakterystyczna zielonkawa barwa związana jest z przeobrażeniem piroksenu w chloryt. Przed fasadą południową wybudował taras schodzący do morza. Na tarasie tym znajdują się 3 pary lwów : te najniżej śpią, umieszczone pośrodku budzą się, a tuż przed pałacem czuwają obnażając kły. 

     Jak bardzo pałac jest "angielski" mogą świadczyć słowa Churchilla, który wraz z delegacją angielską mieszkał tu w czasie konferencji jałtańskiej. Kiedy po zakończonej konferencji żegnał się ze Stalinem stwierdził, że czuł się w nim " tak jakby nigdy Anglii nie opuszczał". Chciał nawet kupić jednego spośród 6 lwów strzeżących pałacu, ale usłyszał, że "dobrami kultury" ZSRR nie handluje.

       Wokół pałacu znajduje się 40 hektarowy park, zaprojektowany przez niemieckiego botanika i sadownika Karola Antoniego Keebacha. Uformowano tarasy schodzące do morza i ukształtowano teren z północnej strony aż do skał. Powstał park krajobrazowy, który urozmaicono 200 gatunkami egzotycznych roślin. Można tu spotkać m. in. magnolię wielkokwiatową, araukarię chilijską, dąb korkowy, pinie, oliwki, cyprysy, palmy, krzewy laurowe itp..

 

To już przedostatni dzień pobytu na Krymie. W planach mamy Sudak i Nowy Świat tuż obok. Sudak leży na wschodnim wybrzeżu Krymu ok. 2 godzin jazdy od Ałuszty. Wjazd do miasta jest mało ciekawy. Wysokie z wielkiej płyty bloki, jakieś budy wyglądające na samowolę budowlaną. I nagle oczom ukazuje się wzgórze a na nim dziesiątki kilometrow murów obronnych. Twierdza genueńska w Bałakławie wyglądala na dużą, ale ta jest ogromna. Sprzyja nam szczęście kosztujące 5 euro. W twierdzy odbywa się turniej rycerski. Zjechali chyba wszyscy, którzy mają coś do sprzedania lub do pokazania. Na trasie do twierdzy drzewko obwieszone wstążeczkami - drzewko szczęścia, a obok niego ciemnoskórzy przybysze z Afryki z małpkami jak na placu Dżamma al Fna. Spędzamy kilka miłych godzin wśród murów twierdzy i na łonie pięknej przyrody.

     Miasto założyli Alanowie, to samo plemię, które zawędrowało do Czufut -Kale, w pierwszej połowie III wieku. Osada pełniła funkcję portu, który szybko stał się największą przystanią. Atrakcyjny dla wszystkich plemion szukających lepszych terenów, już wkrótce zostaje podbity przez Bizantyńczyków,  a w połowie VII wieku opanowują go Chazarowie. To im Sudak zawdzięczy największy rozwój. Staje się dużym ośrodkiem politycznym i handlowym. Przybywali tu Grecy uciekający przed ruchem potępiającym kult ikon. Łakomy kąsek w 300 lat później zostaje podbity przez Ruś Kijowską. Później tak jak na całym Krymie przebywają tu Genueńczycy, Turcy i wreszcie Rosjanie. Ze względu na doskonale warunki klimatyczne, najmniejsza na Krymie liczba dni pochmurnych i większa niż w Jałcie liczba dni słonecznych, zakłada tu swoje plantacje winogron książe Golicyn.

    Najlepiej zachowanym zabytkiem z czasów rozkwitu Republik Genueńskiej jest twierdza wybudowana na przełomie XIV i XV wieku na obszarze ponad 30 ha na zachodnich krańcach miasta na stromych skalach. Wygląda jaby zawieszono ją nad morzem. Mury grubości 2 metrów i wysokości od 6 - 8 metrów przy tak sprzyjającej naturalnej niedostępności stwarzały z niej twierdzę nie do zdobycia. Budowana przez prawie 50 lat kryła dużą osadę ze świątynią, cysterną. Zdobyta została przez Turków w 1475 dopiero wtedy gdy podpalili ją. 

Z murow rozciąga się wspaniały widok na Morze Czarne i jego wybrzeże. Bardzo ciekawa jest Świątynia na konsolach, bizantyjska budowla z X wieku.  

           Do Nowego Światu (Świata?) udajemy się z Sudaku. Przechodzimy przez osiedle bloków z wielkiej płyty, na podwórkach nieprawdopodobny bałagan, jakieś kartony, jakby sklecone naprędce budy, które służą za schronienie letnikom, po prostu koszmar. W ogóle nie rozumiem po co mieszkać TU w takich warunkach, co to miejsce ma w sobie? Plaża jest i w innych miejscach. Dochodzimy do terenu ogrodzonego za którym rozciąga się ni to park, ni to las. Po kilku krokach wszystko staje się zrozumiałe. Dla takich widoków i takiego powietrza, przesyconego wonią jałowca i żywicy, warto pomęczyć się w nocy w warunkach ekstremalnych jakimi wydaje mi się nocleg w mijanych wcześniej "pakamerach".  

         Ten zakątek Krymu nie jest podobny do żadnego z wcześniej widzianych miejsc i dzisiejsza wycieczka ma też zupełnie inny charakter. Monumentalna góra zwana Sokołem, tajemnicze jaskinie oraz zatoczki ( Błękitna, Zbójnicka, Szmaragdowa) wrzynające się w ląd tworzą niezapomniane wrażenie i obraz, który na długo pozostaje pod powiekami. Wśród grot najsłynniejsza jest ta w której książę przechowywał wino, a że miała doskonałą akustykę śpiewał w niej Szalapin. Nazywana jest grotą Golicyna lub Szalapina. Niezapomniana jest droga, właściwie ścieżka wiodąca skalną półką nad stromym brzegiem morskim. Nowy Świat to dawna posiadłość księcia Lwa Golicyna, który w Massandrze produkował wina, a w Nowym Świecie szampany. Za czasów księcia osada nosiła nazwę Paradise i rzeczywiście jest tu jak w raju, dla oczu i uszu. Częstym gościem był tu car Mikołaj II i stąd jedna ze ścieżek, którą bardzo lubił spacerować nosi nazwę "carskiej ścieżki".

          Ostatni dzień pobytu na Krymie przeznaczamy na zwiedzenie jaskini Marmurowej w masywie Czatyrdahu. Górze tej poświęcił jeden ze swych sonetów Adam Mickiewicz. Na miejsce dojeżdżamy lokalnymi busikami.

Drżąc muślemin całuje stopy twej opoki,
Maszcie krymskiego statku, wieki Czatyrdahu!
O minarecie świata! o gór padyszachu!
Ty, nad skały poziomu uciekłszy w obłoki,
Siedzisz sobie pod bramą niebios, jak wysoki
Gabryjel pilnujący edeńskiego gmachu;
Ciemny las twoim płaszczem, a janczary strachu
Twój turban z chmur haftują błyskawic potoki.
Nam czy słońce dopieka, czyli mgła ocienia,
Czy szarańcza plon zetnie, czy giaur pali domy -
Czatyrdahu, ty zawsze głuchy, nieruchomy,
Między światem i niebem jak drogman stworzenia,
Podesławszy pod nogi ziemie, ludzi, gromy,
Słuchasz tylko, co mówi Bóg do przyrodzenia.                     

                                            A. Mickiewicz – Sonety Krymskie XIII

        Wśród wielu jaskin, a do tej pory odkryto prawie 2000 Jaskinia Marmurowa wyróżnia się bogactwem form naciekowych, jest niezwykła i przepiękna. Odkryta w 1987, a w dwa lata później udostępniona turystom ma długość niewiele ponad 2 km. Wiek nacieków ocenia się na 60 tys. lat. To najczęściej odwiedzana grota na Krymie, należy do pięciu najbardziej znanych jaskiń Europy. Jaskinia Marmurowa leży w północnej części płaskowyżu Czatyrdahu na wysokości 918 m npm. W jaskini wyróżnia się 2 galerie : główną i dolną oraz tygrysi chodnik. W Galerii Głównej mieści się szereg sal, z których największa nosi nazwę Pierestrojki, ma ponad 1km długości i 28 m wysokości, najczęściej odwiedzane noszą nazwy : Pałacowa, Gliniana, Różana, Balkonowa , Lustrzana, Galeria Bajek i inne. Przewodniczka zwraca uwagę na wspaniałe formy naciekowe, stalaktyty i stalagmity, a także stalagnaty których kształty zbliżone są do wieży w Pizie, Kapitolu a nawet wodospadu Niagara. W innej sali zobaczymy mamuta i słonia, a jeszcze w innej krasnoludki z królewną Śnieżką, na jednej ze ścian widać perełkowce, nietypowy naciek występujący tylko tutaj, na innej draperie do złudzenia przypominające zasłony okienne. Jaskinia jest pięknie oświetlana, a przewodniczka snuje wspaniałą opowieść o naciekach. 

       Krym to był strzał w dziesiątkę. Co prawda w Ałuszcie owoce zaskoczyły bardzo wysoką ceną, ale to przecież tak jak nad polskim morzem latem i do tego w kurorcie. Tak być widać musi. Za to suszone "okonczyki" były niedrogie i baaardzo smaczne. W ogóle kuchnia pyszna. Pyszne krymskie wina, słodkie pachnące słońcem. Cudowny pełen wspomnień i tańców narodowych wieczór tatarski. Świetna lekcja historii bez natrętnego dydaktyzmu. I chociaż tym Polakom, którzy są zadowoleni z czasów w których żyją i pamiętają to wszystko co było "zanim", Jałta bezwzględnie będzie kojarzyła się z czarnymi kartami naszej historii, to teraz jest to kurort w europejskim wydaniu. Wspaniała pogoda i cudowna architektura (przymykałam oko na budowle socjalizmu:)), nie radziecka przecież tylko grecka, włoska, tatarska. Widoki niezapomniane, a w górach  o każdym szczycie legenda. Nie przytaczam ich teraz, ale może za jakiś czas dopiszę. W samolocie w drodze powrotnej w którymś momencie wyjrzeliśmy z mężem prawie równocześnie przez "okno" i powiedzieliśmy "Odessa. Może za rok?". Do zobaczenia w Odessie:)

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

Komentarze

  1. pt.janicki
    pt.janicki (28.02.2017 14:11) +1 + -
    ...Sławku! Nasz staruszek Kolumber już na nowo nie tylko, że chodzi. Galopuje!...

    Zachodź, Sławku! Czekamy!

    ... :-) ...
  2. snickers1958
    snickers1958 (15.02.2017 15:07) +2 + -
    Witam Jolu po "wiekach" nieobecności na tym portalu. Nie zaglądam bo nic nie "chodzi". Jeśli na przerzucenie fotografii mam czekać 3 -4 minuty to niestety ale nie mieści się to w kryteriach moich nerwowych wytrzymałości. Drugie tyle trwa "zagłosowanie" i albo doda plusa albo nie. Otwierałem tę podróż licząc na piękną, fotograficzną relację czego pierwowzorem jest oszałamiający, bogaty, konstruktywny opis. Nie w sposób jest to wszystko ogarnąć swą wyobraźnią nie będąc tam fizycznie ale Twoja treściwa historyczna opowieść wniosła dla mnie wiele nowego i zaskakującego. Dziękuję Jolu i pozdrawiam serdecznie.
  3. pt.janicki
    pt.janicki (15.06.2016 23:24) 0 + -
    Jolu,

    imieninowe "Sto lat!"

    ... :-) ...
  4. jolrop
    jolrop (03.08.2015 9:35) +1 + -
    Piotrze! Bez zalogowania, ani rusz. Nie dodaje. Dlatego jeszcze raz odnosząc się do "historyczności". Kiedyś usłyszałam od Uzbeczki, a było to w czasach, gdy 100 narodów żyło zgodnie pod rządami Breżniewa, że nie boi się ona Rosjan, których nawet lubi, ale panicznie przeraża ją Rosja. I to jest w skrócie analiza obecnej sytuacji. Dzięki, że zaglądasz. Pozdrawiam.
  5. pt.janicki
    pt.janicki (02.08.2015 22:06) +1 + -
    ...a w ogóle opis tej podróży ma już znaczenie historyczne w świetle tego co stało się na Krymie ponad rok temu ... :-( ...
  6. pt.janicki
    pt.janicki (02.08.2015 22:05) 0 + -
    Hej Jolu!
    Dawnośmy nie pogadywali. trzeba będzie nadrobić ... :-) ...

    ...powyższy wpis skopiowałem (po wylogowaniu się) ze strony tytułowej Twojego, Jolu, profilu.
  7. jolrop
    jolrop (08.11.2014 22:19) +1 + -
    Piotrze! Próbowałam skorzystać z Twojej rady, ale w tej podróży, jak widzisz brak opcji "edytuj zdjęcia". Niestety nie oddał i chyba przepadły wyniesione przez zielone ludziki:)
  8. pt.janicki
    pt.janicki (08.11.2014 18:46) 0 + -
    ...w prawdzie Kolumber polepszył swoje funcjonowanie, ale Twoich, Jolu, zdjęć nie oddał? ... :-( ...
  9. pt.janicki
    pt.janicki (13.10.2014 22:25) +1 + -
    ...a co do "zgubionych" zdjęć, to może spróbuj, Jolu, w tej podróży kliknąć na "edytuj zdjęcia", po czym na ""zapisz zmiany". U mnie kiedyś pomogło, ale Kolumber wtedy takich numerów jak teraz nie robił...
  10. pt.janicki
    pt.janicki (08.10.2014 15:27) +1 + -
    ...ja może bardziej optymistycznie patrzę na nasze umiejętności korzystania z nauk przyniesionych przez historię, choć i sam się łapię na "zapominajstwie" ... :-) ...
    ...a Kolumber faktycznie ostatnio coś wyczynia...
  11. jolrop
    jolrop (07.10.2014 21:57) +1 + -
    ...niestety Piotrze czasem mam wrażenie, że nie tylko na tym nie poprzestaną, ale, że i my nie potrafimy wyciągać wniosków z historii. Nie wiem tylko dlaczego zniknęły wszystkie zdjęcia z tej podróży, bo ich nie widzę.
  12. pt.janicki
    pt.janicki (07.10.2014 19:55) 0 + -
    ...no i zaanektowali Krym sqsny i nie zamierzają na tym poprzestać!...
  13. pt.janicki
    pt.janicki (13.02.2014 20:07) +2 + -
    ...jasne, że nasz Kolumber nie jet forum politycznym, i dobrze, ale z drugiej strony gdy ostatnio znowu się słyszy o Krymie, że "dołżen do mati wiernotsia", to trochę skóra cierpnie ... :-( ...
  14. vulcano
    vulcano (04.07.2013 21:53) +3 + -
    Fajna podróż, fajnie opisane wspomnienia i refleksje. Dziękuję, że mogłem podróżować z Tobą w mojej wyobraźni...
  15. marger22
    marger22 (09.02.2013 11:50) +4 + -
    Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej podróży. Wspaniale nas oprowadziłaś po tym niezwykle ciekawym zakątku świata. Bardzo ciekawy opis. Gratuluję. Pozdrawiam serdecznie
  16. hooltayka
    hooltayka (31.01.2013 8:30) +4 + -
    Świetnie opisana relacja!
    Gratuluję wycieczki i pozdrawiam-)
  17. eli_ko
    eli_ko (19.01.2013 19:28) +5 + -
    Wspaniała podróż, jestem pod ogromnym wrażeniem Twoich opisów ! Tak sie złożyło że wlasnie opublikowałam swoją podróż na Krym, jednak moje opisy nie mogą się równac Twoim.
    Piszesz Odessa? Też mi się marzy....
    Pozdrawiam :)
  18. pt.janicki
    pt.janicki (16.01.2013 20:11) +3 + -
    ...już nie dziwi piękno mickiewiczowskich sonetów ... :-) ... !
  19. pt.janicki
    pt.janicki (16.01.2013 18:36) +3 + -
    ...przepraszam, Jolu, za zbyt emocjonalne komentarze do punktu dotyczącego Liwadii, pięknej Liwadii!...
    ...ale to chichot historii, że tak piękne miejsce wykorzystano do unieszczęśliwienia tylu narodów ... :-( ...
  20. pan_hons
    pan_hons (14.01.2013 13:34) +4 + -
    Bardzo miło spędziłem tu czas w Twojej podróży Jolu:) Świetna relacja, bogata w informacje jak i w osobiste doświadczenia oraz ciekawe cytaty:) Bardzo wysoko ją oceniam i takie lubię:) Widać, że przyłożyłaś się do niej, i to najbardziej cenię w relacjach, zaangażowanie:) W ogóle świetna wycieczka, cieszę się, że teraz w dobie łatwego podróżowania na Zachód, nadal są ludzie, którzy chcą jeździć na wycieczki na Wschód, do dawnego ZSRR. Krym jest wspaniały, byłem tam dwa razy, w 2008 oraz w 2010 roku, oferuje bardzo dużo turyście, zarówno chcącemu wypocząć jak i pozwiedzać:) Bardzo gorąco polecam tam się wybrać, czy z wycieczką czy na własną rękę, samolotem czy też pociągiem. Pozdrawiam serdecznie!
  21. przedpole
    przedpole (14.01.2013 13:31) +3 + -
    Ciekawa relacja.Krym wciąż przede mną.Pozdrawiam
  22. ye2bnik
    ye2bnik (14.01.2013 11:22) +4 + -
    Super relacja, fajnie piszesz. Bardzo przyjemnie mi się z Tobą spacerowało po Krymie :) Pozdrawiam
  23. neilos
    neilos (13.01.2013 20:46) +3 + -
    Jolu, wspaniała podróż, wspaniale opowiedziana i pokazana :)
  24. treize
    treize (13.01.2013 20:42) +4 + -
    Podpisuję się pod komentarzem s.wawelskiego :)
  25. pt.janicki
    pt.janicki (13.01.2013 15:16) +3 + -
    ...to jest chyba szerszy problem: - na co zwraca się uwagę docierając do celu ... :-) ... ?
  26. jolrop
    jolrop (13.01.2013 10:17) +5 + -
    W tej bajkowej krainie wozduch przesycony był zapachem morskiej bryzy, eukaliptusów i jałowców, a także sosen. Tak sobie wyobrażam, że powinno być dokończone opowiadanie. Ale czy Ci greccy marynarze po tylu dniach na morzu i wśród mgieł mogli to zauważyć? Nie sądzę, najważniejszy był brzeg:)
  27. pt.janicki
    pt.janicki (12.01.2013 20:19) +4 + -
    ...Jolu, legendę o powstaniu Jałty też pamiętam z "książki do rosyjskiego" ... :-) ...
    "...eta była priekrasnaja Tawrida. Skazacznaja strana, gdie wozduch napałnien..."
    To był chyba końcowy fragment czytanki, ale już nie pamiętam jakim zapachem było przepełnione powietrze w tej bajkowej krainie ... :-) ...
  28. s.wawelski
    s.wawelski (12.01.2013 16:06) +3 + -
    Gdy bede sie kiedys wybieral na Krym, to juz wiem gdzie szukac eksperta od tego rejonu swiata :-) Pozdrowienia :-)
  29. pattk
    pattk (12.01.2013 15:30) +4 + -
    Historia, literatura, fakty i legendy, humor, polityka, wątek obyczajowy, ale też "kryminalno"-lingwistyczny ... a do tego świetna dokumentacja foto. Gratuluję wspaniałej podróży:) Pozdrawiam!
  30. pt.janicki
    pt.janicki (12.01.2013 15:21) +4 + -
    ...kolejny "+" za rys dotyczący skomplikowanej historii Krymu i jego mieszkańców! Przy okazji, jako stary belfer zwróciłem uwagę na swoisty paradoks. Nasze pokolenie, przepraszam, Jolu, że tak arbitralnie zaliczam Cię do swojego, mimo że z awatarka młoda buzia się uśmiecha, wyposażane w informacje o Arteku - pamiętam te czytanki - w opis zaangażowania "bratniego narodu i kolejnych "przyjaciół Polaków" w walkę o pokój i sprawiedliwość na świecie, zachowało także przekaz starszych pokoleń całkiem inny niż oficjalny.
    Obecne pokolenie, mimo że nie poddane takiej ideologicznej presji dużo mniej wie o zdarzeniach, które zabrały Polakom wolność. Nawet czołowi politycy nie zawsze znają daty wybuchu Powstania Warszawskiego, wprowadzenia stanu wojennego itd. Myślę, że i o 4 czerwca 1989 roku słabo mówimy kolejnym pokoleniom ... :-( ...
  31. pt.janicki
    pt.janicki (12.01.2013 15:00) +4 + -
    ..póki co "+" za tytuł podróży!...
  32. wojpok
    wojpok (12.01.2013 14:55) +6 + -
    Gratuluję wycieczki i opisu. Bardzo mi się podobała. Była mitologia, historia, dawna, średnia i ta całkiem bliska. Zdjęcia ilustrowały tekst. No i oczywiście poezja. Pewnie jeszcze raz tu wrócę. Pozdrawiam i życzę kolejnych fajnych pomysłów na podróże. Pozdrawiam i do następnych spotkań. Wojtek
  33. lmichorowski
    lmichorowski (12.01.2013 14:26) +4 + -
    Świetna, pięknie opisana i ubogacona ładnymi fotkami podróż. Dzięki! Pozdrawiam serdecznie.
  34. iwonka55h
    iwonka55h (12.01.2013 0:05) +4 + -
    dałam plusa, jutro wrócę.
jolrop

jolrop

Jola
Punkty: 94553