Ładuję...

kolumber.pl


Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej to zdecydowanie coś więcej niż tylko skansen ze starymi lokomotywami. Można tutaj bowiem znaleźć także inne „zabytki”.

Zobacz informacje praktyczne i zdjęcia  

Zacznę jednak od tego, że ta zabytkowa parowozownia to przede wszystkim ponad 50 lokomotyw i 50 wagonów. Do tego także żurawie kolejowe i pług odśnieżny.

Najcenniejszym eksponatem muzeum jest pruska lokomotywa z 1921 r. Jest to jedyny zachowany egzemplarz na świecie. Zwiedzający znajdą w Jaworzynie także m.in. jedną z dwóch ocalałych lokomotyw ciągnących kiedyś Orient Express oraz  parowóz z 1889 r., który „zagrał” w filmie „Lalka”. To pod jego koła miał się rzucić zrozpaczony Stanisław Wokulski.

Mnie zainteresowała szczególnie hala parowozowni, gdzie znajduje się stylizowana stacja retro oraz kilka zabytkowych, starych tabliczek.

Chętni mogą także spróbować swych sił … na drezynie. Jest ona udostępniona dla zwiedzających i można się kawałek nią przejechać. Oczywiście napęd własny !

To co jednak najbardziej zaskakujące to fakt, że to w Jaworzynie Śląskiej znajduje się jeden z największych zbiorów motocykli Harley-Davidson. Modele z lat 1924-1978 są odrestaurowane i sprawne technicznie.

W dwóch zabytkowych wagonach została udostępniona wystawa o roli kolei w przesiedleniach po II Wojnie Światowej.

Prawdziwą „perełką” jest natomiast znajdujący się w Muzeum komputer ODRA z 1974 r.

Podsumowując polecam wyprawę do Muzeum w Jaworzynie Śląskiej, chociaż – nie wiem dlaczego – ja jakiegoś specjalnego klimatu tam nie poczułem. Chociaż doceniam atmosferę w hali odwzorowanej na stary dworzec.

Wolę wciąż Karsznice niedaleko Zduńskiej Woli, gdzie jest się pozostawionym samemu sobie, twarzą w twarz ze starymi lokomotywami.

Zobacz informacje praktyczne i zdjęcia  

www.tamizpowrotem.com 

Kolorowe jeziorka będące pozostałością po kopalniach łupków siarkowych bardzo trudno odnaleźć w lasach niedaleko Marciszowa.

Zobacz informacje prkatyczne i więcej zdjęć 

Do 1925 r. funkcjonowała wytwórnia kwasu siarkowego. Kopalnie „Nadzieja”, „Nowe szczęście” i „Gustaw” założono jeszcze w XVIII w. Po zaprzestaniu wydobycia pozostały po niech spore wyrobiska, które z czasem wypełniły się wodą.

Pierwsze na trasie przez las i nieco pod górę, znajduje się Purpurowe Jeziorko (560 m n.p.m.). Jest ono największe i chyba także najpiękniejsze ze wszystkich. W stromych ścianach można dostrzec wejścia do dawnych sztolni. Woda ma nieco brązowawy kolor, ponieważ jest tutaj duże stężenie żelaza.

Podczas pamiętnej powodzi w 1997 r. wody z jeziorka znalazły drogę i zalały pobliskie Wieściszowice czyniąc duże straty w wiosce.

Kolejne po pokonaniu około 15 minutowej trasy przez las jest Błękitne Jeziorko. Tworzą je wody o zabarwieniu szmaragdowym (duża zawartość miedzi). Na kopcu ziemnym odnajdujemy dwa słupy graniczne kopalń z wyrytymi nazwami „Neues Gluck” oraz „Hoffnung” i datę 1805 r.

Ostatni na trasie jest Zielony Stawek. Jest niewielki i skryty pośród drzew, a w porze letniej wysycha.

Polecam jako wspaniały spacer przez las. Dodatkowe atrakcje to niesamowite kolory jeziorek.

Zobacz informacje prkatyczne i więcej zdjęć 

www.tamizpowrotem.com 

Warto zaplanować w podróży postój w Bolkowie, nad którym wznoszą się ruiny gotyckiego zamku.

Zobacz informacje prkatyczne i więcej zdjęć 

Wzniesienie zamku murowanego pod koniec XIII w. przypisuje się księciu świdnicko-jaworskiemu, Bolkowi I Surowemu (chociaż już jego ojciec Bolesław II zwany Łysym położył podwaliny pod jego budowę). Z tego właśnie okresu pochodzi potężna wieża obronna i zachowana do dziś, przylegająca do niej część budynku mieszkalnego.

Rozbudowę zamku przeprowadził książę Bernard Świdnicki i jego syn Bolko II (II poł. XIV w.). Zamek był wówczas najpotężniejszą warownią Piastów śląskich. Po wygaśnięciu linii świdnicko-jaworskiej Bolków przeszedł w ręce korony czeskiej (koniec XIV w.).

Kolejna rozbudowa miała miejsce w latach 1540-1593. Dodano wówczas m.in. nowe partie murów obronnych w licznymi bastejami.

W 1646 r. zamek zostaje zdobyty i zniszczony przez Szwedów (koniec wojny 30-letniej). W latach 1703 – 1810 właścicielem warowni był Zakon Cystersów z Krzeszowa. Następnie przechodzi w ręce skarbu pruskiego (sekularyzacja dóbr kościelnych) i opuszczony popada w coraz większą ruinę.

Najbardziej charakterystycznym elementem zamku jest jego wieża. Jest to tzw. wieża z dziobem (25 m wysokości), zwana także wieżą głodową, została założona na planie koła o średnicy 12 m., przechodzącym od strony południowo-zachodniej w ostrze (tzw. dziób). Średnica w przyziemiu mierzy 15 m., a grubość murów, które zwężają się ku górze, 4,5m. Jest to prawdopodobnie jedna z dwóch zachowanych wież opatrzonych dziobem wPolsce, (druga pełniąca niegdyś funkcje mieszkalne, obecnie częściowo zrujnowana znajduje się w pobliskim zamku Niesytno) oraz pierwszy przykład takiego założenia. Dziób skierowany w stronę wejścia – miejsca spodziewanego ataku, miał powodować „ześlizgiwanie się” kul armatnich po płaszczyznach wieży. W odróżnieniu od pozostałej części wieży, dziób wykonany jest z ciosów czerwonego i żółtego piaskowca. Pierwotnie wejście do niej znajdowało się na poziomie pierwszego piętra, obecnie zaś stanowi je drewnianykrużganek.

W przyziemiu znajduje się loch głodowy, do którego pierwotnie można było się dostać jedynie z góry (10 m. wysokości). Skazańców zrzucano z góry, zwykle przeżywali oni około tygodnia choć zdarzało się, że zlizując wodę z murów udawało się im utrzymać przy życiu znacznie dłużej.

Obecnie mieści się w zamku Muzeum. Pamiętam, że jeszcze 10 lat temu bilety wejściowe to były stare, pożółkłe małe karteczki rodem z początków PRL. Dziś jest już nieco lepiej pod tym względem.

Polecam ten zamek, a w szczególności oczywiście wejście na wieżę zamkową. Roztacza się z niej cudowny widok. Można z niej dostrzec z łatwością, również znajdujące się ok. 3 km na północ ruiny zamku w Świnach.

Zamek znany jest także z Castel Party, czyli festiwalu gotyckiej, mocnej muzyki rockowej.

Zobacz informacje prkatyczne i więcej zdjęć 

www.tamizpowrotem.com 

Niewątpliwie o dawnej potędze Świdnicy świadczy królująca nad miastem Katedra z najwyższą, bo liczącą 103 m, wieżą na całym Śląsku. Jest to jednocześnie piata co do wielkości wieża w całej Polsce.Dnia 23 marca 2004 r. Papież Jan Paweł II podniósł kościół do rangi Katedry.  

Zobacz informacje praktyczne i więcej zdjęć 

Wznoszenie kościoła pw. Św. Św. Stanisława i Wacława rozpoczęło się w 1330 r. za panowania księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Małego. Do wnętrza tej monumentalnej gotyckiej budowli prowadzą cztery bogato zdobione portale. Piąty, zwany Bramą Oblubienicy, wiedzie do północnej nawy bocznej. Nad środkowymi portalami znajduje się największe na Śląsku gotyckie okno. W środku świątyni możemy podziwiać bezcennyołtarz Maryjny z 1492 r. – wzorowany był bowiem na słynnym ołtarzu Wita Stwosza z Kościoła Mariackiego w Krakowie.

Niewątpliwie – jak wspomniałem – kościół słynie przede wszystkim z najwyższej na Śląsku wieży. W kronikach jako jej budowniczego wymienia się murarza i kamieniarza Petera Zehina. Tragiczną datą w dziejach świątyni był 1532 r. Wówczas to wójt świdnicki Franz Glogisch wraz z synem wszedł na wieżę i lekkomyślnie odpalił działko stojące na niej. Znajdujące się w lufie szmaty płonąc opadły na gontowy dach kaplicy kramarzy i spowodowaływielki pożar. Zawaliło się wówczas m.in. sklepienie nawy środkowej, część fasady oraz uległo spaleniu większość ołtarzy, dziewięć dzwonów i dwa zegary. Za swój lekkomyślny czyn wójt został w okrutnie ukarany. Mimo, że skrył się przed gniewem świdniczan w Nysie, został tam odnaleziony i zabity przez mieszczan pałkami. W 1535 r. fasadę i sklepienie odbudowano, jednak to ostatnie obniżono o około 6 m. Prace te kosztowały 30 000 guldenów.

W 1561 r. kościół parafialny przeszedł w ręce ewangelików i stał się główną świątynią ewangelicką w mieście. Dnia 3 czerwca 1583 r. starszy dzwonnik Paul Faber z Davidem Stollem z Lutomi, który potrafił robić zegary słoneczne, postanowili taki umieścić na zachodniej ścianie wieży. Kazali się wciągać w drewnianej skrzyni, zanim jednak jeszcze osiągnęli połowę jej wysokości pękła lina. Obydwaj nieszczęśnicy ponieśli śmierć na miejscu. W tym samym roku 15 września Świdnica przeżyła trzęsienie ziemi.

Polecam uwzględnić Katedrę świdnicką na trasie zwiedzania, tym bardziej, że spod Kościoła Pokoju można bardzo fajnym spacerkiem się tam dostać. Przy okazji warto porównać monumentalną Katedrę z dużo mniejszym Kościołem Pokoju.

Szkoda tylko, że nie można wejść na wieżę. Z tego co się dowiedziałem, było to możliwe tylko 15 kwietnia 2012 r. kiedy to dla świdniczan udostępniono całą Katedrę do zwiedzania.

Zobacz informacje praktyczne i więcej zdjęć 

www.tamizpowrotem.com 

Na świecie są zaledwie dwa Kościoły Pokoju – w Jaworze i właśnie w Świdnicy. Oba są wyjątkowe i choć wzniesione tylko na chwilę, stoją i zachwycają do dziś.

Zobacz informacje praktyczne i więcej zdjęć 

Oba Kościoły powstały na mocy Pokoju Westwalskiego (1648 r.), który kończył bardzo krwawą Wojnę Trzydziestoletnią. Na jego mocy cesarz Ferdynand III Habsburg zgodził się na wybudowanie przez wyznawców luteranizmu trzech kościołów. Zgodę tę jednak obwarował ostrymi zakazami:

- świątynia pozbawiona wież i dzwonów mogła powstać jedynie poza murami miejskimi;

- materiałami budowlanymi mogły być wyłącznie: drewno, piasek, słoma, glina;

- kościół musiał być wybudowany najpóźniej  w ciągu 1 roku.

Kościół w Świdnicy powstał w 1657 r. w ciągu zaledwie 10 miesięcy. Pierwsze nabożeństwo odbyło się 24 czerwca. Został wzniesiony na planie krzyża greckiego. Mógł pomieścić ponad 7 tysięcy wiernych, a na jego budowę zużyto 3 tys. dębów.

Świątynia wzniesiona w Głogowie jeszcze w XVIII w. została zniszczona przez pożar. Te w Świdnicy i Jaworze przetrwały do dziś i od 2001 r. są wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Przepiękne zdobienia, rzeźby i generalnie magnetyczna atmosfera sprawiają, że polecam i ten świdnicki i ten jaworski Kościół Pokoju do zwiedzania. Punktem obowiązkowym jest zajrzenie przynajmniej do jednego z nich. Polecam !

Zobacz informacje praktyczne i więcej zdjęć 

www.tamizpowrotem.com 

Co takiego niezwykłego jest w ruinach zamku Grodziec, że przyciąga niezmiennie do dziś nie tylko turystów, ale i filmowców.  Mieszkali w nim książęta, rabusie, rycerze, a całkiem niedawno nawet Szwedzi kręcący program typu reality show !

Zobacz informacje praktyczne i więcej zdjęć 

Niewątpliwie niesamowity jest fakt, że znajduje się on na powulkanicznym stożku (389 m n.p.m.). Dosyć blisko z niego także do polskiego eldorado czyli Złotoryi. Zamek Grodziec jest chyba niedocenianą perłą i dużą atrakcją Dolnego Śląska.

Na początku na szczycie znajdowała się drewniana warownia, która została zastąpiona przez murowany zamek w XIV w. Aż do połowy XVI w. znajdował się on we władaniu Piastów legnickich. Po wygaśnięciu rodu zaczął tracić na znaczeniu. W XVIII w. był już dosyć zaawansowaną ruiną. W latach 1718-1727 dla właściciela Grodźca Henryka Wolfa von Frankenberga u podnóża góry zamkowej zbudowano wspaniały barokowy pałac.

Na pocz. XIX w. kompleks przeszedł w ręce Jana VI Hochberga, który zabezpieczył ruiny zamku i urządził na przedzamczu ogród w stylu angielskim. W 1889 r. cały Grodziec zakupił przedsiębiorca niemiecki Wiliband von Dirksen. Jego ostatnim właścicielem był Herbert von Dirksen, który po wkroczeniu Armii Czerwone w 1945 r. i zajęciu zamku powoływał się na znajomości z naczelnymi władzami w Moskwie. Niemcy odczytali to jako kolaborację i nocą z 21 na 22 lutego 1945 r. uprowadzono dyplomatę. Rozwścieczeni Bolszewicy rozstrzelali na miejscu kilka osób, a większość mieszkańców wywieźli w głąb Związku radzieckiego.

Spalony zamek po wojnie częściowo odremontowano. Miał się w nim mieścić dom wypoczynkowy, ale zarzucono ten pomysł.  

Na szczęście zamek dziś znów tętni życiem. Odbywają się na nim turnieje rycerskie, a jego niezwykłe położenie kusi turystów. Zresztą nie tylko ich, bowiem Grodziec ma za sobą również epizody w różnych filmach (jak choćby „Wiedźmin”) i szwedzkim reality show „Królestwo”. Rozgrywające się na żywo widowisko osadzone było w średniowiecznych realiach, a uczestnicy walczyli o władzę nad wymyślonym Królestwem.

Szkoda, że sama budowla jest dosyć mocno zarośnięta przez drzewa. Znajdujące się bowiem na szczycie wulkanu ruiny są wyjątkowo malownicze ! Sprawny obserwator dostrzeże je zresztą już z kilku kilometrów. Teren wokół jest bowiem płaski niczym stolnica.

Na zwiedzanie warto zarezerwować co najmniej godzinę. Trasa wiedzie wokół murów, szczytem dachu poprzez krużganki do wieży. Z jej tarasu rozpościera się wspaniały widok na całą okolicę. Na koniec zwiedzamy salę książęcą - z pięknym kominkiem i łożami z baldachimami - oraz kaplicę zamkową.

Dla miłośnika takich budowli zamek stanowi wielką atrakcję. Mniej wtajemniczony turysta, niestety nie znajdzie na trasie zwiedzania zbyt wielu informacji, gdzie jest i co zwiedza. Uznałbym to jednak za jedyny mankament Grodźca. Poza tym warto, warto i jeszcze raz warto tu zajrzeć ! Polecam. Wspaniały średniowieczny klimat czuć tutaj na każdym kroku.

Zobacz informacje praktyczne i więcej zdjęć 

www.tamizpowrotem.com 

Zaloguj się, aby skomentować tę podróż

adamk78

adamk78

adam k
Punkty: 187